Milewski: To paranoja! Z pokrzywdzonego, który doniósł o przestępstwie, stałem się oskarżonym

14.09.2012 09:12
Ryszard Milewski

Ryszard Milewski (Fot. za TVN24/x-news)

- Ja to odczuwam jako odwrócenie sytuacji. Już w poniedziałek zawiadomiłem prokuraturę i ABW, zawiadomiłem ministra, że toczy się śledztwo, a w czwartek po publikacji nagle z pokrzywdzonego staję się praktycznie oskarżonym - żalił się w "Kontrwywiadzie RMF FM" Ryszard Milewski, obiekt prowokacji "Gazety Polskiej Codziennie". - Czuję się niewinny - dodał.
Prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku nie rozumie, dlaczego nagle stał się przedmiotem nagonki medialno-politycznej. W rozmowie z Konradem Piaseckim mówi, że cała sprawa z nagraniami, na których słychać, jak pyta rzekomego urzędnika kancelarii premiera, czy przyspieszyć rozprawę ws. Marcina P., to "odwrócenie sytuacji".

- Dostałem dwa telefony od urzędnika kancelarii premiera, łączone przez sekretarkę. (Rozmówca - red.) podaje się za urzędnika kancelarii. Następnie dostaję maila. Widząc tego maila, już wiem, że jest to jakaś gruba prowokacja. W poniedziałek już powiadamiam prokuraturę i ABW. Zabezpieczane są taśmy. Powiadamiam również ministra sprawiedliwości, że toczy się śledztwo. I w czwartek ukazuje się publikacja i sytuacja zaczyna się odwracać. Z pokrzywdzonego, zawiadamiającego o przestępstwie, staję się praktycznie oskarżonym. Tak się czuję - tak sprawę ze swojego punktu widzenia opisał Milewski.

"Jak można pogonić kancelarię?"

Pytany przez dziennikarza, dlaczego nie "pogonił" urzędnika, który pyta, czy jego skład sędziowski jest "zaufany", powtórzył, że materiał ujawniony przez "GPC" został "zmanipulowany". - Nikt mi nie wydawał żadnych poleceń. Trudno, rozmawiając z kancelarią premiera, pogonić... Wszystkie nagrania są zmanipulowane. Jeśli chodzi o tę sytuację [z pytaniem o zaufanych sędziów - red.]... Powiedziałem: Słucham? I absolutnie tak nie było, że mówiłem coś o zaufanych sędziach, mówiłem, że to nie jest jego sprawa - stwierdził.

Odnosząc się do zarzutu, że przyjmował zlecenia polityczne, stwierdził, że żadnych zleceń nie było. - Jakie zlecenia? Ja powiedziałem tylko o terminie. Terminy nie są tajemnicą. Pan i inni dziennikarze dzwonią do nas i pytają o te terminy. To są techniczne sprawy, to jak pytanie o miejsce rozprawy - tłumaczył.

"W tej sprawie czuję się niewinny"

Prezes gdańskiego sądu wyraził też żal do tych, którzy gotowi są już ferować wyroki. - Dlaczego od razu mówi się, że rozmawiałem, że jestem winny, że toczy się postępowanie dyscyplinarne... Dlaczego nikt nie chce sprawdzić, jak rzeczywiście przebiegała ta rozmowa - mówił, odnosząc się przede wszystkim do Jarosława Gowina, który wczoraj zapowiedział, że chce odwołania sędziego. - Jak można ferować wyroki... To prowadzi do paranoi - dodał.

Milewski zapowiedział, że jeżeli śledztwo w sprawie dowiedzie, że istotnie "naruszył niezawisłość czy powagę swojego urzędu", to nie będzie uchylał się od odpowiedzialności. - Jeżeli wyjdzie ze śledztwa, że nie dopełniłem obowiązków, to podam się do dymisji czy oddam się do dyspozycji Krajowej Rady Sądownictwa - obiecał. Zaznaczył jednak: - W tej sprawie czuję się jednak niewinny.



"Przyspieszać czy nie przyspieszać?"

"Gazeta Polska Codziennie" ujawniła w czwartek nagranie, w którym Ryszard Milewski rozmawia z rzekomym asystentem Tomasza Arabskiego, szefa Kancelarii Premiera. Prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku w trakcie rozmowy prosił o instrukcje, czy przyspieszać posiedzenie ws. aresztu dla Marcina P.

- Mogę posiedzenie wyznaczyć w zależności... albo 17, albo 12 czy 13, nie ma żadnego problemu. Skład wyznaczony, sprawa już tam jest. Czytają akta... kwestia jest do rozmowy, czy bardzo przyspieszać czy nie przyspieszać? Muszę powiedzieć, żeby siedzieli, czytali, czy to na spokojnie, chciałem o tym porozmawiać właśnie - informował swojego rozmówcę prezes Milewski. W końcu wstępnie ustalono, że posiedzenie odbędzie się 12, a spotkanie z premierem 13 września. Dalej pojawił się temat składu sędziowskiego na tym posiedzeniu: - To są zaufane dla pana osoby? Wie pan, sprawa jest ważna, po prostu - pytał mężczyzna. - O to proszę się nie martwić - zapewniał prezes.

Zobacz także
Komentarze (223)
Zaloguj się
  • od-or

    Oceniono 1 raz 1

    ma facet tupet ale w tym państwie?

  • dragon52

    0

    taaaaak !!!! milewski trzeba uważać co się klepie ,czyż nie znana ci jest formułka stara jak stare jest sądownicwo[ wszystko co powiesz morze być użyte przeciwko tobie]!!!

  • koniu150

    Oceniono 1 raz 1

    czy taka świnia ma w ogóle honor ? czego taki chooj nauczy swoich dzieciaków ? kraj tonie sqrwiny przez żydo-komunę

  • amiszaginal

    0

    Oszuści potrafią nadzwyczaj wiele!Słyszałem,że sprzedają kościoły,budynki...
    Potępić sędziego,że wysłuchał kłamstwa jakiegoś drania,to za wiele!
    Oszusta trzeba z miejsca ukarać i to solidną grzywną!
    Ten delikatny i pełen humanizmu sędzia został oczerniony przez tchórzy!-Przez politykierów!

  • holzmilak

    0

    Kapitan z Kepenick! Hehehe.

  • pawel.bruksela

    0

    Kazda taka prowokacja oparta na podrabianych dokumentach w Stanach podciagnieta bylaby pod dowody zdobyte w nielegalny sposob i spowodowaly by automatyczne zamkniecie sprawy. Przeciez ten kles dopuscil sie falszerstwa! Czemu on moze, a ja nie?!!!!!

  • zomozadwa

    0

    tłusty, zakłamany wieprz.

  • towarzysz.dyrektor

    Oceniono 1 raz 1

    Rycho [Milewski], Zbycho, Miro. I wszystko jasne.
    Tradycja zobowiazuje.

  • rodowicz22

    0

    Chyba Prezes Milewski nie czytał uzasadnień wyroków pisanych przez asystentów , które sam wydawał.
    Gdyby sam siebie sądził, to nie ma mowy aby nie wydał wyroku skazującego na co najmniej dwa lata.
    Swoją drogą, jak taki d. pek został sędzią i Preziem bo Prezesem to nigdy nie był.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje