Wypadek we Francji: kierowca z zarzutem spowodowania wypadku. Ale może wrócić do Polski [RELACJA Z FRANCJI]

12.09.2012 15:22
Prokurator Herve Robin z kapt. Chanudetem i Brongniartem z francuskiej żandarmerii

Prokurator Herve Robin z kapt. Chanudetem i Brongniartem z francuskiej żandarmerii (Fot. Michał Gostkiewicz, Agnieszka Wądołowska / Gazeta.pl)

Spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym - taki zarzut postawił kierowcy polskiego autobusu, który rozbił się wczoraj we Francji prokurator Herve Robin z Sausheim pod Miluzą. Mężczyzna będzie mógł jednak wrócić do kraju - prokurator nie żąda wobec niego aresztu - donoszą z Francji reporterzy Gazeta.pl
Miluza, dzień po wypadku polskiego autokaru. Tragiczny wypadek polskiego autobusu, to temat dnia w miejscowych gazetach. Dziennik "L'Alsace" podaje ją na pierwszej stronie z wielkim zdjęciem i tytułem "Dramat na A36". A miejscowy prokurator właśnie zdecydował o postawieniu zarzutów kierowcy autokaru.

Kierowca mówi, że znał tę drogę

Dzięki pomocy dziennikarza AFP dostajemy informacje od żandarmerii w Sausheim k. Miluzy, która podaje, że kierowca ma 29 lat. Jest w fatalnej kondycji psychicznej, wie, co się stało.



Twierdzi, że znał drogę, na której wczoraj doszło do wypadku. O godz. 14. kierowcę przesłuchuje prokurator Herve Robin, a następnie sędzia. Ok. 15. prokurator ogłasza decyzję: zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym.

Proces ma potrwać ok. roku - wg prokuratora kierowca może wrócić do Polski i odpowiadać z wolnej stopy. Jeśli zostałby uznany winnym, grozi mu do 3 lat więzienia i 75 tys. euro grzywny.

Co z pasażerami? 16 osób rusza dalej

Rano od polskiego konsula generalnego z Lille Bogdana Bernarczyka-Słońskiego dowiadujemy się, że już wieczorem szesnaście osób, które nie odniosły obrażeń w katastrofie pod Sausheim, ruszyło w dalszą podróż na południe Francji.

Dziesięciu kolejnym osobom władze Miluzy w porozumieniu z biurem podróży Sindbad zapewniły nocleg. Kilkoro z nich zamierzało już w środę ruszyć w dalszą drogę, inni planowali wrócić do Polski.

Ludzie nie chcieli znów jechać autokarem

Dzwonimy do poznanego we wtorek Polaka, którego brat wyszedł bez szwanku z wypadku. Jak mówi, dla części Polaków, którzy nie chcieli po wypadku wsiadać do autokaru, zorganizowano przejazd koleją do celu podróży.

- Jedni zdecydowali, że jadą dalej, inni - że chcą jak najszybciej wrócić do Polski - mówi. Dodaje, że biuro Sindbad zadbało też o autobusy i do Polski, i do Marsylii, gdzie jechał autokar, który uległ wypadkowi.

Na miejscu pracuje polski konsul z Lille Jarosław Chorak. Francuzi zajęli się też rannymi. Konsul Bernarczyk-Słoński mówi nam, że szpitale w Strasburgu i Miluzie poinformowały, że w nocy nie zmarła żadna z ciężko rannych osób. W przypadku dwóch rannych ze szpitala w Strasburgu konsul podkreśla, że po przeprowadzeniu operacji lekarze byli zadowoleni z ich stanu.

Szpital w Miluzie. Polacy pod dobrą opieką

W szpitalu w Muluzie, gdzie przewieziono rannych z wypadku polskiego autokaru, panuje cisza i spokój. Już od wejścia kartki informują (także po polsku), jak dotrzeć do oddziału szpitala, gdzie leczeni są poszkodowani Polacy.

Rodziny ofiar są na miejscu, nie chcą jednak rozmawiać z dziennikarzami. Uszanowaliśmy ich prywatność w obliczu tragedii, która dotknęła ich bliskich. Personel placówki jest bardzo pomocny. Udało nam się porozmawiać z polskim pracownikiem szpitala.

Zobacz także

Najnowsze informacje