Nastolatek dryfował przez 26 godzin w koszu. "To cud, że przeżył"

12.09.2012 09:43
Straż przybrzeżna

Straż przybrzeżna (Fot. Daily Sitka Sentinel - Joel Brady-Power AP)

Nastoletni rybak Ryan Harris dryfował w koszu na ryby przez 26 godzin u wybrzeży Alaski, po tym jak jego łódź wywróciła fala. - To jakiś cud, że przeżył - mówi dla agencji AP Don Kluting, szef straży przybrzeżnej, która uratowała chłopaka.
- Przez cztery godziny sobie powtarzałem: Jestem Ryan Harris i nie mam zamiaru tutaj umrzeć - mówi nastolatek, który łowił łososie razem ze swoim kolegą, Stoniem Huffmanem, kiedy łódź uległa awarii. Po tym, jak udało im się naprawić usterkę, zdecydowali się wracać do portu. Nagle w kuter zaczęły uderzać coraz większe fale, aż w końcu jedna z nich go wywróciła.

Obaj wpadli do wody, ale Huffmanowi udało się znaleźć kamizelkę ratunkową i bezpiecznie dopłynąć do brzegu, po tym jak fale ich rozdzieliły. Mniej szczęścia miał Harris, który złapał się tylko kosza na ryby. Mimo sztormu zdołał do niego wejść i utrzymywać w nim równowagę przez 26 godzin.

- Nie myślałem o tym, że mogę zginąć - mówi Harris. Dodaje, że bał się raczej o swojego kolegę. A jak sobie przez ten cały czas radził? Stwierdza, że najbardziej pomogło mu śpiewanie, bo w ten sposób "sam siebie podtrzymywał na duchu". Nucił m.in. takie piosenki, jak "Rudolf czerwononosy renifer" albo "Row, row, row your boat" - piosenkę, którą dzieci śpiewają w amerykańskich przedszkolach.

W poszukiwaniach, które rozpoczęły się po tym, jak przyjaciele Harrisa zawiadomili straż przybrzeżną, brały udział m.in. cztery helikoptery ratunkowe.

Zobacz także
Najczęściej czytane

Najnowsze informacje