Brat jednej z ofiar poczwórnego morderstwa nad jeziorem Annecy: Nie mam z tym nic wspólnego

07.09.2012 22:08
Cztery zabite osoby - to bilans tragicznego mordu na południu Francji

Cztery zabite osoby - to bilans tragicznego mordu na południu Francji (Fot. ROBERT PRATTA REUTERS)

Brat Brytyjczyka - jednej z ofiar poczwórnego zabójstwa, do którego doszło w środę we Francji - zaprzecza, że miał z napadem cokolwiek wspólnego. "Nasze relacje były wyjątkowo dobre" - zapewniał według "Daily Mail" w rozmowie z policją. Służby podejrzewają też, że w ataku udział wzięło przynajmniej dwóch napastników - i że nie byli to amatorzy.
W brutalnym ataku, do którego doszło w środę po południu nad francuskim jeziorem Annecy - zginęło małżeństwo, 77-letnia kobieta i najprawdopodobniej przypadkowy motocyklista. Obie córki pary przeżyły, choć starsza, 7-letnia, została poważnie ranna i w tej chwili po dwóch operacjach znajduje się w stanie śpiączki farmakologicznej.

Francuska prokuratura, z którą aktywnie współpracują brytyjskie służby, bada wątek sporu o spadek między zabitym 50-letnim Saadem Al-Hilli a jego bratem. Dowiedziawszy się o tym, potencjalny podejrzany sam udał się na najbliższy posterunek policji - podaje internetowy serwis "Daily Mail". Zaid Al-Hilli zapewniał na stacji w Kingston, Surrey, że "ze śmiercią brata nie ma nic wspólnego", sporu o pieniądze nigdy między nimi nie było, a ich relacje "wyglądały wyjątkowo dobrze".

Brat sam zgłosił się dwukrotnie na policję

Nie był to pierwszy raz, kiedy Zaid Al-Hilli rozmawiał z policją w tej sprawie. Mężczyzna miał skontaktować się ze służbami niedługo po tym, jak media ujawniły informację o ataku na brytyjskich turystów w rejonie jeziora Annecy - na policję miał zadzwonić, martwiąc się o brata i jego rodzinę, którzy w tamtej okolicy przebywali.

Brat ofiary ma się stać jednym z kluczowych świadków w sprawie poczwórnego morderstwa. W sobotę do Londynu ma przyjechać trzech francuskich detektywów, którzy we współpracy ze Scotland Yardem mają poprowadzić przesłuchania i resztę śledztwa.

Prokurator: Napastników musiało być więcej

Prokurator Eric Maillaud przyznał, że policja podejrzewa, że w napadzie wzięło udział więcej napastników. Sam atak trwał ok. 30 sekund, w tym czasie wystrzelono 25 naboi - do zabójstwa miano użyć broni automatycznej. Z tych 25 naboi pięć trafiło w motocyklistę, po trzy zaś w czwórkę członków znajdującej się w samochodzie rodziny - każdy otrzymał przy tym po dwa strzały w głowę.

- Wydaje się to być fizycznie niemożliwe, że tyle strzałów oddała tylko jedna osoba. Instynkt podpowiada nam, że napastników było więcej - przyznał Maillaud, dodając, że skuteczność sprawców każe też podejrzewać, że strzelający nie byli amatorami.

4-latka już po drugim przesłuchaniu

4-latka, która przeżyła strzelaninę, nie została ranna w ataku. Na samym początku napadu schowała się w nogach matki, gdzie spędziła niezauważona - także przez żandarmerię, która na miejscu zbrodni zjawiła się niedługo później - osiem kolejnych godzin. Dziewczynka była już dwukrotnie przesłuchana, ale policjantom nie udało się z niej wydobyć żadnych pomocnych informacji.

4-latka wraz ze starszą siostrą, która po dwóch operacjach znajduje się na oddziale intensywnej terapii, przebywa pod ochroną policji w szpitalu w pobliskim Grenoble.

Zobacz także
Najczęściej czytane

Najnowsze informacje