Ratownicy przez cały dzień szukali dwóch turystów w Tatrach. Teraz Słowacy wystawią im słony rachunek

25.07.2012 21:13
Nawet kilka tysięcy euro może kosztować wycieczka w Tatry Wysokie dla dwóch turystów, którzy zgubili szlak i nikogo nie powiadomili, że nie wrócą do schroniska.

Nawet kilka tysięcy euro może kosztować wycieczka w Tatry Wysokie dla dwóch turystów, którzy zgubili szlak i nikogo nie powiadomili, że nie wrócą do schroniska. (Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Nawet kilka tysięcy euro może kosztować wycieczka w Tatry Wysokie dwóch turystów, którzy zgubili szlak i nikogo nie powiadomili, że nie wrócą do schroniska. Zeszli na słowacką stronę. Mężczyzn przez cały dzień szukali ratownicy z Polski i Słowacji.
Od rana ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego poszukiwali dwóch taterników, którzy nie wrócili na noc ze wspinaczki. Wychodząc ze schroniska w Morskim Oku, wpisali do książki wyjść, że wybierają się na Mięguszowiecki Szczyt Wielki. W miejsce godziny powrotu wpisali, że wrócą po zmroku.

Szukał ich śmigłowiec

Kiedy nie wrócili, ratownicy rozpoczęli poszukiwania z użyciem śmigłowca. Niski poziom chmur nie pozwolił dotrzeć do kopuły szczytu. W tej sytuacji o pomoc poproszona została Horska Zahranna Služba, której ratownicy wyszli z Popradzkiego Plesa do Doliny Hlinskiej, przez którą prowadzą drogi zejściowe ze szczytu.

Poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Kiedy po południu poprawiła się pogoda, ponownie na poszukiwania wyruszył śmigłowiec z dwoma grupami ratowników, którzy mieli patrolować drogi zejściowe.

W międzyczasie ze schroniska w Morskim Oku przyszła wiadomość, że poszukiwani taternicy cali i zdrowi zameldowali się w schronisku.

Jeśli nie ma wpisu o powrocie, będzie poszukiwanie

Okazało się, że po zakończeniu wędrówki po godz. 18 mieli problemy z zejściem ze szczytu. Jest to teren stromy, skomplikowany; może być pułapką dla osób nieprzygotowanych topograficznie. Taternicy zeszli przez Dolinę Hlińską do Strbskego Plesa.

- A stamtąd samochodem dotarli do Polski - mówi ratownik dyżurny TOPR Witold Cikowski. - My żałujemy, że na swojej drodze nie spotkali nikogo z telefonem, że nie zadzwonili do rodziców lub służb ratunkowych z informacją, że wszystko jest w porządku; jest to przykład braku odpowiedzialności - dodaje ratownik.

Każdy wpis do książki wyjść jest weryfikowany; jeżeli nie ma adnotacji, że z danej wycieczki wrócono, ratownicy TOPR w takiej sytuacji na pewno rozpoczną wyprawę poszukiwawczą.

- Za poszukiwania prowadzone przez Słowaków zostanie wystawiona faktura. Na razie nie wiemy, jaką kwotą obciąży taterników HZS, natomiast za działania TOPR-u nie zapłacą - informuje ratownik dyżurny.

Warto kupić ubezpieczenie

- Wybierając się na górskie wycieczki, a szczególnie kiedy drogi turystyczne prowadzą na szczyty będące na granicy, zaleca się wykupienie ubezpieczenia za udzielenie pomocy przez ratowników słowackich - radzi Zdzisław Chmiel, przewodnik tatrzański.

Takie ubezpieczenie można wykupić w większości zakopiańskich biur podróży; kosztuje mniej więcej 1,5 euro za dzień. - Można też wykupić je w punktach informacji turystycznej lub bramkach wejściowych na górskie trasy - dodaje Sławomir Jankowski, przewodnik górski. Koszt ubezpieczenia na Słowacji wynosi od 40 eurocentów w Słowackim Raju do 1 euro w Tatrach Wysokich.

Ubezpieczenie pokrywa koszt akcji ratunkowej, który na Słowacji jest wysoki i może dojść do kilku tysięcy euro. Zależy od liczby ratowników i ilości wykorzystanego sprzętu.

W Polsce od wielu lat toczy się dyskusja, czy takie ubezpieczenie powinno być wprowadzone. Obecnie działalność służb ratowniczych, w tym górskich, finansowana jest z budżetu MSWiA, sponsorów i datków.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (95)
Zaloguj się
  • totyczyja

    Oceniono 2 razy 2

    W Polsce też powinni zapłacić, za swoją nieodpowiedzialną postawę.

  • szpak.nie

    Oceniono 7 razy -5

    też to zauważyłem, ten artykuł to kompletny bełkot. Raz taternicy, raz turyści, zgubli szlak na Mięguszowieckim, gdzie szlaku nie ma, nonsens goni nonsens.

  • rudy_63

    Oceniono 17 razy -9

    Wygląda to na próbę wyłudzenia pieniędzy przez służby ratownicze. Usługa była niezamawiana. Mamy wolny kraj - gwarantuje to chyba konstytucja. Prawdopodobnie każdy rozsądny sąd obciąży służby ratownicze kosztami sądowymi - o tych dotyczących akcji nie wspominam.

  • xcuttox

    Oceniono 12 razy 8

    Żeby oczymś dyskutować, to trzeba mieć jakiś temat. Autor tego artykułu to jakiś laik. Raz pisze o turystach drugi raz o taternikach. Tak jakby to były okreslenie zamienne, ale tak nie jest. Co to za podanie czasu powrotu po zmroku. Na Mięguszowiecki Szczyt szlaku turystycznego nie ma, jest tylko wejście taternickie. Każde wyjście taternickie powinno być wpisane do ksiązki. Jak nie nastapi powrót o wpisanej godzinie, za dwie godziny rozpoczyna się akcja ratownicza. Ale czy TOPR jest niańką dla taternika. Co by było jakby ich znaleźli a oni postanowili przenocować na ścianie. Przecież to też się zdarza.

  • senior2244

    Oceniono 38 razy 26

    Kiedy my wreszcie zmądrzejemy i takim idiotom będziemy wystawiać rachunki za takie akcje.Uczcie się durnie od Słowaków.

  • poborowy102

    Oceniono 41 razy -19

    te głupki, które nawołują tu do dodatkowych ubezpieczeń to po pierwsze nie zdają sobie sprawy, że tylko 20% kosztłów TOPR to akcje ratownicze, a reszta to utrzymanie gotowości, czyli, ze ubezpieczenia nie spowodują zniesienia koniecznosci dopłacania do TOPR, po drugie nie wiedzą, ze większosć akcji to pierdoły typu zwichnięcie nogi w dolinie, czyli takie same interwencje jak pogotowia na ulicy, po trzecie sami płaszczą swoje tłuste dupska przed TV, nie zaznając ruchu powodują, ze narażą wszystkich podatników na koszty ich leczenia wynikłego z ich splaślaństwa.

  • sunday

    Oceniono 39 razy -7

    No przecież wrócili "po zmroku", jak napisali. Akcję zamawiali? Krzywda im się działa? Poradzili sobie, wrócili, jak zapowiedzieli, więc o co chodzi?

  • kurde-balans11

    Oceniono 8 razy 2

    Nareszcie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje