"I co z dostępem do broni?" - Obama i Romney w krzyżowym ogniu pytań po masakrze w Denver

asz, jb, AFP, AP, PAP
20.07.2012 17:41
Barack Obama w czasie przemowy o strzelaninie w Kolorado

Barack Obama w czasie przemowy o strzelaninie w Kolorado (Fot. KEVIN LAMARQUE REUTERS)

Dla krytyków nieograniczonego dostępu do broni palnej w USA strzelanina w Denver stała się idealnym pretekstem do wznowienia dyskusji na ten temat. Walczący o Biały Dom Barack Obama i Mitt Romney w związku z tragedią zawiesili kampanie wyborcze. Ale już za chwilę staną przed trudnymi pytaniami o związek między wolnym dostępem do broni a liczbą zabójstw.
W USA, jeżeli chodzi o dostęp do broni palnej, każdy stan rządzi się swoimi prawami,. Kolorado, w którym w nocy w wyniku strzelaniny w kinie zginęło 12 osób, jest w tej kwestii liberalne - wystarczy dowód tożsamości, by zarejestrować broń. Przepisy zastrzegają jedynie, że ma ona służyć tylko do ochrony osobistej.

"To oczywisty problem w tym kraju"

Atak w Aurorze - dzielnicy Denver - był w USA jednym z najpoważniejszych od 2007 roku, kiedy podczas masakry w Virginia Tech zginęły 33 osoby. - Są takie strzelaniny, które sprawiają, że amerykańska opinia publiczna zatrzymuje się, aby krytycznie spojrzeć na przestępstwa z użyciem broni palnej. I to może być jedna z nich - wyraził nadzieję Josh Sugarmann z waszyngtońskiego think tanku Violence Policy Center.

Burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg, który sam jest zwolennikiem restrykcji w dostępie do broni, do tablicy wezwał dziś Obamę i Romneya. - Może nadszedł już czas, aby dwie osoby, które chcą być prezydentem Stanów Zjednoczonych, opowiedziały się w końcu, co zamierzają zrobić w kwestii (liberalnych przepisów dot. dostępu do broni - red.), która stanowi oczywisty problem w tym kraju - oświadczył dziś Bloomberg.

Rzecznik Obamy: Nie mam nic do dodania

Barack Obama na jeden dzień przerwał kampanię wyborczą ("Dziś jest dzień na modlitwę i refleksję"). Na apel Bloomberga odpowiedział więc jego rzecznik. - Prezydent wierzy, że musimy w tej kwestii wykazać się zdrowym rozsądkiem: bronić prawa Amerykanów do obrony osobistej i jednocześnie nie dopuścić do tego, aby ci, którzy nie powinni mieć dostępu do broni, w ramach obowiązującego prawa ten dostęp mieli - powiedział Pat Carney.

I zakończył: - Odnotowaliśmy w tym zakresie pewien postęp, jeżeli chodzi o zakres wywiadu środowiskowego przeprowadzanego w przypadku tych, którzy chcą wejść w posiadanie broni. Na razie nie mam jednak nic do dodania.

Obama zdenerwował oponentów i zwolenników

Z tego podejścia administracji Obamy nie są zadowoleni amerykańscy lobbyści zbrojeniowi z Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego Ameryki (NRA). Oskarżyli prezydenta o to, że sprzyja traktatowi ONZ, które ma na celu "odebranie Amerykanom prawa do posiadania tylu pistoletów, ile tylko będą chcieli".

Równie niezadowoleni z pozycji Obamy są przeciwnicy wolnego dostępu do broni. Aktywiści z zarówno Brady Campaign jak i Prevent Gun Violence dali prezydentowi ocenę niedostateczną za brak odpowiedniej inicjatywy w tym zakresie. Na poparcie swojej argumentacji przytaczają statystyki z Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom, według których co roku w Stanach w wyniku użycia broni palnej rannych zostaje 100 tys. osób, z czego ponad 31 tys. ginie.

- Jesteśmy bardzo zawiedzeni stanowiskiem prezydenta w związku z dostępem do broni. Mamy nadzieję, że teraz nie skończy się tylko na współczuciu dla ofiar, ale w końcu ruszy do działania - skwitował Sugarmann.

Podyskutuj o wyborach w USA na naszym profilu na Facebooku >>>

Tagi:

Zobacz także