Ameryka go podziwiała, wrogowie wyznaczyli nagrodę za jego głowę. Najniebezpieczniejszy snajper amerykańskiej armii napisał książkę

20.07.2012 17:29
Koledzy z elitarnej jednostki Navy SEALs mówią o nim Legenda. Wrogowie nazywali go Diabłem, za jego głowę wyznaczyli 20 tys. dolarów nagrody. Chris Kyle, najskuteczniejszy snajper w dziejach amerykańskiej armii, napisał książkę, którą zdecydował się w Polsce wydać Znak. Kyle ma na koncie 160 śmiertelnych trafień, czyli zabił 160 osób.
"Patrzyłem przez celownik karabinu snajperskiego, lustrując drogę biegnącą przez niewielkie irackie miasteczko. Niespełna 50 metrów ode mnie otworzyły się drzwi małego domu. Wyszła z nich jakaś kobieta z dzieckiem. (...)

- Nadchodzą marines - powiedział dowódca, kiedy budynek zaczął drżeć. - Obserwuj.

Spojrzałem przez celownik. W pobliżu nie było nikogo poza tą kobietą i jednym czy dwojgiem dzieci.

Patrzyłem, jak zbliża się oddział naszych. Dziesięciu młodych dumnych marines w mundurach wyskoczyło z pojazdów i sformowało się w szyku patrolowym. Kiedy Amerykanie się ustawiali, kobieta wyjęła coś spod ubrania i pociągnęła za to.

Odbezpieczyła granat. W pierwszej chwili nie zdałem sobie z tego sprawy.

- Zdaje się, że to coś żółtego - powiedziałem do szefa, opisując, co widzę, podczas gdy on też obserwował. - Żółte i ma...

- Ona trzyma granat - powiedział dowódca. - To chiński granat.

- Cholera.

- Strzelaj.

- Ale...

- Strzelaj. Zdejmij ten granat. Marines...

Zawahałem się. Ktoś próbował połączyć się z marines przez radio, ale nie mogliśmy ich wywołać. Szli wzdłuż ulicy, kierując się w stronę kobiety.

- Strzelaj! - padł rozkaz.

Pociągnąłem za spust. Kula wyleciała z lufy - strzeliłem. Granat upadł. Kiedy wystrzeliłem po raz drugi, granat wybuchł.

To był pierwszy raz, kiedy zabiłem kogoś z karabinu snajperskiego. A także pierwszy raz w Iraku - i jedyny - kiedy zabiłem kogoś innego niż biorącego udział w walce mężczyznę" - pisze Chris Kyle w swojej książce "Cel snajpera". Wydawnictwo Znak zaplanowało jej polską premierę na koniec lipca.

Autorowi przypisuje się 160 śmiertelnych trafień. Kyle wielokrotnie zaznacza, że było to głównie wynikiem sprzyjających okazji, a nie tylko jego umiejętności. Swoją historię - historię snajpera - chce opowiedzieć sam, dlatego pisze książkę. Wyjaśnia w niej, za co nienawidził wroga, czym dla niego było zabijanie oraz dlaczego kochał to, co robił.

Koszmar podczas "hell week". "Marzyłem, żeby się ktoś na mnie wysikał"

Aby dostać się do Navy SEALs, Kyle musiał przejść trwający 24 tygodnie kurs BUD/S zakończony słynnym "hell week", a następnie 28-tygodniowe szkolenie SQT. Pierwszy kurs jest tak morderczy, że nie kończy go nawet 90 procent kandydatów. Kyle pisze, że złamania w stopie (o których nie wspomniał lekarzom, by nie cofnięto go na początek kursu) były dla niego najmniejszym bólem.

"Hell week" zaczął się niewinnie. Wieczorem zebrano wszystkich kursantów w wielkiej sali, nakarmiono pizzą i urządzono im nam maraton filmowy. Oglądali "Helikopter w ogniu", "Byliśmy żołnierzami" i "Braveheart". - Wszyscy byli spięci, bo wiedzieli, że za chwilę coś się zacznie. Gdy wpadł instruktor z karabinem maszynowym i zaczął strzelać ślepakami, co oznaczało początek piekielnego tygodnia, wszyscy wybiegli na dwór. Później były granaty hukowo-błyskowe i polewanie, z węży strażackich, wodą pod pełnym ciśnieniem. Przez kolejne dni uczestnicy kursu wykonywali szereg wyczerpujących ćwiczeń, niemal nie odpoczywając. Przez pierwsze trzy dni Kyle spał łącznie dwie godziny, i to na raty. Ale nie to było dla niego najtrudniejsze: "Najgorzej było leżeć na brzegu w morskiej pianie, bez ubrania, i mrozić dupę. Chwytaliśmy się za ręce z chłopakami po bokach i trzęśliśmy się jak młoty pneumatyczne: naszymi ciałami wstrząsały potworne dreszcze. Modliłem się, żeby ktoś się na mnie wysikał".

Miłość do wojny i adrenaliny. Normalne życie to nuda

Większość jego kolegów nie wytrzymało psychicznie lub fizycznie "hell week", ale ci, którym się udało, byli przygotowani na najgorsze sytuacje, jakie miały ich spotkać podczas wojny.

Chris Kyle opisuje też mnóstwo niebezpiecznych akcji, w których brał udział, i o większości opowiada bez większych emocji. Latające nad głowami kule, materiały wybuchowe na każdym kroku, wyczerpujące akcje - właśnie to lubi najbardziej. Kiedy nic się nie dzieje, jest sfrustrowany i znudzony. Pragnie być w środku akcji, jest uzależniony od adrenaliny. Nie chce wracać do kraju, mimo że tam czekają na niego żona i dwójka dzieci.

Wspomnienia Chrisa są miejscami przeplatane wspomnieniami jego żony Tayi. Kobieta opowiada, jak z czasem zaczynała czuć coraz większą wściekłość z powodu pasji męża. Jego niechęć do normalnego życia pogłębiała przepaść między nimi, która niemal doprowadziła do rozwodu.

Wróg jest zawsze dzikusem i tchórzem

Tych, których zabija, Kyle opisuje wyłącznie jako opętanych żądzą krwi "dzikusów", rebeliantów i żałuje, że nie zabił ich więcej. - Świat jest lepszy bez tych dzikusów, którzy pozbawiali życia moich rodaków. Każdy, kogo zastrzeliłem w Iraku, próbował wyrządzić jakąś krzywdę Amerykanom albo Irakijczykom wiernym nowym władzom - przekonuje.

Jego zdaniem wróg zabija z powodów religijnych, nienawiści do Amerykanów, dla samego zabijania. Jest tchórzem, który w przypadku zagrożenia zasłoni się własnym dzieckiem albo to je wyśle z granatem - byle tylko atak był skuteczny. W opowieści Kyle'a wróg, w porównaniu z żołnierzami, jest mało skuteczny. Strzela niecelnie, atakuje naszprycowany narkotykami, które dodają mu odwagi, ale niekoniecznie skuteczności.

"Dla fanatyków, z którymi walczyliśmy, nic nie miało wartości poza ich wynaturzoną interpretacją religii. A w co drugim wypadku ich twierdzenia, że tak cenią sobie religię, były gołosłowne - większość nawet się nie modliła. (...)

Wielu powstańców było tchórzami. Stale używali narkotyków, by dodać sobie odwagi. Sami, bez dopingu, byli niczym" - pisze Kyle.

Strzelałem do piłek, a oni znikali pod wodą

Strzelanie do rebeliantów podczas wojny szybko stało się dla Kyle'a czymś normalnym, niebudzącym żadnych uczuć. Tłumaczy, że zabijał ich, by przeżyć i uratować swoich kolegów. Zdarzało się także, co szokujące, że niektóre strzały traktował niemal jak zabawę:

"Pewnego popołudnia prowadziłem obserwację z dachu, kiedy z ukrycia wyszła grupa jakichś szesnastu uzbrojonych po zęby rebeliantów. Mieli pełny pancerz osobisty i ciężkie wyposażenie. (...) Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że nieśli też cztery ogromne kolorowe piłki plażowe. Naprawdę nie mogłem uwierzyć własnym oczom: podzielili się na grupy - po czterech do jednej piłki - i weszli do wody. Następnie, używając piłek jako pływaków, zaczęli płynąć na drugą stronę. (...)

Strzeliłem w pierwszą piłkę. Czterech mężczyzn zaczęło młócić wodę, usiłując dopłynąć do pozostałych trzech piłek.

Paf!

Zestrzeliłem piłkę plażową numer dwa.

To zaczynało być zabawne.

Co tam - to było bardzo zabawne. Rebelianci walczyli ze sobą, a ich pomysłowy plan zabicia Amerykanów obrócił się przeciwko nim samym.

- Hej, musicie to zobaczyć - zawołałem do marines, przestrzeliwując trzecią piłkę.

Marines podeszli do krawędzi dachu i patrzyli, jak rebelianci walczą ze sobą o ostatnią piłkę plażową. Ci, którym nie udawało się jej przytrzymać, szybko znikali pod wodą i tonęli.

Jeszcze przez chwilę przyglądałem się ich walce, po czym zestrzeliłem ostatnią piłkę" - opisuje.

Śmierć towarzyszy

Zdarzały się jednak akcje, do których Kyle nie podchodził obojętnie: "Staliśmy zbici w ciasną grupkę ze wzrokiem wbitym w podłogę, czekając na sygnał do wejścia na górę. Prowadził Marc Lee: był wyżej od nas, bo stał już na stopniach schodów. Obrócił się i zerknął przez okno na klatce. W tym momencie coś zobaczył i otworzył usta, żeby nas ostrzec.

Ale nie wypowiedział już ani słowa. W tym krótkim ułamku sekundy kula trafiła go prosto w otwarte usta i przebiwszy czaszkę, wyleciała z tyłu. Marc upadł bezwładnie na schody.

Ktoś nas wystawił: na dachu sąsiedniego budynku znajdował się jakiś dzikus, który obserwował stamtąd to okno" - opisuje Kyle akcję w Ar-Ramandi. To był drugi jego kolega postrzelony tego dnia przez rebeliantów. Pierwszy przeżył, ale stracił wzrok. Drugi zginął. To m.in. im Chris zadedykował swoją książkę.

Polscy żołnierze i polska wódka - najlepsza na świecie

"Cel snajpera" to przede wszystkim historia twardziela, ale autor pokazuje też wojnę "od kuchni". Używając niecenzuralnych słów, opowiada o zasadach działań żołnierzy na wojnie, o politykach, którzy ingerują w sprawy, na których jego zdaniem często się nie znają, o dowódcach, którzy podejmują niezrozumiałe dla niego decyzje, prawdopodobnie bojąc się o własne stanowiska.

Chris Kyle wspomina w książce także o współpracy z polskimi żołnierzami GROM-u: "Byli to ludzie poważnie podchodzący do wykonywania powierzonej im misji, ale też potrafiący po całym dniu pracy dobrze się zabawić. To kolejna cecha, którą jako SEALs bardzo cenię. Myślę, że również w tym zakresie paru rzeczy się od nich nauczyłem. Przekonali mnie na przykład ponad wszelką wątpliwość, że najlepsza wódka na świecie pochodzi z Polski".

Premiera książki "Cel snajpera" w Polsce odbędzie się 26 lipca. Tego samego dnia Chris Kyle pojawi się w naszym kraju. Spędzi tu trzy dni.

Zobacz także
Komentarze (498)
Ameryka go podziwiała, wrogowie wyznaczyli nagrodę za jego głowę. Najniebezpieczniejszy snajper amerykańskiej armii napisał książkę
Zaloguj się
  • prezio2

    Oceniono 198 razy 90

    Teraz czekamy na podobne miłe wspomnienia jakiegoś Niemieckiego snajpera z misji ratowania swoich towarzyszy w Polsce.

  • patrzy-kat

    Oceniono 152 razy 76

    A teraz poprosimy ksiazke o Iraku z z perspektywy irackiego "dzikusa" , ktoremu to "wujek Sam" najpierw wychodowal i zaserwowal Saddama saddyste jako wladce , po czym "wujaszek" zdecydowal go usunac. Wyslal zatem "wujaszek" tysiace zolnierzy i cywili. Pierwsi zabijali (i wciaz zabiaja) rodakow a drudzy rozkaradali (i wciac rozkradaja) co i gdzie sie da.

  • jamj

    Oceniono 98 razy 44

    Czekam na wspomnienia "snajpera z obozu w Płaszowie". Amon Goth strzelał do więźniów w ramach gimnastyki porannej i swoje ofiary też nazywał w stylu "dzikusów".

  • martwy.kirylow

    Oceniono 52 razy 42

    W Starożytnym Rzymie ( w Bizancjum zresztą też) istniała fucha kata, Carnifeksa, którego zadaniemm było torturować i zabijać skazanych pośledniejszego stanu. Była to praca niewdzięczna i dlatego dobrze płatna. Jednakże nie była to praca, którą szanowano - kat musiał mieszkać poza miastem, gdyż był zbyt "brudny".
    Coś mi się wydaje, że obecnie taki Carnifex miałby swój reality show....

  • wojtek1963

    Oceniono 72 razy 42

    Mysle,ze to jest niemoralne wydawac taka ksiazke.Cos w rodzaju Mein Kampf. Ciekawa jest ta jego pewnosc , ze worgowie to bandyci to brzmi jakby on byl pod wplywem narkotykow.Po co on przyjedzie do Polski?W okresie 1939 do 1945 Polacy tez walczyli z kims kto uwazal , ze zaprowadzi w Polsce lepszy porzadek.

  • piotrns

    Oceniono 85 razy 41

    Taaak... Spotkanie z mordercą - wydarzeniem kulturalnym dnia. Miłej zabawy i słuchania opowiadań o śmiesznych dzikusach podskakujących po trafieniu kulką. Gratuluję wydawnictwu Znak.

  • zak-zak

    Oceniono 79 razy 37

    Premiera książki "Cel snajpera" w Polsce odbędzie się 26 lipca. Tego samego dnia Chris Kyle pojawi się w naszym kraju. Spędzi tu trzy dni, drugiego dnia pobytu planuje zastrzelenie jakiegoś dzikusa. Na trzeci dzień zaplanowano rozmowy z młodzieżą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje