Dramat zwierząt w Ruskiej Wsi. Urzędnicy: Wam chodzi o kaskę...

Alarm dla zwierząt w schronisku w Ruskiej Wsi pod Ełkiem. Ogłaszają go organizacje prozwierzęce, które już w tym tygodniu próbowały zabrać stamtąd część zwierząt. Do naszej redakcji trafiły szokujące zdjęcia, na których widać brudne boksy, wychudzone psy i martwe szczury w schronisku. Dyrekcja placówki odpiera wszystkie zarzuty, a murem stoją za nią urzędnicy oraz powiatowa inspekcja weterynaryjna.
Agnieszka Pawlicka z Fundacji Rottka, opiekującej się rottweilerami, do schroniska przyjechała w sobotę 16 czerwca. Chciała zabrać stamtąd psa, jednak to, co zobaczyła, zszokowało ją tak mocno, że zaczęła robić zdjęcia. - Psy są trzymane w byłej chlewni, która jest brudna, ciemna, zwierzęta nie mają dostępu do światła. Zatkane są kratki ściekowe, jak pracownicy lali wodą, to lali po psach, kupy i włosy nie ściekają, te psy w tym leżą. Na pytanie, dlaczego psy leżą w czymś takim, współwłaścicielka schroniska odpowiedziała, że one się w ten sposób chłodzą - opowiada zszokowana Pawlicka.

Pierwszy szok

Według jej relacji większość psów jest wychudzona, chora i przerażona. Psy niekastrowane są trzymane wraz z sukami, a po terenie schroniska wałęsają się szczury. Co więcej, jeden z psów był dotkliwie pogryziony, z niezagojonej rany na szyi wydzielała się ropa. Na pytanie do pracowników, kiedy będzie lekarz, który to opatrzy i zbada psa, usłyszała odpowiedź, że przyjedzie w poniedziałek, a pies jest pogryziony od piątku i nie było czasu wezwać lekarza. To było już wystarczająco wiele, by kobieta wezwała pomoc. Zadzwoniła na policję, zawiadomiła powiatowego lekarza weterynarii. Służby szybko pojawiły się na miejscu, jednak ich reakcja na zawiadomienie była zaskakująca.

"Wszystko jest w najlepszym porządku"

- Próbowali mnie przekrzyczeć, żebym im pokazała, co tu jest nie tak, bo według nich wszystko jest w najlepszym porządku - opowiada Pawlicka. Usłyszała, że powinna jechać do innego schroniska, bo w innych miejscach jest znacznie gorzej. Funkcjonariusze policji odsyłali ją do Warszawy, w końcu pojechali z nią na komisariat, jednak odmówili zabezpieczenia zwierząt i dokumentacji. Kobieta zabrała psa i odjechała, jednak nie miała wątpliwości, że w tym miejscu potrzebna jest prawdziwa interwencja.

Druga interwencja

Dlatego kilka dni później, we wtorek 19 czerwca, przyjechała ponownie wraz z grupą przyjaciół z innych organizacji zajmujących się zwierzętami. Przed bramą schroniska pojawiło się dziesięć samochodów, tym razem jednak brama została zamknięta, a pracownicy nie wpuścili przyjezdnych do środka.

- Przez dwa kolejne dni zorganizowaliśmy kilkanaście organizacji, które chciały zabrać chore zwierzęta. Schronisko działa w ramach umowy z gminą i to ona powinna być zainteresowana tym, by odciążyć budżet i oddać psy - tłumaczy Pawlicka i dodaje, że nie chodzi tu o małe pieniądze. W rocznym budżecie na działalność schroniska przeznaczono 640 tysięcy złotych, na stałe przebywa około 250 zwierząt. Na miejscu wraz z właścicielem czekał prawnik, który tłumaczył, że na teren przyjezdni wejść nie mogą. Natomiast do adopcji mogą być oddane tylko te psy, które są wysterylizowane lub wykastrowane. Tym większe było zdziwienie Agnieszki Pawlickiej, bo pies, którego zabrała ze schroniska kilka dni wcześniej, był niekastrowany.

- Przy sprawdzeniu przez dyrektora schroniska kart psów okazało się, że wykastrowane są tylko cztery, dostaliśmy tylko trzy. Nie mogliśmy wejść do schroniska, psy były wyprowadzone przed placówkę - tłumaczy i dodaje, że schronisko pobiera opłatę adopcyjną - Stawka jest uznaniowa, ja w sobotę usłyszałam 250 zł, a we wtorek było to już 50 zł, nie wiem, od czego to zależy. W sobotę nie dostałam żadnych dokumentów, pies wyszedł w opłakanym stanie. We wtorek dopiero przyjechała pani doktor i wypisywała im książeczki. Pytanie, czy te psy są na cokolwiek szczepione, skoro wypisuje im się książeczki na moment przed adopcją?

Proszę przyjechać i sprawdzić na własne oczy

Schronisko w Ruskiej Wsi prowadzone jest przez spółkę Eko-Ar sp. z o.o. Według strony internetowej schroniska, powstało ono pod koniec 2010 roku, jego kierownikiem jest Mirosław Świderski, który w latach 2006-2010 był przewodniczącym Rady Gminy Ełk. Spółka Eko-Ar ma siedzibę w Kalinowie, w powiecie ełckim. Prezes jej zarządu Marian Palczewski odrzuca wszystkie zarzuty dotyczące działania schroniska. Na pytanie, dlaczego 20 czerwca wydano zaledwie trzy psy, odpowiada, że było jeszcze kilkanaście innych gotowych do adopcji, ale nie do wydania, dla niego adopcja nie oznacza od razu oddania psa.

- Te czworonogi, które przebywają na miejscu, nie są własnością schroniska, tylko samorządu, który zlecił opiekę nad tymi zwierzętami - mówi i zaprzecza, by członkowie organizacji nie byli wpuszczeni na teren schroniska. Tłumaczy, że interesowała ich adopcja tylko konkretnych czworonogów, których nie można było wydać. - Zwierzęta były wyprowadzane i prezentowane, ale w pewnym momencie padło stwierdzenie: "my już dziękujemy". Cały czas mówimy o adopcji, a nie o przejęciu zwierząt.

Palczewski stanowczo zaprzecza wszystkim zarzutom i podkreśla, że rozpętano nagonkę przeciwko niemu w mediach, a przede wszystkim w internecie, a zarzuty nie znajdują potwierdzenia, choć nie chce mówić o szczegółach. - Proszę przyjechać i sprawdzić na własne oczy - zaprasza.

Kaska i terroryzm

Placówka powstała po tym, jak wcześniej zlikwidowano znajdujące się niedaleko Ełku schronisko na byłym wysypisku śmieci w Siedliskach, które prowadzono przy współpracy z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami.

- Tam był dopiero horror, tych gryzoni było zatrzęsienie - mówi naczelnik wydziału mienia komunalnego w Urzędzie Miasta Ełk Andrzej Semeńczuk. Dodaje, że choć obecne warunki nie są idealne i można je poprawić, to w porównaniu do poprzedniego azylu zwierzęta "mają luksus". Wcześniej przetarg na schronisko ogłaszano sześć razy i nikt nie chciał się do takiej inwestycji zgłosić. Kłopot był także z lokalizacją miejsca, swego czasu gmina planowała zbudowanie nowego schroniska, ale kolejne miejsca były oprotestowywane. Semeńczuk przekonuje, że schronisko w Ruskiej Wsi jest kontrolowane i działa bez zarzutu, natomiast akcja organizacji ekologicznych jest skierowana na zysk, a nie pomoc.

- Nie chcę używać ostrych słów, ale jest to pewna forma terroryzmu. Najpierw się wkracza, robi się zdjęcia wybiórczo piesków świeżo odłowionych. A przecież odławiane są psy nie z zagród, dobrze utrzymane, a schorowane i bezdomne. Robi się z tego nagonkę. Ja wiem w jakim celu, robi się o tym głośno, fundacja dostaje kaskę i kręci się interes. Niepotrzebne nikomu agresywne zachowanie - tak Semeńczuk określa interwencję obrońców zwierząt w Ruskiej Wsi.

Kontrole nie stwierdziły nieprawidłowości

Wątpliwości co do poprawnego działania schroniska nie ma także powiatowy lekarz weterynarii Henryk Kołyszko. Zapewnia, że miejsce to było kontrolowane trzy razy tylko w tym roku. Za każdym razem kontrole "nie stwierdziły nieprawidłowości". - Nie spotkaliśmy się z informacjami, że na terenie schroniska są gryzonie. To może się zdarzyć, bo jego lokalizacja jest z dala od budynków mieszkalnych. To na pewno incydentalny przypadek - podkreśla i dodaje, że zwierzęta są regularnie szczepione, odrobaczane i sterylizowane, są na to dokumenty, jest podpisana umowa z lecznicą zwierząt domowych. Co więcej, przekonuje, że w schronisku są eksperci związani z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami.

Przyznaje, że otrzymał informacje o rannym psie w sobotę 16 czerwca i zawiadomił lekarza weterynarii, natomiast o zdarzeniach z 20 czerwca nie był wtedy informowany. Dodaje, że schronisko jest otwarte dla wszystkich, na miejscu pojawiają się regularnie szkolne wycieczki, które są edukowane na temat adopcji zwierząt.

Jeśli złożyć ze sobą relacje naczelnika oraz powiatowego lekarza weterynarii, można odnieść wrażenie, że mówią oni o zupełnie innym miejscu niż Pawlicka. Jedynie adres się zgadza.

Wcześniejsze sygnały

Słowa szefowej Fundacji Rottka potwierdza Joanna Niewęgłowska, działaczka ełckiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Według niej sprawa przez wiele miesięcy była zamiatana pod dywan, sama w zeszłym roku próbowała interweniować u władz, bezskutecznie. Wcześniej to ona alarmowała o dramatycznej sytuacji psów w Siedliskach. Jak sama mówi, po tych wydarzeniach jest izolowana przez ełckie stowarzyszenie. Jej wizyta w Ruskiej Wsi w zeszłym roku nie przyniosła efektu.

- To nie była tajemnica poliszynela, to było raczej ukryte. W tych boksach były tak skrajnie chude psy, że żal było patrzeć, serce się krajało. Okrutne - opowiada - Jak pojechałam tam, to nas nie wpuszczono, więc dałyśmy spokój. Po jakimś czasie pojechaliśmy tam z dwoma osobami z urzędu miasta, one robiły zdjęcia, mi nie pozwolono. Jak na drugi dzień przyszłam do urzędu, żeby podpisać protokół z wizyty, to usłyszałam, że była to moja prywatna wizyta. Wtedy mnie tak zamurowało, że zapomniałam, że mam język, zamurowało mnie.

Niewęgłowska skontaktowała się z Pawlicką, obie zamierzają dalej interweniować w tej sprawie. W przyszłym tygodniu prawdopodobnie organizacje znów zapukają do bram schroniska. Wydarzenie na Facebooku pod tytułem " Dramat!!!! Ruska Wieś- EŁK SYF,NIEGOSPODARNOŚĆ, ŁAMANIE PRAWA! " na żywo komentuje kilkadziesiąt osób, zainteresowanie sprawą wyraża ponad 800, a liczba stale rośnie.

Więcej o:
Komentarze (13)
Dramat zwierząt w Ruskiej Wsi. Urzędnicy: Wam chodzi o kaskę...
Zaloguj się
  • puzonik48

    Oceniono 9 razy 9

    Schroniska stały się intratnym biznesem :(:( Sadyści mają pole do działania ,przy takim "nadzorze "weterynaryjnym :(:( Gminy zainteresowanie kończą płaceniu za przechowywanie psa a człekopodobni nabijają sobie kabzy :(:(W cywilizowanych krajach ,nie ma miejsca na takie okrucieństwo wobec zwierząt .I po co nam ustawy jeżeli ludzie kształceni ,żeby ratować zwierzęta są nie lekarzami a zwykłymi ,obojętnymi sadystami :(:(

  • cillian1

    Oceniono 5 razy 5

    Tak się kończy psi żywot, jak ludzie zajmują się nimi za kaskę!
    Tak samo traktuje się ludzi w domach starców!

    Pomoc ma sens - jak robisz to z serca - nie za pensję!

  • canabissativa

    Oceniono 7 razy 5

    dla kasy to są te pseudo schroniska

  • klakson49

    Oceniono 4 razy 4

    Sadystów ze schroniska i urzędników do boksów. Nadzór nad nimi powierzyć zmaltretowanym psiakom. Mogłoby się kazać, że mają więcej serca dla swoich ciemiężycieli, niż ci dla nich mieli.

  • kurzyrozumek

    Oceniono 4 razy 4

    zastanawiające są szczury biegające po schronisku. Szczury nie występują w miejscach gdzie nie ma jedzenia Zapewne nie korzystają z psich misek w boksach, tylko musi tam być swobodny dostęp dla nich do żywności Superfleje muszą zarządzać tym obiektem.

  • jedyny_twardziel

    Oceniono 3 razy 3

    Ludzie !!! Kochajcie
    Każdego psa !
    On lepszą, od ludzkiej,
    Duszę w sobie ma.

  • prinsik

    Oceniono 3 razy 3

    I po co bog wymyslil czlowieka

  • mieszkanieckrypty

    Oceniono 2 razy 2

    nie rozumiem, to po co są schroniska, jak nie można z nich zwierząt zabierać, adoptować i robi się problemy ludziom, którzy chcą się nimi zaopiekować? ludzie tam są dla psów czy psy dla ludzi? w takim miejscu powinni pracować ludzie, którzy szanują zwierzęta i lubią nimi zajmować a nie tacy co chcą na nich zarabiać a schronisko traktują jako zło konieczne!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX