Jedno z największych oszustw w dziejach. Jak wpadł fałszywy Rockefeller?

"Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą" - uważał autor jednego z najdłużej trwających oszustw w dziejach. Przez trzydzieści lat udawał m.in. kuzyna angielskiej królowej i spadkobiercę rodu Rockefellerów. Żył w luksusach, a ludzie go podziwiali. Kiedy wyszło na jaw, że tak naprawdę jest zwykłym imigrantem z Niemiec, cała Ameryka była w szoku. Ta niewiarygodna historia została opisana przez dziennikarza Marka Seala w książce "Dziwny przypadek Rockefellera".
Było słoneczne południe 27 lipca 2008 roku, kiedy Sandra Boss otrzymała informację, że jej były mąż, James Frederick Mills Clark Rockefeller, porwał ich córkę. Tego dnia spotykał się z siedmioletnią Reight w towarzystwie pracownika socjalnego. Na chwilę odwrócił jednak jego uwagę, powalił go na ziemię i razem z córką odjechał limuzyną.

Powiadomiona o sprawie policja rozpoczęła prace na miejscu, w którym doszło do porwania. - Nigdy go nie znajdziecie - usłyszeli policjanci od zrozpaczonej matki dziewczynki. - Dlaczego? - spytał jeden z funkcjonariuszy. - Bo nie jest człowiekiem, za którego się podaje - odparła Boss.

Ona sama przekonała się o tym dopiero po 12 latach małżeństwa. Nadal jednak nie wiedziała, kim tak naprawdę jest Clark Rockefeller. Szybko okazało się, że nie wiedzą tego również śledczy. I nie będzie łatwo to ustalić.

Podziwiany, pożądany, bogaty

Przedstawiający się jako Clark Rockefeller mężczyzna był dobrze znanym i szanowanym mieszkańcem dzielnicy Beacon Hill w Bostonie, gdzie mieszkał od lat w trzypiętrowej porośniętej bluszczem kamienicy za 2,7 miliona dolarów.

"Dzień dobry, panie Rockefeller" - mówili mu ludzie na ulicy i kelnerzy w elitarnych klubach dla bogaczy. Podziwiali go, zazdrościli, pragnęli jego towarzystwa. Słuchali nieprawdopodobnych opowieści o jego pracy, kontaktach, doświadczeniach. Co bliżsi znajomi mogli też zobaczyć jego wyjątkową kolekcję sztuki, wycenianą na blisko miliard dolarów.

Człowiek, który nie istnieje

Policjanci początkowo myśleli, że poszukują członka znanego rodu i tylko to nadaje śledztwu niepowtarzalność. Ale kiedy zaczęli bliżej badać sprawę, nie mogli uwierzyć w to, co znajdowali. Albo raczej to, czego znaleźć nie mogli.

Okazało się, że Clarka Rockefellera nie ma w żadnej bazie danych. Nie posiadał numeru ubezpieczenia społecznego, prawa jazdy, paszportu, nie znaleziono żadnych zeznań podatkowych tej osoby, a wszystkie karty kredytowe, którymi się posługiwał, były wystawione na jego byłą żonę. Również rodzina Rockefellerów nigdy o nim nie słyszała.

Co więcej, wyszło na jaw, że poszukiwany opracował rozbudowany plan ucieczki. "Powiedział swoim licznym ustosunkowanym przyjaciołom, że wyrusza w podróż, każdemu podając inny cel wyprawy, każdego okłamując. Jednemu powiedział, że płynie na Bermudy, innemu, że leci do Peru, jeszcze innemu mówił o wyspach Turkus i Caicos. Organy ścigania sprawdziły wszystkie tropy od Alaski po Antarktydę - i wszystkie okazały się ślepymi uliczkami" - pisze w swojej książce Mark Seal.

Kim jest Clark Rockefeller?

Sprawa poszukiwania Rockefellera zyskała wielki rozgłos, a w mediach wciąż pokazywano zdjęcia poszukiwanego i jego córki. Do FBI i bostońskiej policji niemal natychmiast zaczęły napływać informacje z całego świata. Jedna z nich okazała się przełomowa dla ustalenia, kim jest Clark Rockefeller.

Do śledczych zadzwonił znajomy Rockefellera, u którego ten był dzień przed porwaniem. Poszukiwany wypił szklankę wody, a zgłaszający do tej pory jej nie umył. Agenci FBI natychmiast pojechali po szklankę, a następnie przekazali ją do badań.

Odciski palców jednoznacznie wskazały właściciela - Christiana Karla Gerhartsreitera, 47-letniego imigranta z Niemiec, który w 1978 roku przyjechał do Ameryki na studia. Ta informacja zszokowała wszystkich. Jakim cudem przeciętny Niemiec stał się jednym z najbardziej cenionych mieszkańców Bostonu i jakim cudem wszyscy uwierzyli w jego oszustwa?

"Miał poczucie, że musi zostać kimś"

Niewiarygodna historia jednego z największych oszustów Ameryki zainteresowała reportera Marka Seala. Postanowił on przeprowadzić dziennikarskie śledztwo i opisać, jak wyglądało życie rzekomego Rockefellera. Zanim powstała książka, Seal przeprowadził prawie dwieście rozmów z ludźmi w Niemczech i różnych stanach Ameryki, którzy spotkali na swojej drodze enigmatycznego człowieka, który często zmieniał tożsamości.

Jak ustalił Seal, Christian Karl Gerhartsreiter już od najmłodszych lat wiedział, że musi zostać kimś. "Chciał rozgłosu, sławy. I na pewno uważał, że musi się odciąć od niemieckiej kultury, bo do niczego by nie doszedł, gdyby pozostał Niemcem" - pisze dziennikarz.

Miejscem, w którym Gerhartsreiter miał spełnić swoje marzenia, była Ameryka. W 1978 roku, w wieku 17 lat, napisał wniosek o wizę turystyczną do Ameryki. Niedługo później wylądował w Stanach.

Christopher Chichester, XIII baronet - członek brytyjskiej arystokracji

W Ameryce Gerhartsreiter poszedł na studia, gdzie młodym ludziom przedstawił się jako Christopher Kenneth Gerhart, mieszkaniec Bostonu, syn ambasadora ze Wschodniego Wybrzeża. Zachowywał się, ubierał i mówił jak ktoś z wyższych sfer. "Wizerunek syna bostońskiej rodziny z klas rządzących wzmacniał regularną grą w golfa i doborem diety: irish coffee i bostońskie ciastko z kremem, nie od czasu do czasu, ale codziennie" - opowiadał Markowi Sealowi jeden ze studentów.

Zachęcony naiwnością spotykanych ludzi, w 1981 roku Gerhartsreiter przybrał kolejną tożsamość. Udał się do znanego z wielkich posiadłości i wysokich dochodów mieszkańców San Marino w Kalifornii, gdzie przedstawił się jako Christopher Chichester, XIII baronet. Rzekomy członek brytyjskiej arystokracji stał się szanowanym mieszkańcem, o którym pisały nawet lokalne gazety.

W San Marino Gerhartsreiter mieszkał w domu gościnnym u starszej, lubiącej sobie wypić kobiety. Większość osób wierzyła, że Chichester ma własną posiadłość, ale nikt tego nie sprawdził. W czasie, kiedy oszust wyrabiał sobie coraz lepszą pozycję wśród bogatych mieszkańców San Marino, w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął John Sohus, syn kobiety, u której mieszkał. Razem z nim przepadła bez wieści jego żona Linda.

Matka Johna Sohusa była już nie najlepszego zdrowia i uwierzyła, że para wyjechała na tajną misję rządową, co prawdopodobnie usłyszała od Gerhartsreitera. Ze sprawą zaginięcia młodego małżeństwa Gerhartsreiter został połączony dopiero wiele lat później.

Christopher Crowe - scenarzysta, reżyser, producent filmowy

W 1985 roku Gerhartsreiter nagle zniknął z San Marino. Jak ustalił Mark Seal, pickupem zaginionych Johna i Lindy Sohusów udał się do pełnego zamożnych mieszkańców Greenwich w Connecticut. "Tam znowu wykorzystał wiedzę, która dobrze mu się przysłużyła w San Marino: Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą." - zauważa Seal.

W nowym miejscu Gerhartsreiter przedstawił się jako Christopher Crowe - scenarzysta, reżyser i producent filmowy, m.in. nowego serialu "Alfred Hitchcock Presents". Tożsamość ukradł prawdziwemu producentowi filmowemu, jednak nikt o tym nie wiedział i nikt tego nie zweryfikował.

Pozycja Gerhartsreitera w lokalnym społeczeństwie szybko urosła tak wysoko, że dzięki znajomościom otrzymał nawet dobrą posadę w firmie na Wall Street. W 1988 roku zaczęła jednak wokół niego węszyć policja. Chodziło o sprawę zaginięcia młodego małżeństwa z San Marino. Oszust postanowił zniknąć po raz kolejny. Pojawił się dopiero w 1992 roku w kościele św. Tomasza położonym przy jednym z najbardziej prestiżowych odcinków Fifth Avenue w Nowym Jorku. Nazywał się wtedy James Frederick Mills Clark Rockefeller.

James Frederick Mills Clark Rockefeller

Jako rzekomy członek rodu Rockefellerów Gerhartsreiter wzbudzał ogromne zainteresowanie, a także idealnie grał swoją rolę. Mówił nienagannym angielskim, twierdził, że zajmuje się problemem zadłużenia Trzeciego Świata. Ludzie zazdrościli mu, chcieli go znać. Oczarowywał ich swoją inteligencją i uprzejmością.

Gerhartsreiter oczarował także Sandrę Boss, swoją przyszłą żonę. "Podobało jej się (...), że sprawiał wrażenie człowieka, któremu nie zależy na sprawach materialnych. Nie przeszkadzało mu zbytnio, że 'fortuna', którą zostawił mu w spadku ojciec, 'niestety' nie była dla niego dostępna z powodu komplikacji prawnych. Rockefeller twierdził, że jego ojca oskarżono o defraudację pieniędzy marynarki wojennej" - pisze Mark Seal.

Boss i Rockefeller zakochali się w sobie, a po dwóch latach wzięli ślub w kościele, który nie wymagał kontaktów z administracją publiczną. Wcześniej Gerhartsreiter powiedział, że aby nie narażać partnerki na ryzyko finansowe, poszedł na ugodę z marynarką wojenną, co kosztowało go 50 milionów dolarów, czyli tyle, ile wynosił jego spadek. Nie miał więc żadnego majątku poza kolekcją obrazów (jak się później okazało, dzieła były falsyfikatami).

Sandra Boss we wszystko uwierzyła. Po latach przyznała, że była zaślepiona miłością.

Nieudane małżeństwo i zasadzka na żonę

Przez cały czas trwania małżeństwa Rockefellera utrzymywała żona. Boss szybko pięła się po szczeblach kariery w McKinsey & Company, znanej firmie konsultingowej. Z roku na rok pracowała i zarabiała coraz więcej, dzięki czemu Gerhartsreiter mógł żyć dostatnio.

On sam był jednak coraz bardziej wybuchowy, coraz bardziej ekscentryczny. W końcu Boss nie wytrzymała. Latem 2000 roku postanowiła od niego odejść. "Nie byłam szczęśliwa w małżeństwie i dałam mu do zrozumienia, że zastanawiam się nad rozstaniem" - cytuje Mark Seal jej wypowiedzi przed sądem.

Wiadomość zszokowała rzekomego Rockefellera, który natychmiast zaczął walczyć o partnerkę. Udało mu się ją znowu w sobie rozkochać i zaciągnąć do łóżka. "Używaliśmy prezerwatyw, co oznaczało, że to on miał kontrolę nad antykoncepcją. Sądzę, że celowo użył pękniętej prezerwatywy. Zrobiło się bardzo mokro, ale nie przyszło mi do głowy, że mój mąż próbuje mnie zapłodnić" - relacjonuje Seal zeznania Boss.

Niedługo po opisywanym zdarzeniu Sandra zorientowała się, że zaszła w ciążę. Z tego powodu postanowiła zostać się z Rockefellerem.

Wybitnie inteligentna córka

Reight Storrow Mills Rockefeller urodziła się 24 maja 2001 roku. Kilka miesięcy później Sandra wróciła do pracy, a opiekę nad córką przejął ojciec. "Obsesyjnie skupił się na jej [Reight - red.] rozwoju intelektualnym, wywierał na nią presję, żeby bardzo szybko się uczyła. Rygorystycznie kontrolował, co je, w co się ubiera. (...) Kiedy zrobiła się starsza i inteligentniejsza, nauczył się ją kochać. Był jej bezgranicznie oddany" - ustalił Mark Seal.

Reight na długo przed pójściem do szkoły potrafiła czytać, znała się na sztuce i pierwiastkach oraz miała niesamowitą, jak na dziecko, wiedzę z różnych dziedzin. Miała jednak też problemy emocjonalne. Sandra, która z powodu zaangażowania w pracę spędzała z dzieckiem mało czasu, o niczym nie wiedziała. Aż do grudnia 2006 roku.

"Szkoła wezwała Clarka i mnie [Sandrę - red.] na spotkanie z rodzicami. (...) Powiedzieli, że nie mogli się ze mną skontaktować. Okazało się, że Clark podał im fałszywy numer mojej komórki. (...) Powiedzieli, że [Reight - red.] jest wybitna pod względem intelektualnym, ale prawie codziennie ma napady wściekłości i nie nawiązuje kontaktów z koleżankami. Miała wtedy pięć lat. Szła do nauczycielki i pytała: 'Przepraszam, w co mam się bawić?'. Jego kontrola wypaczyła psychikę dziewczynki" - opisywał Seal relację Boss przed sadem.

Po tym wydarzeniu Sandra pokłóciła się z mężem o to, co zrobił z ich dzieckiem. Bała się, że jeżeli pozwoli mu na opiekę nad córką, może być jeszcze gorzej. Postanowiła odejść. Dwa miesiące później jej adwokat złożył pozew rozwodowy. Boss zażądała też praw do opieki nad Reight.

Obawa przed zdemaskowaniem

W trakcie postępowania rozwodowego Boss zaczęła podejrzewać, że jej mąż nie jest człowiekiem, za którego się podaje. Okazało się, że jego rzekoma matka, zmarła aktorka Ann Carter, tak naprawdę żyje i nigdy nie spotkała mężczyzny o nazwisku Clark Rockefeller. Sandra zatrudniła prywatnego detektywa, który utwierdził ją w podejrzeniach. Nie udało mu się jednak ustalić, kim naprawdę jest Clark Rockefeller.

Kiedy Boss zażądała dokumentów potwierdzających tożsamość męża, Gerhartsreiter zorientował się, że żona może doprowadzić do jego zdemaskowania. Wpadł w panikę. Postanowił uniknąć długiego procesu rozwodowego i zgodził się na ugodę. Oddał córkę, żądając miliona dolarów. Boss wypłaciła mu 800 000 dolarów, zabrała córkę i wyprowadziła się z nią do Londynu.

Gerhartsreiter miał prawo do trzech kontrolowanych spotkań z dzieckiem rocznie. Mimo że w rozmowach ze znajomymi bardzo narzekał na brak Reight, do pierwszego spotkania doszło dopiero 27 lipca 2008 roku. Wcześniej nie starał się o kontakt z córką. Planował jednak w tym czasie cały scenariusz porwania. Zrobił to bardzo sprytnie, ale rozgłos sprawy i jego zdjęcie w mediach w całej Ameryce w końcu doprowadziły śledczych na trop fałszywego Rockefellera.

Oszust i morderca?

Gerhartsreiter został namierzony i aresztowany przez FBI 3 sierpnia 2008 roku. Razem z córką ukrył się w domu w Baltimore w stanie Maryland. Kupił go za pieniądze otrzymane w ramach ugody, przedstawiając się jako Charles Smith. Pracownicy agencji nieruchomości rozpoznali go na zdjęciu, które pokazywały media.

Wiosną 2009 roku Gerhartsreiter stanął przed sądem. Jego prawnicy próbowali przekonać ławę przysięgłych, że oskarżony jest chory psychicznie i uprowadził córkę, ponieważ telepatycznie usłyszał jej błagania o ratunek. Sam oszust - oskarżony o porwanie oraz pobicie pracownika socjalnego, któremu uciekł z Reight - odmówił składania zeznań.

W czerwcu 2009 roku Gerhartsreiter został uznany za winnego zarzucanych mu czynów i skazany na cztery do pięciu lat więzienia za porwanie i dwa do trzech lat więzienia za napaść. W marcu 2011 roku usłyszał również zarzut zamordowania zaginionego Johna Sohusa. Jego ciało znaleziono w 1994 roku zakopane na posesji w San Marino, gdzie mieszkał oskarżony. Śledczy zgromadzili wystarczającą ilość dowodów, aby uznać, że jeden z największych oszustów w dziejach Ameryki jest również zabójcą.

Adwokat oskarżonego twierdzi, że jego klient jest "absolutnie niewinny". Jeżeli Gerhartsreiter udowodni przed sądem, że nie miał nic wspólnego z zabójstwem, w 2013 roku może znów wyjść na wolność. Los Lindy Sohus nadal pozostaje nieznany.

*Cytaty zawarte w artykule pochodzą z książki Marka Seala "Dziwny przypadek Rockefellera". Książka zawiera obszerne ustalenia dziennikarza na temat życia oszusta oraz wypowiedzi osób, które znały go pod prawdziwą bądź fałszywą tożsamością. Rozmowy przeprowadzone przez autora dają odpowiedź na pytania, w jaki sposób Gerhartsreiterowi udało się dokonać jednego z najdłużej trwających oszustw w dziejach. Premiera książki w Polsce - 16 czerwca 2012 roku.

Komentarze (71)
Jedno z największych oszustw w dziejach. Jak wpadł fałszywy Rockefeller?
Zaloguj się
  • 2doxa

    Oceniono 133 razy 75

    "Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą" - Zgadza sie. Weźmy na przykład taki katolicyzm...

  • cymes82

    Oceniono 71 razy 69

    "(...)Zrobiło się bardzo mokro, ale nie przyszło mi do głowy, że mój mąż próbuje mnie zapłodnić"

    Truuudne spraaawy.

  • munaciello

    Oceniono 65 razy 59

    Jaki morał z tej bajki:

    Dobierajcie sobie znajomych wśród osób, które myją brudne naczynia.

  • antobojar

    Oceniono 80 razy 50

    A my mamy agenta Tomka.. takiego Rockeffelera dla ubogich...

  • partia_niewidzialnych

    Oceniono 31 razy 27

    "którzy spotkali na swojej drodze enigmatycznego człowieka, który często zmieniał tożsamości."

    No błagam Was, tak się nie pisze.

  • maminka_wiktorynki

    Oceniono 26 razy 26

    Zupełnie jak dr Noah Rosenkranz z Uniwersytetu Przyrodniczo - Humanistycznego w Siedlcach. Niemiecko izraelski "Profesor doktor kserowany". Pracował również w Wyższej Szkole Businessu, Administracji i Technik Komputerowych w Warszawie oraz na Wydziale Prawa i Administracji Uczelni im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie.
    Profesor, doktor,magisterka - wszystko skserowane, sfałszowane. Można? można! nie trzeba do Ameryki jechać, żeby mieć swojego Rockefelera.

  • rockclimber

    Oceniono 29 razy 25

    Piekny sponsorowany artykul. Daje 5 gwiazdek i zaraz sciagam ebuka!

  • normalny-parch

    Oceniono 26 razy 24

    Ale ogórkowy sezon. Ta historia od wielu lat jest opisywana w Niemczech, ostatni raz 2 lata temu w "Der Spiegel"
    Trzeba jednak przyznać, że miał facet, hucpę, mówił perfekt - bez żadnego akcentu - wygląd, aparycję, umiał się sprzedać. W 78-ym gdy nie było komputerów i natychmiastowych identyfikacji znane były przypadki podróży z wklejonym do paszoprtu zdjęciem pudla, czy innej sobaki. to znaczy - takie zdjęcie oddawało sią już w biurze meldunkowym, żeby sie nie narazić na zarzut oszustwa przy indywidualnej identyfikacji. Walono pieczęć wklęsło-wypukłą i farbowaną i było cacy. i tak zarośniątego właściciela (ki) nie można była od pudla odróżnić. Nie było potrzeby, nie było prez. Busia, ani al-kaidy, którą stworzył dla swoich potrzeb.
    A galon benzyny był po pół dolara...a duże piwo w duesseldorfie w knajpie było za 50 Pfenigów...puszka w sklepie 25 Pf....(Bilka w Berlinie). Bild Zeitung kosztował wtedy w kiosku 20 Pf. (dziś 1, 60 euro - czyli 320 Pf.)
    Ludzie! komu to przeszkadzało...?

  • smiki48

    Oceniono 31 razy 21

    ten niby wielki oszust , to mały pikuś z "osiągnięciami" naszych rodaków. Ci potrafią wyciągnąć setki milionów a nawet miliardy i włos im z głowy nie spadnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX