Deutsche Welle: Polska agencja detektywistyczna działa w Berlinie

Nie pozują na gwiazdy mediów jak Krzysztof Rutkowski. Pracują dyskretnie, bez rozgłosu. W Berlinie działa polskie biuro detektywistyczne.
W ostatnie Boże Narodzenie 16-letnia Monika wyjechała ze Szczecina do Dortmundu. Rodzicom zostawiła list. Napisała, że jedzie do Niemiec do pracy i do szkoły. Pracę rzeczywiście miała - w hotelowej pralni.

- Ale takie historie mają swój dalszy ciąg. Zawsze taki sam - opowiada detektyw Jacek Orzechowski. - Po kilku dniach takie dziewczyny tracą pracę. Są nieletnie, nie mają dokumentów, nie mają do kogo zwrócić się o pomoc. Wówczas pojawia się "wujek dobra rada" i proponuje im inną pracę. Ale już nie w pralni, lecz w agencji towarzyskiej.

Ibrahim znika w tłumie

To jedna z wielu spraw, w których ludzie Orzechowskiego poruszali się między Polską a Niemcami. Jacek Orzechowski, były policjant, który od 20 lat prowadzi w Szczecinie agencję Euro-Detektiv, przed rokiem uruchomił jej biuro w Berlinie. - Liczyliśmy na zysk, zamożnych klientów, inne tematy - tłumaczy. To jedyne takie polskie biuro w stolicy Niemiec.

W Polsce jego firma zajmowała się głównie zdradami małżeńskimi. - To były dość "malownicze" historie - przyznaje detektyw. - Nagi kochanek uciekający po rynnie, mąż zdradzający żonę z innym mężczyzną... W Niemczech najwięcej zleceń dotyczy spraw gospodarczych i ubezpieczeniowych: sprawdzanie kontrahentów, ustalanie ich majątku, poszukiwanie majątku wierzycieli, sprawdzanie klientów firm ubezpieczeniowych.

- Praca współczesnego detektywa to nie tylko tradycyjnie kojarzone z tą profesją śledzenie i podsłuchiwanie. To również żmudne przeszukiwanie tysięcy dokumentów w internecie - mówi Ibrahim Olejnik, pracownik biura Euro-Detektiv.

Olejnik, którego rodzice pochodzą z Polski i północnej Afryki, ma arabską urodę. - Polacy nie podejrzewają, że rozumiem po polsku. A Arabowie czy Turcy, że pracuję dla polskiego biura - mówi. To jego mocna strona w tym zawodzie. Kiedy ktoś się zorientuje, że jest obserwowany, detektyw znika.

Krzysztof ma nosa

Zdaniem Olejnika praca detektywa nie jest niebezpieczna. - Nie realizujemy spraw kryminalnych - mówi Jacek Orzechowski. - Nie angażujemy się w sprawy związane z narkotykami czy działaniem grup przestępczych. Nie mamy takich uprawnień, a poza tym to są sprawy dla miejscowej policji.

Ludzie Orzechowskiego nie mają broni, bo jak tłumaczy szef, nie jest to potrzebne.

W ogóle jego pracownicy nie przypominają detektywów znanych z ekranów telewizyjnych - barczystych facetów w ciemnych okularach i kamizelkach kuloodpornych. - Taki wizerunek w mediach to zasługa Krzysztofa Rutkowskiego - śmieje się Jacek Orzechowski. Jak podkreśla, detektyw nie powinien rzucać się w oczy ani wyróżniać w tłumie. Anonimowość to podstawa sukcesu.

Orzechowski dobrze zna Rutkowskiego. Przed laty prowadził w Szczecinie jego biuro. - Krzychu ma prawdziwego detektywistycznego nosa, niesamowitą energię, jeśli trzeba, działa natychmiast - mówi Orzechowski o najbardziej kontrowersyjnym polskim detektywie. Jak dodaje, nie chce oceniać jego występów w mediach ani tego, czy postępuje zgodnie z etyką zawodową.

Monika wraca do domu

Bo detektywi mają swój niepisany kodeks. Jeśli pracują dla konkretnego klienta, to nie podejmują spraw przeciwko niemu. Informacji uzyskanych w czasie pracy nie powinni wykorzystywać przeciwko swojemu zleceniodawcy. - Miałem z tym problem - przyznaje Ibrahim Olejnik. - Kiedyś dostaliśmy zlecenie od kobiety. W toku śledztwa okazało się, że to nie ona ma rację, lecz jej mąż. Ale ponieważ pracowałem dla niej, moje prywatne zdanie się nie liczyło.

Do berlińskiego biura Euro-Detektiv najczęściej trafiają Polacy. Ale jak mówi Anna Fajt, która w agencji jest osobą pierwszego kontaktu, przychodzą też Rosjanie, Turcy, Arabowie, nawet Niemcy. Zlecenia napływają też od niemieckich kancelarii adwokackich, na przykład wtedy, gdy potrzebny jest materiał dowodowy do spraw sądowych.

W sumie do biura w Berlinie wpłynęło w ciągu roku kilkanaście zleceń. To może niedużo, ale agencja realizuje też sprawy przyjmowane w dwóch innych biurach - w Szczecinie i Dublinie. Czasem wymagają one zaangażowania ludzi i sprzętu również na terenie Niemiec.

Tak jak sprawa 16-letniej Moniki. - Wiedzieliśmy, kto nakłonił ją do wyjazdu. Mieliśmy pełne dossier człowieka, który w podobny sposób zwabiał do Niemiec inne dziewczyny - opowiada Jacek Orzechowski. Dlatego odnalezienie nastolatki nie było trudne. Jeszcze przed końcem roku detektywi przywieźli ją z powrotem do Szczecina.

Jacek ogląda "Detektywów"

- Wierzę w ludzi, w relacje między nimi, w miłość i zaufanie - deklaruje Orzechowski, człowiek, który w swojej pracy najczęściej ma do czynienia z ich brakiem. - Zlecenia, które mamy, traktujemy jako incydentalne przypadki. Bo przecież nie wszyscy są źli, nie wszyscy się oszukują albo się zdradzają, albo porywają sobie dzieci - mówi.

Ale nawet po pracy trudno mu się od tych spraw oderwać. - Tak, oglądam "Detektywów" - śmieje się Jacek Orzechowski. Jak mówi, ten popularny program telewizyjny stosunkowo najlepiej oddaje pracę prawdziwych detektywów. Najlepiej, to znaczy w 50, najwyżej 60 procentach. - No, ale w telewizji trzeba trochę wody polać - dodaje detektyw.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o:
Komentarze (3)
Deutsche Welle: Polska agencja detektywistyczna działa w Berlinie
Zaloguj się
  • zigzaur

    Oceniono 4 razy 4

    "...poszukiwanie majątku wierzycieli..."

    Z reguły detektywom zleca się poszukiwanie majątku opornych dłużników. Ale może mało się znam.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX