Brand nie należy raczej do osób cenionych w środowisku osób niepełnosprawnych. Protesty na jego skandaliczne zachowanie wpływały do urzędu miasta od wielu lat. W lipcu na antenie TOK FM świadkowie opowiadali o tym, że kierownik nazwał upośledzonego Pawła
"nierokującym debilem i gównem w jego dupie" .
Miał też powiedzieć, że niepełnosprawnych powinno się eksterminować. Innej kobiecie (rozmowa została nagrana dyktafonem i przekazana dyrekcji MOPS), tłumacząc odmowę przyznania turnusu dla rodziny jej chorego dziecka, kierownik powiedział, że "trzeba nieźle zapieprzać", a nie robić sobie wakacje. Jeśli doszłoby do procesu, świadkowie zgodzili się zeznawać na rzecz pokrzywdzonych.
Kierownik na L4, nie dało się wręczyć wypowiedzenia Gdy o sprawie zrobiło się głośno, kierownik poszedł na długotrwałe zwolnienie lekarskie, co uniemożliwiało dyrekcji MOPS wyciągnięcie wobec niego konsekwencji służbowych. Wcześniej został jedynie upomniany. Sprawę zdawał się bagatelizować łódzki rzecznik osób niepełnosprawnych. Ostatecznie pod koniec grudnia
Brand dostał trzymiesięczne wypowiedzenie z pracy. Przełożeni ocenili jego pracę negatywnie.
"Będzie wykonywał działania"
Jeszcze będąc na trzymiesięcznym wypowiedzeniu, Brand dostał propozycję pracy w Wydziale Pracy Środowiskowej, jednostce należącej także do MOPS. - Będzie on wykonywał działania na rzecz różnych podmiotów podlegających temu wydziałowi, w tym na rzecz Domu Dziennego Pobytu przy ul. Rojnej - mówi Igor Mertyn, rzecznik łódzkiego ośrodka pomocy społecznej.
Tylko w administracji Na wieść o tym
rodzice niepełnosprawnych
dzieci przebywających w Domu Dziennego Pobytu zapowiedzieli protest. - Zrobimy blokadę i nie wpuścimy tego pana - grozili.
Bali się, że Brand, który nie ma przygotowania pedagogicznego, będzie arogancko zachowywał się w stosunku do dzieci i wyrządzi im krzywdę. Tymczasem rzecznik łódzkiego MOPS uspokaja. - Brand będzie pracownikiem administracyjnym, nie będzie miał kontaktu ani z klientami, ani z niepełnosprawnymi dziećmi - zapewnia Mertyn.
Rodzice chorych dzieci odetchnęli z ulgą. Niesmak jednak pozostał. - Nie widzę sensu i logiki, zamiast wyrzucić go na bruk, MOPS przygotował mu ciepłą posadkę, żeby dociągnął do emeryturki - mówi z przekąsem Włodzimierz Paciorkowski, ojciec chorego Jacka.
Wiceprezydent Łodzi: MOPS to nie urząd pracy Sprawę od samego początku śledził wiceprezydent Łodzi Krzysztof Piątkowski, który nadzoruje pracę MOPS. Na antenie
radia TOK FM mówił, że dla takich ludzi jak pan Brand nie ma miejsca w urzędzie. - Ufam, że MOPS podejmie właściwą, najmądrzejszą decyzję i nie będzie zachowywał się jak urząd pracy, bo to nie jest jego rola - komentuje Piątkowski.
Kierownik nie widzi dziennikarki Po wybuchu afery reporterce TOK FM nie udało się porozmawiać z Brandem. Raz trzasnął jej drzwiami przed nosem, innym razem udawał, że jej nie widzi ani nie słyszy. Dyrekcja łódzkiego MOPS mimo wielokrotnych próśb ani razu nie zgodziła się na spotkanie ani na rozmowę telefoniczną w tej sprawie.