Poszukiwania półrocznej Madzi [DZIEŃ PO DNIU]

Poszukiwania półrocznej Madzi trwają od 25 stycznia. Początkowo matka twierdziła, że Madzia została porwana. Wczoraj wieczorem kobieta powiedziała detektywowi Krzysztofowi Rutkowskiemu, że dziecko zmarło w wyniku nieszczęśliwego wypadku, do jakiego doszło w domu. Przypominamy, jak media relacjonowały sprawę Madzi dzień po dniu. Policja nadal szuka dziewczynki.
25 stycznia:



Pojawiają się pierwsze informacje o porwaniu i pierwsza wersja wydarzeń: we wtorek po godzinie 18 na ul. Legionów w Sosnowcu z wózka znika półroczna Madzia. Matka traci przytomność. Policji mówi, że ktoś ją zaatakował i porwał dziecko. W nocy trwają poszukiwania - teren przeczesują policjanci i straż. W akcję włączają się też internauci, publikując zdjęcia dziewczynki na portalach społecznościowych.

26 stycznia:



Policja wciąż przeczesuje miasto, ale po Madzi nie ma śladu. Matka zaginionej Magdy mówi policji, że miała wrażenie, iż w czasie spaceru szedł za nią jakiś wysoki mężczyzna; podaje jego pobieżny rysopis.

27 stycznia:



Media podają, że w czwartek do akcji poszukiwania Madzi z własnej inicjatywy włączył się Krzyszof Rutkowski. - Na sto procent Madzia odnajdzie się zdrowa i żywa! - ocenia Rutkowski. Detektyw podaje też cztery wersje wydarzeń. Mówi, że matkę dziecka należy wyjąć spod podejrzeń, że ma cokolwiek wspólnego z zaginięciem córeczki. Nagroda za informację o tym, gdzie jest dziecko wzrosła do ponad 130 tys. zł.

28 stycznia:



W internecie huczy od spekulacji na temat przyczyn zaginięcia Madzi. Fakt na okładce pyta: "Jak sekret ukrywa matka?"

29 stycznia:



Na konferencji prasowej rodzice Madzi z detektywem Rutkowskim apelują do porywacza: Obiecujemy całkowitą bezkarność, jeśli dobrowolnie odda nam dziecko. Matka Madzi opowiada o wtorkowym spacerze z dzieckiem, o człowieku, który miał ją śledzić, o tym, jak zemdlała w parku i o tym, że gdy się ocknęła, dziecka już nie było w wózku.



- Czujemy, jakby robiono z nas jakieś potwory. Jakiś absurd, horror. Nie mamy nic do ukrycia. My jesteśmy normalnymi ludźmi. To okropnie boli - zwierza się tata Magdy, Bartek.

31 stycznia:



Policja ujawnia portret psychologiczny osoby, która mogła porwać pół roczną Magdę w Sosnowcu. To młody mężczyzna w wieku do 30 lat, który miał porwać dziecko pod wpływem silnych emocji.

2 lutego:



Rutkowski twierdzi, że poszukiwana Magda nie żyje. Matka wyznała detektywowi, że Madzia zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, do jakiego doszło w domu. - Dziecko miało wypaść matce z rąk i uderzyć głową o próg. Spanikowana kobieta nie wiedziała co robić, włożyła ciało córki do wózka i pojechała nad rzekę. Postanowiła upozorować porwanie -mówił detektyw. Policja szukała ciała dziecka we wskazanym przez matkę miejscu. O północy detektyw ogłosił, że znaleziono ciało. Jednak okazało się, że pakunek, który znaleziono, to zwinięta kurtka.

3 lutego:



Od rana wznowiono poszukiwania ciała Magdy. O godzinie 13 detektyw Rutkowski organizuje konferencję prasową. - Katarzyna składała fałszywe zeznania. Kłamała. Na pewno nie uniknie kary. Podczas naszego śledztwa specjalnie izolowaliśmy Katarzynę i Bartka, żeby nie mogli współpracować i wzajemnie się wspierać - wydaje swój wyrok i tłumaczy swoją taktykę.

- Już podczas pierwszych rozmów z dziennikarzem Gazeta.pl wskazywałem, że to nie musi być porwanie, ale oficjalnie nie mogłem mówić na ten temat - mówi detektyw. - Dziecka mogła pozbyć się matka - mówił wtedy Rutkowski, jednak zastrzegł stanowczo, że dla dobra śledztwa nie wolno na razie ujawniać tych podejrzeń. - Dziecka mogła pozbyć się matka - mówił wtedy Rutkowski, jednak zastrzegł stanowczo, że dla dobra śledztwa nie wolno na razie ujawniać tych podejrzeń.

Więcej o: