Michnik: Polska rąbnęła się w nogę i ma siniaka. Ten siniak nazywa się PiS

- Nie do końca umiemy rozszyfrować powody, dla których wiele osób, które nie muszą podzielać fobii czy ambicji Jarosława Kaczyńskiego, Jacka Kurskiego, Ziobry czy posła Hofmana, ufają tym ludziom bardziej niż innym. To podstawowe pytanie, które humanistyka, publicystyka powinna sobie postawić już w powyborczy poniedziałek
- mówił w Radiu TOK FM Adam Michnik, naczelny "Gazety Wyborczej".

Grzegorz Chlasta, Radio TOK FM: Co jest stawką w tych wyborach?

Adam Michnik, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" : - Stawką jest to, czy na najbliższe cztery lata potrafimy wybrać sobie taką większość parlamentarną, która stworzy rząd stabilny, odpowiedzialny, kompetentny, przewidywalny. Oczywiście nie w 100 proc., bo w 100 proc. wszystko jest idealne tylko w raju, a nie jesteśmy aniołami przecież. Żaden rząd nie był i nie będzie idealny.

Czyli nie wygrana Platformy, ale stabilny rząd?

- Platforma, ew. z PSL-em lub innym sojusznikiem ma najwięcej danych, by taki stabilny rząd utworzyć. Nie wierzę, by zdołała to uczynić formacja Jarosława Kaczyńskiego dlatego, że to formacja nastawiona na permanentny konflikt, na permanentną mobilizację opinii publicznej, na stałą wojnę.

Starcie PO - PiS to spór cywilizacyjny, czy spór o wartości?

- I cywilizacyjny i w związku z tym - o wartości. To są dwie różne wizje państwa. Wizja państwa według Platformy, to Polska demokratyczna, pluralistyczna, modernizująca się, prozachodnia. Polska budowana nie na podejrzliwości i strachu. Natomiast projekt PiS-u Kaczyńskiego jest tego zaprzeczniem. To projekt państwa, którego ja się bałem. Jak on rządził, bałem się włączyć telewizor, bo co chwila widziałem jakiegoś lekarza wyprowadzanego w kajdankach, jakieś pomówienia wobec ministrów spraw zagranicznych, jakieś tropienia WSI, a to sprawa prowokacji w stosunku do Barbary Blidy, a to prowokacja wobec Beaty Sawickiej. W końcu zorganizowanie prowokacji wobec wicepremiera rządu, którego premierem był sam Jarosław Kaczyński. To już szczyt wszystkiego. To mentalność, która mi przypomina stalinowską paranoję, gdzie się nie ufało najbliższym współpracownikom.

Co by Pan powiedział tym, którzy mówią: "No tak, ale łapówek w szpitalach było dzięki temu mniej".

- Ja nie wiem, skąd oni to wiedzą, że ich było mniej. Oczywiście korupcja, łapówkarstwo w służbie zdrowia, to jest problem. Śmieszne jest twierdzić, że go nie ma, ale nie przypominam sobie dnia, gdzie usłyszałbym, że w polskiej służbie zdrowia zostały zlikwidowane łapówki. Nie twierdzę, że z tym nie należy walczyć, ale sposoby organizowania prowokacji policyjnych przeciwko lekarzom, montowanie im w gabinetach ukrytych kamer, wszystko to razem wydaje mi się przypominać stalinowskie metody walki z korupcją. Komuniści też walczyli z korupcją, to nie znaczy, że z tego powodu możemy aprobować metody, którymi to robili.

Co Pan myśli o Ruchu Janusza Palikota?

Dobre pytanie. Ten Ruch, ich sukces sondażowy, jest dla mnie zaskoczeniem. Znam Janusza Palikota i osobiście bardzo go lubię. To człowiek bystry, inteligentny, wesoły i ma dynamit w butach, jemu się chce robić. Powiedziałem, że jeśli będziesz miał, 5,1 proc., to będą uważał, że masz niesamowity wprost sukces. A on w ostatnim sondażu miał 10 proc.! To jest niewiarygodne. Próbuję to zinterpretować: on zbiera z jednej strony głosy protestu tych wszystkich, którzy nie chcą głosować na żadne partie establishmentu, a innych partii nie ma. To jest jedyna partia antyestablishmentowa. Z drugiej strony, to taki fenomen, jaki już w Polsce obserwowaliśmy: partia Tymińskiego, czy Polska Partia Przyjaciół Piwa, fenomen Leppera. Pojawia się ktoś, kto mówi: "Ja jestem przeciwko temu establishmentowi" i zbiera głosy niezadowolonych. Oczywiście wolę, żeby te głosy zebrał Palikot, niż by je miał zbierać Lepper świętej pamięci czy Tymiński, czy nie daj boże Korwin-Mikke.

Wyobraża sobie Pan koalicję Platformy z Ruchem Palikota?

- Nic sobie nie wyobrażam na razie. Wiem, co czytam. Palikot powiedział, że poprze każdą koalicję, która zablokuje dojście PiS do władzy. To nie znaczy, że w koalicji będzie. Znaczy to, że jeśli zabraknie koalicji z PSL-em dostatecznej ilości głosów, a Palikot dotrzyma słowa, powstanie rząd PO-PLS przy wsparciu Janusza Palikota. I uważam takie postępowanie za racjonalne i państwowotwórcze.

To już jest koniec SLD?

- Nie wiem. Zobaczymy, jaki będzie ich wynik. Ale na pewno to SLD, które zbierało w wyborach między 20 a 40 procent już nie istnieje. I nie wydaje mnie się, by to kierownictwo SLD mogło odbudować siłę i wizerunek tej formacji politycznej.

A co by Pan powiedział tym, którzy mówią: "Basta. Polityka w Polsce sięgnęła dna. Nie będziemy w tym uczestniczyć, nie będziemy głosować".

- Powiedziałbym im, że robią niemądrze, bo nie głosując też głosują - na najgorszego. I powiedziałbym, by byli ostrożni z radykalizmem osądu. Jeśli chcą zobaczyć dno, niech się wybiorą za naszą wschodnią granicę: do Białorusi, do Rosji, na Ukrainę, gdzie Julia Tymoszenko w więzieniu siedzi. Mówiłbym: bądźcie ostrożni. Zdaję sobie sprawę, że młodzi ludzie mają inną perspektywę. Ja pamiętam czasy, gdy tylko mogłem marzyć o takich zmartwieniach, jakie mam teraz.
Jest takie powiedzenie Stanisława Jerzego Leca: "Myślał, że już jest na dnie i usłyszał pukanie od spodu." Miarkowałbym się więc w osądach, że jesteśmy na dnie i radziłbym tym ludziom, by usłyszeli pukanie od spodu. Jeśli dzięki ich absencji do władzy dojdzie partia Jarosława Kaczyńskiego, będą przeklinać swoją absencję i modlić się, by do władzy wróciła partia Tuska.

Tadeusz Mazowiecki mówił: będą głosował na Donalda Tuska, który jest dziś mężem stanu. Pan też tak myśli?

- Nie lubię takich słów. Donalda Tuska znam od wielu lat, lubię go i szanuję.Uważam, że to jest dobry premier. Jeśli to Tadeusz Mazowiecki ma na myśli, to tak samo myślę. Ale kiedyś dla mnie materiałem na męża stanu był np. Jan Maria Rokita. Jestem bardzo rozczarowany, gdy on teraz mówi, żeby nie głosować. To postawa głęboko antyobywatelska. To postawa Piłata, który myje ręce i nie chce uczestniczyć w odpowiedzialności za Polskę.

Na kogo Pan będzie głosował?

- Wybory są tajne, ale jeśli Pana interesuje mój osobisty głos...W swoim okręgu mam Donalda Tuska, więc będę głosował na niego, a do Senatu - na panią Borys-Damięcką, która jest kandydatką Platformy. Gdybym był w innym okręgu, zagłosowałbym na Andrzeja Celińskiego czy na Marka Borowskiego. To po prostu są dobrzy kandydaci.

Boi się Pan tych wyborów?

- Boję się, że mogą przynieść fatalny rezultat, który sprawi, że do władzy powróci formacja, która niszczyła polską demokrację i polskie państwo.

Przecież częścią demokracji jest obecność opozycji.

- Oczywiście, że jest. Ale nie można być fatalistą. Skoro się walnąłem w nogę, to nie znaczy, że taka była konieczność dziejowa. Powinienem uważać, by drugi raz się nie walnąć. Polska jako całość rąbnęła się w nogę i ma siniaka. Ten siniak się nazywa PiS. Na przyszłość trzeba uważać, by opozycja, którą wytwarza nasze społeczeństwo składała się z ludzi, którzy respektują wspólne dobro. PiS nie respektuje wspólnego dobra, oni nie respektują podstawowych zasad demokracji. To są rzeczy absolutnie oburzające i demoralizujące nasze społeczeństwo.
Trzeba powiedzieć jasno: w porównaniu z innymi krajami, Polska ma sukces. To nie znaczy, że jest wszystko dobrze, bo nie jest. Ale jak się na Polskę patrzy z Moskwy, z Kijowa, z Nowego Jorku, Pragi, Rzymu, Paryża, czy Berlina, to Polska ma sukces. W każdej z tych stolic Pan to usłyszy.

A jak przyjdzie druga fala kryzysu, recesja, zastój gospodarczy?

- To może się zdarzyć. Ale gdyby tak przyszło, to ja wolę mieć na czele polskiego państwa prezydenta Bronisława Komorowskiego a nie prezydenta Jarosława Kaczyńskiego i premiera Tuska a nie premiera Ziobrę, Jacka Kurskiego czy innego z tych geniuszy.

Jeśli ktoś dalej, słuchając Pana, myśli: "Nie pójdę głosować"?

To ja mówię: Człowieku, nie oddawaj Polski, przez swoją absencję, w ręce kłamczuchów i mitomanów. Naprawdę. Szkoda Polski.

Więcej o: