Prof. Barber: współpraca miast lepsza niż współpraca narodów

Wiadomości >  Archiwum
ga PAP
02.10.2011 07:48
A A A Drukuj
Amerykański politolog i filozof Benjamin Barber

Amerykański politolog i filozof Benjamin Barber (Fot. Paweł Kozioł / AG)

- Świat powinien postawić na współpracę miast, a nie państw narodowych, bo tak lepiej może odpowiedzieć na wyzwania współczesności - przekonuje amerykański politolog i filozof Benjamin Barber, zapowiadając swoją nową książkę "A gdyby światem rządzili burmistrzowie".
Barber, niegdyś doradca prezydenta Billa Clintona, propagator społeczeństwa obywatelskiego, jest autorem kilkunastu książek, w tym głośnej "Dżihad kontra McŚwiat", a także m.in. "Imperium strachu. Wojna, terroryzm i demokracja" i "Skonsumowani". Wziął udział w zakończonym w piątek "Europejskim Forum Nowych Idei" w Sopocie.

PAP - Konferencja z pana udziałem miała na celu zdefiniowanie nowego miejsca Europy w globalizującym się świecie. Jaka jest pańska idea nowej Europy?

Barber - Rzeczywistością, z jakim musimy się zmierzyć po II wojnie światowej, jest brutalna współzależność. Świat, w którym wszystkie wyzwania: ekologia, zorganizowana przestępczość, narkotyki, imigracja, technologia, rynki oraz oczywiście klimat i globalne ocieplenie, mają charakter ponadgraniczny i powiązany. Taki, że żaden kraj nie jest w stanie sam sobie z nimi poradzić.

To są wyzwania XXI wieku. Tymczasem nasze instytucje - oparte na państwach narodowych - pochodzą z XIX wieku. Podobnie jest z niepodległością i niezależnością. To jest źródłem wielkiego dylematu i braku symetrii między problemami, które świadczą o naszej współzależności i mogą być rozwiązane tylko ponad granicami, a instytucjami, które są zdefiniowane poprzez swoje granice i które charakteryzuje brak woli do współpracy. Przykładem była konferencja klimatyczna w Kopenhadze w 2009 r., gdzie przez tydzień mówiono o tym, jak złowrogie i groźne są zmiany klimatu i że pilnie trzeba działać, zaś przez kolejny tydzień - że kraje są suwerenne, nikt nie chce monitoringu ani zagranicznych inspekcji, więc wszyscy wrócili do domów z niczym.

Byłoby miło, gdyby państwa zniknęły

PAP - Ale integracja europejska jest dość udanym przykładem skutecznego współdziałania suwerennych krajów w imię rozwiązywania problemów?

Barber - Europa po II wojnie światowej rzeczywiście stała się takim modelem dla całego świata. Ale to, co obecnie dzieje się z Grecją czy Hiszpanią, pokazuje, że również w Europie państwa narodowe są nadal silne, co rzuca się w oczy zwłaszcza w mediach i opinii publicznej, a to ma przełożenie na politykę. Jakie to rodzi komplikacje, widać po działaniach Angeli Merkel, która jest poddana presji niemieckich wyborców w sprawie ratowania Grecji.

Nawet UE, która jest najlepszym przykładem myślenia ponadnarodowego, wykraczającego poza suwerenność krajów, po 60 latach nie jest wystarczająco silna. Mówi się przecież - choć nie twierdzę, że to nastąpi - o rozpadzie strefy euro, co może pociągnąć za sobą rozpad całej Unii! Nawet tak wspaniały eksperyment, jakim jest UE, przechodzi trudności w rezultacie niezdolności państw narodowych - co wynika z samej ich definicji - do wspólnego działania. Grecka suwerenność zderza się z suwerennością niemiecką.

PAP - Ma pan dla UE sposób wyjścia z kryzysu? Czy receptą ma być całkowite wymazanie z mapy państw narodowych?

Barber - Tego się zrobić nie da, bo one mają władzę, armie i banki. Byłoby miło, gdyby zniknęły, ale to niemożliwe. Są rzeczywistością, którą musimy zaakceptować. Ale jest także inna rzeczywistość i w niej tkwi proponowane przeze mnie rozwiązanie. Są to miasta.

65 proc. mieszkańców świata żyje w miastach. Miasta z różnych części świata mają ze sobą o wiele więcej wspólnego niż kraje. Mają wszędzie takie same zadania: wywieźć śmieci, przewieźć ludzi komunikacją publiczną, sprzątnąć zimą śnieg. Miastami podobnie się zarządza. Można by byłego mera Jurija Łużkowa przenieść z Moskwy do Nowego Jorku, a Michaela Bloomberga z Nowego Jorku do Moskwy - co to dla nich byłaby za różnica, poza tym, że w Moskwie jest trochę więcej śniegu?

Ale jest jeszcze ważniejsza rzecz: miasta już są ze sobą połączone i współpracują w sprawach transportu, ekologii, technologii czy sztuki. Artyści wciąż podróżują z jednego miasta do drugiego!

Wreszcie, w miastach nie ma ideologii! Gdy trzeba zamieść śnieg z ulicy, to nie robi się tego na modłę socjalistyczną czy też neokonserwatywną. Burmistrzowie miast rozwiązują problemy. To politycy na poziomie krajowym zajmują się ideologią. Więc moja sugestia jest taka: niech miasta budują silniejsze więzi między sobą! Państwa narodowe nie zdołają ich powstrzymać.

Nie twierdzę, że miasta rozwiążą wszystkie nasze problemy. Uważam natomiast, że przenosząc uwagę z państw na miasta, będziemy o wiele skuteczniejsi, jeśli chodzi o integrację i ponadgraniczną współpracę. To jest moja nowa idea - miasta jako podstawa globalnej sieci współzależności.

Jaki autobus każdy z nas powinien wziąć, by dojechać w swoją stronę?

PAP - Pańska wizja jest skrajnie pragmatyczna. Tymczasem Lech Wałęsa, otwierając Forum w Sopocie apelował, by nowa Europa budowana była na wartościach - choć on sam przyznał, że nie potrafi w łatwy sposób zdefiniować ich zestawu.

Barber - Nie zgadzam się z tym. Podstawą współpracy powinno być rozwiązywanie problemów. Podam przykład: miasta nie mogą powstrzymać nielegalnej imigracji, tymczasem to one muszą z nią żyć, zapewnić imigrantom pracę, dach nad głową, pilnować porządku, walczyć z narkotykami. Te problemy są podobne w wielu miastach. Bloomberg z Nowego Jorku ma więcej wspólnego z burmistrzem Kinszasy albo Kalkuty niż prezydent Obama z przywódcami Konga albo Indii.

Zaś wartości są źródłem naszych konfliktów i wyrazem ideologii, które negatywnie wpływają na politykę. Ale nie chodzi o to, by je eliminować, tylko raczej nie stawiać ich w centrum. W USA mamy ludzi, którzy wierzą, że świat powstał tak, jak to opisano w Biblii, i tych, którzy wyznają teorię ewolucji. Jak ich pogodzić, czego uczyć w szkołach? Tu tkwi problem, a w polityce robi się z tego partia probiblijna i antybiblijna, prodarwinowska i antydarwinowska. Jedynymi wartościami, które uważam tu za kluczowe, są wartości demokratyczne. Centralną z nich jest pojęcie publicznego dobra przeciwstawione prywacie: zbiorowość przeciwstawiona jednostkom. Miasta są organizmami skupiającymi zbiorowości. Zaś pragmatyzm jest pewnym procesem. Wyobrażam sobie taką rozmowę sąsiadów, których wartości nie dzielą: ja chodzę do kościoła, a ty do antykościoła. Nie spierajmy się o to, tylko zastanówmy, jaki autobus każdy z nas powinien wziąć, by dojechać w swoją stronę?

W świecie bez granic mury nie mają już racji bytu

PAP - Czy współpraca miast rzeczywiście wystarczy, by odpowiedzieć na takie globalne wyzwania stojące przed wspólnotą międzynarodową jak ocieplenie klimatu?

Barber - To właśnie jest najlepszy początek! Miasta są odpowiedzialne za dwie trzecie globalnego ocieplenia. Miasta mogą dużo zrobić właśnie dlatego, że są odpowiedzialne za tyle zanieczyszczeń i emisji CO2. Powiedzmy, że 40 największych miast świata zakaże samochodów na silniki spalinowe. Jak zareaguje przemysł? Wszyscy zaczną produkować samochody elektryczne, prześcigając się w ofertach: my chcemy robić auta dla Los Angeles, a my chcemy produkować dla Rio de Janeiro! Burmistrzowie mogą wiele zrobić sami, ale także we współpracy z innymi burmistrzami. I o tym będzie moja nowa książka, którą wydam w przyszłym roku.

PAP - Czy nie przecenia pan roli władz jako takich - czy to na poziomie lokalnym, czy narodowym? Czy obecny kryzys nie pokazał, że w istocie rządy nie kontrolują już sytuacji, w panice reagując na przykład na działania rynków finansowych?

Barber - Rzeczywiście tak jest. Właśnie dlatego, że chodzi o rządy narodowe, a problemy, z którymi muszą się one zmierzyć, są międzynarodowe. Krajom tak naprawdę pozostaje budowa murów, a w świecie bez granic - czyli naszym świecie - mury nie mają już racji bytu, więc trzeba znaleźć inne rozwiązanie. Takim rozwiązaniem jest współpraca miast, co stanowi swoisty paradoks zważywszy, że dawno temu miasta zaczęły się właśnie od murów. Musimy znaleźć jakąś metodę, by zdemokratyzować globalizację, albo zglobalizować demokrację, ale z państwami narodowymi jest to niezmierne trudne.

Współpraca miast. To jest do zrobienia

PAP - Mówi pan, że państwa narodowe mogą zrobić zaskakująco mało w porównaniu z miastami. Jakie są zagrożenia dla ich współpracy?

Barber - Nierówności między grupami społecznymi. To trudny problem, bo wielkie miasta mają ogromne połacie slumsów, choć niektórzy sądzą, że sąsiadowanie z klasami zamożniejszymi daje najuboższym dostęp do pewnych środków i zasobów. Drugi problem dotyczy oczywiście ludzi, którzy nie żyją w miastach. Można oczywiście przyjąć, że w pewien sposób należeliby do miast, wokół których mieszkają, że głosowaliby na ich władze, albo byliby jakoś reprezentowani we władzach, ale nad tym trzeba się jeszcze zastanowić.

PAP - Zważywszy na to, jak wszystkie wielkie miasta świata są do siebie podobne, czy realizacja pańskiej wizji nie oznacza po prostu zwycięstwa zglobalizowanego McŚwiata ze wszystkimi negatywnymi tego konsekwencjami?

Barber - Absolutnie nie! McŚwiat reprezentuje sektor prywatny, a moja wizja mówi o współpracy w zakresie tego, co publiczne. Miasta już ze sobą współpracują i opiszę to w mojej książce. Mówię po prostu, byśmy bardziej się na tym skupili, sformalizowali i upolitycznili ich współpracę. Jakie globalne ułatwienia powinniśmy wprowadzić, by dobrze wykorzystać fakt istniejącego już współdziałania? Nie mówię o tym, że mamy zlikwidować ONZ czy Unię Europejską, ale by pójść równoległą drogą współpracy między miastami. To jest do zrobienia.

Tagi:

Komentarze (4)

Zaloguj się
  • Oceniono 1 raz 1

    Państwa narodowe do zapora dla globalizmu, dlatego idea ta jest nagminnie atakowana i podkopywana. Niech najpierw zaproponuja Izraelowi by przestał podkreślać narodowy charakter "swojego" państwa, nie nazywał go "państwem żydowskim"...

  • politol59

    0

    Świat miast to to może nie, ale Europa regionów to tak - autonomia dla Górnego Śląska PORADZYMY!

  • eptesicus

    0

    to prowokacyjna idea, ale nie sądziłem, że ograniczenie intelektualne czytelników spowoduje aż taki brak sensownych (za i przeciw) komentarzy, zaś jedyne dwie wypowiedzi będą dotyczyły... Żydów ;-)

    państwa narodowe - rozumiane jako państwa etniczne - to idea która powstała bardzo późno, nie jest "odwieczna". Wymyślili ją XIX-wieczni intelektualiści. Skąd w Was ta pewność, że ta idea będzie trwała wiecznie. Nie mówię, że jest ona bezużyteczna. Może będzie trwała. Ale skąd ta pewność? Zrozumcie, jeszcze 300 lat temu byłaby ona abstrakcyjna. W końcu mieszkańcy Gdańska i Elbląga byli lojalnymi poddanymi króla polskiego. A mówili po jakiemu? Bynajmniej nie po polsku, tylko po niemiecku.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX