''Idiot culture - oto dzisiejszy świat''

- Cała sprawa włamań do telefonów przez dziennikarzy "News of the World" ma to samo podłoże, co Watergate - chodzi o kulturę. Kulturę, która pozwala na pełen cynizm - mówi w rozmowie z "Guardianem" Carl Bernstein, jeden z dziennikarzy, którzy ujawnili "aferę Watergate".
Bernstein został poproszony przez dziennikarzy "Guardiana" o ocenę afery podsłuchowej mediów należących do Ruperta Murdocha. Chodzi o praktyki gazet magnata ujawnione przez dziennikarzy "Guardiana", m.in. o podsłuchiwanie przez wynajętych hakerów skrzynki pocztowej nieżyjącej nastolatki. Rodzice i policja mieli nadzieję, że dziewczyna żyje, ponieważ ze skrzynki głosowej jej telefonu komórkowego znikały wiadomości. A kasowali je właśnie wynajęci hakerzy.

"To efekt całej kultury"

Zdaniem Carla Bernsteina, który wraz z Bobem Woodwordem ujawnił słynną aferę podsłuchową Watergate, cała sprawa włamań dziennikarzy "NotW" ma dokładnie to samo podłoże, co próba podsłuchiwania siedziby demokratów przez ludzi prezydenta Richarda Nixona w latach 70. - Chodzi o kulturę. Kulturę, która pozwala na pełen cynizm - twierdzi Bernstein. - I to wszystko działo się w newsroomie, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym dziennikarstwem, a dużo z nazywaniem "newsem" czegoś, co nie ma wspólnego mianownika z prawdziwą informacją.

Zdaniem Bernsteina atmosfera panująca w redakcji takich tabloidów, jak "News of the World", to efekt kultury, na którą latami pracował sam Rupert Murdoch - właściciel brukowca. - Ale ocenianie Murdocha jednopłaszczyznowo jest wielkim błędem - przestrzega dziennikarz. - Murdoch jest wizjonerem mediów naszych czasów. Jest znacznie mądrzejszy od konkurentów - i to pozwoliło mu zdobyć potężne pieniądze, które skonsolidowały jego władzę - tłumaczy.

Po aferze podsłuchowej trudno wieszczyć koniec magnata prasowego, chociaż jego wpływy na pewno się zmniejszyły po skandalu z "News of the World". - Nie sądzę, żeby był teraz postrzegany w ten sam sposób co kiedyś. Szczególnie przez współpracowników i tych, którzy się go obawiali - przekonuje Bernstein.

"Idiot culture - oto dzisiejszy świat"

Rozmówca "Guardiana" określił współczesność mianem "idiot culture". Jak sam tłumaczy, nazwał tak kulturę dziennikarską, która hołubi dziwactwa, kontrowersje i skandale "utkane" z udziałem gwiazd bardziej, niż prawdziwe "newsy". - A te prawdziwe "newsy" powinny być obsadzone w pewien kontekst. W końcu najważniejszą rzeczą, którą robimy jako dziennikarze, jest selekcjonowanie tego, co rzeczywiście jest "newsem" - mówi. I dodaje: - Porażką instytucji dziennikarstwa jest właśnie nie utrzymanie standardu tego, co jest "newsem". Murdoch zmienił ten standard, ale finalnie to problem, za który odpowiadamy my - dziennikarze.

Według Carla Bernsteina tę tezę potwierdzają kolejni ludzie właściciela "News of the World", którzy ujawniają się i wskazują swojego szefa, jako odpowiedzialnego za złe praktyki. - A tymczasem oni sami zajmowali się takim dziennikarstwem przez długi czas - stwierdza dziennikarz.

Winni: konsumenci, kultura, prasa...

Kolejnym aspektem, na który należy zwrócić uwagę, są sami konsumenci tabloidów, ponieważ "w powietrzu wisi głód tekstów tabloidowych". - Ludzie nie stają z oporem i nie krzyczą: "O nie! Ja nie chcę tego czytać!". Wręcz przeciwnie! - przekonuje Bernstein. - Murdoch i inni wydawcy tabloidów robią to, co robią, i opisują to, co opisują, używając metod, których używają, bo mają wygłodniałych konsumentów. I to działa.

- Myślę, że dziennikarstwo stworzyło sobie taką pozycję bez refleksji, że jesteśmy zarówno częścią całej kultury, jak i jej lustrem. Myślimy, że mając kartę z napisem "PRASA", jesteśmy zwolnieni z bycia jej częścią i że jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności. To nonsens - podkreśla dziennikarz.

Informacje? "Kiedyś, żeby zrozumieć, dzisiaj - żeby się utwierdzić"

Zmienił się cel konsumpcji mediów - uważa Bernstein. W jego opinii kiedyś służyła ona poszerzaniu horyzontów i zaspokajania głodu wiedzy, a dzisiaj - umocnieniu w sobie przekonań, uprzedzeń i wiary w to, w co i tak wierzymy. - I myślę, że to problem bardziej kulturowy niż dziennikarski. Naszą pracą, jako reporterów, jest zapewnienie bardziej zniuansowanego, otwartego spojrzenia na to, co jest "newsem" - przekonuje.

Rozmówca "Guardiana" widzi wielką szansę dla współczesnego dziennikarstwa w... internecie. - To wspaniałe medium dla reporterów - uważa. - Widać to, jeżeli spojrzy się na strony największych światowych gazet. W końcu z powodu nieograniczonego miejsca, możesz swój materiał wzbogacić niezliczoną liczbą dokumentów.

Co więc może być czynnikiem zabójczym dla dziennikarstwa? - Najbardziej niepokojące dla mnie w nowej kulturze jest pragnienie, aby jak najwięcej osób szukało informacji, które będą wzmacniały już istniejące przekonania. Nie jesteśmy już tak otwarci na różne poglądy. To powoduje, że publika dla prawdziwego reportażu zmniejsza się - twierdzi Bernstein.

Regulacje - tak. Ale dla społeczeństwa, nie prasy

- Największym grzechem Murdocha jest to, że swoimi ekscesami spowodował powstawanie niechcianych regulacji prasy. Regulacji, które - jak sam wierzył - powinny być poluzowane - uważa Bernstein. I uderza się w pierś: - My w prasie jesteśmy okropni, jeżeli chodzi o ingerencję w prywatność, zniesławianie. Zupełnie, jakbyśmy mieli na to licencję! To narastający problem - nadużywanie naszych wpływów.

Autor tekstów o aferze Watergate przyznaje: - Musimy znaleźć jakiś sposób, aby ponosić odpowiedzialność. Ale chodzi mi tu o odpowiedzialność w kontekście całej kultury. Ofiary ingerencji w prywatność i zniesławienia powinny mieć znacznie większą możliwość odwołania się od krzywdzącej opinii, sprostowania jej w mediach, a nawet być może większą możliwość dochodzenia roszczeń finansowych. Jak to zrobić? Nie wiem. Ale nie sądzę, żeby można było to osiągnąć regulując prasę w oderwaniu od reszty społeczeństwa. Chodzi o to, że jest dużo praw, których wszyscy musimy przestrzegać i te prawa mogą dotyczyć wymienionych przeze mnie problemów - podsumowuje reporter.

Więcej o: