PO obiecuje 300 mld z UE. "Są wiarygodni" czy "PiS sprawnie ich zbija"? [KOMENTARZE]

Poniżej wypowiedzi naszych stałych komentatorów dotyczące spotów PO obiecujących 300 mld euro z Unii Europejskiej.


Cezary Michalski, eseista, prozaik i publicysta:

Wyborcza obietnica Platformy, że wynegocjuje 300 miliardów złotych środków pomocowych z UE jest o tyle wiarygodna, że prawie wszyscy polscy politycy skutecznie pracujący w Brukseli - Lewandowski, Buzek, Huebner, Thun, Saryusz-Wolski - są albo z PO, albo zostali przez PO przejęci. Kaczyński mówiący, że też załatwi 300 miliardów albo i więcej jest niewiarygodny, bo do Brukseli posłał Ziobrę i Kurskiego, którzy nawet nie udają zainteresowania polityką unijną. A poprzednie środki unijne dla Polski negocjował Marcinkiewicz, którego Kaczyński ze swej formacji przepędził.

Tomasz Machała, dziennikarz, reporter Polsatu:

Kampania "300 miliardów" Platformy zupełnie do mnie nie trafia. Trzech poważnych panów sfilmowanych w ładnym wnętrzu przekonuje mnie, że załatwią Polsce dużo pieniędzy. Ale 300 miliardów to suma abstrakcyjna. A dlaczego nie 320 albo 350? Tak wielkie liczby nie trafiają do wyobraźni wyborcy. Nie mają dla niego dotykalnego znaczenia. Panowie więc mówią coś, co mnie mało emocjonalnie dotyka.

Podobnie jest z plakatami Platformy "mniej czy więcej". Nie znam ludzi na plakatach, więc nie czuje z nimi emocjonalnego związku. Nie wiem kim są, nie wiem czy mogę im ufać, nie wiem o co im chodzi. To zła kampania.

Oceniam ekipę Platformy jako sprawnych urzędników. Ale przecież poprzedni budżet unijny wynegocjował dla Polski PIS. I nie zrobił tego źle. Dlaczego więc mam wierzyć Radosławowi Sikorskiemu, że zrobi to lepiej?

Jarosław Kaczyński moim zdaniem sprawnie neutralizuje kampanię Platformy. Przypomniał zasługi ekipy PIS w 2005-2006 roku. Wezwał Janusza Lewandowskiego i Jerzego Buzka do współpracy z nim, jeśli zostanie premierem. I Lewandowski nie miał innego wyjścia, niż współpracę zadeklarować. Kaczyński dobrze sobie radzi.

Radosław Sikorski próbował dziś przekonywać, że do wyboru jest Lewandowski-Buzek albo Fotyga-Macierewicz. Jest w tym argumencie jakaś siła. Rzecz w tym, że prezes PIS nigdy nie powiedział, że Fotyga będzie jego ministrem spraw zagranicznych.

Więcej o: