Dr Iszkowski z SWPS: Solidarności można dziś przypisać dowolną ideę

PAP
30.08.2011 , aktualizacja: 30.08.2011 06:05
A A A Drukuj
Solidarność była ruchem na tyle szerokim i spontanicznym, że można jej dziś przypisać dowolną ideę, którą uważa się za godną propagowania - mówi w wywiadzie dla PAP dr Krzysztof Iszkowski ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
PAP: Dlaczego nazywa Pan zryw z 1980 r. "romantycznym nieporozumieniem"?

Dr Krzysztof Iszkowski: To oczywiście kontrowersyjne i prowokacyjne określenie. Na pewno "romantycznym nieporozumieniem" jest sposób w jaki dziś pamięta się pierwszą Solidarność z lat 80-81, jak również jej drugie, konspiracyjne wcielenie z okresu stanu wojennego i późniejszych lat rządów Jaruzelskiego. Cechy, które przypisujemy dziś pierwszej Solidarności nie oddają dokładnie, czym była i abstrahują od powodów, dla których powstała.

PAP: Czy w 1980 r. doszłoby do rewolucji społecznej, gdyby Solidarność nie powstała?

K.I.: Solidarność była rewolucją. Niewykluczone, że gdyby nie powstała, to protest przeciwko systemowi przyjąłby w niektórych miejscach brutalne formy, ale wątpię, że zaistniałby potencjał na pełną rewolucję polityczną lub społeczną. Możliwe, że byłoby więcej ofiar, ale nie jest tak, że Solidarność cokolwiek zablokowała. Była taką rewolucją, jaką można było wtedy zrobić i na jaką ludzie byli przygotowani.

PAP: Czy postulaty z sierpnia 1980 r. wytrzymały próbę czasu?

K.I.: Jeżeli popatrzy się na listę 21 postulatów to widać, że zdecydowana większość z nich nie wytrzymała próby czasu, gdyż zniknęły warunki w których były formułowane. Przede wszystkim państwo utraciło pozycję głównego organizatora życia społecznego i gospodarczego. Wiele postulatów Solidarności było adresowanych do państwa jako organu, który ustala ceny. W dzisiejszej Polsce, w warunkach gospodarki rynkowej nie da się strajkiem zmieniać cen, można zmienić warunki płacy. W PRL-u było to możliwe, więc żądania były racjonalne. Dwa postulaty, które sformułowano w sierpniu 1980 r. wytrzymały próbę czasu, choć były wtórne w stosunku do pozostałych. To była kwestia dostępności środków masowego przekazu, czyli wolności słowa oraz sprawa praworządności, czyli przestrzegania reguł, które PRL ustanowił i których nie przestrzegał.

PAP: Co się stało z ideą solidarności społecznej wokół której było skupionych 10 mln ludzi?

K.I.: Moim zdaniem połączyła ich nie idea solidarności społecznej, a raczej protest wobec realiów późnych lat 70.: niedoborów w zaopatrzeniu, pogarszających się warunków życia, neofeudalnego systemu, w którym pewne grupy społeczne oraz zawodowe, np. kolejarze mieli lepiej niż pozostali. To były powody dla których podjęto strajki. Określenie "solidarności społecznej" powstało post fatum, jako próba racjonalizacji i nazwania niespełnionych marzeń. Choć rzeczywiście, istotnym elementem solidarnościowego programu był silny egalitaryzm. Niektóre z postulatów strajkujących dotyczyły siatki wynagrodzeń w firmach, domagano się spłaszczenia rozpiętości zarobków. Niestety - co trudno było wówczas dostrzec - głównym problemem niewydolności polskiej gospodarki była niska efektywność pracy. Metodą jej zwiększania była zaś redukcja zatrudnienia. To okazało się widoczne jednak dopiero pod koniec lat 80. oraz - w większej skali - podczas transformacji ustrojowej, którą Solidarność firmowała.

PAP: Czy w dzisiejszej Polsce dostrzega Pan wartości, jakie miała Solidarność na swych sztandarach w latach 1980-1981?

K.I.: Solidarność była ruchem na tyle szerokim i spontanicznym, że łatwiej byłoby wymienić wartości, których nie popierała, niż te, które ktoś kiedyś gdzieś w jej imieniu głosił. Dzięki temu można jej dziś przypisać dowolną ideę, którą uważa się za godną propagowania. Są ludzie, którzy postrzegają Solidarność jako ruch robotniczy i przypisują mu głównie lewicowe wartości. Inni widzą w niej ruch obywatelski i do tego nawiązuje "obywatelska" partia rządząca. Jeszcze inni postrzegają ją jako ruch republikański, narodowy, a nawet przejaw "socjalizmu z boską twarzą". Wszystkie te interpretacje są równie uprawnione i przez to równie mało warte. Jedyny wspólny mianownik był bowiem taki, że wszystkie te wartości były podnoszone w opozycji do wyjątkowo skompromitowanego aparatu władzy z czasów Gierka.

PAP: Jak wiele wspólnego ma dzisiejszy NSZZ Solidarność z Solidarność sprzed 30 lat?

K.I.: Na pewno logo i nazwę. Nie może mieć wiele wspólnego, gdyż zmieniły się warunki. Dzisiejsza Solidarność jest związkiem zawodowym działającym w warunkach gospodarki rynkowej, w dużej mierze prywatnej. Nie jest związkiem zawodowym tych, którzy są zjednoczeni przez to, że zatrudnia ich jeden pracodawca, który traktuje lepiej inne grupy. Solidarność w formie z roku '80 nie miałaby dziś żadnej racji bytu i nie mogłaby racjonalnie działać w obecnym systemie ekonomicznym.

Rozmawiał Waldemar Kowalski

cały wywiad na portalu historycznym www.dzieje.pl

Podziel się