"Sprawdzajmy im płeć. Chyba rentgenem". Jak posłowie żartują ze związków partnerskich

27.07.2011 18:44
Parlamentarzyści: Jan Filip Libicki, Robert Węgrzyn, Iwona Arent, Jerzy Kozdroń

Parlamentarzyści: Jan Filip Libicki, Robert Węgrzyn, Iwona Arent, Jerzy Kozdroń (AG)

"Może wprowadzimy przepis, żeby u notariusza sprawdzać, kto jest chłopcem, a kto dziewczynką? No, chyba rentgenem, bo przecież do majtek nie będziemy im zaglądać. To dopiero byłoby łamanie praw człowieka." To niektóre głosy z sali, jakie padały podczas dzisiejszego posiedzenia sejmowych komisji obradujących nad ustawą o związkach partnerskich.
Pierwsze czytanie projektu podczas wspólnego posiedzenia sejmowych komisji: Polityki Społecznej i Rodziny oraz Sprawiedliwości i Praw Człowieka trwało półtorej godziny. Przewodniczący Ryszard Kalisz (SLD) przedstawił główne założenia projektu: możliwość zawierania związków dla osób zarówno przeciwnej, jak i tej samej płci. Projekt przewiduje także prawo do wspólnoty majątkowej, wspólne opodatkowanie i dziedziczenie po zmarłym partnerze.

Z przebiegu obrad widać było, że wyraźnie przeciw są posłowie PiS, za SLD. Natomiast wśród parlamentarzystów PO zdania są różne. Poseł PO, Andrzej Czuma już na wstępie zaznaczył, że nie widzi powodów, żeby tym projektem się zajmować: - Małżeństwo to forma mocno w polskim prawie ugruntowana i nie ma potrzeby jakichkolwiek zmian w tym aspekcie - mówił. Podobnie sprawę skwitowała posłanka PiS Iwona Arent. - Projekt nie jest godny uwagi, co więcej jest szkodliwy społecznie, bo podważa fundamentalne funkcje rodziny.

Pytania i uwagi zgłosił także nowy nabytek PO, poseł Jan Filip Libicki (kiedyś PiS, potem Polska Plus i PJN): - Dlaczego nie powiedzą państwo wprost, w otwartej przyłbicy, że chodzi o możliwość zalegalizowania związków homoseksualnych? A co złego jest w konkubinacie? Rozmawiam z ludźmi, którzy twierdzą, że nie wchodzą w związek małżeński, bo to za dużo formalności, a przecież w tym projekcie jest ich więcej!

Posłanka PO, Iwona Guzowska: - Homofobia nie powinna odbierać nam zdrowego rozsądku. Przyjmijmy wreszcie do wiadomości, że ci ludzie też płacą podatki, pracują, są Polkami, Polakami i nie powinniśmy im tego prawa do bycia razem w legalnym związku zabraniać.

Anna Bańkowska, SLD: - Nie mamy prawa decydować o innych, nie możemy cały czas zamykać oczu na rzeczywistość. Homoseksualizm to nie choroba i czas się z tym wreszcie pogodzić - dodała.

Poseł Węgrzyn chce zalegalizować "trójkąciki"

Poseł PO, Jerzy Kozdroń: - A jak będę chciał sobie zalegalizować pięć takich związków jak będę miał wzięcie, to co? Kto mi zabroni wedle tego projektu? Rozumiem, że będę mógł, tak? - pytał.

Na sali zapanowało lekkie rozbawienie. Siedzący w ostatnich rzędach, poseł Robert Węgrzyn (wyrzucony z PO za żarty o lesbijkach) ściszonym głosem rzucił: - Ja jestem za tym, żeby zalegalizować trójkąciki. Odpowiedział mu na to poseł Libicki: - Uważaj Robert, bo jeszcze ci to przegłosują.

Panowie i kilka osób siedzących z tyłu sali wybuchło gromkim śmiechem.

Za wygraną nie dała też posłanka PiS, Iwona Arent: - Wyobraźmy sobie trzy wyspy. Na jednej umieścimy dwie kobiety, na drugiej dwóch mężczyzn, na trzeciej kobietę i mężczyznę. I pojedziemy tam za 100 lat i sprawdzimy, gdzie przetrwało życie. To oczywiste - odpowiada, bo natura to kobieta i mężczyzna.

Posłanka PiS, Marzena Wróbel: - Wiele zostało już na ten temat powiedziane, ale muszę dodać coś od siebie. To projekt skandaliczny, haniebny, szkodliwy prawnie i moralnie. I dziwię się, że PO w swojej obłudzie aprobuje ten projekt. Ta ustawa uderza w porządek moralny, społeczny, konstytucyjny i w prawa człowieka. Ten projekt powinien się nazywać pseudomałżeństwem albo promowaniem pseudorodziny.

Posłowie z końca sali przerzucają się półszeptem pomysłami: - A może wprowadzimy przepis, żeby u notariusza sprawdzać, kto jest chłopcem, a kto dziewczynką? Siedzący obok siebie mężczyźni wybuchają śmiechem.

- Taki rentgen na przykład? - pyta jeden z parlamentarzystów. - No chyba tak, bo przecież do majtek nie będziemy im zaglądać. To dopiero byłoby łamanie praw człowieka.

"Trzeba się z tym pogodzić, to właśnie jest natura"

Robert Biedroń, szef Kampanii Przeciw Homofobii, był jednym z gości zaproszonych na posiedzenie komisji: - Cały czas czekam na ten projekt - mówił. - Żyję w takim związku dziewięć lat (posłanka PiS Iwona Arent z sali: "no to brawo, brawo"). Ale to jest związek, który w obliczu polskiego prawa jest niewidoczny. To nie jest kwestia moralności, chciałbym, żebyśmy rozmawiali o prawie. Bo to nie jest problem marginalny, dotyczy około dwóch milionów osób w Polsce.

I zwrócił się do posłanki Arent: - Pani poseł, poznaliśmy się kilka lat temu. Pochodzimy z Olsztyna, mamy wspólnych znajomych, także homoseksualistów i pani o tym wie. Homoseksualiści są także w Prawie i Sprawiedliwości, wiemy o tym, prawda? Ale nie mieli odwagi, żeby tutaj być, bo byliby narażeni na słuchanie takich wypowiedzi.

Przy stole jeden z posłów siedzących kilka krzeseł od posła Libickiego rzucił ucieszony: - O, Filip, dobrze, że się stamtąd wypisałeś. Libicki z uśmiechem: - Nie ma co.

Ryszard Kalisz apelował: - Zwracam się teraz do przeciwników tego projektu. Mówię zwłaszcza do pani poseł Arent. Trzeba się z tym pogodzić, to właśnie jest natura, oni się tacy rodzą. Musimy, powinniśmy dać im żyć tak jak chcą. To nasz obowiązek.

PiS rezygnuje z dalszych prac

Posłowie w głosowaniu zdecydowali, że projekt trafi do dalszych prac w podkomisji nadzwyczajnej. Za było 29 osób, przeciw 10, wstrzymało się 3. Decyzja oburzyła posłów PiS. - W takim razie rezygnujemy z posiedzeń podkomisji - mówiła posłanka Arent. - Nie będziemy uczestniczyć w żadnym jej posiedzeniu.

Komisja powinna teraz pracować nad projektem, a w efekcie przekazać go do Sejmu. Z wypowiedzi posłów wynika jednak, że prace nie skończą się w tej kadencji Sejmu i projekt trafi do kosza.

Zobacz także

Najnowsze informacje