Najpierw Boston i Paryż, teraz Bruksela. Ten Amerykanin oszukał przeznaczenie

To się nazywa szczęście w nieszczęściu! Amerykański misjonarz Mason Wells został wczoraj ranny podczas zamachu w Brukseli. Ale to nie pierwszy raz, kiedy 19-latek widział, jak wybuchają bomby. Wcześniej był świadkiem ataków na Boston i Paryż.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Historia Masona Wellsa jest tak niezwykła, że aż trudno w nią uwierzyć. Młody mormoński misjonarz, o którym piszą światowe media, był wczoraj na lotnisku Zaventem pod Brukselą, gdzie około godz. 8.00 wybuchły dwie bomby.

Amerykanin z portu lotniczego wyszedł jednak bez większych obrażeń. Doznał drobnej kontuzji stopy i lekkich poparzeń, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Wells przebywa obecnie w szpitalu, gdzie przejdzie operację rekonstrukcji ścięgna.

Oszukał przeznaczenie

- To był już trzeci zamach, który dotknął mojego syna! - powiedział w rozmowie z ABC News ojciec Masona. I dodał: - Żyjemy w niebezpiecznym świecie, gdzie nie każdy jest uprzejmy i kochający.

Faktycznie, w 2013 roku Wells uniknął śmierci, kiedy kibicował matce biorącej udział w maratonie w Bostonie. Trzech Czeczenów zdetonowało wówczas bomby domowej produkcji. Podczas zamachu zginęły trzy osoby, a niemal 300 zostało rannych.

Ale to nie wszystko. Amerykanin w listopadzie ubiegłego roku przebywał w Paryżu, gdzie doszło do serii ataków terrorystycznych. Zamachowcy zabili wtedy 137 osób, w tym 87 w teatrze Bataclan.

- Syn powiedział, że był naprawdę blisko wybuchu. Dziękuję Bogu, że żyje - stwierdził ojciec nastolatka.

Zamachy w Brukseli

Do dwóch eksplozji doszło we wtorek około godz. 8.00 na brukselskim lotnisku Zaventem. Kolejny wybuch miał miejsce w wagonie metra na odcinku między stacjami Maelbeek i Schuman w centrum miasta.

W wyniku eksplozji na lotnisku Zaventem zginęło 14 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Potwierdzono również informację o 20 ofiarach śmiertelnych i licznych rannych w eksplozji w metrze. Do zamachów przyznało się ISIS.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: