Zniszczone dokumenty z dnia katastrofy zawierały nieistotne dane? List ppłk. rzuca nowe światło

07.02.2016 19:30
Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

W liście przesłanym do redakcji Wirtualnej Polski ppłk. rez. Sławomir Komisarczyk wyjaśnia, jakie informacje zawarte były w zniszczonych przez MON dokumentach. "Zapisy dotyczyły głównie chronologicznych sentencji powiadamiania przełożonych i przedstawicieli władzy o katastrofie" - pisze Komisarczyk.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

W sobotę MON poinformowało o istnieniu protokołu zniszczenia dokumentów, zawierających informacje na temat wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. Jego autentyczność potwierdził rzecznik MON, Bartłomiej Misiewicz.

Nie wiadomo jednak, co dokładnie zawierały zniszczone akta i jaki wpływ mogły one mieć na wyjaśnienie przyczyn katastrofy. Niejasności, w przesłanym do redakcji Wirtualnej Polski liście, próbuje wyjaśnić ppłk. rez. Sławomir Komisarczyk, który pełnił dyżur 9 kwietnia 2010 roku.

"Nie było tam nic szczególnego. Nie mogło być"

"W zniszczonym 400-stronicowym dokumencie tylko wpis z jednego dyżuru (10.04.2010 r.) dotyczył katastrofy smoleńskiej i był zapisany maksymalnie na 3-5 stronach", czytamy w liście Komisarczyka. "W dniu katastrofy zapisy dotyczyły głównie chronologicznych sentencji powiadamiania przełożonych i przedstawicieli władzy o katastrofie w ramach istniejącego schematu powiadamiania. Cała Służba Dyżurna wiadomości na temat katastrofy zdobywała głównie z mediów i nic szczególnego w zniszczonym dokumencie nie było, bo być nie mogło", twierdzi wojskowy.

Cały list ppłk. rez. Sławomira Komisarczyka

"Opisując dzień katastrofy, z dokumentu można było się dowiedzieć, kogo powiadomiono i kogo próbowano bezskutecznie powiadomić", pisze dalej Komisarczyk.

Inne dokumenty ważniejsze

Zdaniem byłego pracownika Dyżurnej Służby Operacyjnej Sił Zbrojnych RP, rzeczy istotne dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej zapisywano gdzie indziej. "Najważniejsze sprawy wpisywano w tzw. Sprawozdaniu Dobowym, którego nie niszczy się nigdy i podlega archiwizacji. Drugim równie ważnym dokumentem był tzw. Meldunek Sytuacyjny kierowany m.in. do ministra Obrony Narodowej", twierdzi Komisarczyk.

"Tylko w tych dwóch dokumentach zawarto najpełniejszą wiedzę Zespołu Dyżurnego w sprawie katastrofy. "Sprawozdanie Dobowe" odnaleźć można we właściwym archiwum, natomiast "Meldunek Sytuacyjny" przesłano do Kancelarii Tajnej byłego ministra Bogdana Klicha. Zniszczony 400-stronicowy Dziennik Działań stanowił jedynie zabezpieczenie Szefa Zmiany w wypadku posądzenia go w przyszłości o niewłaściwe działania lub zaniechanie", wyjaśnia.

Magierowski punktuje list Komisarczyka

Tłumaczeń wojskowego do wiadomości nie przyjmuje dyrektor biura prasowego Andrzeja Dudy, Marek Magierowski. Jego zdaniem, "aktem niezrozumiałym" jest zniszczenie jakiegokolwiek dokumentu, mówiącego o wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 roku, natomiast "informacja, którego z wysokich urzędników nie udało się zawiadomić o katastrofie, jest niezwykle istotna" - mówi Magierowski w rozmowie z Wirtualną Polską.

- Odnoszę wrażenie, że list ppłk. Komisarczyka, zamiast pomóc, raczej dodatkowo obciąża osoby odpowiedzialne za zniszczenie tych dokumentów - twierdzi szef biura prasowego prezydenta Dudy.

"Teraz to będzie dowód na zamach"

Część obserwatorów już teraz drwi z doniesień, jakoby zniszczone dokumenty miały być istotnym dowodem w sprawie katastrofy smoleńskiej. "Zniszczyli, a potem (by nikt się nie dowiedział) sporządzili z tego protokół. Znana praktyka chcących coś ukryć", napisała na swoim profilu na Twitterze Agnieszka Gozdyra, dziennikarka Polsat News.

W podobnym tonie wypowiedział się Konrad Piasecki z RMF FM. "Powiadam Wam, teraz okaże się, że kluczowym dowodem na zamach, będzie fakt zniszczenia jakichś nieistotnych dla sprawy zapisów z 10.04", napisał na Twitterze.

Krytycznie o liście Komisarczyka wypowiedziała się z kolei Katarzyna Sadło, znana blogerka i publicystka "Do Rzeczy". "To imponujące, że autor listu pamięta treść nieistotnego dokumentu zniszczonego ponad 3 lata temu", napisała i dodała: "Z tymi zniszczonymi dokumentami to jest tak, że niektórym dziennikarzom przeszkadza, że się nigdy nie dowiedzą co tam było a innym nie."



Głos w sprawie listu postanowiło zabrać MON. W przesłanym do PAP oświadczeniu rzecznik prasowy Bartłomiej Misiewicz wyjaśnia m.in., że ppłk. Komisarczyk "nie może posiadać żadnej wiarygodnej wiedzy na temat informacji". Pełna treść poniżej:

Oświadczenie rzecznika prasowego MON

"W związku z opublikowanym dzisiaj listem ppłk. rez. Sławomira Komisarczyka informuję co następuje:

1. Ppłk rez. Sławomir Komisarczyk nie był w dniu 10 kwietnia 2010 r. obecny w pracy w Dyżurnej Służbie Operacyjnej Sił Zbrojnych RP, co oznacza, że nie może posiadać żadnej wiarygodnej wiedzy na temat informacji z dyżuru tego dnia;

2. Dla całościowej oceny podejmowanych działań wskazać należy, że dyżur kierownictwa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w dniach 10-11 kwietnia 2010 r. pełnił gen. Bogusław Pacek;

3. W Dzienniku Działań DSO SZ RP powinny znaleźć się wszystkie informacje dotyczące: meldunków, decyzji, wykonywanych i odbieranych połączeń, współpracy służb oraz jednostek organizacyjnych Ministerstwa Obrony Narodowej i Wojska Polskiego, co miało istotne znaczenie dla zaistniałej wówczas sytuacji kryzysowej - stąd waga tego dziennika;

4. Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami: Zarządzenie nr 3/MON z dnia 2 lutego 2005 r. w sprawie zasad i trybu postępowania z materiałami archiwalnymi i inną dokumentacją w resorcie obrony narodowej zabronione było niszczenie tego typu dokumentów;

5. W Ministerstwie Obrony Narodowej rozpoczęto prace mające na celu odtworzenie meldunków i wszystkich wydarzeń mających miejsce 10 kwietnia 2010 r. w Wojsku Polskim."



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (322)
Zaloguj się
  • zuuuraw

    Oceniono 113 razy 37

    Kolejna kompromitacja "cyngla" Piaseckiego.
    "Dziennikarz Roku" nie wie co zawierały zniszczone dokumenty, ale wie (!) że były nieistotne.
    Tym razem chyba 'Hiena Roku" ?
    Panowie z WSI, naprawdę, nie wykorzystujcie więcej Piaseckiego do "mokrej roboty", nie grajcie tak znaczonymi kartami !
    I jeszcze ten wpis RadSika, bądźcie poważni !

  • zuuuraw

    Oceniono 99 razy 37

    Najciekawsze jest to, że autor listu pamiętający doskonale co było na 400 stronach dziennika z 10.04.2010 r. na dyżurze był dzień wcześniej.
    Pisze on "Zniszczony 400-stronicowy Dziennik Działań stanowił jedynie zabezpieczenie Szefa Zmiany w wypadku posądzenia go w przyszłości o niewłaściwe działania lub zaniechanie".
    Tak więc szef chcąc się pozbyć zabezpieczenia na przyszłość kazał dziennik zniszczyć.
    Panowie z WSI, ustalcie między sobą jakąś spójną wersję zdarzeń, no i nie każcie temu biednemu Piaseckiemu zabierać za każdym razem głosu po waszym wystąpieniu. Facet jest już wystarczająco spalony.
    Mnie ciekawi, że żaden dziennikarz nie zadał sobie trudu sprawdzenia co stało się z dziennikami z 9-tego i 11-tego kwietnia 2010, czy tez dowolnego innego dnia, czy też ktoś po 3 latach podejmował decyzję o ich zniszczeniu ? Jesli kazdy materiał z danego dnia kalendarzowego jest niszczony po upływie 3 lat nie potrzebna jest do tego żadna decyzja. Musiał być więc jakiś powód, ze po 3 latach komuś "przypomniało" się o zniszczeniu dokumentacji WŁAŚNIE z tego dnia.

  • kermit.dolomit

    Oceniono 62 razy 36

    Może WSI powinno już przestać wysługiwać się żulami z Czerskiej bo tylko wkopują was coraz bardziej :-)

  • jtp2

    Oceniono 68 razy 36

    Nieistotne dane, Platforma mówi że to brudnopisy.

    W sumie nic. I to jest BARDZO podejrzane

  • ragefox

    Oceniono 148 razy 36

    ŻADNE dokumenty z tego okresu nie powinny być niszczone co najmniej do zakończenia dochodzeń.

  • zuuuraw

    Oceniono 87 razy 35

    To chyba wszystko wyjaśnia, choćby nie wiem ile łgarstw wypisywali Piasecki, Kublik, Cuchnowski czy inne cyngle na pasku WSI
    "

    Ppłk rez. Sławomir Komisarczyk nie był w dniu 10 kwietnia 2010 r. obecny w pracy w Dyżurnej Służbie Operacyjnej Sił Zbrojnych RP, co oznacza, że nie może posiadać żadnej wiarygodnej wiedzy na temat informacji z dyżuru tego dnia;

    Dla całościowej oceny podejmowanych działań wskazać należy, że dyżur kierownictwa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w dniach 10-11 kwietnia 2010 r. pełnił gen. Bogusław Pacek;

    W Dzienniku Działań DSO SZ RP powinny znaleźć się wszystkie informacje dotyczące: meldunków, decyzji, wykonywanych i odbieranych połączeń, współpracy służb oraz jednostek organizacyjnych Ministerstwa Obrony Narodowej i Wojska Polskiego, co miało istotne znaczenie dla zaistniałej wówczas sytuacji kryzysowej - stąd waga tego dziennika;

    Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami: Zarządzenie nr 3/MON z dnia 2 lutego 2005 r. w sprawie zasad i trybu postępowania z materiałami archiwalnymi i inną dokumentacją w resorcie obrony narodowej zabronione było niszczenie tego typu dokumentów;

    W Ministerstwie Obrony Narodowej rozpoczęto prace mające na celu odtworzenie meldunków i wszystkich wydarzeń mających miejsce 10 kwietnia 2010 r. w Wojsku Polskim.

    Bartłomiej Misiewicz, Rzecznik prasowy MON"

  • homo-homini-lupus

    Oceniono 97 razy 35

    Zniszczyli 400 stron numerów telefonów tych, do których się nie dodzwonili.
    Takie to proste.

  • kataster_precz

    Oceniono 55 razy 35

    I tak zaraz udowodnią, że autor listu miał jednoznaczne powiązania z WSI, a jego rodzina należała najpierw do ZSMP, a potem do PZPR.

  • muzoman

    Oceniono 41 razy 23

    Antek wietrzy tylko spisek i zamach. Szuka wszystkiego co może potwierdzić jego chorą wyobraźnię na temat katastrofy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje