Jeden z największych koszmarów pasażerów samolotów - to wydarzyło się naprawdę. Zakończenie? Nieprawdopodobne

Mast
04.02.2016 12:23
Wyssanie z samolotu budzi lęk wszystkich pasażerów

Wyssanie z samolotu budzi lęk wszystkich pasażerów (AP/YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=OIQQhqpVY80)

Myśleliście, że pasażerowie samolotów są wysysani przez otwarte drzwi albo dziury w kadłubie jedynie w scenariuszach thrillerów? Otóż nie, takie rzeczy dzieją się naprawdę. Najbardziej spektakularny wypadek przytrafił się pilotowi British Airways. Mężczyzna został wyssany z kokpitu przez urwane okno. I przeżył!

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Na szczycie listy "największych koszmarów pasażera" spora część z nas umieści zapewne wyssanie z kabiny samolotu na dużej wysokości. Wczoraj media obiegła informacja o pasażerze afrykańskich linii Daalo Airlines, który wypadł przez wyrwę w kadłubie maszyny. Zniszczenia spowodowała prawdopodobnie eksplozja bomby.

Przypadek samolotu Daalo Airlines nie jest jednak precedensem. W historii lotnictwa pasażerskiego do podobnych wypadków dochodziło już wielokrotnie. Najsłynniejszym z nich jest feralny lot numer 5390 linii British Airways.

Samolot spadał w dół, a on wisiał na zewnątrz

Historia brytyjskiego samolotu miała jednak zupełnie inny finał. Trudno uwierzyć w to, co przytrafiło się załodze lotu z 10 czerwca 1990 roku. I że mimo ekstremalnych warunków, jej członkowie aż do końca zachowali zimną krew. O takim bohaterstwie po prostu wstyd nie wiedzieć!

Samolot rejsowy BAC One-Eleven 528FL linii Britihs Airways wystartował o 7:20 z Birmingham. Pilotowali kapitan Tim Lancaster i pierwszy oficer Alastair Atchison, a na pokładzie znajdowało się 81 pasażerów i czwórka personelu. Niecałe 15 minut po starcie, na wysokości 17 300 stóp, pasażerowie i załoga usłyszeli potężny huk, a do środka samolotu zaczęło napływać powietrze pod wysokim ciśnieniem.

Ciśnienie wypchnęło szybę w kokpicie. Kapitan Lancaster został wyssany z samolotu i do połowy ciała zawisł po zewnętrznej stronie kabiny, zaczepiony kolanami o krawędź otworu. Pęd powietrza wyrwał również drzwi oddzielające kokpit od reszty samolotu, zasłaniając załodze dostęp do aparatury nawigacyjnej i radia. Samolot zacząć z dużą prędkością pikować w dół, ku ziemi.



Awaria skończyłaby się zapewne spektakularną katastrofą, gdyby nie zimna krew załogi. Jeden ze stewardów chwycił wyssanego na zewnątrz kapitana w pasie i mocno przytrzymał. Pilot, chłostany pędem lodowatego powietrza o prędkości 800 km/h, stracił przytomność, a ponieważ jego oczy pozostały otwarte, załoga była pewna, że Lancaster nie żyje. Mimo skrajnego wyczerpania i odmrożeń steward nie puścił jednak kapitana, zmieniając się tylko co jakiś czas z innymi członkami personelu.



W tym czasie pierwszy pilot nadał sygnał "Mayday", ale z powodu hałasu nie był w stanie usłyszeć odpowiedzi z wieży kontroli lotów. Samolot ostatecznie uzyskał pozwolenie na lądowanie w Southampton.

Załoga uwolniła nogi kapitana i wciągnęła go na pokład. Lancaster przeżył. O 7:55 feralny lot dobiegł końca - samolot wylądował bezpiecznie na lotnisku.

A wszystko przez małą śrubkę

Przeprowadzone później śledztwo wykazało, że za awarię odpowiedzialna była zbyt mała średnica śrub okiennych. Przed lotem wymieniony został panel przedniej szyby maszyny. Jednak 84 z 90 śrub użytych do jego przykręcenia miało średnicę o 0,66 mm za małą, zaś pozostałe sześć było o 2,5 mm za krótkie. To małe niedopasowanie spowodowało, że duża różnica ciśnień między wnętrzem a zewnętrzem samolotu spowodowała wyrwanie szyby.

Procedura wymiany elementów była kontrolowana przez kierownika obsługi naziemnej lotniska w Birmingham i to on został obarczony odpowiedzialnością za awarię. Śledczy uznali również, że winne są same linie British Airways, które nie wyznaczyły do kontroli przynajmniej jednego dodatkowego pracownika.

Bohaterstwo załogi sprawiło, że żaden z pasażerów nie odniósł obrażeń. Kapitan Lancaster, w stanie szoku, zaraz po wylądowaniu został przewieziony do szpitala. Miał poranione i odmrożone kończyny, złamane przedramię, nadgarstek i kciuk.



Przeżyta trauma nie zniechęciła jednak kapitana do latania. Lancaster wrócił do pracy pilota po 5 miesiącach od wypadku. W British Airways przeszedł wprawdzie na emeryturę, ale jeszcze w 2005 roku pracował jako pilot w tanich liniach lotniczych easyJet.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (42)
Zaloguj się
  • dublet

    Oceniono 53 razy 41

    Bzdura z tymi śrubami! To musiał być zamach! Wielkim Elektromagnesem ściągnęli ich w Sztuczną Mgłę, wysadzili trzema bombami a potem dobili! W 1:23 słychać szczały! Znam się na lotnictwie, bo wielokrotnie latałem różnymi maszynami. Samolot to konstrukcja wojskowa i takie wypadania okien się nie zdarzają!

  • archieil

    Oceniono 23 razy 15

    17000 stóp, a 30000 stóp... i tu przelotowa, i tu przelotowa...

    dla takiego Macierewicza i jemu podobnych elit mówienie o różnicy to jak mówienie do konia o fotosyntezie trawy...

  • antekpociecha

    Oceniono 16 razy 10

    Ciekawe jak widzieli wewnątrz samolotu że ten pilot ma otwarte oczy

  • simbla

    Oceniono 20 razy 8

    Co za bzdura: "do środka samolotu zaczęło napływać powietrze pod wysokim ciśnieniem". Na wysokości 17300 stóp (prawie 6 km)??? I jak na zewnątrz było niby nadciśnienie to jak mogło kogokolwiek wyssać? Myślenie m podobno kolosalną przyszłość...

  • jdkonrad

    Oceniono 4 razy 4

    to jest jednak wynoszenie naszych kuperków na wys. 10km. niektórzy traktują to jak jazdę tramwajem..
    a tu niebezpieczeństwa są nieporównywalne...

  • popijajac_piwo

    Oceniono 7 razy 3

    "a do środka samolotu zaczęło napływać powietrze pod wysokim ciśnieniem."

    ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje