Gnijące jedzenie, szczury w łóżku i pomysły z księżyca. Współlokatorzy z piekła rodem

01.02.2016 15:50
Lokatorzy z piekła rodem

Lokatorzy z piekła rodem (fot. Agencja Gazeta/Andrzej Michalik, Facebook (@ch.wspolokatorzy))

Kto nie mieszkał ze współlokatorem, ten nie zaznał prawdziwego życia. Potwierdzi to każdy, kto kiedykolwiek żył z obcymi ludźmi.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Kim jest współokator? Ile osób, tyle doświadczeń. Współlokator to ktoś, kogo czasem (czasem?) żałujesz, że w ogóle spotkałeś. I świetny nauczyciel życia.

Uczy cię wielu rzeczy: dostrzegania piękna w małych rzeczach - w czystych naczyniach na przykład. I ulotności tego piękna, bo wiesz, że już następnego dnia czysta kuchnia powróci do domeny mitów.

W ogromnym skrócie: życie ze współlokatorami to saga pełna bitew, zdrad i absolutnie nieoczekiwanych zwrotów akcji. Kto nie wierzy, nie zajrzy chociażby na słynny fanpage "Ch**wi współlokatorzy". Albo przeczyta kilka epizodów z tej sagi, które członkowie naszej redakcji przeżyli osobiście:

Marcin: Akademik to ambasada piekła na ziemi

Więc wyjeżdżasz na studia? I do tego zamieszkasz w akademiku? Cieszysz się? Jeszcze jak! Tyle przecież słyszałeś o tych niesamowitych imprezach, które trwają nie jeden, nie dwa, ale całe trzy dni!

Ale wstrzymaj konie, młodsza wersjo mnie. Opowiem ci pouczającą historyjkę.

Rzecz dzieje się wojewódzkim mieście gdzieś we wschodniej Polsce, w Domu Studenckim, którego numer przemilczę. Zeszłego wieczora odbyła się impreza, w której wzięli udział ludzie z całego piętra, może poza tymi dwoma typkami, trenującymi do juwenalijnego turnieju Counter-Strike'a.

I ty też tam byłeś, i też coś tam wypiłeś, ale nie tak znowu dużo. Na szczęście na straży melanżu czuwali inni. I ci inni mieli znakomity pomysł, który zapisał się złotymi zgłoskami na firmamencie dziejów - powiedzmy.

Wylać kilkadziesiąt litrów oleju na wspólny korytarz? Świetny pomysł!

Ty, niczego nieświadom, wychodzisz rano na korytarz i kierujesz się do wspólnej kuchni. I nagle leżysz w plamie tłuszczu - przewróciłeś się, twoje zaufane japonki poległy w starciu ze słonecznikowym i dociera do ciebie, że to już koniec - koniec twojego mieszkania w "deesie".

Tak było.

Kuba: Rozum i godność współlokatora

Współlokatorzy robią różne rzeczy. Ale zrozumienie niektórych z nich mnie przerasta - odmawiam przyjęcia do wiadomości, że robią je dorosłe, myślące istoty.

Sytuacja wyglądała tak, że wszyscy wyjechaliśmy na weekend. Wróciłem do domu w poniedziałek. Po tym, co zobaczyłem, szczerze zadumałem się nad kondycją rodzaju ludzkiego.

Mój współlokator zostawił zamrażarkę niedomkniętą na trzy dni. Co widzę: kuchnia to jedna wielka plama wody. To, co leżało w zamrażarce, zdążyło już ożyć. I sprawca tego bajzlu. Ze zwykłym elektrycznym odkurzaczem.

Dokładnie tak. Podłączonym do prądu odkurzaczem próbował wciągnąć wodę. On to przedsięwzięcie przeżył, odkurzacz - już nie.

Patryk: Szczury, kochane szczury

Przeprowadziłem się właśnie do Warszawy i następnego dnia zaczynałem pracę, więc nie miałem za dużo czasu na szukanie mieszkania. Znalazłem miejsce, które wyglądało dość w porządku pod każdym względem. I mogłem wprowadzić się od razu.

- Tylko jest taka jedna rzecz - powiedziała - Nie przeszkadzają ci zwierzęta, prawda? Mam szczura.

Miałem wybór? Nie miałem. Ale życie nie byłoby życiem, gdyby nie przygotowało mi niespodzianki.

Następnego dnia pukam do jej drzwi. Słyszę "wchodź", więc wchodzę. Co widzę?

Dziewczyna, przykucnięta przy łóżku, zbiera szczurze bobki.

- Cześć! - powiedziała. Widząc moją zakłopotaną minę, dodała: - To po Ninie. Sypiam z nią. Zostawia takie prezenty - uśmiechnęła się.

Dowiedziałem się też że oprócz Niny - szczurzycy - mieszka z nami jeszcze jeden szczur. Zamknięty w szafce kuchennej. - Ale tylko tymczasowo, moja mama go zabierze.

Zabrała. Po trzech tygodniach. Niedługo potem zabrałem się stamtąd i ja.

Igor: Czas Surfera

Najbarwniejszą postacią, z jaką miałem okazje mieszkać, był gość, którego roboczo nazywaliśmy Surferem. Postać absolutnie księżycowa - miał 28 lat, mieszkał w Warszawie i postanowił tu otworzyć szkółkę sportów wodnych.

Nie jestem pewien, czy miał jakiekolwiek pojęcie o tych rzeczach; jestem gotów postawić orzechy przeciw diamentom, że nie. Na pewno miał za to niezbędny entuzjazm.

Firmę założył z marszu i z marszu wziął na nią kredyt. Po czym zaczął radosny szał zakupów - dziesiątki par nart, kapoki, sprzęt do kitesurfingu i tak dalej. A potem było jeszcze lepiej.

Za pieniądze z kredytu zaczął kupować coraz dziwniejsze rzeczy: gitarę, sprzęt grający, zestaw podobno australijskich noży kuchennych.

Te ostatnie sprzedał mu bezdomny na dworcu centralnym - były w fatalnym stanie, nie nadawały się już do niczego, ale Surfer lekką ręką wydał na nie jakieś 350 złotych. I wszystkie te rzeczy piętrzyły się we wspólnych częściach mieszkania.

Potem chciał rozszerzyć profil działalności i otworzyć w mieszkaniu szkołę językową, ale jakoś mu to wyperswadowaliśmy.

Co jeszcze? Był notorycznie pijany. Niezależnie od stopnia upojenia, paradował po mieszkaniu w samych majtkach. Z domu przywoził słoiki w wiadrze, potem zostawiał to wiadro w kącie i przypominał sobie o nim parę tygodni później, kiedy już nie nadawały się do niczego. Jadł masło kostkami, jak batoniki.

Opuścił nas, kiedy skończyły mu się pieniądze z kredytu - na szczęście udało się nam wydłubać z niego ostatni czynsz.

Podziel się z nami własną historią o fatalnym współlokatorze - napisz do autora artykułu, na adres marcin.kaminski@agora.pl

Deser.pl



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz także
Komentarze (78)
Zaloguj się
  • 31.februarius

    Oceniono 33 razy 23

    "Gnijące jedzenie, szczury w łóżku i pomysły z księżyca. Współlokatorzy z piekła rodem"

    Hotel "Pod .osłem", na Wiejskiej?!

  • SUM OiW

    Oceniono 24 razy 14

    A ja miałem alkoholika współlokatora. Takie osoby powinny być usypiane lub ewentualnie wysyłane do jakiejś enklawy na Syberii bez możliwości powrotu. Nie wyobrażam sobie jak ludzie mogą całe życie mieszkać z takimi pomiotami.
    I z drugiej strony załapałem się na pokój do studentki. Wynajmowała mieszkanie w 2008 roku za 250 zł. Podział na 2. Wszystko posprzątane, wyprane i ugotowane za 125 zł na miesiąc. Za media nie płaciliśmy bo właścicielka nie chciała. Jak się pokłóciła z chłopakiem to wchodziła mi do łóżka. Sex min 2 razy w tygodniu. Na 2 ostatnie miesiące (maj, czerwiec) wprowadziła się jej kuzynka. Ta po 2 piwach stawała się nimfomanką. Najlepsze 8 miesięcy po za domem a ostatnie 2 to jak sen.
    Reszta współlokatorów - zwykli ludzie.

  • laspo77

    Oceniono 17 razy 13

    Fajny reportaż. Ale dlaczego tutaj?

  • proteusz33

    Oceniono 18 razy 12

    Czubek który kilka lat terroryzował sąsiadów a potem siedział w wariatkowie teraz żąda kilkanaście milionów złotych odszkodowania.I być może dostanie

  • ze_swiata

    Oceniono 32 razy 10

    eden z liderów ruchu kibicowskiego Legii Warszawa, Staruch; został dziś uniewinniony od zarzutu handlu narkotykami.

    Gazeto Wyborcza idziemy po ciebie

  • civilis212

    Oceniono 10 razy 10

    Mój współlokator w akademiku ostatnio po imprezie zerzygał się do miski, później przewrócił się na stół i potukł całe znajdujące się na nim szkło, a następnie zasnął. Nad ranem wstał i nie chciało mu sie sprzątać więc wyszedł. Odór był nieprawdopodobny, wiec musiałem ogarnąć wszystko sam. Wieczorem znowu zrobił imprezę i serwował gościom chipsy w sławnej misce. Wszyscy się zajadali. Innym razem ktoś w łazience na piętrze zesrał się nie do muszli lecz na spłuczkę. Jeszcze innym razem mój drugi współlokator wymiotował do umywalki jaką mamy w pokoju, bo do kibla nie zdążył. Standard w akademiku. Pozdrawiam z Łodzi i zapraszam obecnych maturzystów, aby tu przyszli na studia.

  • dziadekjam

    Oceniono 15 razy 7

    "Kto nie mieszkał ze współlokatorem, ten nie zaznał prawdziwego życia. Potwierdzi to każdy, kto kiedykolwiek żył z obcymi ludźmi."
    ===============================================================
    Pewnie by pomogło przygotowanie w postaci życia w koszarach :-)

  • wicipinski

    Oceniono 8 razy 6

    Tego numeru nikt nie przebije
    Wynajmowałem pokój u kobiety, która samotnie wychowywała dorosłego już syna. Chłopak był nie do końca sprawny intelektualnie, natomiast obłąkańczo zajarany na fantasy. Grał we wszystko co choćby ocierało się o te klimaty. Pewnego dnia kobita rozchorowała się poważnie i hospitalizowaną ją przez około tydzień. Synek lat 24 siedział wtedy sam w domu, bo ja na zajęciach, ale nikt się nie zamartwiał do puki miał w zasięgu kompa i prąd stale płynął w gniazdku. Pewnego dnia dzwoni do mnie ów synek i drze się do słuchawki "ZŁAPAŁEM ELFA, ZŁAPAŁEM ELFA, MAM ELFA". Pomyślałem że przeszedł jakiś etap w gierce, który kończył się pochwyceniem elfa, poprzytakiwałem i się rozłączyłem. Za chwilę dzwoni ponownie i to samo "ELFA MAM" drze się okropnie pobudzony. Nigdy nie miewał takich ataków euforii, więc zajarzyłem, że coś może być nie tak. Poprosiłem asystenta ,żeby mnie zwolnił z ćwiczeń i pognałem co tchu do chałupy. Otwieram drzwi, a w przedpokoju stoi gościu i klapie rączynami jak przedszkolak krzycząc w kółko to samo o elfie. Pytam go gdzie ten elf. Tan mnie prowadzi do kibelka z podpartą krzesłem klamką. Nogi mi się zatrzęsły. Ten otwiera kibel a w środku stoi spanikowany karzeł w garniturku. Okazał się rachmistrzem spisowym, którego Romuś wziął za elfa i postanowił udomowić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje