Z indiańskiego plemienia do partyzantki AK. Sat-Okh - Indianin, który walczył dla Polski

30.01.2016 14:10
Sat-Okh, Stanisław Supłatowicz

Sat-Okh, Stanisław Supłatowicz (fot. Robert Górecki/Agencja Gazeta)

Wojna uwięziła go w Polsce, do walki zmusiły okoliczności. Uciekł z pociągu do Oświęcimia i walczył w leśnym oddziale AK.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Indianin, który walczył wśród Polaków w drugiej wojnie światowej - brzmi to dość nieprawdopodobnie. Stanisław Supłatowicz - znany szerzej jako Sat-Okh, Długie Pióro - jest jednak postacią jak najbardziej rzeczywistą.

Życie Sat-Okha było pełne zawirowań, swoje zrobiła też ludzka wyobraźnia. Dlatego też nie do końca wiadomo, jak rzeczywiście wyglądały jego losy. Dziś stał się postacią nieco zapomnianą - zupełnie niesłusznie. Przeczytajcie.

Z Syberii na Alaskę

Jak Sat-Okh znalazł się w Polsce? Cofnijmy się do 1905 roku. Wtedy to pierwszy mąż Stanisławy Supłatowicz, matki Sat-Okha, w wyniku carskich prześladowań, został zesłany na Syberię. Stanisława podążyła za małżonkiem na wygnanie, jednak na miejscu okazało się, że ten jest poważnie chory. Umarł kilka tygodni po jej przybyciu.

Musząc samotnie stawić czoła losowi, Stanisława uznała, że musi uciec z Rosji. W 1917 roku wybuchła rewolucja październikowa. Kobieta postanowiła skorzystać z chaosu, jaki zrodził przewrót i udała się na Alaskę. Wraz jedenastoma innymi osobami podjęła ryzykowną przeprawę przez cieśninę Beringa - w czółnach grupa musiała pokonać ponad 80 km. Wielu zginęło, ale jej się udało.

Z Alaski wyruszyła do Kanady i tam znalazła schronienie u członków plemienia Shawnee. Przyjęła indiańskie imię Biały Obłok i wyszła za Wysokiego Orła, syna przywódcy plemienia. Z tego związku urodziła się trójka dzieci, z których najmłodszy był Sat-Okh.

Shawnee stali się jej nową rodziną, ale Stanisława tęskniła też za dawnym domem. W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, lecz do niej ta wiadomość dotarła dopiero w roku 1937. Wtedy też postanowiła odwiedzić rodzinny kraj. Chciała pokazać ojczyznę także dzieciom, lecz Wysoki Orzeł pozwolił jej zabrać jedynie najmłodszego syna. W Polsce mieli pozostać tylko pół roku, ale uwięził ich wybuch wojny. Sat-Okh miał wtedy 17 lat.

Indianin w AK

Mieszkał w Radomiu. Wraz z matką starali się pomagać radomskim Żydom. - Mieliśmy taki prostokątny pokój. Moja matka zrobiła go na kwadrat, ściana była zrobiona sztucznie i za tą ścianą ukrywała się młoda żydowska dziewczyna. Została z nami do końca wojny. Moja matka uratowała jej życie - opowiadał Sat-Okh w filmie dokumentalnym "Wojownik z urodzenia" Klaudiusza Jankowskiego.

Mimo wojny, Sat-Okh starał się prowadzić normalne życie. Los nie pozwolił mu na to.

Zdał maturę na tajnych kompletach i pracował na poczcie, ale zaczęli interesować się nim Niemcy - jego wygląd odstawał od aryjskiego ideału czystości rasowej.

Aresztowano go w 1940 roku. Przez dwanaście miesięcy siedział w więzieniu gestapo w Radomiu, skąd miał trafić do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Udało mu się jednak zbiec z transportu - wraz z grupą współwięźniów sforsował niedomknięte drzwi wagonu i wyskoczył z pociągu w pobliżu miejscowości Tunel w Małopolsce. Z ucieczki nie wyszedł bez szwanku - strażnicy postrzelili go w nogę.

W ukryciu leczył się pół roku. W 1943 roku wstąpił do AK i otrzymał pseudonim "Kozak". Dzięki indiańskiemu wychowaniu potrafił znakomicie jeździć konno, posługiwać się nożem i bezszelestnie poruszać po lesie.

Umiejętności te okazały się bezcenne dla leśnego oddziału "Bończy", w którym służył - prowadził rekonesans, brał udział w napadach na niemieckie transporty i odbijał więźniów.

Uczył też sztuki przeżycia innych żołnierzy. Niektórzy z jego kolegów w oddziale dopiero dzięki niemu nauczyli się jak korzystać z noża w walce.

Aby mylić Niemców, wypracował specyficzną technikę poruszania się. Polegała na maszerowaniu tyłem, tak aby zostawić ślady sugerujące zupełnie inny kierunek marszu, niż w rzeczywistości.

- Ten indiański sposób poruszania przyjął się w całym oddziale - mówił generał Kazimierz Załęski "Bończa", ówczesny dowódca Sat-Okha.

Powojenne losy

72 Pułk Piechoty AK, w skład którego wchodził oddział Sat-Okha został rozwiązany pod koniec 1944 roku, jednak zołnierze "Bończy" postanowili pozostać w lesie i czekać na rozkazy. Z lasu wyszli gdy wojna była już oficjalnie zakończona.

Za służbę w AK siedział przez jakiś czas w więzieniu, następnie został wcielony do marynarki wojennej. Potem pływał w marynarce handlowej, na statkach "Bolesław Chrobry" i "Batory".

Mieszkał w Gdańsku. Został odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych i Medalem Wojska Polskiego. Był popularyzatorem kultury indiańskiej i autorem wielu powieści przygodowych. Zmarł 3 lipca 2003 roku w Szpitalu Marynarki Wojennej w Gdańsku.

W pracy nad tekstem opierałem się na filmie dokumentalnym "Wojownik z urodzenia" Klaudiusza Jankowskiego i pracy naukowej "Stanisław Supłatowicz. Niezwykła biografia Sat-Okha, czyli jak się zostaje legendą" Katarzyny Krępulec.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (185)
Zaloguj się
  • emigrant78

    Oceniono 1 raz 1

    Nawet w tak prostym tekście historycznym musicie manipulować? To był odział NSZ a nie AK, nie przeszło Wam przez gardło?
    Wymieniany w tekscie dość enigmatycznie oddział "Bończy", to oddział NSZ "Las" por. Kazimierza Załęskiego "Bończy", który w 1944 r. podporzadkował sie taktyczne 25 pp AK (a nie jakiemuś wymyślonemu przez red. 72 pp). Fakt podporzadkowania się AK nie miał wpływu na proweniencję ideową tego oddziału.

  • slim.girl

    0

    czekam na porządny, fabularny film o tej historii, bo warto

  • klassa

    0

    "Musząc...., że musi..." . No, niby poprawnie, ale zgrzyta coś. Nieprawdaż, azaliż?

  • Darek Blaszczyk

    Oceniono 6 razy 4

    Problem tylko w tym, że Stanisław Supłatowicz, który sam siebie nazwał Sat-Okhiem, nie był żadnym Indianinem, tylko konfabulantem,a w zasadzie należałoby powiedzieć, że oszustem. Wszystkie jego opowieści to były zmyślenia. Po prostu taki sobie wymyślił sposób na życie - chciał być popularny i chciał być Indianinem, co mu się poniekąd udało. Myślę, że autor zamieszczonego artykułu powinien być bardziej krytyczny wobec swoich źródeł wiedzy i nie podtrzymywać nieprawdziwego mitu.

  • ciagciulaciag

    Oceniono 4 razy 0

    Ja tam oglądałem Ekran z Fijolkiem. I tam występował Wielki Wódz Mała Faja. Wielki Wódz dla zmylenia przeciwnika chodził bokiem. Cały oddział tez. Po jakimś czasie te praktyki wyszły im bokiem. Wódz uwielbiał wodę ognista i korzystał z niej przy każdej okazji. Nosił przydomek Moczymorda. Fajkę pokoju mógł palić wyłącznie w kuchni. Jeździł swietnie konno i jest autorem znakomitej książki "Nasza szkapa to w dechę kobyła". Zdobył 30 skalpów SSmanow a po wojnie dzięki czerwonej skórze zrobił oszałamiająca karierę w partii komunistycznej.

  • jp070759

    Oceniono 2 razy 0

    Treść artykułu wywołuje lekki uśmiech i można go lekko potraktować,ale za to komentarze,to jest prawdziwa uciecha.Bez wyzwisk,złośliwości przygadywania o nieuctwie,bez przekleństw i jeszce parę dowcipów.Tak to można brać udział w dyskusji.

  • bratek4

    Oceniono 2 razy 2

    Gdzie w Kanadzie konkretnie mieszkalo plemie Shawnee w momencie, kiedy dotarła tam uciekinierka z Sybiru, po brawurowym pokonaniu Cieniny Beringa?

  • weredyk_pl

    Oceniono 55 razy 49

    "Indianin, który walczył wśród Polaków w drugiej wojnie światowej - brzmi to dość nieprawdopodobnie. Stanisław Supłatowicz - znany szerzej jako Sat-Okh, Długie Pióro - jest jednak postacią jak najbardziej rzeczywistą."

    Odkrycie dla gimbusa, bo historia Sat Okha jest doskonale znana i przewałkowana w Polsce. Pamiętam lekką konsternację dziennikarza w TV, kiedy Sat-Okh z rozrzewnieniem powiedział, że żałował że wojna się skończyła.

  • login-xyz

    Oceniono 2 razy 2

    Pomysl na film z Hollywood! :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje