PiS przygotował katalog prasy dla sądów. Tytuły nie zaskakują

11.01.2016 11:52
Zbigniew Ziobro

Zbigniew Ziobro (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Resort Zbigniewa Ziobry przygotował nowy katalog tytułów prasowych, które mają być dostępne dla pracowników sądów apelacyjnych w Polsce. Znalazł się w nim m.in. "Nasz Dziennik" i "W sieci", zabrakło natomiast "Newsweeka" czy "Gazety Wyborczej".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- "Newsweek", "Polityka" czy "Gazeta Wyborcza" stały się tytułami zakazanymi. W sądzie oficjalnie już ich nie uświadczysz - dowiedział się od pracownika jednego ze śląskich sądów katowicki oddział "Gazety Wyborczej".

Jak do tego doszło? Najpierw unieważniono przetarg na prenumeratę prasy - którą do tej pory zajmowało się Centrum Zakupów dla Sądownictwa w Krakowie - opiewający na sumę ok. 4 mln zł. Stwierdzono, że "cena najkorzystniejszej oferty przewyższa kwotę, którą zamawiający zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia".

W związku z wygaszeniem przetargu Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS, wystosował 30 grudnia pismo do dyrektorów wszystkich sądów w Polsce, zezwalające na samodzielną prenumeratę prasy. Do decyzji resortu załączono listę 146 dozwolonych pozycji, z czego aż 140 to specjalistyczne tytuły prawnicze. Oprócz nich sądy mogą kupować jeszcze: "Nasz Dziennik", "Rzeczpospolitą", "Dziennik Gazetę Prawną", dziennik regionalny oraz "W sieci" i "Do rzeczy".

Jakie było kryterium doboru pozycji w najnowszym katalogu? - W kwestii doboru tytułów kierowałem się pluralizmem. Skoro przez ostatnie 10 lat preferowane były tytuły takie jak "Wyborcza", to teraz czas na inną prasę - argumentuje Jaki w rozmowie z serwisem wyborcza.pl i dodaje: - Lista tytułów prasowych nie jest żadną nowością, ona funkcjonowała zawsze.

Jak pisze katowicka "Wyborcza", faktycznie już wcześniej istniał katalog tytułów, które mogły kupować sądy. W zeszłym roku liczył on jednak aż 322 pozycje. Zawierał on prawie wszystkie ogólnopolskie dzienniki i tygodniki wydawane na rynku. Także "Nasz Dziennik.

Jaki odniósł się do nowych wytycznych również na Twitterze, gdzie zamieścił kilka wpisów na temat wprowadzonej zmiany.



Jak nie trudno się domyślić, regulacje dotyczące tytułów prasowych prenumerowanych w sądach spotkały się z natychmiastową reakcją w Internecie.

Dziennikarz "Newsweeka":Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego w latach 2013-2015:

Dziennikarz działu zagranicznego "Gazety Wyborczej":



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz także
Komentarze (404)
Zaloguj się
  • mhjunior007

    Oceniono 1 raz 1

    Pani Jaki, Pan sobie sprawdzi w słowniku, co to znaczy "pluralizm". To nie jest zastepowanie jednego zamordyzmu drugim.

  • tomekodlisow

    Oceniono 2 razy 0

    Ale czym się podniecacie? Najwyższa pora aby demokratyczna zmiana tytułów nastała. Serio. Dajcie szansę na kasę innym mediom. Przecież mamy demokrację - przypominam. Jedni i drudzy, cz PISlam, czy POpłuczyny, zawsze zrobią was, ciebie, mnie nie, w babbuko :)

  • artur0121

    Oceniono 1 raz 1

    Rosja i Korea Północna w jednym, a jaruś to taki kim dzong kwak putin

  • naw18

    Oceniono 3 razy 1

    Najwyższy czas zakazać posiadania odbiorników radiowych w instytucjach.
    Należy uruchomić radiowęzły i poprzez kołchoźniki puszczać na zmianę Radio z ryjem, niepokornych i glińskiego jako kulturalno-oswiatowgo.
    A wydane koncesje na nadawanie zweryfikować.

  • javall

    Oceniono 7 razy -5

    Bardzo dobrze.
    Prywatne lektury za prywatne pjeniadze.

  • elzbietttta

    0

    pan Zbyszek szaleje

  • maurorossi

    Oceniono 11 razy -7

    oj czerska doopa boli

    ale ma boleć

  • norton2

    Oceniono 4 razy -2

    Tow.ziobro jeszcze jest tygodnik pn "Dookoła Penisa" i " Dookoła Waginy"

  • socjolog12

    Oceniono 1 raz 1

    Kilkadziesiąt osób, w tym dziennikarze, którzy ujawnili aferę taśmową i ich rodziny, było inwigilowanych przez dwie specjalne policyjne grupy. Wobec siedmiu funkcjonariuszy biorących w tym udział wszczęto postępowania dyscyplinarne – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.
    REDAKCJA POLECA
    30.12.2015
    Policja podsłuchiwała 80 dziennikarzy i prawników
    30.12.2015
    Podsłuchy PO
    Chodziło o ustalenie, kto stał za nielegalnymi podsłuchami polityków i VIP-ów w restauracji „Sowa i przyjaciele". Wygląda na to, że łamano przy tym prawo i zasady obowiązujące w kontroli operacyjnej.
    Są wyniki audytu, jak zlecił komendant główny policji insp. Zbigniew Maj. Przeprowadziło je Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji. I po dwóch tygodniach badania sprawy potwierdziło medialne przypuszczenia: że z naruszeniem procedur podsłuchiwanych było kilkadziesiąt osób.
    Istniały dwie specjalne policyjne grupy łącznie liczące 29 osób prowadzące inwigilację na niejasnych zasadach - wynika audytu.
    Pierwsza grupa została powołana w czerwcu 2014 r. po to, by wspierać Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga w prowadzonym przez nią śledztwie dotyczącym nagrywania VIP-ów w warszawskich restauracjach. Byli w niej funkcjonariusze CBŚ Policji, Biura Służby Kryminalnej i Biura Spraw Wewnętrznych. Ta grupa działała krótko, około miesiąca.
    Jednak wkrótce potem, bo w lipcu 2014 r. powołano kolejną „grupę specjalną" - złożoną już wyłącznie z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych. Ta z kolei miała za zadanie - jak wynika z dokumentów - „ustalenie ewentualnego udziału funkcjonariuszy organów ścigania w rozpowszechnianiu nagrań ze spotkań funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach". Zadania grupy powołanej w BSW – jak wynika z audytu – nie zostały nigdzie precyzyjne zapisane, a bezpośredni nadzór nad nią objął osobiście ówczesny dyrektor BSW – (z reguły to jest rzadkością i dotyczy spraw największej wagi - red.).
    Specgrupa z BSW działała przez rok, a plon jej pracy to kilkadziesiąt rozpoczętych form pracy operacyjnej - zauważa audyt - i zatrzymanie policjanta z komendy stołecznej, który w niewiadomym celu dokonywał sprawdzeń w policyjnych bazach (wątpliwe, by miał związek z aferą taśmową).
    Jak ustalili audytorzy obie działające specgrupy (liczyły łącznie 29 funkcjonariuszy) naruszały procedury – błędnie dokumentowały pracę operacyjną i błędnie prowadziły rejestr kontroli operacyjnej.
    Chodziło m.in. o to, że podsłuchy zakładano na osoby rzekomo nieznane i na czas do pięciu dni, a inwigilacji nie wpisywano do rejestru. Dzięki temu wiedzy o niej nie miały sądy.
    Badając sprawę kontrolerzy natrafili na materiały, które świadczą o tym, że „w zainteresowaniu" śledczych pojawiali się dziennikarze i ich rodziny. Z analizy badanych dokumentów wynika, że przeprowadzono kilkadziesiąt kontroli operacyjnych, czyli zastosowano podsłuchy wobec kilkudziesięciu NN osób (o nieznanych personaliach).
    Z względu na upływ czasu i i zniszczenie nagrań nie można – jak twierdzą kontrolerzy - „jednoznacznie" stwierdzić, że dziennikarze byli podsłuchiwani. Obie grupy specjalne zostały powołane decyzją ówczesnego komendanta głównego policji Marka Działoszyńskiego.
    Efektem audytu jaki zlecił nowy szef policji Zbigniew Maj jest wszczęcie postępowań dyscyplinarnych. - Zostały one wszczęte wobec siedmiu funkcjonariuszy, w przypadku kilku kolejnych zarzuty się przedawniły - mówi "Rzeczpospolitej" Marcin Szyndler, rzecznik Komendy Głównej Policji. Ze stanowisk kierowniczych został odwołany dyrektor BWS i jego zastępcy z czasów kiedy dochodziło do nadużyć.
    Cel, dla jakiego powołano specgrupę BSW może potwierdzać wcześniejsze informacje medialne o rzekomej inwigilacji czterech wpływowych ludzi służb - napisała o tym kilka miesięcy temu „Gazeta Wyborcza", a niedawno portal Kulisy24. Minister Sienkiewicz temu zaprzeczał.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje