PiS przygotował katalog prasy dla sądów. Tytuły nie zaskakują

11.01.2016 11:52
Zbigniew Ziobro

Zbigniew Ziobro (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Resort Zbigniewa Ziobry przygotował nowy katalog tytułów prasowych, które mają być dostępne dla pracowników sądów apelacyjnych w Polsce. Znalazł się w nim m.in. "Nasz Dziennik" i "W sieci", zabrakło natomiast "Newsweeka" czy "Gazety Wyborczej".
Komentarze (404)
PiS przygotował katalog prasy dla sądów. Tytuły nie zaskakują
Zaloguj się
  • mhjunior007

    Oceniono 1 raz 1

    Pani Jaki, Pan sobie sprawdzi w słowniku, co to znaczy "pluralizm". To nie jest zastepowanie jednego zamordyzmu drugim.

  • tomekodlisow

    Oceniono 2 razy 0

    Ale czym się podniecacie? Najwyższa pora aby demokratyczna zmiana tytułów nastała. Serio. Dajcie szansę na kasę innym mediom. Przecież mamy demokrację - przypominam. Jedni i drudzy, cz PISlam, czy POpłuczyny, zawsze zrobią was, ciebie, mnie nie, w babbuko :)

  • artur0121

    Oceniono 1 raz 1

    Rosja i Korea Północna w jednym, a jaruś to taki kim dzong kwak putin

  • naw18

    Oceniono 3 razy 1

    Najwyższy czas zakazać posiadania odbiorników radiowych w instytucjach.
    Należy uruchomić radiowęzły i poprzez kołchoźniki puszczać na zmianę Radio z ryjem, niepokornych i glińskiego jako kulturalno-oswiatowgo.
    A wydane koncesje na nadawanie zweryfikować.

  • javall

    Oceniono 7 razy -5

    Bardzo dobrze.
    Prywatne lektury za prywatne pjeniadze.

  • elzbietttta

    0

    pan Zbyszek szaleje

  • maurorossi

    Oceniono 11 razy -7

    oj czerska doopa boli

    ale ma boleć

  • norton2

    Oceniono 4 razy -2

    Tow.ziobro jeszcze jest tygodnik pn "Dookoła Penisa" i " Dookoła Waginy"

  • socjolog12

    Oceniono 1 raz 1

    Kilkadziesiąt osób, w tym dziennikarze, którzy ujawnili aferę taśmową i ich rodziny, było inwigilowanych przez dwie specjalne policyjne grupy. Wobec siedmiu funkcjonariuszy biorących w tym udział wszczęto postępowania dyscyplinarne – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.
    REDAKCJA POLECA
    30.12.2015
    Policja podsłuchiwała 80 dziennikarzy i prawników
    30.12.2015
    Podsłuchy PO
    Chodziło o ustalenie, kto stał za nielegalnymi podsłuchami polityków i VIP-ów w restauracji „Sowa i przyjaciele". Wygląda na to, że łamano przy tym prawo i zasady obowiązujące w kontroli operacyjnej.
    Są wyniki audytu, jak zlecił komendant główny policji insp. Zbigniew Maj. Przeprowadziło je Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji. I po dwóch tygodniach badania sprawy potwierdziło medialne przypuszczenia: że z naruszeniem procedur podsłuchiwanych było kilkadziesiąt osób.
    Istniały dwie specjalne policyjne grupy łącznie liczące 29 osób prowadzące inwigilację na niejasnych zasadach - wynika audytu.
    Pierwsza grupa została powołana w czerwcu 2014 r. po to, by wspierać Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga w prowadzonym przez nią śledztwie dotyczącym nagrywania VIP-ów w warszawskich restauracjach. Byli w niej funkcjonariusze CBŚ Policji, Biura Służby Kryminalnej i Biura Spraw Wewnętrznych. Ta grupa działała krótko, około miesiąca.
    Jednak wkrótce potem, bo w lipcu 2014 r. powołano kolejną „grupę specjalną" - złożoną już wyłącznie z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych. Ta z kolei miała za zadanie - jak wynika z dokumentów - „ustalenie ewentualnego udziału funkcjonariuszy organów ścigania w rozpowszechnianiu nagrań ze spotkań funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach". Zadania grupy powołanej w BSW – jak wynika z audytu – nie zostały nigdzie precyzyjne zapisane, a bezpośredni nadzór nad nią objął osobiście ówczesny dyrektor BSW – (z reguły to jest rzadkością i dotyczy spraw największej wagi - red.).
    Specgrupa z BSW działała przez rok, a plon jej pracy to kilkadziesiąt rozpoczętych form pracy operacyjnej - zauważa audyt - i zatrzymanie policjanta z komendy stołecznej, który w niewiadomym celu dokonywał sprawdzeń w policyjnych bazach (wątpliwe, by miał związek z aferą taśmową).
    Jak ustalili audytorzy obie działające specgrupy (liczyły łącznie 29 funkcjonariuszy) naruszały procedury – błędnie dokumentowały pracę operacyjną i błędnie prowadziły rejestr kontroli operacyjnej.
    Chodziło m.in. o to, że podsłuchy zakładano na osoby rzekomo nieznane i na czas do pięciu dni, a inwigilacji nie wpisywano do rejestru. Dzięki temu wiedzy o niej nie miały sądy.
    Badając sprawę kontrolerzy natrafili na materiały, które świadczą o tym, że „w zainteresowaniu" śledczych pojawiali się dziennikarze i ich rodziny. Z analizy badanych dokumentów wynika, że przeprowadzono kilkadziesiąt kontroli operacyjnych, czyli zastosowano podsłuchy wobec kilkudziesięciu NN osób (o nieznanych personaliach).
    Z względu na upływ czasu i i zniszczenie nagrań nie można – jak twierdzą kontrolerzy - „jednoznacznie" stwierdzić, że dziennikarze byli podsłuchiwani. Obie grupy specjalne zostały powołane decyzją ówczesnego komendanta głównego policji Marka Działoszyńskiego.
    Efektem audytu jaki zlecił nowy szef policji Zbigniew Maj jest wszczęcie postępowań dyscyplinarnych. - Zostały one wszczęte wobec siedmiu funkcjonariuszy, w przypadku kilku kolejnych zarzuty się przedawniły - mówi "Rzeczpospolitej" Marcin Szyndler, rzecznik Komendy Głównej Policji. Ze stanowisk kierowniczych został odwołany dyrektor BWS i jego zastępcy z czasów kiedy dochodziło do nadużyć.
    Cel, dla jakiego powołano specgrupę BSW może potwierdzać wcześniejsze informacje medialne o rzekomej inwigilacji czterech wpływowych ludzi służb - napisała o tym kilka miesięcy temu „Gazeta Wyborcza", a niedawno portal Kulisy24. Minister Sienkiewicz temu zaprzeczał.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje