Wewnętrzny raport obciąża kierownictwo policji w Kolonii. "Mogło dojść do wypadków śmiertelnych"

07.01.2016 21:22
6 stycznia, Kolonia. Po sylwestrowych wydarzeniach okolice dworca kolejowego patrolowały zwiększone siły policji

6 stycznia, Kolonia. Po sylwestrowych wydarzeniach okolice dworca kolejowego patrolowały zwiększone siły policji (MAJA HITIJ)

1. ZDF dotarła do wewnętrznego raportu niemieckiej policji
2. Raport dot. wydarzeń z sylwestra podważa oficjalne stanowisko władz
3. Raport dyskredytuje działania policji

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Raport funkcjonariusza kierującego akcją policji w Kolonii, gdzie w sylwestra doszło do napaści seksualnych na kobiety, podważa stanowisko kierownictwa kolońskiej policji, które twierdzi, że dowiedziało się o ekscesach z dużym opóźnieniem - podała ZDF.

Przedstawiciele komendy głównej policji w Kolonii utrzymują, że funkcjonariusze otrzymali pierwsze sygnały o napastowaniu kobiet na placu przed kolońską katedrą dopiero przed godz. 1 w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia.

Z wewnętrznego raportu policji federalnej (Bundespolizei), do którego dotarła redakcja telewizji ZDF, wynika, że skala zagrożeń znana była już przed godz. 23.

Autor raportu, "funkcjonariusz policji federalnej na kierowniczym stanowisku" pisze, że osoby poszkodowane informowały o napaściach już w chwili przybycia policjantów na miejsce wydarzeń. "Oburzeni przechodnie podbiegali do policjantów, informując ich o bójkach, kradzieżach i molestowaniu seksualnym" - czytamy w raporcie.

"Panował chaos, mogło dojść do wypadków śmiertelnych"

Zdaniem pragnącego zachować anonimowość policjanta liczba funkcjonariuszy skierowanych do akcji była niewystarczająca. "Panował chaos, mogło dojść do wypadków śmiertelnych" - pisze policjant.

Zgromadzony tłum złożony głównie z imigrantów wykazywał całkowity brak szacunku dla stróżów prawa. "Jestem Syryjczykiem, musisz traktować mnie uprzejmie, zaprosiła mnie pani Merkel" - cytuje autor raportu jednego z uczestników.

Uczestnicy demonstracyjnie darli dokumenty uprawniające ich do pobytu w Niemczech, mówiąc, że jutro załatwią sobie nowe. Kobiety, zarówno samotne jak i w towarzystwie, zmuszone były do "biegu przez rózgi" pomiędzy szpalerem pijanych mężczyzn.

"Nie mogliśmy pomóc wszystkim"

"Sytuacja była dla policji upokarzająca, nie mogliśmy pomóc wszystkim" - konkluduje funkcjonariusz Bundespolizei. Jak zaznaczył, w ciągu 29 lat służby nie doświadczył nigdy przedtem takiego braku respektu dla władzy.

W wydanym w Nowy Rok komunikacie kolońska policja oceniła atmosferę panującą przed dworcem głównym i katedrą jako pokojową. Dopiero następnego dnia władze poinformowały o napaściach. Media uczyniły to dopiero na początku tego tygodnia.

Co działo się w Kolonii?

W nocy z 31 grudnia na 1 stycznia grupa ponad 1000 mężczyzn, według policji "o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej", zebrała się w okolicach dworca głównego w Kolonii i znajdującej się nieopodal katedry. Młodzi mężczyźni obrzucali petardami innych uczestników zabawy pod gołym niebem.

Z tłumu wyodrębniały się mniejsze grupy, które osaczały kobiety, napastowały je, a następnie okradały. Grupy napastników liczące kilkadziesiąt osób otaczały swoje ofiary, uniemożliwiając policji szybką interwencję.

Zdaniem niemieckich mediów prawdopodobna jest dymisja prezydenta (komendanta okręgowego) policji w Kolonii Wolfganga Albersa. W poniedziałek Albers ma przedstawić w parlamencie Nadrenii Północnej-Westfalii sprawozdanie z pracy policji. On sam wykluczył możliwość swojej dymisji. - W tej sytuacji jestem tutaj potrzebny - powiedział.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także

Najnowsze informacje