Przemysław Saleta wyprowadza się z Polski. "To, co robi PiS, przelało czarę goryczy"

07.01.2016 18:44
Przemysław Saleta

Przemysław Saleta (Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Znany bokser zdecydował się na wyprowadzkę do Tajlandii. Jak przyznaje w rozmowie z "Newsweekiem", "przyczyniły się do tego działania PiS".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Saleta planuje swój wyjazd do Tajlandii na kwiecień. "Atmosfera w kraju zrobiła się duszna już ponad rok temu. Nienawiść i podziały podkręcane przez polityków, ksenofobia i hejt wszystkiego i wszystkich. To, co robi teraz PiS, przelało czarę goryczy" - powiedział sportowiec w rozmowie z "Newsweekiem", jednocześnie przyznając, że jest dumny z Polski, "ale wizja kraju, jaką forsuje obecny rząd, dumą już nie napawa".

"Przeczekać rządy PiS"

"Nie tylko media i instytucje międzynarodowe zauważyły, że za sprawą PiS zbliżamy się w Polsce do standardów białoruskich. Boję się, że bez pomocy z zewnątrz nie da się powstrzymać dalszego psucia naszego państwa" - stwierdza bokser. Co najbardziej nie podoba się Salecie u rządzących? "Kolejność wprowadzania zmian. Nic o gospodarce, ale dużo ograniczeń wolności. Ponadto styl rządzenia: buta i pycha".

"Myśl o takim wymarzonym azylu, gdzie można by przeczekać rządy PiS, jest pewnie kusząca dla wielu Polaków" - dodaje sportowiec.

Kampania Komorowskiego

Przemysław Saleta jest byłym mistrzem świata w kick-boxingu i byłym mistrzem Europy w boksie zawodowym. W ubiegłym roku był jednym ze sportowców, którzy w kampanii wyborczej udzielili poparcia ubiegającemu się o reelekcję prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu.

W Tajlandii bokser ma dom i prowadzi firmę.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz także
Komentarze (490)
Zaloguj się
  • kikut5

    Oceniono 63 razy 33

    Tajlandia od ponad dekady zmaga się z głębokim kryzysem polityczno-społecznym. Na przemian odbywają się tu zamachy stanu i wybory demokratyczne. Demokracja czy władza autorytarna? Tajowie uwielbiają żarty i dobrą zabawę, ale trudno ich zrozumieć.

    Najpierw 20 maja 2014 r. tajskie wojsko ogłosiło stan wyjątkowy, a dwa dni później przejęło kontrolę nad krajem, zatrzymując pod koniec tygodnia 25 czołowych polityków. Już drugi raz w ciągu dekady armia obala legalnie wybrany rząd, podczas gdy mieszkańcy stolicy kraju, Bangkoku, świętują zamach stanu i z radością witają żołnierzy na ulicach.

    Pucz wojskowy jest postrzegany jako zwycięstwo starych, konserwatywnych elit w Tajlandii, rozczarowanych demokracją i rządami rodziny Shinawatrów. Aby zrozumieć naturę kryzysu w Tajlandii, należy cofnąć się o ponad dekadę w przeszłość i prześledzić karierę Thaksina Shinawatry. Ten były tajski policjant z doktoratem amerykańskiej uczelni Houston State University dorobił się majątku w branży telekomunikacyjnej i lotniczej (przez chwilę był właścielem klubu piłkarskiego Manchester City). Zyskał sławę jako polityk wprowadzający wiele reform w Tajlandii.

  • moa72

    Oceniono 50 razy 20

    Z powodu "zagrożenia demokracji" wyjechać do kraju rządzonego przez juntę wojskową i posiadającego króla za obrazę którego można (i idzie się często) na 30 lat trafić do pierdla. bezcenne.

  • ste100

    Oceniono 69 razy 19

    Niech ze sobą tylko nie zapomni zabrać córki Kopaczowej, przecież ta też miała wyjechać a coś cicho o tym wyjeździe się zrobiło.
    A może to po prostu było kolejne kłamstewko Ewki...

  • panzerfaust39

    Oceniono 37 razy 15

    Jakąż to wolność ograniczyli temu ograniczonemu umysłowo osobnikowi? Jedź w pizdu przytulać arabów

  • kikut5

    Oceniono 41 razy 13

    Unia Europejska i USA potępiły przewrót w Tajlandii i wezwały do pilnego wznowienia procesu demokratycznego i obowiązywania Konstytucji. Waszyngton podjął decyzję o zatrzymaniu przygotowania i szkolenia żołnierzy Tajlandii, a także odwołał wspólne szkolenia, zaplanowane na przyszły rok.

    Wojskowy rząd Tajlandii, który nazywa się „Rada Narodowa na rzecz Utrzymania Pokoju i Porządku” zadeklarował swój cel: „doprowadzić państwo do demokracji”. O tym porozumiano się ze zwolennikami poprzedniego rządu – liderami Zjednoczonego Frontu na rzecz Demokracji przeciwko Dyktaturze, lub jak ich nazywają „czerwonymi koszulami”.
    Wojskowy przewrót 22 maja to już 12. w najnowszej historii Tajlandii. Zwykle wojskowi długo nie utrzymują się, a państwo przechodzi w ręce cywilnej władzy, zauważa kierownik Centrum Badań Azji Południowo-Wschodniej Instytutu Orientalistyki Dmitrij Mosiakow:
    Często po tych rozmowach przyjmowana jest nowa konstytucja. Myślę, że zadaniem nowego rządu będzie także przyjęcie konstytucji, w której będzie zmienione prawo wyborcze. W danym wypadku to powinna być taka ustawa, która pozwoli zwyciężyć w wyborach Demokratycznej Partii Tajlandii, reprezentującej elitę polityczną– wojskowych, kręgi monarchistyczne, biznes i urzędników.
    Ta partia przyzwyczaiła się już trzymać władzę w Tajlandii w swoich rękach. Ale w ostatnich latach stale przegrywa w wyborach z partią zwolenników obalonego premiera Taksina Czinnawata, opierającej się na tajskich rolnikach. Partia bardzo wiele uczyniła dla najliczniejszej grupy tajskiej ludności: oddała ziemię rolnikom, zniżyła stopy procentowe, wyposażyła gospodarstwa w sprzęt techniczny, stworzyła spółdzielnie i wprowadziła system ubezpieczeń społecznych. Także wystąpienia przeciw rządowi w Tajlandii w ostatnich miesiącach to rezultat rywalizacji tych dwóch partii. Jak uważa ekspert,
    Rządowi wojskowemu raczej nie uda się przeciągnąć na swoją stronę rolników. Wyjście jest tylko jedno: wprowadzić ograniczenia do ustawy wyborczej. To może być granica majątkowa lub wykształcenia. Wiadomo, że poziom edukacji i dochodów w Bangkoku – oporze Partii Demokratycznej – jest wyższy niż na rolniczym północnym wschodzie państwa. Dlatego Bangkok może oddać więcej głosów na swoich kandydatów.
    Sytuacja w Tajlandii stabilizuje się: wypuszcza się na wolność aresztowanych członków rządu i „czerwone koszule”, skraca się godzinę policyjną. W celu rozwiązania problemów gospodarczych trwa praca nad tworzeniem rządu technokratów, dalekich od walki politycznej. To przerwa dla tajskiej elity, która da jej możliwość znów dojść do władzy, przyjmując nową ustawę wyborczą, uważa Dmitrij Mosiakow. Wprawdzie, nie wiadomo, czy rolnicy uznają tę ustawę i czy nie zaczną się nowe zamieszki. Tajlandia zawsze ma w zapasie kolejny przewrót wojskowy.

  • karasek432

    Oceniono 14 razy 12

    Oby już nie wrócił i został tam na stałe jednego oszołoma mniej.

  • ergosumek

    Oceniono 18 razy 12

    Saleta postawił na niewłaściwego konia....
    Wspierał gorąco Komorowskiego w kampanii wyborczej, uwierzył propagandzie.
    Nie on jeden.
    I coś nie wypaliło, a teraz dorabia ideologię?
    Tajlandia, ostoja demokracji, jest w sam raz dla niego.

  • facio60

    Oceniono 30 razy 12

    Drogi Przemku, znamy się ćwicząc wspólnie wieki temu na pewnej małej, akademickiej uczelni.
    Tak jak zawsze podziwiałem Twoją skromność i bezpośredni sposób bycia, wzbudziłeś mój szacunek oddając córce nerkę, tak nie jestem w stanie zrozumieć Twojej obecnej decyzji.
    Polska jest jaka jest, raz lepsza, raz gorsza, ale to NASZA Ojczyzna i emigracja nie może być sposobem na oprotestowanie dzisiejszego stanu rzeczy. Takie ruchy wykonywali zwykle mieszkańcy zachodu widząc w Związku Sowieckim ideał i tam się wyprowadzali. Czar pryskał zwykle po stosunkowo krótkim czasie. Jednym zajmowało to miesiące czy lata - jak np. znany pisarz Arthur Koestler, a innym jak np. Depardieu - kilkanaście tygodni. Przenosisz się do Tajlandii. Taaak, tam panuje pełna demokracja:))) Klimat i widoki zapewne piękne, życie stosunkowo tanie. Prawdziwej demokracji nie ma zapewne nigdzie. Próbowała się do tego zbliżyć dawna Rzeczpospolita, która dawała prawo każdemu szlachetnie urodzonemu prawo do zawetowania jakiejkolwiek ustawy, która jego zdaniem ograniczała jego prawa i zagrażała bytowi Polski. Tyle tylko, że prawo do takiego głosu miało kilkanaście procent obywateli - reszta, tj chłopstwo czy mieszczanie, nie mieli nic do powiedzenia.
    Dzisiaj w roli naszych nauczycieli próbują się wcielić Niemcy i niektórzy przedstawiciele Unii.
    Byłem wiele lat w Niemczech i mogę Cię zapewnić, że np. wolność słowa w Niemczech a wolność w Polsce to dwie różne sprawy. I niestety a może właśnie stety - to w Polsce mamy większą możliwość swobodnego wypowiadania się. Reasumując, przemyśl swoją decyzję, nie obrażaj się na swój kraj i jego mieszkańców tylko podejmij walkę (jeśli uważasz, że sprawy idą w złym kierunku) tak jak robiłeś to w sportach walki.
    Pozdrawiam

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje