"Kobiety, trzymajcie się na odległość ramienia od obcych". Absurdalna rada po napaściach w Niemczech

06.01.2016 19:47
Sylwester na placu przed dworcem głównym w Kolonii, Niemcy

Sylwester na placu przed dworcem głównym w Kolonii, Niemcy (MARKUS BOEHM/AP)

"Na odległość ramienia", czyli "armlange" - pod tym hasztagiem na Twitterze Niemcy kpią z pani burmistrz Kolonii. Powód? Jej rada po atakach w noc sylwestrową, by trzymać się na odległość ramienia od obcych. Rada dla kobiet, nie dla napastników.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Pani burmistrz Henriette Reker zasugerowała, że w czasie nadchodzącego karnawału (hucznie obchodzonego w Niemczech) kobiety powinny zachowywać się tak, by lepiej chronić się przed napaścią. Wśród reguł, które wymieniła, było właśnie "trzymanie się na odległość ramienia" od obcych, poruszanie się w grupach i nie rozdzielanie się. Oto cały cytat za agencją DPA:

"Zawsze istnieje możliwość, by zachować pewien dystans, większy niż długość ramienia. Nie szukać bliskości z obcymi, z ludźmi, do których nie mamy zaufania. Ale są też inne możliwości (...): trzymać się w grupie, nie dać się z takiej grupy wyciągnąć, nie być w wesołym nastroju, nie tak, że idę raz z tymi, a raz z tamtymi, tylko w zostaję w grupie, w której wyszłam na miasto".

Choć dziś pani burmistrz twierdzi, że jej wypowiedzi wyrwano z kontekstu i źle zacytowano, to "odległość ramienia" zdążyła zrobić karierę w sieci, a na Henriette Reker spadła fala krytyki. Pierwszy absurd to oczywiście to, jak w trakcie karnawałowej zabawy w licznej grupie ludzi trzymać się od obcych na długość ramienia. Ale ważniejszy był absurd numer dwa: dlaczego to kobiety mają zmieniać swoje zachowanie, skoro były ofiarami, a nie napastnikami?

Napaści na kobiety w Sylwestra w Niemczech

Przypomnijmy, kto napadał, a kto został poszkodowany. W noc sylwestrową liczące nawet do kilkuset osób grupy mężczyzn, według potwierdzonych potem przez policję zeznań świadków głównie "pochodzenia arabskiego lub północnoafrykańskiego" atakowały, okrążały, napastowały seksualnie i okradały kobiety na ulicach m.in. Kolonii, Stuttgartu i Hamburga.

Zeznania świadków dotyczące arabskiego i północnoafrykańskiego pochodzenia napastników zostały potwierdzone przez kolońską policję.

Doszło do co najmniej dwóch gwałtów i licznych kradzieży, około stu kobiet zgłosiło się na policję, większość z nich mówiła m.in. o molestowaniu seksualnym i dotykaniu miejsc intymnych przez rozzuchwalone bandy mężczyzn w wieku 18-35 lat.

Skandal i polityczna burza w Niemczech

Krytykę - za zbyt powolne działanie - zebrała już policja, która m.in. ewakuowała plac w Kolonii po pierwszych napaściach, jednak potem napastnicy wrócili i doszło jeszcze do kilkudziesięciu ataków, na które odpowiedź policji była słaba.

Teraz cała uwaga skierowana jest na władze. Oczekiwanie, że sprawcy zostaną schwytani i ukarani, jest ogromne. Ministrowie rządu Merkel zdążyli już skrytykować podległych im włodarzy miast i szefów służb. Ale na dziś - sześć dni po atakach - postępy w śledztwach są niezbyt duże, choć zidentyfikowano trzech potencjalnych sprawców.

A to, że grupy napastników składały się - według świadków i policji - w większości z imigrantów pochodzenia arabskiego, dodatkowo podgrzało narastającą atmosferę niechęci wobec imigrantów, których ogromną liczbę przyjęły w zeszłym roku Niemcy. Pojawiają się głosy, m.in. ministra sprawiedliwości Niemiec Heiko Maasa, że akcje mogły być zorganizowane i koordynowane.

Niemiecka prasa pisze też o nowej metodzie kieszonkowej kradzieży ulicznej, wyjątkowo bezczelnej: zamiast kraść portfele czy telefony ukradkiem, złodzieje wchodzą w ostry fizyczny kontakt z ofiarą, a ta - np. przerażona molestowaniem dziewczyna - nawet nie zauważa, że ukradziono jej portfel.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz także

Najnowsze informacje