IS zorganizowało zamachy, resztę zrobią za nich nacjonaliści. Jak jedni korzystają na działaniach drugich

- Państwo Islamskie chce zniszczyć ?szarą strefę?, w której muzułmanie i Europejczycy mogą wspólnie żyć - ocenia amerykański dziennikarz. Dziś terroryści zbliżyli się do tego celu, wzmacniając anty-muzułmańskie nastroje po atakach w Paryżu.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Nim jeszcze antyterroryści wkroczyli do Bataclan, gdzie przetrzymywano zakładników, komentujący w na portalach społecznościowych już znaleźli winnych zamachów w Paryżu - uchodźców i muzułmanów w ogóle. W niektórych komentarzach i mediach pojawił się wręcz triumfalizm: "macie swoje multi-kulti", "tak uchodźcy wzbogacają kulturowo Francję", "to te matki z dziećmi uciekające z Syrii" - pisano.

Nie skończyło się na fali internetowego hejtu: były też deklaracje polityczne. Konrad Szymański, przyszły minister ds. europejskich w rządzie PiS, deklarował, że "nie widzi politycznych możliwości wykonania decyzji o relokacji uchodźców". Wypowiedź cytowały światowe media.

Dziewięciolatek: "...przecież to przed tymi terrorystami uciekają uchodźcy"

Wśród ksenofobicznych wpisów i oskarżania uchodźców o co najmniej przyczynienie się do zamachu, pojawiały się głosy przeciwne. "Do tych, którzy winią uchodźców za dzisiejsze zamachy: czy nie zdajecie sobie sprawy, że to właśnie przed nimi (terrorystami - red.) ci uchodźcy próbują uciec?" - napisał Dan Holloway. Jego wpis podano dalej 65 tys. razy. "Mój dziewiecioletni syn widzi anty-muzułmańskie komentarze na włoskim serwisie internetowym. Mówi: - Ale przecież właśnie przed tym starają się uciec muzułmanie z Syrii. Dokładnie!" - napisał inny użytkownik Twittera. W podobnym tonie pisali też niektórzy polscy komentatorzy. "Oby tragedia w Paryżu - dzieło terrorystów, nie była w Polsce wykorzystywana przeciw uchodźcom - ofiarom terroryzmu" - napisał Leszek Balcerowicz.

Dobitniej komentuje zastępca redaktora naczelnego magazynu "Liberte", Marcin Celiński. "Jeśli zamach to dzieło ISIS, to użycie go jako argumentu przeciw uchodźcom uciekającym przed ISIS, świadczy o inteligencji pantofelka" - napisał na Twitterze.

Wzbudzenie strachu i nienawiści jest celem IS

Tym, co trzeba dostrzec po atakach we Francji, jest nie tylko fakt, iż uchodźcy są ofiarami islamskiego ekstremizmu, ale przede wszystkim to, że wzbudzanie strachu i agresji wobec muzułmanów jest celem Państwa Islamskiego. Jako pretekst do ataków w Paryżu podawana jest francuska operacja przeciwko IS. Jednak dużo bardziej prawdopodobnym celem, niż zastraszenie francuskich władz, jest wzmacnianie anty-islamskich nastrojów w Europie.

Internetowy hejt, fizyczna przemoc, i decyzje od odcinaniu się od pomocy dla uchodźców są dokładnie tym, na co liczą islamiści. Chcą, by muzułmanie w Europie byli w coraz gorszej sytuacji i musieli stanąć przed wyborem: albo całkowicie porzucić swoją tożsamość (co i tak może nie dać efektu), albo walczyć o swoje i dołączyć do radykałów.



"Państwo Islamskie chce zniszczyć 'szarą strefę', w której muzułmanie i Europejczycy mogą wspólnie żyć i funkcjonować", ocenia amerykański dziennikarz i analityk Murtaza Hussain.

Dziennikarz przypomina, że po ataku na Charlie Hebdo IS deklarowało, że chce "wkrótce muzułmanie na zachodzie staną przed wyborem: poddać się niewiernym i żyć między nimi, lub przystąpić do Państwa Islamskiego".

- Rośnie nieufność wobec muzułmanów i nakręca się spirala takiej wewnętrznej europejskiej wojny. O co im też chodzi - mówiła dziś ekspert z PISM, Patrycja Sasnal. Z kolei na rosnących i napędzanych przez nacjonalistów strachu i nienawiści, rosną w Europie radykalne grupy prawicowe.

- Trzeba pamiętać, że według ich ideologii to islam został zaatakowany. Więc jeżeli rzeczywiście muzułmanie gdzieś teraz będą atakowani to będzie to przyciągać kolejne osoby do ISIS, bo ich ideologia zacznie się jakby urzeczywistniać. Więc to takie zamknięte koło - zaakcentowała Sasnal.

Jak pisze Sławomir Sierakowski, pochopne reakcje na takie tragedie kończące się destrukcją państw i nieprzewidywalnymi, tragicznymi skutkami. Tak było po atakach z 11 września. Wojna w Iraku i interwencja w Afganistanie były czynnikami, które doprowadziły do obecnej sytuacji na bliskim wschodzie, a pośrednio do ataków w Europie.

Dziś Europa potrzebuje nie radykalizacji, prowadzącej do takich pochopnych decyzji, ale mądrych działań, opartych na europejskich wartościach. Bez tego, te europejskie wartości upadną - a wraz z nimi Europa, jaką znamy.

????? ?????....!!!!!!!!

Posted by Andronikos Chatzikostis on  13 listopada 2015


Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: