Rewolucja w szkołach - sprawdzamy efekty. "Jak na czarnym rynku. Snickersy chodzą po 10 zł"

25.09.2015 08:19
- Młodzi już handlują jak na czarnym rynku. Snickersy chodzą po 10 zł - mówi bufetowa z warszawskiego liceum. Absurdów jest więcej, więc licealiści skarżą się do Ministerstwa Zdrowia. Chcą, by nowe przepisy dotyczące produktów w sklepikach szkolnych po prostu znieść.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Powiem szczerze, że sama nie wiem, co już można, a czego nie - mówi pani Lucyna, bufetowa ze sklepiku szkolnego na warszawskim Mokotowie. I trudno się pani Lucynie dziwić. Od pierwszego września w życie weszła nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, zgodnie z którą nie można w szkołach sprzedawać tzw. śmieciowego jedzenia. Co to znaczy? Z półek zniknęły chipsy, napoje energetyczne, popularne napoje gazowane i słone przekąski. W ich miejscu miały pojawić się przekąski zdrowe. Jakie? Właśnie tu pojawia się problem.

Danie w pięć minut

Rozporządzenie i rozpisane w nim przepisy są na tyle ogólne, że sprzedawcy interpretują je na swój sposób. W efekcie ze sklepików szkolnych zniknęły na przykład popularne serki homogenizowane (zawierają zbyt wiele cukru), ale w normach mieszczą się dania instant, które najzdrowsze nie są. Pogubić się naprawdę łatwo. - Jak coś tu jest niezdrowe, to ta cała sytuacja - mówi pani Lucyna.

W bufecie można zatem kupić popularne "gorące kubki" czy - uwaga - chińskie zupki! - Patrzę na metki, etykietki i sprawdzam, co się mieści w normach. Zupka się mieści - kwituje nasza rozmówczyni. Co jeszcze się "mieści" w narzuconych przez Ministerstwo Zdrowia normach? Jak pokazuje asortyment z warszawskich sklepików, popcorn, który można przygotować w mikrofalówce, czy dania fastfoodowe, jak zapiekanki czy tosty. Podobnych przykładów jest więcej.

Uczniowie dodają majonez i chodzą na kebaba

- Można u nas zjeść pyszne kanapki na ciemnym pieczywie, z chudziutką szynką i dodatkiem warzyw. Samo zdrowie - zachwala przekąski Anna, sprzedawczyni w liceum na warszawskim Powiślu. No dobrze, ale cóż z tego, że samo zdrowie, skoro nie smakuje uczniom? Licealiści do kupionych u pani Ani zdrowych kanapek dodają zatem "niezdrowy" majonez, tłuściutką szynkę i dodatkowe plastry żółtego sera. - Żeby się najeść, żeby smakowało jak kanapka - wylicza Weronika, licealistka. I dodaje, że tak robią wszyscy uczniowie. - Proszę zapytać innych, nie jestem jedyna.

Pytam. Opinie są różne, ale jedna się powtarza: - Nowa ustawa to dobry pomysł, ale powinna obowiązywać tylko podstawówki i gimnazja - skarżą się licealiści. I przekonują, że ich nawyków żywieniowych uczyć już nie trzeba. - Jesteśmy dorośli, każdy jest świadomy, co jest zdrowe, a co nie. Co z tego, że są w bufecie zdrowe kanapki, jak chodzimy na prawdziwe żarcie do kebaba? - mówi Kuba, przyszłoroczny maturzysta.

Trzy tygodnie po wprowadzeniu nowych przepisów licealiści z całej Polski łączą siły i przygotowują... ogólnopolski manifest. Zaczęli uczniowie z Gorzowa Wielkopolskiego, którzy napisali petycję do ministra zdrowia, a w ich ślady idą już inni. W warszawskich liceach krąży gotowy dokument, będący głosem sprzeciwu wobec nowych norm, który każdy licealista może wydrukować i podpisać.

Spod lady

Czego brakuje uczniom? Kawy, drożdżówek, a także energetyków i czekolady. Gdzie tego wszystkiego szukać? Może na czarnym rynku? Uczniowie, aby ominąć nowe przepisy, zakupy robią przed przyjściem do szkoły. Kupują w ilościach hurtowych, by w razie czego nie zabrakło albo żeby odsprzedać kolegom. - Słyszałam, że snickersy chodzą po 10 złotych - mówi jedna z bufetowych. Towarem chodliwym okazują się także energetyki.

Kombinują także sami sprzedawcy. - Mam swoją herbatę, osobistą, którą "częstuję" nauczycieli - mówi jedna ze sprzedawczyń w warszawskim liceum. - Nie mogę sprzedać, ale poczęstować można, prawda? - dodaje. - Przychodzi do mnie nauczyciel i chce kupić kawę, a ja mu grzecznie muszę odmówić, bo takiego napoju sprzedawać już nie można - komentuje inna sprzedawczyni. Co zatem można? - Zbożową, ale jej nikt nie chce pić - kwituje.

Pod ladą, na użytek własny, jest wszystko to, co w ustawie zabronione. Od miętowych gum po czekoladowe wafelki.

Zdrowo może być niewesoło

Ustawa o zdrowym jedzeniu ma zły wpływ na inne aspekty szkolnego życia. Dyrektor jednego z warszawskich liceów, prosząc o anonimowość, przyznał w rozmowie ze mną, że w jego szkole... spadł poziom bezpieczeństwa. - Proszę pana, by kupić sobie coś słodkiego, colę czy chipsy, moi uczniowie biegają do Biedronki, która znajduje się po drugiej stronie ulicy. Nie zamknę przecież szkoły i nie będę tych młodych ludzi trzymać na uwięzi. Ale w czasie przerwy uczniowie śpieszą do dyskontu, nie zwracając uwagi na bezpieczeństwo.

Dyrektor pytany, dlaczego nie chce powiedzieć tego do kamery, przyznał: - W niedługim czasie spodziewam się wizyty kuratora i nie mogę tej ustawy krytykować wprost.

Skuteczne podejście do wychowywania i żywienia dzieci w książce "Wychowuj po trochu". Ebook dostępny na Publio.pl >>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz najnowsze wideo

Komentarze (512)
Zaloguj się
  • koperchytla

    0

    A jeśli dziecko jest chude, to też nie może w szkole kupić czekoladek? Dlaczego rządzący zawsze myślą jak nam dokopać i skrzywdzić? Nawet wolność jedzenia nam odbierają.

  • 0

    przecież to rodzina wmawia dzieciom że słodkie i słone jest dobre, babcie ciocie kupują czekolady i batony więc o co chodzi

  • nino.rota

    Oceniono 3 razy 1

    POdobno Platforma to partia liberalna,
    a tu proszę, chcą regulować każdą dziedzinę życia durnymi przepisami.
    Jak rodzice i dzieci chcą się truć (dzieci i młodzież dostaje kasę od rodziców) to niech robią co chcą, ich sprawa, a państwu wara i nic do tego!
    Woda na młyn dla Korwina, hehe.
    Platforma naprawdę chce przerżnąć te wybory z kretesem (nie, żeby mnie to martwiło :)))

  • trefi

    Oceniono 3 razy 1

    kupujac kebaba osiedlasz araba!!!!
    Nie kupowac nic od arabow....mamy polskie bary i kanapki z domu ! ! !

  • 0

    no przeciez mowilam ze wylali dziecko z kapiela....okazuje sie ze nawet dorosły sam stanowiacy o sobie nauczyciel nie kupi kawy bo to zły przyklad dla ucznia...chyba idziemy w strone Seksmisji....tam w przyszlosci takze było zakazane to co niezdrowe...lub filmu Człowiek Demolka gdzie sól,mieso i inne tzw. niezdrowe potrawy były zabronione...tak wiec handel poza prawem pod lada bedzie kwitł nadal jesli urzednicy nie zrozumieja ze nie w zakazach droga lecz w rozmowech z dziecmi i mlodzieza...i to od nich zalezy czy wezma sobie to do serca czy nie...

  • cyniczny.komentator

    Oceniono 1 raz 1

    1. Zakaz sprzedawania kawy czy słodzonej herbaty to mógł wymyślić tylko ktoś ze znacznym niedorozwojem intelektualnym.
    2. Po wuj ustawa, skoro i tak można jedzenie przynieść z domu albo kupić przed szkołą?

  • wieprzowinapozydowsku

    Oceniono 1 raz 1

    Ile to juz razy w historii prohibicja napedzala czarny rynek i zorganizowana przestepczosc?
    Nigdy sie rzadzace debile niczego nie naucza...

  • doberto

    Oceniono 1 raz 1

    Skoro mogą sobie pójść kupić swoje jedzenie to niech idą. Może czas zacząć znowu nazywać rzeczy po imieniu. To są dzieci. Może dzieciaki , które piją, palą i pi..przą, ale dalej dzieciaki. To na nas, dorosłych leży odpowiedzialność. Mamy obowiązek dzieci WYSŁUCHAĆ, ale nie musimy ich SŁUCHAĆ.

  • sid666sid

    Oceniono 2 razy 2

    Najlepiej od razu zrobić jak jest/było w USA w stołówkach. Cztery rzędy z jedzeniem: McD, Pizza Hut, BK i coś tam jeszcze. Będą dzieciaki ważyły po 100 kg to się może rodzice obudzą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje