Ciało 3-latka wyrzucone na plażę. Co zmieni podejście Europy, jeśli nie ta historia?

Zdjęcia, przedstawiające ciało małego chłopca wyrzucone na brzeg tureckiego kurortu, obiegły cały świat. My chcemy, żeby Aylan Kurdi został zapamiętany nie tylko jako kolejna ofiara kryzysu imigracyjnego i fotografia symbol. Właśnie dlatego opisujemy jego historię.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Powyższe fotografie pokazały największe zagraniczne portale i stacje: CNN nazywa kadry "szokującymi", "Guardian" wyjaśnia, że pokazują "tragiczny los uchodźców", a "Independent" pyta, co zmieni podejście Europy do uchodźców, jeśli nie te właśnie zdjęcia. Dlaczego? Na fotografiach widać ciało trzyletniego chłopca, wyrzucone na brzeg przez fale. On i jego rodzina utonęli, gdy próbowali przeprawić się przez Morze Śródziemne na grecką wyspę Kos.

My także zdecydowaliśmy się na pokazanie fotografii, choć kilka dni temu nie opublikowaliśmy innych, drastycznych zdjęć syryjskich uchodźców, którzy utonęli u wybrzeży Libii. Dlaczego? Chcemy, żebyście poznali historię chłopca, wiedzieli, kim był, i zapamiętali go inaczej niż tylko jako bohatera symbolicznego kadru. Bo to właśnie jego historia porusza dużo bardziej niż zdjęcia.

Aylan miał trzy lata. Jego brat, Galip - pięć

Trzyletni Aylan Kurdi i jego o dwa lata starszy brat, Galip, urodzili się w syryjskim Kobane - strategicznym mieście położonym tuż przy granicy z Syrią.

Gdy Aylan przyszedł na świat, wojna domowa trwała w Syrii od kilkunastu miesięcy. Sytuacja w Kobane uległa diametralnej zmianie pod koniec zeszłego roku - dżihadyści zdobyli wtedy 70 proc. miasta, później przez kolejne miesiące trwały tam zacięte walki.



Państwo Kurdi chcieli uciec do Kanady - mieszka tam siostra ojca chłopców. Teema Kurdi próbowała pomóc rodzinie - kobieta zorganizowała zbiórkę pieniędzy na ich podróż, pomagali jej także sąsiedzi. Kanadyjskie prawo pozwala bowiem na przyjęcie imigrantów tylko wtedy, gdy co najmniej pięciu obywateli tego kraju zadeklaruje udzielenie im ewentualnego wsparcia (chodzi zarówno o pomoc finansową, jak i wsparcie emocjonalne). Wniosek Teemy odrzucono jednak ze względów formalnych.



- Przesyłałam im pieniądze już po tym, jak uciekli do Turcji. Ale tam traktują Syryjczyków w okropny sposób, nie chcieli tam zostać - opowiada kobieta w rozmowie z portalem "National Post".

"Chcę tylko wrócić do Kobane i ich pochować"

Zagraniczne portale opisują, że to właśnie odrzucenie aplikacji skłoniło rodzinę do ucieczki z Turcji i ostatniej, desperackiej próby przedostania się do Kanady. Ich wysiłki się nie powiodły - łódź, którą próbowali przedostać się na grecką wyspę Kos, zatonęła.

Fale wyrzuciły na plażę w Bodrum kilkanaście ciał; wśród nich byli Aylan i Galip, ich matka, a także inni syryjscy uchodźcy. Podróż przeżył ojciec chłopców - dziennikarze przypuszczają, że mógł płynąć w innej łodzi. - Teraz chcę tylko wrócić do Kobane i ich pochować - miał powiedzieć swojej siostrze po tym, jak dowiedział się, że stracił najbliższych.

"Niektórzy powiedzą, że to zdjęcie jest zbyt szokujące. Ale..."

Co kilka dni czytamy o kolejnej łodzi, która zatonęła na Morzu Śródziemnym - to najczęstsza droga ucieczki, głównie z ogarniętej wojną Syrii. Uchodźcy giną, bo łodzie są często przepełnione bądź nieszczelne; "przewoźnikom", którzy organizują transport, zależy tylko na zysku, a nie na bezpiecznym dowiezieniu pasażerów.

Światowe media co i rusz publikują kolejne, coraz bardziej drastyczne zdjęcia dokumentujące tragedię uchodźców. My także często zastanawiamy się, które z nich pokazać, a gdzie przebiega niepisana granica - zwłaszcza że te same fotografie są często masowo udostępniane w mediach społecznościowych.

Dziś zdjęcie Aylana na Twitterze udostępnił m.in. Peter Bouckaert z organizacji Human Rights Watch's. "Niektórzy powiedzą, że ta fotografia jest zbyt szokująca, by umieszczać ją w sieci czy drukować w gazetach. Ale dużo bardziej szokujące jest to, że ciała dzieci są wyrzucane na brzeg, gdy możemy zrobić dużo więcej, by uchronić je przed śmiercią" - tłumaczy.

"To nie była łatwa decyzja: podzielić się brutalnym zdjęciem dziecka, które utonęło. Ale los tych dzieci obchodzi mnie tak samo jak to, co stanie się z moimi" - zaznacza. Zwłaszcza że - jak opisuje - patrząc na tę fotografię, nie mógł przestać myśleć o tym, że na plaży leży nie obce dziecko, ale jego syn.

Polska Akcja Humanitarna nieustannie pomaga ofiarom wojny w Syrii. Pomóż i wpłać dowolną kwotę na numer konta PAH: BPH S.A. 91 1060 0076 0000 3310 0015 4960 z dopiskiem "SYRIA" lub dołącz do Klubu PAH SOS: www.pah.org.pl/klub





O emigrantach, którzy dla lepszej przyszłości ryzykują życie, przeczytaj w książce "Na południe od Lampedusy. Podróże rozpaczy" >>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: