"Duda wygrał pozytywnym przekazem, a nie hejtem". Z Pawłem Szefernakerem o kulisach kampanii w internecie [WYWIAD]

Andrzej Duda i Paweł Szefernaker w drodze do redakcji Gazeta.pl

Andrzej Duda i Paweł Szefernaker w drodze do redakcji Gazeta.pl (Fot. JACEK MARCZEWSKI)

Wielu komentatorów twierdzi, że o wyniku ostatnich wyborów po raz pierwszy w historii Polski zadecydowała kampania w internecie. Jeśli to prawda, to z pewnością warto posłuchać, co do powiedzenia ma Paweł Szefernaker, który prowadził zwycięską kampanię Andrzeja Dudy w sieci. O jej kulisach opowiada w wywiadzie dla Gazeta.pl.
Ostatni raz widzieliśmy się przy okazji organizowanego przez nas Hangoutu. Jak pan wspomina tamto wydarzenie? Mam wrażenie, że decyzja o przyjęciu naszego zaproszenia nie była dla was łatwa.

Paweł Szefernaker*: Założyliśmy, że jeśli chcemy wygrać, to nie możemy się na nikogo obrażać. Wiedzieliśmy, że musimy być otwarci na różne inicjatywy. Dlatego byliśmy u was, byliśmy na AMA [Ask Me Anything - formuła internetowej "rozmowy", w której internauci w formie tekstowej zadają pytania zaproszonemu gościowi, a on w ten sam sposób odpowiada wybranym użytkownikom - przyp. red.] na Wykopie, gdzie internauci mogli zapytać o wszystko - w tym także zadawać niewygodne pytania.

Jak pan ocenia te spotkania z internautami?

Pozytywnie. Andrzej Duda był otwarty na takie formy bezpośredniego kontaktu i myślę, że tą otwartością uzbierał sporo głosów internautów. Przypominam sobie taką sytuację, która miała miejsce podczas Hangoutu: stałem nieopodal grupki osób pracujących przy organizacji tego wydarzenia i usłyszałem, jak ktoś mówi: "No w porównaniu z Komorowskim to niebo a ziemia". Zapamiętałem to sobie. Był to dla mnie dowód, że niekoniecznie trzeba się zgadzać z poglądami Andrzeja Dudy, ale jednocześnie trudno nie doceniać jego kontaktu z wyborcami. Po prostu było widać, że na to spotkanie przyszedł autentyczny człowiek, który w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Na pytania internautów nie odpowiadał wyuczonymi formułkami, tylko widać było, że "czuje" to, co robi.

W porównaniu z waszym głównym rywalem mieliście o tyle łatwiej, że Komorowski należy do starszego pokolenia, które generalnie znacznie słabiej radzi sobie w sieci.

Wiele razy zwracałem uwagę, że koncentrowaliśmy się na działaniach w tych obszarach, w których byliśmy pewni naszej przewagi. Tymczasem, co podkreślałem już nieraz, można było odnieść wrażenie, że konkurencja wykorzystywała pewne elementy tylko po to, żeby je wykorzystać. Nawet jeśli one wcale nie grały na ich korzyść.

Co ma pan na myśli?

Mam np. wrażenie, że sztab Komorowskiego prowadził w czasie kampanii konto na Twitterze w taki sposób, że chyba z większym pożytkiem dla kandydata byłoby, gdyby w ogóle z niego nie korzystano (śmiech). My staraliśmy się działać tak, żeby wykorzystywać mocne strony naszego kandydata. Pamięta pan filmik, na którym Andrzej Duda jeździ na nartach?

Tak.

Wiedzieliśmy, że kandydat dobrze jeździ na nartach, więc postanowiliśmy pokazać go od tej strony, a nie na siłę szukać jakiejś innej sytuacji. Dla niego to było naturalne, normalne. Nie reżyserowaliśmy tego wydarzenia.

A to prawda, że Andrzej Duda konto na Twitterze prowadził osobiście?

Prywatne tak. Ale było jeszcze konto kampanijne.

Co ciekawe, z badań, na które Edwin Bendyk powoływał się w "Polityce", tweety Bronisława Komorowskiego, choć liczniejsze, wywoływały wśród użytkowników serwisu znacznie mniejszy oddźwięk - znacznie rzadziej je komentowano czy podawano dalej.

Ja z kolei dotarłem do innych badań - pokazywały one, że posty Bronisława Komorowskiego na Facebooku generowały więcej interakcji, ale przy bliższym przyjrzeniu się sprawie okazywało się, że w znacznej mierze były to komentarze negatywne. Zacytuję fragment z "Polityki": "Twarde dane wskazują na to, że Komorowski przegrał w internecie nie tyle przez zorganizowaną grupę hejterów, ale dlatego, że działała dobrze zarządzana przez sztab Dudy armia ludzi, którzy czasem nieświadomie tworzyli pozytywne informacje na jego temat". To pokazuje, że Duda wygrał pozytywnym, a nie negatywnym przekazem.

Być może. Ale w tym cytacie z "Polityki" pojawia się stwierdzenie "dobrze zarządzana przez sztab armia". Czy to nie znaczy, że jednak także część negatywnej "energii" skierowanej przeciw byłemu prezydentowi w sieci była inspirowana przez wasz sztab?

Nic z tych rzeczy nie było inspirowane przez sztab czy kandydata. Andrzej Duda nie chciał i nie korzystał z czarnego PR-u. Pamiętam nawet, gdy w pewnym momencie kampanii ktoś wykupił jakąś domenę z Pawłem Kukizem i przekierował ją na stronę naszego kandydata. Od razu zadzwonił do mnie Andrzej Duda z pytaniem: "Mam nadzieję, że to nie nasza sprawka?".

Jak wyglądały wasze pozostałe działania w sieci?

Na przykład na naszej stronie internetowej była zakładka "drużyna Dudy". W moim przekonaniu było to coś, jak na polskie warunki, całkiem innowacyjnego, choć za granicą takie akcje organizowano już wcześniej. W tym konkretnym miejscu zwolennicy kandydata PiS mogli zgłaszać się do rozdawania ulotek, zamawiać banery z jego wizerunkiem albo prosić o przesyłanie e-mailem materiałów informacyjnych. Szczególnie na ostatnim odcinku kampanii przygotowaliśmy wiele różnych infografik i klipów wideo, które rozsyłaliśmy ludziom zapisanym do "drużyny". Później materiały te krążyły w serwisach społecznościowych, gdzie publikowali je sami sympatycy PiS.



Kim byli ci ludzie?

To byli nasi sympatycy, którzy może nie mieli czasu na to, żeby chodzić na wiece czy odwiedzać biuro lokalnego parlamentarzysty, ale chętnie działali w internecie.

Ale to byli blogerzy, działacze czy zwykli ludzie, którzy was popierali?

W większości zwykli ludzie, po prostu nasi sympatycy. Podczas kampanii korzystaliśmy jednak także z doradztwa osób, które wcześniej działały w internecie. Czerpaliśmy z ich doświadczenia. Byli to działacze Prawa i Sprawiedliwości, ludzie z regionów albo po prostu osoby pracujące w marketingu Byli to działacze Prawa i Sprawiedliwości, ludzie z regionów albo po prostu osoby pracujące w marketingu. Spotykaliśmy się wieczorami, po pracy, dyskutowaliśmy i tworzyliśmy plany. To była grupa ciekawych ludzi, których znałem często z Twittera czy Salonu24. Czasem tylko pod nickami.

Ostatnio pojawiły się kontrowersje, bo okazało się, że blisko współpracował z wami bloger i publicysta Paweł Rybicki.

Współpracował z nami nie tyle bloger i publicysta, co wybitny specjalista od mediów społecznościowych . Doradzał nam i pomagał w prowadzeniu kampanijnych kont

Nie mieliście problemu z tym, że w ten sposób wychodzi jednak z roli obserwatora życia politycznego, a staje się w jakimś sensie jego uczestnikiem?

Podkreślę jeszcze raz: Paweł Rybicki współpracował z nami tylko w zakresie prowadzenia działań w mediach społecznościowych. Jego działalność jako komentatora to osobna sprawa - zresztą, proszę zauważyć, że nasza współpraca nie wpłynęła w żaden sposób na jego aktywność blogerską: zarówno w czasie kampanii, jak i przed nią, Paweł prezentował ten sam punkt widzenia i pisał teksty o takiej samej wymowie. Nie było tu żadnej różnicy.

OK, wróćmy więc do innych waszych działań w sieci. Jakie jeszcze realizowaliście pomysły?

Jednym z pierwszych działań sztabu było zorganizowanie spotkania z liderami opinii z Twittera - także tymi nam nieprzychylnymi. Wyszliśmy z założenia, że trwa kampania, którą ci ludzie i tak będą komentować. Zaprosiliśmy ich na konwencję, zdając sobie sprawę, że mogą napisać coś złośliwego. Ale zależało nam na tym, żeby zobaczyli wszystko na żywo, a nie tylko w postaci przefiltrowanej przez telewizję czy relacje w sieci, żeby byli z nami na miejscu. Akcja się udała, pojawiło się ok. 30 osób. Byli nawet goście z Wrocławia i Poznania. Widziałem, że autentycznie cieszą się, że ktoś ich dostrzegł, że ktoś chce się z nimi spotkać "w realu". Robiliśmy też tweet-upy, na które przyszli dziennikarze z wielu redakcji. Na jednym z nich było 260 osób. Przerosło to moje najśmielsze oczekiwania.

Nie da się ukryć, że efekty były dobre. W sieci było widać ogromne, pozytywne zaangażowanie po stronie Dudy. Czy to był tylko efekt waszych działań, a może, jak sugerują niektórzy, prawica jest po prostu w internecie silna?

Nie wiem, czy w przypadku akurat tej kampanii podział na lewicę i prawicę ma sens. Uważam, że decydującą rolę odegrała grupa wyborców, którzy nie mają sprecyzowanych poglądów, ale którym po prostu zależało na zmianie. Ludzie doszli do wniosku, że trzeba pewne rzeczy w tym kraju mocno pozmieniać, naprawić. I ta potrzeba była ważniejsza niż światopogląd. Wyborcy zaczęli traktować Andrzeja Dudę jako kandydata, który może nieść tę pozytywną zmianę.



Ale chyba nie od razu było tak różowo. Na początku mało kto wiedział, kim jest Duda.

To prawda. Na spotkaniach w powiatach zaczynaliśmy od kilkunastu osób, a pod koniec kampanii na wiece przychodziło po kilka tysięcy osób. Było tak choćby w Koszalinie, skąd jestem radnym sejmiku zachodniopomorskiego. A w Szczecinie był taki tłum, że autokar nie mógł wyjechać spod bramy stoczni, gdzie mieliśmy wiec. To się przekładało na internet. I w tym momencie chciałbym podkreślić jedną rzecz - ja bym nie traktował internetu jako jakiegoś osobnego bytu. Sieć w dużej mierze jest odzwierciedleniem nastrojów społecznych, choć niektórzy nie potrafią tego zrozumieć i myślą, że internetem można odgórnie "zarządzać", np. przez opłaconych hejterów.

Pije pan do głośnych słów Ewy Kopacz o rzekomym planie zatrudnienia 50 sieciowych hejterów do walki z PiS?

Podejście, wedle którego w sieci można wygrać, wynajmując hejterów , jest dowodem braku zrozumienia realiów, a także zwykłej arogancji. Zresztą, tej arogancji po stronie PO i Bronisława Komorowskiego było więcej. Specyfiką sieci jest to, że każda wpadka polityka powoduje ostrą reakcję, która - wbrew temu, co można usłyszeć - niekoniecznie wynika z poglądów politycznych internautów. Przecież każdemu kandydatowi może oberwać się tak samo. Wbrew temu, co sugerowali niektórzy politycy związani z PO, naśmiewanie się z prezydenta Komorowskiego nie było działaniem wynajętych hejterów czy "PiS-owskich trolli". Do takich sytuacji trzeba umieć podejść z dystansem, obrócić w żart, a nie obrażać się i oskarżać.

Może po prostu trudno obracać w żart tak ostre ataki, jakie kierowano wobec Komorowskiego?

Jeszcze raz przywołam "Politykę". Z prezentowanego tam badania wynika, że w sieci liczba negatywnych komentarzy na temat jednego i drugiego kandydata była porównywalna, ale liczba pozytywnych opinii była znacznie większa w przypadku Andrzeja Dudy. Wniosek? Decydujące znaczenie miała kampania pozytywna, a nie "hejt" czy ostra krytyka. Można stwierdzić, że to wszyscy naokoło są winni, a ataki są brutalne, ale ja mam wrażenie, że sztab Bronisława Komorowskiego po prostu mocno zaniedbał komunikację w sieci.

A nie ma pan wrażenia, że to, co pisały o prezydencie Komorowskim takie portale jak wPolityce czy Niezależna, gdzie trudno znaleźć choćby jeden pozytywny czy nawet neutralny tekst na jego temat, to już po prostu "przemysł pogardy"?

Nie mam takiego wrażenia. Nie każda krytyka, nawet ostra, od razu jest "przemysłem pogardy". Trudno dyskutować z faktem, że istnieją w sieci portale, na których pojawiają się dosadne opinie dziennikarzy, ale to nie działa tylko w jedną stronę - Andrzej Duda też był mocno atakowany. Przy czym nie chciałbym teraz mówić o konkretnych serwisach i porównywać. Nie uważam, żeby ta krytyka miała decydujące znaczenie. Poza tym trudno mi się odnosić do rzeczywistości, na którą ja nie mam żadnego wpływu.

Ale ja nie sugeruję pana wpływu na portale, tylko pytam o ocenę sytuacji. Czy pana zdaniem nie przesadzono po prostu w "glanowaniu" Komorowskiego?

W sieci zdarzają się nieprzychylne reakcje i komentarze. Trzeba umieć przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Przecież na spotkaniach z naszym kandydatem także były sytuacje, że ktoś zadawał niewygodne pytania lub nas krytykował. Tyle że Andrzej Duda się nie obrażał, tylko autentycznie starał się z tymi ludźmi rozmawiać. Ta kampania pokazała, że nie można się obrażać, tylko trzeba dyskutować.

A ja się zastanawiam, dlaczego o wpadkach Bronisława Komorowskiego - takich jak spięcie z chłopakiem w zielonej koszulce albo trudna rozmowa z kobietą na wózku, panią Bogusią - media mówiły przez bity tydzień, a w przypadku Andrzeja Dudy były bardziej łaskawe. Duda nie zaliczał takich wpadek?

Ale ja właśnie o tym mówię. Różnica polega tylko na tym, że Duda nie miał suflerki . W reakcjach na takie sytuacje był autentyczny. W moim przekonaniu właśnie autentyczne podejście i dystans do siebie od razu neutralizowały efekt tego typu zdarzeń.

PiS bardzo często oskarża "media głównego nurtu" o stronniczość. Jak pan ocenia rolę mediów w tej kampanii?

Oczywiście zdarzały się niezbyt rzetelne relacje - choćby z naszych spotkań z wyborcami. Ale staraliśmy się tym nie przejmować i robić swoje w sieci. Internet pozwala neutralizować przekaz gazet czy stacji telewizyjnych np. przez prowadzenie w sieci własnych relacji czy wrzucanie na nasze strony transmisji na żywo. To takie "bypassowanie" tradycyjnych mediów. Poza tym sieć daje znacznie większą kontrolę nad przekazywaną treścią. Weźmy telewizję. Przykładowo relacja ze spotkania z wyborcami w programach informacyjnych może trwać kilka sekund czy minut, a tymczasem my sami w internecie możemy pokazywać wszystko, na czym nam zależy. Od początku do końca.

Czy prawdziwa jest plotka, że wasze działania w sieci wspierała specjalnie wynajęta do tego celu zagraniczna firma?

Dementuję, nie było takiej sytuacji. Do takich informacji trzeba podchodzić z dużym dystansem. Ja czytałem na przykład, że w kampanii Dudy były zaangażowane osoby, które miały doświadczenie w kampaniach amerykańskich. To zupełna bzdura.

Przed nami kolejne wybory. Będzie pan zaangażowany w tę kampanię?

Sztab Andrzeja Dudy przekształcił się w sztab Prawa i Sprawiedliwości i ja w nim zostaję, będę odpowiadać za tę samą działkę. Już zaczęliśmy prace, w tym roku miesiące wakacyjne są dla "politycznej kuchni" bardzo pracowite. Już planujemy konkretne działania w kampanii. Na szczęście Beata Szydło jest osobą, która równie często korzysta z internetu i w sieci czuje się tak samo dobrze jak Andrzej Duda, więc daje nam to szansę kontynuacji wypróbowanych w poprzedniej kampanii działań.

Ale wielu komentatorów, w tym także bardzo przychylnych PiS, podkreśla, że Beacie Szydło brakuje charyzmy Andrzeja Dudy. I że nie będzie wam tak łatwo.

Już to słyszałem. Andrzej Duda jest plastikowy, a Beacie Szydło brakuje charyzmy. A tak na serio: to są zupełnie inne wybory i stoją przed nami zupełnie inne wyzwania. Prawo i Sprawiedliwość wystawia ok. 1000 kandydatów i podstawowym zadaniem będzie zapanować nad spójnością przekazu, jaki będzie płynął do sieci. A przecież w całej partii jest 20 tys. osób i większość z nich jest obecna w mediach społecznościowych. Ogarnięcie tego wszystkiego jest wielkim zadaniem. Chcemy, żeby wszyscy wiedzieli, jaka jest w danym momencie kampanii nasza odpowiedź na bieżącą sytuację, z jakim komunikatem do wyborców wychodzimy.

Przekaz dnia?

Nie. Gdybyśmy wysyłali ludziom w regionach "przekaz dnia" do sieci, to wszyscy wpisywaliby to samo. Taka sztuczność nie działa. Zostalibyśmy tylko wyśmiani. Poza tym gdybym dyktował ludziom, co mają pisać, to byłaby po prostu oznaka braku szacunku.



*Paweł Szefernaker jest szefem zespołu, który zajmował się kampanią Andrzeja Dudy w internecie. Przyszły prezydent nazwał go podczas wizyty w newsroomie Gazeta.pl "cyfrowym szogunem", co jest żartobliwym nawiązaniem do gen. Stanisława Kozieja, wspomagającego Bronisława Komorowskiego. Szefernaker pochodzi ze Szczecina, podobnie jak niegdyś Marcin Mastalerek jest szefem PiS-owskiej młodzieżówki, zasiada też w zachodniopomorskim sejmiku.

Zobacz także
  • Beata Szydło<br><br>Beata Maria Szydło (z domu Kusińska) urodziła się 15 kwietnia 1963 w Oświęcimiu. W 1989 ukończyła studia w Katedrze Etnografii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W latach 1989-1995 była doktorantką na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ. W 1997 ukończyła studia podyplomowe dla menedżerów kultury w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, a w 2001 w Akademii Ekonomicznej w Krakowie w zakresie zarządzania terytorialnego.<br><br>
Od 1987 do 1995 pracowała jako asystent w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa, następnie kierowała działem merytorycznym w Libiąskim Centrum Kultury w Libiążu. W latach 1997-1998 była dyrektorem ośrodka kultury w Brzeszczach. W 1998 objęła stanowisko burmistrza gminy Brzeszcze, które zajmowała do 2005. Obejmując to stanowisko była najmłodszym burmistrzem w Małopolsce - miała zaledwie 35 lat. Pełniła także funkcję radnej powiatu oświęcimskiego z listy Akcji Wyborczej Solidarność (1998-2002). W 2004 została wiceprezesem Ochotniczej Straży Pożarnej w gminie Brzeszcze. Szydło jest związana z PiS od 2005 r., kiedy to z listy tej partii zdobyła mandat poselski. Przed wyborami 2005 r. wahała się pomiędzy startem z listy PO a kandydowaniem z listy PiS. Ostatecznie wybrała PiS, bo ówczesny polityk tej partii Zbigniew Ziobro zaproponował jej drugie miejsce na liście w okręgu chrzanowskim. Została wybrana na posła V kadencji z najlepszym wynikiem w tym okręgu (14 499 głosów). W wyborach parlamentarnych w 2007 r. po raz drugi uzyskała mandat poselski, otrzymując 20 486 głosów.<br><br>Początkowo jednak mało było o niej słychać. W 2010 r. po katastrofie smoleńskiej - w której zginęło wielu czołowych polityków PiS, w tym dwie główne specjalistki od gospodarki Grażyna Gęsicka i Aleksandra Natalli-Świat - Szydło, jako członkini sejmowej Komisji Finansów Publicznych, zaczęła reprezentować PiS w debatach gospodarczych. W lipcu 2010 roku została niespodziewanie wybrana na wiceprezesa PiS. Był to okres kolejnego "exodusu" z tego ugrupowania - PiS opuszczali założyciele formacji Polska Jest Najważniejsza, m.in. Joanna Kluzik-Rostkowska, Paweł Poncyljusz czy Elżbieta Jakubiak. 
Nowy spot PiS. Szydło o referendum. "Polacy mają prawo decydować o swoim państwie"
  • Krzysztof Ziemiec w studiu TVP Szef TVP krytykuje Krzysztofa Ziemca za zdjęcie, na którym naśladuje gest Andrzeja Dudy
Komentarze (223)
"Duda wygrał pozytywnym przekazem, a nie hejtem". Z Pawłem Szefernakerem o kulisach kampanii w internecie [WYWIAD]
Zaloguj się
  • awbg

    0

    Szogun Szefernaker powinien zwrócić uwagę także na WŁASNE działania. Wziął ode mnie dokumenty, aby zapoznać się z ich treścią, twierdząc, że mogą być interesujące dla oceny tzw. administracji publicznej. Wziął je w maju br, zapowiadając odpowiedź o zainteresowaniu lub braku zainteresowania w ciągu tygodnia. Propał GIEROJ i jeszcze w sierpniu NIE MOZNA NAWIAZAĆ Z NIM JAKIEGOKOLWIEK KONTAKTU przynajmniej w celu ODEBRANIA DOKUMENTÓW, które - jak widać w złej wierze, samowolnie zatrzymał. Jeśli Prezydent otacza się tak solidnymi doradcami, to trudno nie mieć skojarzeń, że w Polsce NIC SIE NIE ZMIENI, bo ręka rękę myje...

  • drkj

    Oceniono 2 razy 2

    Dudy czyli na krzywy ryj.

  • bambetel

    Oceniono 2 razy 2

    Goebelsowska propaganda PISlamowców!!!!!

  • jerzy.n19

    Oceniono 2 razy 2

    Podobno prezydent Duda nie posługiwał się hejtem. A czym jest określenie "ideologia lewacka"? Nie lewicowa, "lewacka". Tak mówił "prawicki" Duda.
    Dlaczego nie "prawacki"? "Prawacki" to określenie wzięte z hejtu, tak, jak "lewacki", a nie "lewicowy". A ponieważ nasz prezydent jest w tych sprawach niewinny, jak prawiczka, to niech już będzie skromniej: "prawicki".
    Jak na razie największym sukcesem Jego Ekscelencji było uratowanie Hostii Świętej przed zbezczeszczeniem i tego rodzaju sukcesy jego prezydentury są najprawdopodobniejsze. Sukcesów innego rodzaju spodziewałbym się mocno umiarkowanie.

  • fernandotorres123

    Oceniono 3 razy -3

    Fajny wywiad. Rzeczowe, ostre i trudne pytania, bez owijania w bawełnę, ale jednoczesnie wszystko z luzem, bo w tle tematyka internetu i nie ma co sie spinać i udawać ze mówimy o protokole dyplomatycznym ;). Dzieki temu dobrze sie czytało. Pan Szefernaker nawet niezle z tych pytan wybrnął. Gratulacje tez i dla Dziennikarza.

  • jacek990

    Oceniono 1 raz 1

    Po raz kolejny okazuje się, że talent medialny jest tylko jedną z umiejętności, która nie jest jednoznaczna z umiejętnością kierowania Państwem. W niektórych krajach wyborcy to wiedzą i nazywa się to: Dojrzała Demokracja.

  • cynik.pl

    0

    Przekaz niby zasadniczo był pozytywny, ale bredni o planach wprowadzenia euro przez BK w 2016 do tego bym nie zaliczył

  • pisubek

    Oceniono 2 razy 2

    Ten mały łysy człowieczek łże tak sam jak jego pryncypał maliniak.

  • radon13

    Oceniono 3 razy 3

    Naobiecywał gruszek na wierzbie , który idioci kupili . Owszem pewnie można wprowadzić sensowny system emerytalny po 40-42 latach pracy - w tym dla kobiet tak samo . Ale dla wszystkich , bo obecnie mamy 86 mld deficytu rocznego w systemach emerytalno rentowych .
    Nie ma nic za darmo i banki i supermarkety nie dadzą nam istotnych pieniędzy, jesli już to dla frankowiczów - którzy wiedzieli co robili. Problem nr 1 na dziś to reforma górnictwa czyli samofinansowanie branży , nie mozna finansowac KW bo spólka wykończy dobre kopalnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje