Cała Polska czeka na energię. Prof. Świrski ostrzega: Przyzwyczajajcie się. Za kilka lat wyłączą wam prąd w domu

Przez spadki zasilania w całym kraju stają fabryki i przedsiębiorstwa. - Te kryzysy nic nas nie uczą. Za dwa tygodnie wszystko wróci do normy i nikt nie będzie o tym pamiętał. Znowu przeżyjemy - i do następnego razu - mówi prof. Konrad Świrski z Politechniki Warszawskiej.
W całym kraju wstrzymywana jest produkcja w fabrykach, zamykane są restauracje, wyłączana klimatyzacja w centrach handlowych. We Wrocławiu ograniczono kursowanie tramwajów. W związku z upałami wciąż obowiązują ograniczenia w zużyciu energii, choć są minimalnie mniejsze niż wczoraj. Nie można jednak powiedzieć, że najgorsze za nami. O tym związanym z upałami kryzysie w energetyce rozmawiamy z prof. Konradem Świrskim z Politechniki Warszawskiej*.

Krzysztof Lepczyński: Trzeba będzie kupować świeczki?

Prof. Konrad Świrski: Niestety, jeszcze nie. Rozejdzie się po kościach. A żałujemy, bo dopiero to może kogoś by przekonało do jakichś bardziej kompleksowych działań.

To wszystko naprawdę przez upał?

- Zbieg nieszczęśliwych wydarzeń. Po pierwsze upały, przez które jest większe zapotrzebowanie na prąd. Potrzeba co najmniej 1-2 tys. MW mocy więcej niż w ubiegłym roku. Po drugie brak wiatru. Z 4 tys. MW w wiatrakach niewiele jest wykorzystywanych. Był moment, że dostępne było tylko 5 proc. tej mocy. Po trzecie spadł poziom wody w rzekach. Niektóre elektrownie - powiedzmy, że połowa - nie są w stanie pracować na pełną moc. One nie są wyłączane, ale nie dają pełnej mocy, bo zagotowałyby wodę w rzece. Albo technicznie nie są w stanie pobrać tej wody. Nie byłoby problemu, gdyby te rzeczy nie zdarzyły się naraz.

Ale problem jest.

- Operator zobaczył w czasie weekendu, że prognozowane zapotrzebowanie jest bardzo duże, a to, czym dysponuje, mu dramatycznie maleje. Widząc niebezpieczeństwo, zdecydował się na, jak mówię, ostatnią linię obrony. Wykorzystał to, co nie było stosowane od 30 lat. Jest ustawowe prawo, by w sytuacji nadzwyczajnej zmusić przemysł do pobierania minimum mocy. Na tym właśnie polegają stopnie zasilania.

A jeśli i ta linia obrony będzie złamana?

- Następna linia obrony to selektywne wyłączenie kawałka miasta. Albo kolejnego dużego odbiorcy. Na przykład lotniska.

To będzie kontrolowane?

- Mam nadzieję, że raczej wyłączą w sposób kontrolowany, niż dopuszczą do niekontrolowanego blackoutu. Wydaje się jednak, że w tej chwili to nie grozi. Zdusili przemysł, zapotrzebowanie jest o 2 tys. MW mniejsze niż w piątek. Z drugiej strony operator podniósł wszystkie bloki w elektrowniach, które miał do dyspozycji. Nawet te, które nie pracowały od kilku lat. I zaczął desperacko szukać energii z importu, choć jej nie ma. W Niemczech też nie ma nadwyżek energii, bo nie ma wiatru.

Na Zachodzie też się coś takiego zdarza?

- Oczywiście. To teraz bardzo częste, przez dyktaturę księgowych nad inżynierami. Wszyscy uważają: dlaczego mamy bronić bezpieczeństwa energetycznego i zostawiać moc rezerwową, która być może w ciągu roku ani razu nie będzie uruchomiona?

To co zrobić, żeby zapobiegać takim sytuacjom? Zainwestować w dodatkowe elektrownie?

- To rozwiązanie, które postuluje cały czas sektor energetyczny. Ale nie zrobimy tego. Zresztą Polskie Sieci Elektroenergetyczne też sygnalizowały, że potrzebują tzw. mocy interwencyjnej. Przydałyby im się np. turbiny gazowe. Na Zachodzie są wykorzystywane w takich sytuacjach, pracują godzinę, dwie godziny dziennie.

Mamy się przyzwyczajać do takich sytuacji?

- Tak. Tendencja jest taka, żeby przeżyć te kilka procent czasu, żeby kogoś wyłączyć. Jeśli spojrzeć na koncepcje inteligentnej sieci, tam się czai pomysł, by w takich sytuacjach wyłączać nie tylko przemysł, ale i odbiorców indywidualnych. Na Zachodzie są pomysły, by w czasie takich sytuacji energia była droższa. To by wymusiło oszczędzanie. Albo specjalne taryfy - jeśli mamy tanią energię, godzimy się, że przez pewien czas jesteśmy odłączeni od sieci.

Wolny rynek w wersji ekstremalnej.

- Normalnie energetycy podobne pomysły traktują jako dziwadło, ale taka jest nowa ekonomia. I demagogicznie można mówić, że szpitale mogą nie leczyć jeden dzień w tygodniu i zaoszczędzić.

Może pora zainwestować.

- Energetycy zawsze o tym mówili, ale byli zbywani. Mówiło się, że damy sobie radę. I widać, jak dajemy sobie radę. Zmierzamy ku temu, że w przyszłości będziemy selektywnie odcinać odbiorców prywatnych.

Te kryzysy nic nas nie uczą. Za dwa tygodnie wszystko wróci do normy i nikt nie będzie o tym pamiętał. Znowu przeżyjemy - i do następnego razu.

* dr hab. inż. Konrad Świrski - profesor Politechniki Warszawskiej, kierownik Zakładu Maszyn i Urządzeń Energetycznych i koordynator ds. energetyki jądrowej. Prezes firmy Transition Technologies zapewniającej rozwiązania informatyczne dla sektora energetycznego.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:
Komentarze (384)
Cała Polska czeka na energię. Prof. Świrski ostrzega: Przyzwyczajajcie się. Za kilka lat wyłączą wam prąd w domu
Zaloguj się
  • jakis_gosc01

    Oceniono 2 razy 2

    Moim zdaniem to te wszystkie przedsiębiorstwa, które musiały wstrzymać, albo graniczyć produkcję, powinny wytoczyć operatorowi odpowiedzialnemu za produkcję energii elektrycznej procesy o gigantyczne odszkodowanie za poniesione straty. Może wtedy by ich coś to nauczyło i by się w końcu wzięli za ten zacofany i zaniedbany polski skansen energetyczny.

  • olias

    0

    ale ku... w Polskiej Energetyce Jądrowej mają się dobrze. cała branża energetyczny pasie brzuchy tkwiąc w socjalizmie.
    Nie mówiąc już o rządzie, sejmie i tym podobnych popaprańcach którzy przep..li 8 lat.

  • andrzej wysocki

    Oceniono 2 razy 0

    A gdzie pomoc od oredownikow pana prezydenta "Polska jest w ruinie Dudy "z Jasnej Gory.Cos slabo sie staraja ,albo podpadli Bogu za zniewazanie prezydenta Komorowskiego..

  • v_kolumna_v

    0

    Owszem, trzeba zainwestować, tylko zamiast pchać miliardy w zabawki - durne ogniwa fotowoltaiczne i bezużyteczne wiatraki trzeba zainwestować mądrze w zbiorniki retencyjne i systemy gromadzenia wody aby było czym schładzać elektrownie węglowe a nie w elektrownie jądrowe których odłączenie jest niemożliwe, zaś schładzanie wodą morską bardzo kosztowne.

  • kraktor

    Oceniono 1 raz 1

    Po prostu trzeba przeciąć linię przesyłową na południowo- wschodniej granicy. Wysyłamy niby jako pożyczkę , w istocie za darmo, kochanym przyjaciołom.

  • dublet

    Oceniono 2 razy 0

    Winien żodn Tuska i Kopacz bo nie pszypilnował rzeby tęperatura nie wzrosła extremalnie do 35 stopni tylko do max 25oC! Do tego zrujnowany kraj urzywa klimatyzacji na maxa, szczegulnie ci głodujoncy! Jak wygra PiS to zkonfiskuje te klimy i wruci pożondek! A tęperatura spadnie do zera!

  • pawlan

    0

    To w Polsce mamy niby taką tanią energię? Skąd wy bierzecie tych "ekspertów"? Kolejne pytanie - dlaczego nie mówi się nic o stratach spowodowanych starymi sieciami? Czy jeśli są upały to ogniwa fotowoltaniczne nie byłyby rozwiązaniem choćby krótkotrwałym i logicznym?

  • cyniczne_oko

    Oceniono 2 razy 0

    Odcięcie odbiorcy indywidualnego = sprawa sądowa o odszkodowanie za straty. Pozwy zbiorowe bo będą odcinane całe bloki, ulice albo osiedla.

  • pas964

    0

    Ale tak jest za wszystkich rządów. Dopiero jak coś "pie...ie" do bólu a najlepiej coby było jak najwięcej trupów. Ale też niekoniecznie. Realizacja planów popowodziowych (1994) jest na poziomie 30% i dalej się ślimaczy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX