''Drogi dębie, dziękuję, że dajesz nam tlen'', ''przykro mi, że umrzesz'', ''kocham cię, na zawsze''. Ludzie piszą ściskające za gardło listy do drzew

14.07.2015 21:40
Wiąz pospolity z cytatem z listu

Wiąz pospolity z cytatem z listu (Melburnian/CC-BY-SA-3.0/Gazeta.pl)

W Melbourne każde drzewo ma adres e-mail. W zamyśle mieszkańcy mieli zgłaszać w ten sposób problemy, ale piszą w różnych sprawach. Dziękują drzewom za tlen, pytają, jak im się podoba okolica. Czasami poruszają też problemy polityczne. Zdarza się, że drzewa odpowiadają.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

"Tak mi przykro, że niedługo umrzesz. Zawsze jest mi smutno, kiedy widzę, jak ciężarówki niszczą twoje niskie gałęzie. Czy też masz dość tych ciągłych remontów?".

"Najdroższy Wiązie, gdy wychodziłem dziś z St. Mary's College coś mnie uderzyło. Nie była to gałąź, ale twoje zachwycające piękno. Pewnie dostajesz takie wiadomości cały czas. Jesteś bardzo atrakcyjnym drzewem".

Łatwo się domyślić, kto jest adresatem powyższych listów, chociaż może trudno w to uwierzyć. To maile pisane przez mieszkańców Melbourne do rosnących w mieście drzew.

W 2013 roku władze australijskiego miasta przypisały drzewom numery identyfikacyjne i adresy mailowe. Miało to ułatwić mieszkańcom zgłaszanie problemów, takich jak nadłamane lub spróchniałe gałęzie, które mogły spaść i wyrządzić szkody. Mieszkańcy zaczęli jednak pisać również w innych sprawach.

"Drogi dębie algierski, dziękuję, że dajesz nam tlen. Dziękuję, że jesteś taki ładny. Nie wiem, co by ze mną było, gdybyś nie pochłaniał mojego dwutlenku węgla. (Pewnie byłbym w niebie) Bądź silny i rośnij wysoko wśród tłumu.

Jesteś darem, który nie przestaje czegoś z siebie dawać.

Mieliśmy porozmawiać o przyrodzie, ale mamy niestety zbyt mało czasu i inne priorytety.

Mam nadzieję, że pewnego dnia środowisko stanie się naszym priorytetem"
.

Są też listy miłosne. "Drogi 1037148", napisał wielbiciel pewnego wiązu górskiego. "Zasługujesz na to, żeby być czymś więcej niż numer. Kocham cię. Zawsze i na zawsze".

Drzewa odpowiadają na listy

Wybrane listy wysyłane do drzew władze miasta udostępniły miesięcznikowi "The Atlantic". To, jak mówi radny Arron Wood (nomen omen), "nieprzewidziany, ale pozytywny skutek" podjętych przez miasto działań. "Wymiany maili pokazują, że mieszkańcy Melbourne kochają swoje drzewa" - dodaje.

Niektóre wysłane listy nie pozostają bez odpowiedzi.

"Drogi Wiązie, mam nadzieję, że podoba ci się, że mieszkasz przy St. Mary's" - napisał pewien student. "Mnie też raczej się tu podoba. Mam niedługo egzaminy i powinienem zajmować się nauką. Ty nie masz egzaminów, bo jesteś drzewem. Nie mamy chyba za bardzo o czym więcej rozmawiać, bo mamy mało wspólnego, w końcu jesteś drzewem i tak dalej. Ale cieszę się, że jesteśmy tu razem" - zaznaczył.

W odpowiedzi przeczytał: "Cześć F., tak, podoba mi się to, że tu mieszkam. Badania naukowe wykazują, że przyroda może pozytywnie wpływać na sposób, w jaki ludzie się uczą, więc mam nadzieję, że pomogę ci w nauce.

Z najlepszymi życzeniami, Wiąz, numer identyfikacyjny 1022165"
.

Ale drzewa z Melbourne nie ograniczają się do korespondencji na swój własny temat. Jeden z mieszkańców zapytał żywotnika olbrzymiego o opinię na temat kryzysu w Grecji, na co otrzymał rzeczową odpowiedź.

Interakcja i duch społeczny

Cała sytuacja jest może nietypowa, ale w naturalny sposób wpisuje się w coraz większe możliwości interakcji z przedmiotami nieożywionymi. Jak zauważa "The Atlantic", sama potrzeba takiej interakcji nie jest niczym nowym - kiedy w amerykańskich domach powszechnie pojawiły się telewizory, felietoniści głosili pojawienie się nowej rozrywki narodowej: krzyczenia do telewizora.

Inicjatywa z Melbourne nie powstała jednak w odpowiedzi na potrzeby ludzi, ale po to, żeby wzbudzać w nich ducha społecznego i przekazać w ich ręce kolejne aspekty odpowiedzialności za własne otoczenie. To sprawia też, że obywatele czują się bardziej emocjonalnie związani z miastem i jego elementami - być może tak konkretnymi, jak rosnący gdzieś wiąz, platan czy eukaliptus. Szczególnie jeśli odpowiada on na ich maile.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz także
Komentarze (93)
Zaloguj się
  • malpa-z-paryza

    Oceniono 147 razy 131

    cholera jak nam daleko do australijczykow... a podobno to jest mlode panstwo.

  • antropoid

    Oceniono 190 razy 116

    A dla obrażonego na cywilizację polactwa-cebulactwa nic nadzwyczajnego to wycinać drzewa bez opamiętania, gdzie tylko się da.
    Trzeba, czy nie trzeba.

  • stryj.pepin

    Oceniono 100 razy 92

    Szkoda drzew, które zostały wycięte w pień we Wrocławiu. Owszem, były przeprowadzane akcje przed ich usunięciem, mam na myśli okazy niedaleko ASP, ale zdały się na nic. Nieodżałowane setki wiekowych drzew, do których nawet nie można było wysłać maila o tym, jak bardzo były potrzebne.

  • tpdlagier

    Oceniono 83 razy 77

    Odnoszę nieodparte wrażenie że mieszkańcy Melborne są po prostu szczęśliwymi ludźmi. Tego im zazdroszczę i zazdroszczę im władz miejskich, które mają takie pomysły

  • pit.w

    Oceniono 69 razy 63

    A we Wrocku dudi tnie ile się da.

  • baramboo

    Oceniono 79 razy 55

    - ja brzoza, ja brzoza, grab, jak mnie słyszycie?
    - słyszymy cię dobrze, ale huk jakiś narasta... ja pie... brzoza, ale ci się oberwało!

  • tarika

    Oceniono 51 razy 49

    W naszych realiach zaraz by drzewa obrzucono hejtem. A bo to jedno za grube, drugie za chude, a już na pewno jedno z PO a drugie to z PISem sympatyzuje.

  • black.blue

    Oceniono 51 razy 49

    Zachodzę w głowę, jak to jest, że tam się dba o drzewa w miastach do tego stopnia, że aż urzędnicy CHCĄ reagować na najmniejsze ich zagrożenie.
    W Łodzi najpierw poszła pod topór piękna aleja kasztanowców, a niedługo padnie kolejne 300 50-60 letnich drzew (klony, lipy), bo ktoś się tak uparł. Może inaczej nie dałoby się wydać grubej kasy na niepotrzebne remonty. Podkopywanie korzeni drzew koparkami (!) to codzienność (kładzione są kable pod system sterowania ruchem). I żadnego urzędnika nie interesuje żadne drzewo, chyba że takie w donicy, za które można zapłacić 14 tysięcy PLN komplet (katalpy, które zresztą już po paru miesiącach zaczęły usychać).
    I mimo protestów, artykułów w prasie, nikt nie poniósł żadnych konsekwencji. Czyli wszyscy, łącznie z prezydent miasta, mają zieleń miejską w dupie. Dlaczego..?

    BTW - nie mogę sobie odmówić pewnego przytyku: "wychodząc dziś z St. Mary's College coś mnie uderzyło". Trudno mi uwierzyć, że Australijczycy piszą tak niegramatycznie. Sama to pani tłumaczyła, pani Martyno..?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje