Eugeniusz Bodo - powstał serial o pierwszym polskim celebrycie

Zakochany złodziej, zimny drań, pieśniarz Warszawy - powstaje trzynastoodcinkowy serial o ikonie przedwojennego kina i kabaretu. Produkcję wyemituje wiosną przyszłego roku TVP.
Zdjęcia realizowane są w Warszawie, Łodzi i Milanówku, 4 lipca plan przeniesie się do Wrocławia. W telewizyjnej produkcji usłyszymy słynne piosenki, takie jak "Sex appeal", "Zimny drań" czy "Baby, ach te baby".

W rolę Bodo wcieli się aż dwóch aktorów. Młodego artystę zagra 26-letni Antoni Królikowski. Jak mówi "Stołecznej", będzie to opowieść o drodze na szczyt z licznymi przeszkodami. Według niego aktorski światek, z atmosferą konkurencji i rywalizacji, był sto lat temu równie drapieżny jak dziś.

W Eugeniusza Bodo u szczytu sławy wcieli się 29-letni Tomasz Schuchardt, znany z filmu "Chrzest" Marcina Wrony.

Na ekranie pojawią się m.in. Roma Gąsiorowska, która zagra sceniczną partnerkę Bodo Zulę Pogorzelską, oraz Mariusz Bonaszewski w roli ojca aktora. Serial reżyserują Michał Kwieciński (producent m.in. "Miasta 44") i Michał Rosa (autor filmu "Co słonko widziało").



To nie pierwsza próba podejścia z kamerą do życiorysu słynnego aktora. Film fabularny o Bodo zamierzał nakręcić parę lat temu Andrzej Kotkowski. Scenarzystą miał być pisarz Józef Hen. Niestety, nie udało się znaleźć pieniędzy. Tym razem powstać ma wysokobudżetowa produkcja kręcona w 293 lokalizacjach.

Nic dziwnego, że filmowcy upominają się o Bodo - jego życie było pasjonujące.

Nuci go cała Warszawa

Chłopak z dobrej rodziny ucieka z domu i zaczyna zarabiać jako uliczny grajek. Pozostaje obojętny na lamenty burżuazyjnych wujków i cioć, łamiących ręce nad "skandalem". "Już taki jestem zimny drań" - śpiewa, a piosenkę nuci cała Warszawa. Wytworne damy i mali ulicznicy, liczący kasę złodziej i wpadający na niego policjant z sumiastym wąsem. Tak rozpoczyna się "Pieśniarz Warszawy" z 1934 r. w reżyserii Michała Waszyńskiego z Eugeniuszem Bodo w roli tytułowej. Chłopaka zaangażuje w końcu teatr rewiowy, a wzięty aktor jest dla zacnej familii łatwiejszy do zaakceptowania niż podwórkowy muzykant. Happy end pełną gębą.

Bodo - wówczas jeszcze Bogdan Eugene Junod, obywatel szwajcarski - również uciekł z domu, by szukać szczęścia na scenie. Jak wspominał gwiazdor w 1930 r. na łamach "Kina", jego pochodzący ze Szwajcarii ojciec był jednym z pierwszych propagatorów sztuki filmowej "w całym imperium rosyjskim i na pograniczu Chin i Persji". Dziecko kiniarza nie miało zgody rodziców na aktorską karierę.

Synowskie uczucia były jednak nieobce "zimnemu draniowi". Po rozwodzie rodziców sprowadził do Warszawy matkę. Pod kolejnymi adresami mieszkał z nią aż do końca. Zaś gdy dorobił się własnej firmy producenckiej, na cześć ojcowskiego kinoteatru w carskiej Łodzi nazwał ją Urania.

Bo Bodo wychował się przy kinoteatrze z początku wieku, gdzie obok występów komików na żywo szły krótkie nieme fabuły i filmowa korespondencja z toru wyścigów konnych w nieodległej Rudzie Pabianickiej.

Angaż do kabaretu

Tam przyszły aktor miał swój pierwszy debiut. We wspomnieniach świadków powraca anegdota o dziesięcioletnim chłopcu śpiewającym "Yankee Doodle" w kowbojskim ubranku. Debiut dorosłego już uciekiniera miał miejsce ponoć w Poznaniu, w kinoteatrze Apollo. Bodo podawał datę 27 października 1917 r. Później aktor tułał się po różnych miastach, próbując przebić się na stołeczny rynek.

Trafił wreszcie pod dobry adres. Kabaret Qui Pro Quo owiany jest legendą. Nie każdy wie, że słynny przybytek mieścił się w pierwszym warszawskim pasażu handlowym z prawdziwego zdarzenia. A właściwie pod nim, w podziemiach Galerii Luxenburga przy ul. Senatorskiej. Dziś po pasażu nie ma śladu - tam, gdzie pod przeszklonym dachem przebiegała alejka ze sklepami, kawiarnią i kinem, jest dziś ul. Canaletta.

Eugeniusz Bodo debiutuje w operetce "Amerykanka". To w tamtym czasie najpopularniejszy na deskach Qui Pro Quo gatunek. Zaraz potem występuje w kolejnej - "Serce i bufet". Jej autorem, ukrywającym się pod pseudonimem T. Ślaz, był Julian Tuwim. W kabarecie odbijała się rodząca się popkultura. Bodo w jednym z numerów grał Charliego Chaplina - na scenie miał brać ślub z polsko--amerykańską gwiazdą Polą Negri.

Artystowski kabaret rządził się twardą kapitalistyczną logiką. Gdy część aktorów, w tym Bodo, doszła do wniosku, że Qui Pro Quo płaci im za mało, zbuntowali się i założyli nowy lokal. Jesienią 1925 r. otwiera się Perskie Oko przy Nowym Świecie 63. W miejscu zbombardowanego we wrześniu 1939 r. budynku powstanie potem kultowa kawiarnia Nowy Świat, a w 2009 r. swoje centrum kultury otworzy "Krytyka Polityczna".

Pierwszy film dźwiękowy

Na ekranie Bodo debiutował jeszcze w kinie niemym, w "Rywalach" w reż. Henryka Szaro. Jednak "pieśniarz Warszawy" naprawdę rozwinąć skrzydła mógł dopiero w filmie dźwiękowym. To były pionierskie czasy tego medium. Ścieżkę dźwiękową nagrywano wówczas na płytach gramofonowych zmienianych podczas projekcji. Bodo znamy dobrze z emitowanych do dziś komedii, takich jak "Czy Lucyna to dziewczyna?", gdzie wystąpił u boku Jadwigi Smosarskiej. Miał opinię wszechstronnego. Grał carskich policjantów i natchnionych artystów, sklepowych subiektów i paniczów.

Jednak jego pierwsza główna dźwiękowa rola to niemiecki oficer marynarki zakochany w Polce. Scenariusz "Wiatru od morza" powstał na podstawie powieści Żeromskiego. Film istniał w wersjach dźwiękowej i niemej. Na ówczesne warunki był superprodukcją - z modelem łodzi podwodnej w basenie, dekoracjami w atelier, ale i zaangażowanym do sceny torpedowania prawdziwym okrętem. Prasa ekscytowała się autentycznymi pruskimi mundurami, których nie zdążyli odebrać od krawca Jakóba Szmuraka ewakuujący się z Warszawy oficerowie kajzera Wilhelma.

Twarz wiśniowej pasty

Eugeniusz Bodo był celebrytą w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Gdy w 1933 r. dostał tytuł "Króla Polskiego Kina" od miesięcznika "Kino", było to omawiane jak mało która dziś polska nagroda filmowa. Gdy zapuszczał brodę do roli, pisały o tym gazety, a on sam robił na temat zmiany zarostu śpiewany numer.

Nazywa się go też pionierem reklamy. Jego twarz firmowała zbiory nut i ubezpieczenia. Promował tradycyjnie męskie produkty, np. marynarki warszawskiej firmy Old England i "Przegląd Sportowy", ale też pastę z wiśni i czekoladę Wedla. Odmówił jedynie reklamowania wódki Baczewski. W wywiadzie dla "Dobrego Wieczoru" tłumaczył, że jest abstynentem. Jak uważa biograf Ryszard Wolański, Bodo unikał alkoholu po wypadku, podczas którego prowadził samochód, a w którym zginął jego przyjaciel aktor Witold Roland. Sąd skazał aktora na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Jednak szybko objęła go amnestia.

W 1939 r. w zachowanej do dziś, choć nie do końca w dawnym kształcie, kamienicy przy Foksal 17 powstała Café Bodo. Spółka została powołana przez aktora oraz znanego warszawskiego restauratora Zygmunta Woyciechowskiego. Mieszkający w tym samym domu Bodo pobierał kilkaset złotych miesięcznie za prawo do wykorzystania swojego nazwiska.

Szwajcarski paszport

Gdy wybuchła wojna, wciąż był aktywny. Myślał m.in. o ekranizacji "Kariery Nikodema Dyzmy" Kazimierza Dołęgi-Mostowicza. We wrześniu 1939 r. występował we Lwowie, śpiewając po rosyjsku. Tam został aresztowany. Trafił do łagru, gdzie zginął we wciąż nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. W PRL-u jego śmierć otaczała aura milczenia.

Do śmierci Bodo przyczynił się jego szwajcarski paszport. Aktor całe życie był obywatelem Konfederacji Helweckiej, a konstytucja marcowa II RP z 1921 r. w artykule 87 zabraniała posiadania podwójnego obywatelstwa. Bodo nie miał więc drugiego paszportu - polskiego, zaś stalinowskie władze nie objęły go amnestią dla Polaków po układzie Sikorski - Majski.

Korzystałem z książki Ryszarda Wolańskiego "Już taki jestem zimny drań. Eugeniusz Bodo" oraz opracowań: Tadeusza Lubelskiego "Historia kina polskiego" i Tomasza Mościckiego "Kochana stara buda. Teatr Qui Pro Quo"

W "Magazynie Stołecznym": Magazyn Stołeczny

"Sprzedawałem majtki na Stadionie Dziesięciolecia. Zamknęliście go, to teraz musicie oglądać mój show" - mówi Kim Lee, najsłynniejsza polska drag queen

On uduszony w fotelu, ona zastrzelona w łazience. Piotr Machajski o głośnym zabójstwie Jaroszewiczów

Crazy Butcher, Pan Ziółko, Pan Sandacz. Oni brylują na stołecznych bazarach

Czytaj wszystkie teksty z "Magazynu Stołecznego".
Dołącz do nas na Facebooku.



Więcej o:
Komentarze (1)
Eugeniusz Bodo - powstał serial o pierwszym polskim celebrycie
Zaloguj się
  • michnikredgestapo

    0

    Zamordowany przez kochajacy Polakow narod rosyjski. Jak mowi ulubieniec Rosjan W.W. Puitin: pakt Ribbentrop-Molotow byl sluszny.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX