Miał jedno zadanie, nie wykonał go. I uratował świat od zagłady

Było kilka minut po północy 26 września 1983 r., gdy włączył się alarm. Stanisław Pietrow stał przed wielkim ekranem w bunkrze Sierpuchowo-5 ok. 50 km od Moskwy. Na ekranie jarzył się czerwony napis. I wtedy syreny zawyły drugi raz, i trzeci, i czwarty, i piąty.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

44-letni podpułkownik radzieckiego wojska doskonale wie, co ma robić. Alarm oznacza, że USA wystrzeliły z bazy w Montanie pięć pocisków jądrowych. Najpierw jeden, potem cztery kolejne. Na ekranie ostrzeżenie z "Odpalenie" zmienia się na "Atak rakietowy". Pierwszy pocisk nuklearny za chwilę uderzy w terytorium ZSRR. Liczba ofiar będzie trudna do wyobrażenia.

Pietrow ma jasne rozkazy. Jeśli system OKO, dzięki któremu od niedawna pułkownik wraz z grupą analityków monitoruje działania wojsk na całym świecie, sygnalizuje wystrzelenie rakiet nuklearnych z terytorium USA, odpowiedź ZSRR może być tylko jedna: natychmiastowe, pełne uderzenie odwetowe. A to oznacza - niemal na pewno - zagładę świata.

Krytyczna decyzja

To w bazie Pietrowa, w podmoskiewskim bunkrze Sierpuchowo-5, znajduje się osławiony "guzik atomowy". I to do podpułkownika, który akurat jest na dyżurze, zgodnie z rozkazem należy wykonanie telefonu do dowództwa, by przekazać informację: "atak rakietowy". Tym jednym telefonem Pietrow wyśle w kierunku Stanów Zjednoczonych 5 tys. radzieckich pocisków nuklearnych.

Ale Pietrow robi coś, po czym wszyscy jego wojskowi instruktorzy mogą iść na emeryturę. Coś, co można po latach uznać za nieprawdopodobnie szczęście. Coś, co jest najgorszym koszmarem każdego dowódcy wojskowego. Waha się.

Doskonale wie, że jeśli system OKO pokazuje prawdę, za kilkanaście minut zginą dziesiątki, a może setki tysięcy jego rodaków. W 1983 r. podpułkownik radzieckiego wojska ma pełne prawo przypuszczać, że Amerykanie byliby gotowi na taki krok. Zimna wojna weszła niedawno w swoją najostrzejszą fazę.

Zimna wojna

W USA od dwóch lat prezydentem jest Ronald Reagan. W ZSRR rządzi starzejący się partyjny beton - Jurij Andropow. Od 1979 r. ZSRR prowadzi wojnę w Afganistanie, a CIA wspomaga afgańskich mudżahedinów w ich walce z okupantem. W maju 1981 r. na spotkaniu oficerów KGB ówczesny szef tej służby - Andropow - i Leonid Breżniew ogłosili, że USA w tajemnicy szykują się do ataku jądrowego na Związek Radziecki. KGB i GRU (wywiad wojskowy) rozpoczynają operację RJAN (akronim od Rakietowy Atak Nuklearny). Agenci za granicą monitorują ludzi, którzy na Zachodzie podjęliby decyzję o ewentualnym ataku i stanowili jego obsługę techniczną. Wszystko po to, by zapobiec atomowej napaści USA.

A jakby tego było mało, zaledwie 25 dni wcześniej, 1 września 1983 r., radzieckie myśliwce zestrzeliły samolot pasażerski południowokoreańskich linii Korean Air. Maszyna z dotąd niewyjaśnionych przyczyn wleciała w przestrzeń powietrzną ZSRR. W katastrofie lotu KAL007 zginęło 269 osób, w tym 61 obywateli USA. Reagan nazwał akcję sowieckiego lotnictwa "aktem barbarzyństwa", a rosyjski Aerofłot dostał zakaz lotów nad terytorium USA. Stosunki między Moskwą a Waszyngtonem wyraźnie się pogorszyły, na świecie rosła atmosfera zagrożenia.

Co ma zrobić Stanisław Pietrow? Inna radziecka ekipa też obserwuje amerykańskie wojska rakietowe: spece od radarów informują podpułkownika, że ich sprzęt nie wykrył żadnych rakiet. Ale Pietrowa obowiązują wskazania OKA. Ma wszystkie dane, przeszedł ostre szkolenie, otrzymał bardzo jasne rozkazy. Zgodnie z nimi powinien był rozpocząć działania wojenne, jak tylko system zaalarmował bazę w Sierpuchowie o odpaleniu amerykańskich rakiet: natychmiast poinformować zwierzchników o ataku rakietowym. System mówi mu, że podaje informację o najwyższym stopniu prawdopodobieństwa. Nie ma żadnych wątpliwości.

A jednak Pietrow je ma.

Mutual Assured Destruction

Obowiązujące podpułkownika rozkazy opierają się na doktrynie MAD, czyli Wzajemnego Zagwarantowanego Zniszczenia (ang. Mutual Assured Destruction). Według niej należy (niejako zgodnie z tłumaczeniem słowa "mad", które oznacza "szalony") zmierzać do stanu, w którym, w wypadku wywiązania się konfliktu nuklearnego między dwiema stronami, doszłoby do zagłady ich obu.

I to właśnie daje Pietrowowi do myślenia.

W doktrynie MAD wystrzelenie pojedynczych pocisków byłoby zachowaniem nieracjonalnym - strona atakująca wolałaby przecież zniszczyć możliwie dużą część arsenału i struktur wojskowych przeciwnika, zanim ten zdążyłby odpowiedzieć w równie niszczycielski sposób. A Amerykanie wystrzelili tylko pięć rakiet. Radziecki oficer ma dwa wyjścia: postąpić zgodnie z protokołem i posłuchać wskazań systemu, który uważa za nie do końca przetestowany i niezbyt wiarygodny, albo zgodnie z własną intuicją.

Pietrow łamie rozkaz. Informuje dowództwo o alarmie, ale kwalifikuje go w rozmowie jako fałszywy. I czeka. Po 23 minutach wie, że miał rację. Alarm rzeczywiście był fałszywy. Satelity jako pociski jądrowe zinterpretowały rozbłyski światła na chmurach, które tego dnia zasnuły niebo nad Montaną.

"Syrena wyła, a ja gapiłem się na ten wielki czerwony ekran..."

Po latach, gdy w Moskwie z wrześniowych wydarzeń zdjęto tajemnicę wojskową i mógł opowiedzieć o tym, czego n i e zrobił, Pietrow przyznał, że szanse na to, że się myli, były równe tym, że podejmuje właściwą decyzję. Atmosferę, w jakiej przyszło mu podejmować decyzję, dobrze opisał "The Atlantic": jest samotny w bunkrze, alarmy wyją, mrugają światła, system OKO wypluwa kolejne raporty, na monitorze wyświetla się wielki napis "Odpalenie".

- To było kompletnie niespodziewane. Ale takich rzeczy nikt się nie spodziewa. Syreny wyły bardzo głośno - opowiadał Pietrow w BBC. - Zamarłem. Czułem się, jakbym stał na rozgrzanej patelni - wspominał. Dodał, że gdyby w raporcie oznaczył atak jako prawdziwy, nikt nie miałby możliwości skorygowania jego błędu. - Syrena wyła, a ja siedziałem tam przez te kilka sekund, gapiąc się na wielki, podświetlony czerwony ekran ze słowem "odpalenie" (...) - relacjonował w dokumencie nakręconym przez BBC starszy pan w skromnym sweterku.

Pietrow dokonał rzeczy niesłychanej. On, który miał być tylko sprawnie działającym trybikiem wielkiej wojennej machiny, powiedział całemu systemowi "nie". Zaufał samemu sobie. Miał rację. Ale drogo za to zapłacił.

Kara

Generał Jurij Wotincew, ówczesny dowódca sowieckich wojsk obrony rakietowej, pochwalił podwładnego za "słuszne działania". To on zresztą w latach 90. opublikował jako pierwszy informację o incydencie w Sierpuchowie. Ale był w swoich pochwałach odosobniony.

Zamiast nagrody Pietrow został przesunięty na mniej odpowiedzialne stanowisko, kilka miesięcy później przeszedł na wcześniejszą emeryturę i przeszedł załamanie nerwowe. Incydent w Sierpuchowie został wyciszony, a jego główny aktor musiał milczeć aż do 1998 r., gdy armia rosyjska zdjęła z całego zdarzenia klauzulę tajemnicy wojskowej. Gdy mógł już mówić, stwierdził m.in., że jego zdaniem na wyciszenie sprawy miało wpływ wykrycie kolejnych wad systemu OKO: gdyby cała afera wyszła na jaw, jego przełożeni mogliby zostać ukarani.

Dopiero w latach 90. i później były radziecki oficer został doceniony za swój wielki czyn. W 2006 r. został uhonorowany przez ONZ, w 2011 otrzymał German Media Award, a w 2013 - Dresden Preis. Za wszystkimi zaszczytami szły też nagrody pieniężne. W październiku 2014 r. premierę miał film dokumentalny o Pietrowie: "Człowiek, który uratował świat".

Co robiłeś?

"The Atlantic" zastrzega, że podpułkownik nie mógł osobiście uruchomić procedury startowej radzieckich rakiet nuklearnych. Podobną interpretację opublikowało w dniu uhonorowania Pietrowa przez ONZ stałe przedstawicielstwo Rosji przy Narodach Zjednoczonych. Argumenty Moskwy: do podjęcia takiej decyzji potrzebne byłyby też raporty wywiadu, potwierdzenia z radarów itp. Czy jednak te procedury zabezpieczyłyby świat przed wystrzeleniem rakiet przez Sowietów? Która opcja przeważyłaby w kierownictwie ZSRR? Nie wiadomo.

Ale wiadomo, że rola wojskowego z bunkra Sierpuchowo-5: dostarczenie dowództwu informacji, na podstawie których podjęłoby ono taką decyzję - była kluczowa. On sam za bohatera się nie uważa, mówi skromnie, że "oni" mieli "szczęście, że to ja byłem na zmianie tej nocy".

W rozmowie nagranej na potrzeby filmu "Człowiek, który uratował świat" wyznał, że przez 10 lat o wydarzeniach z Sierpuchowa nie wiedziała nawet jego własna żona: - "Co robiłeś?" - pytała. "Nic" - odparłem.

To mogło być bodaj najważniejsze "nic" w historii świata.

Zobacz dokument o Stanisławie Pietrowie:



Podczas pisania tego tekstu korzystaliśmy z informacji m.in. z dokumentu "The Man Who Saved The World" i z Wikipedii.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:
Komentarze (195)
Miał jedno zadanie, nie wykonał go. I uratował świat od zagłady
Zaloguj się
  • pretorianin3

    0

    malone i boskee chyba nie umieja czytac po polsku, bo ja wyraznie czytam ze rzadzil Andropow, a Brezniew jest wspomniany we wzmiance o naradzie officerow w 1981 roku, czyli przed jego smiercia w 1982.

  • Janusz Senex

    Oceniono 4 razy 0

    -
    Gdyby czekista Putin miał w swoim łbie choć cząsteczkę mózgu Pana Stanisława,świat byłby o wiele szczęśliwszy.
    Ps.
    Czy w Polsce nie ma jakiegoś życzliwego człowieka,który zaprosiłby tego skromnego człowieka na jeden tydzień w Tatry. Nie do drogiego hotelu,Jemu wystarczyłby tani góralski pensjonat.

  • pendrek_wyrzutek

    0

    Jeśli wyrzutnie rakiet będą bliżej to czas podejmowania decyzji
    o odpowiedzi skróci się z kilkunastu to jednej lub paru minut.

  • langdon

    0

    Wikipedia? Litosci... Autorze? Na studia sie nie chodzilo? Takie zrodlo dyskwalifikuje wiarygodnosc kazdej pracy.

  • eti.gda

    Oceniono 1 raz 1

    "W bunkrze dowodzenia gdzieś w głębi ZSRR sprzątaczka wyciera kurze. W pewnym momencie przypadkowo nacisnęła jakiś guzik. Stojący obok oficer wrzasnął:
    - Paszła!
    Sprzątaczka zdziwiona pyta:
    - Kto? Ja?
    - Niet, Kalifornia!"

    Wiem, że to nie mogłoby się stać, ale jest to dowcip z czasów PRL

  • towarzysz.dyrektor

    Oceniono 3 razy -1

    <<Stanisław Pietrow otrzymał German Media Award, a w 2013 - Dresden Preis. >>
    W pelni zasluzenie - это человек, который спас мир от ядерной войны.

    Natomiast w 2009 nie kto inny niz sam putler, dawny sowiecki szpieg w NRD-owskim Dreznie (Dresden), otrzymal w tym samym miescie saksonski medal wdziecznosci i nagrode za "Kampf für das Gute" (walke o dobro). Kapitula tego orderu pewnie przeciera dzis oczy ze zdumienia z ilosci tego "dobra" wyswiadczonego przez putlera ...

  • blski

    Oceniono 2 razy 0

    Tak wlasnie wspominala matka roznice miedzy zolnierzami rosyjskimi i niemieckimi.
    Niemiec bedzie dokladnie i najlepiej jak jest to w stanie zrobic polecenie z ktorym sie nie zgadza, podczas gdy Rosjanin bedzie kierowal sie emocjami.

  • steven1968

    Oceniono 2 razy 0

    Boze ! Ratuj Polaków przed głupotą naszych Dziadów i ich Potomków!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX