Powoli sprzątamy reklamowy śmietnik w centrach miast. "Księga standardów Piotrkowskiej to absolutny hit"

25.06.2015 11:29
Ulica Piotrkowska w Łodzi przed i po wprowadzeniu nowych standardów

Ulica Piotrkowska w Łodzi przed i po wprowadzeniu nowych standardów (Urząd Miasta Łódź)

Chaos reklamowy i architektoniczny w Polsce zaczyna bardzo powoli znikać. Pojawiają się świetne inicjatywy, zmienia się też myślenie o przestrzeni publicznej w społeczeństwie. - Jesteśmy gdzieś w połowie drogi - mówi Aleksandra Stępień ze Stowarzyszenia Miasto Moje a w Nim.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Łódź postanowiła odmienić swoją najbardziej reprezentacyjną ulicę, prawdopodobnie jedną z najbardziej znanych w kraju. Piotrkowska ma odzyskać dawną świetność i prestiż. Wydano więc "Księgę standardów ulicy Piotrkowskiej", w której opisano dokładnie i w przystępny sposób wskazówki dotyczące wyglądu frontów budynków i lokali usługowych. Szyldy mają być bardziej eleganckie, a witryny przyciągać klientów nie krzykliwością, lecz pięknem. "Emanująca dobrym smakiem witryna kusi i zaprasza do siebie świadomych jej piękna gości. Pierzeje pełne wytwornych ekspozycji, ubrane w kulturę projektową, to klucz do sukcesu Twojego lokalu" - czytamy we wstępie do podręcznika.

Efekt? Radykalne wręcz zmiany charakteru ulicy, która przestała przypominać tablicę ogłoszeń, a zaczęła - zachodnioeuropejskie stolice.

Zobacz zdjęcia przed i po >>>

Były też inne inicjatywy. W ramach projektu Mia100 Kamienic Łódź wydała około 300 mln zł na spektakularną renowację zniszczonych, zabytkowych kamienic należących do miasta. Niektóre z nich nigdy nie były remontowane, a wiele nie miało nawet podłączenia do miejskiej sieci cieplnej. Co ważne, znajdujące się w nich lokale komunalne nie zmieniły po remoncie swojego przeznaczenia.

Zobacz zdjęcia kamienic przed i po renowacji >>>

Nie tylko Łódź pracuje nad swoim wizerunkiem. Inne miasta też zaczęły na to stawiać. Dlaczego to ważne i co jeszcze zmienia się na dobre? Rozmawiamy o tym z Aleksandrą Stępień ze Stowarzyszenia Miasto Moje a w Nim, którego misją jest walka z reklamowo-szyldowym chaosem w przestrzeni publicznej.

Martyna Trykozko, Gazeta.pl: Jakie są dobre przykłady zmian w polskich miastach?

Aleksandra Stępień: W kwestii szyldów i reklam widać, że miasta - zwłaszcza te duże - przechodzą do ofensywy. Zaczynają dostrzegać, że sprawy dotyczące reklam to część ich polityki, i podejmują w tym zakresie coraz więcej działań. Może to być tworzenie prezydenckich zarządzeń, które regulują umieszczanie reklam. Ale to także cały arsenał miękkich narzędzi: konkursów na dobre szyldy, wystaw, warsztatów edukacyjnych.

Wiele zależy od plastyka miejskiego albo innego estetycznego "nadzorcy". Powoływanie takich urzędników zaczyna być standardem w wielu miastach, nawet w tych mniejszych. Ostatnio powołano architekta miejskiego w Nysie, a w Płocku powstał zespół opiniujący, w którego skład wchodzą konserwator, graficy, plastycy i architekci.

Skąd się bierze ta chęć zmian?

- Po pierwsze to efekt kuli śniegowej. Jeżeli w większych miastach kładzie się nacisk na taką politykę, a media promują zmiany, to także średnie miasta zaczynają mieć odwagę do działania. Po drugie w grę wchodzi spora zmiana świadomości. Dużą rolę odgrywają lokalne społeczności, które potrafią bardzo dobitnie artykułować: "Mamy dość wizualnego chaosu!". W 2013 roku TNS Polska przeprowadził badania, które pokazały, że blisko 80 proc. społeczeństwa jest przekonanych, że miejskie władze powinny lepiej zarządzać polityką reklamową-szyldową, ograniczyć liczbę nośników i dbać o ład w krajobrazie.

Ale już poszczególnym firmom trudniej zrezygnować z działań we własnym interesie i stawiania reklam dużych i krzykliwych. Jak z nimi rozmawiać?

- Trzeba zacząć od siebie - przykład idzie z góry. Jeżeli miasto albo gmina same wyznają zasadę, że najlepszą formą promocji jest wielkoformatowa siatka na budynku, to później trudno jest przekonać Kowalskiego, żeby nie wieszał baneru na własnym płocie. Urzędnicy usprawiedliwiają się, że to na chwilę, w wyjątkowych przypadkach, ale nie można tworzyć równych i równiejszych.

A skąd czerpać dobre wzorce przy projektowaniu?

- Dziś rządzą przede wszystkim drukarnie z zasadą "projekt gratis". Można je łatwo znaleźć w internecie i wydają się przystępniejsze niż profesjonalny grafik. Z kryterium ceny trudno jest dyskutować, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby choć próbować kształtować wyższe wymagania klientów takich przybytków. Warsztaty uczące przedsiębiorców tego, co znaczy dobra promocja, odbyły się np. w Gdyni. To konkretna wiedza i dialog - bardzo ważne "miękkie narzędzia" lokalnej polityki reklamowo-szyldowej.

Jak to wygląda w praktyce?

- Można np. pracować z najemcami z jednej ulicy albo obszaru. Krakowski projekt Ładne Podgórze, projekt warszawski Przeliteruj Miasto Stowarzyszenia Miastodwa i poznańska akcja Wilda na Glanc polegały właściwie na tym samym. Zaangażowane stowarzyszenie wspierane przez urzędników zaprasza właścicieli i najemców lokali z konkretnej ulicy lub obszaru do współpracy. Zwykle oferuje coś w zamian, np. darmową poradę projektanta, promocję w internecie albo specjalne certyfikaty. Rozdaje się ulotki z dobrymi przykładami szyldów, organizuje spotkania i na spokojnie wyjaśnia: Szyld i witryna to wasza wizytówka, a do tego kształtuje charakter całej okolicy.

Ale nie wszyscy tak łatwo dają się namówić. Przy wprowadzaniu księgi standardów Piotrkowskiej niektórych najemców trzeba było przekonywać groźbą wysokiej kary.

- Niestety, zawsze tak będzie. Nie żyjemy w utopii, zawsze będą zdarzać się osoby, na których nie wywrą wrażenia nie tylko jakieś "wydumane" estetyczne oczekiwania, ale nawet to, że niezgłoszony szyld może być nielegalny. Dlatego potrzebujemy silnych prawnych pleców.

Są miejsca, w których takie zmiany przeprowadza się łatwiej albo trudniej?

- Chyba nie ma podziału regionalnego. Ale na pewno istnieje takie rozróżnienie ze względu na wielkość miasta. O zmianę łatwiej w dużych ośrodkach, gdzie kwestia reklam podejmowana jest od dłuższego czasu i społeczeństwo już się z nią oswoiło. Trudniej działać tam, gdzie temat nie został prawie w ogóle podjęty, a społeczeństwo wciąż czeka głównie na wielkie inwestycje.

Który przykład zmian w Polsce jest najlepszym wzorcem?

- To zależy, pod jakim względem na to spojrzymy. Jeśli chodzi o miejską politykę reklamową, to w Polsce przodują Gdańsk i Poznań. Gdy idzie o działalność plastyka miejskiego, warto zwrócić uwagę na Bydgoszcz, gdzie działa on z ogromną energią i inicjatywą. W kwestii wzorców absolutnym hitem jest "Księga standardów ulicy Piotrkowskiej". Została przygotowana tak, że aż grzech z niej nie skorzystać - wytyczne podane tam są na tacy, w bardzo przystępny sposób.

Brakuje mi na tej liście Warszawy.

- W stolicy jest wiele planów, ale zmiany są bardzo mozolne, dlatego nie zawsze głośno o nich w mediach. Warszawa była jednym z pierwszych miast, które wprowadziły zarządzenie reklamowo-szyldowe - to był rok 2007. Jednak ws. wizualnego chaosu jednostki miejskie dopiero zaczynają ze sobą współpracować. Fantastycznym gestem było np. to, że Zarząd Dróg Miejskich zrezygnował z rezerwacji w hotelu MDM po aferze związanej z wielkoformatową siatką na jego budynku. Jeszcze kilka lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy tak reagować.

Problemem w Warszawie jest poskładanie takich gestów w całość i zbudowanie szerszego przekazu. Pewnie wchodziłyby też w grę jakieś usprawnienia w wydziale estetyki, który w tej chwili haruje za pięciu, ale, niestety, nie może wyłuskać chwili oddechu na długofalowe projekty.

Dlaczego to wszystko jest właściwie ważne?

- Istnieje sporo teorii odnośnie do tego, w jaki sposób przestrzeń publiczna wpływa na jakość naszego życia. Po pierwsze chodzi o wizerunek miasta. Na przestrzeniach, w których dobrze się żyje i które mają jakąś określoną tożsamość, można zarabiać, przyciągając turystów i przedsiębiorców. Po drugie to dodatkowy czynnik, który powoduje, że ludzie zostają w danym miejscu lub ciągną do niego. Chcemy żyć w dobrych przestrzeniach i szukamy ich, choć często jest to potrzeba nieuświadomiona.

Reklamy i chaos szyldowy zaburzają odbiór przestrzeni. Wydanie mnóstwa pieniędzy na remont chodników, wymianę latarni czy odnowienie elewacji na nic się nie zda, jeśli na tej elewacji zaraz zawisną krzykliwe banery, a na latarniach pojawią ogłoszenia o chwilówkach.

Chyba jeszcze długa droga do tego, by polskie społeczeństwo to zrozumiało. We wspomnianym sondażu TNS 68 proc. negatywnie oceniło reklamy na ulicach, ale jednocześnie 77 proc. zgodziłoby się na umieszczenie reklamy na ich domu w zamian za wynagrodzenie.

- Myślę, że jesteśmy gdzieś w połowie tej drogi. Ona na pewno będzie jeszcze długa i wyboista, ale powoli przestajemy zadowalać się konstatacją: "Jest źle". Coraz częściej zadajemy sobie pytanie: "Co możemy zrobić, żeby było lepiej?". Jestem dobrej myśli.

O przestrzeni polskich miast przeczytaj w reportażu Filipa Springera "Wanna z kolumnadą" >>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (81)
Zaloguj się
  • sappere_aude

    Oceniono 267 razy 253

    Brawo Lodz! Wiekszosc właścicieli lokali stanęła na wysokości zadania, tylko podrzędny bank został pstrokaty. Wreszcie władze lokalne w Polsce POKAZAŁY, ze chcieć to moc!

  • carramel2

    Oceniono 205 razy 193

    Aż przyjemnie popatrzeć. Żeby to się jeszcze przeniosło do innych miast i miasteczek...

  • tom_aszek

    Oceniono 133 razy 125

    "Emanująca dobrym smakiem witryna kusi i zaprasza do siebie świadomych jej piękna gości. "

    Pełna zgoda. Tylko że... witryn / wystaw sklepowych jest coraz mniej! Okna polskich sklepów i banków, a ostatnio nawet kawiarni są po prostu całkowicie zaklejane plakatami, mniej lub bardziej krzykliwymi; Przez to nie tworzą "przestrzeni wystawowej" ale po prostu dopełniają ścianę budynku. Wystawa zmniejsza powierzchnię sklepu, którą właściciel najchętniej zapełniłby jeszcze jednym regałem.

    I pomyśleć, że pan Rzecki, prowadzący sklep Wokulskiego w "Lalce" Prusa martwił się, że wystawa sklepowa już drugi tydzień nie zmieniona...

  • xyphaxer

    Oceniono 97 razy 81

    Reprezentatywną?? Chyba reprezentacyjną. Kto puszcza takie bzdury? Cenisz dobre.....?

  • mistgirl

    Oceniono 73 razy 73

    Łódź zmienia się na naszych oczach. Jestem dumna z mojego miasta, coraz więcej w nim dobrej energii.

  • iq120

    Oceniono 66 razy 58

    Nie wierzę! To się nie dzieje u nas...

  • lanka

    Oceniono 46 razy 44

    i kwiaty, coraz więcej kwiatów mamy w Łodzi,
    klomby i w skrzynkach przy przejściach dla pieszych. Sa podlewane!
    Dziękuję

  • fox1704

    Oceniono 46 razy 42

    Kamienice super ale ta przy Legionów 48 powala - ze szpetnej rudery stworzono coś uroczego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje