Miasta chcą ograniczać prędkość do 30 km na godz. "To na pewno zwiększy bezpieczeństwo, ale pod jednym warunkiem" [3 OPINIE]

16.06.2015 14:25
Krzysztof Hołowczyc, Joanna Erbel, Wojciech Pasieczny

Krzysztof Hołowczyc, Joanna Erbel, Wojciech Pasieczny (Zdj. Agencja Gazeta)

Duże miasta w Polsce chcą ograniczać prędkość na ulicach do 30 km na godz. Ma być bezpieczniej. Czy ten pomysł ma szansę się sprawdzić? "Każde 10 km na godz. bardzo poważnie zwiększa bezpieczeństwo. Ale nie wszędzie jest to adekwatne". Rozmawiamy o tym pomyśle z Krzysztofem Hołowczycem, Joanną Erbel i Wojciechem Pasiecznym.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Władze dużych polskich miast coraz odważniej myślą o rozszerzeniu na swoim obszarze terenu, na którym obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km na godz. - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". W Gdańsku już teraz 47 proc. sieci drogowej to strefy z takim ograniczeniem, a miasto chce, aby docelowo obejmowało ono aż 70 proc. miasta. W podobnym kierunku chce iść Kraków.

Katowice z kolei planują objąć ograniczeniem znaczną część centrum miasta. - Na razie nie jesteśmy w stanie określić jej ostatecznych rozmiarów. Projekt przekazano do konsultacji zespołowi ds. polityki rowerowej - tłumaczy w rozmowie z "DGP" Dariusz Czapla z katowickiego urzędu miasta.

Projekt strefy tempo 30 istniał też dla warszawskiego Muranowa i Nowego Miasta, jednak tam oprotestowali go mieszkańcy. Uznali oni proponowane zmiany za zbyt radykalne i propozycja upadła.

O opinię na temat takich zmian zapytaliśmy kierowcę rajdowego Krzysztofa Hołowczyca, aktywistkę miejską Joannę Erbel oraz byłego szefa sekcji wypadkowej Komendy Stołecznej Policji Wojciecha Pasiecznego. Są oni zgodni co do tego, że strefy uspokojonego ruchu zwiększają bezpieczeństwo. Ale mają też zastrzeżenia.

Krzysztof Hołowczyc, kierowca rajdowy:

Tam, gdzie ruch pieszych jest silnie zagęszczony, każde 10 km na godz. naprawdę bardzo poważnie zwiększa bezpieczeństwo. Ale niestety trzeba powiedzieć jednoznacznie: w wielu miejscach z dużą łatwością zmniejsza się prędkość, nawet gdy nie jest to adekwatne do nasilenia ruchu samochodów. Zaczynają się wtedy tworzyć sytuacje, w których ludzie bardzo wolno podróżują i robią potworne korki. W tym momencie chcemy uzyskać strefę bezpieczeństwa, a powodujemy ogromną frustrację. Trzeba więc mieć pewność, że samochody będą mogły pojechać inną drogą.

Nasz wielki problem polega na tym, że z dużą łatwością wprowadzamy tego rodzaju ograniczenia, a za chwilę zaczyna to być kuriozalne - w porządku, jest bezpiecznie, ale miasto staje w miejscu, bo zaczyna być zablokowane na dębowo. Trzeba umieć to wyważyć.

Niemcy, którzy są liderami jeśli chodzi o komunikację, do tej pory mają bardzo wiele dróg, szczególnie autostrad, gdzie w ogóle nie ma ograniczeń prędkości. Zdają sobie sprawę z tego, że tzw. przewietrzanie drogi, czyli stwarzanie szansy na to, że samochód będzie krócej na niej przebywał, wcale nie powoduje zwiększonego niebezpieczeństwa. Tylko musi to być świetnie zorganizowana droga, mądrze oznakowana, o odpowiedniej jakości nawierzchni. My niestety jesteśmy w tej kwestii bardzo daleko z tyłu, a chcemy stosować pewne rozwiązania, które są stosowane w krajach bardzo wysoko rozwiniętych, jeśli chodzi o organizację ruchu.

Wojciech Pasieczny, były szef sekcji wypadkowej Komendy Stołecznej Policji:

Takie rozwiązanie funkcjonuje w wielu państwach. Ja jestem za, ale pod jednym warunkiem - że będzie możliwość alternatywnego objazdu. Trzeba też zwrócić uwagę, że w wielu miastach w centrum i tak średnia prędkość przejazdu wynosi właśnie 30 km na godz., więc takie ograniczenie de facto nic nie pogorszy, a tylko usankcjonuje prawnie to, co dzieje się tak czy inaczej ze względu na duże natężenie ruchu. To włodarze miast decydują, co zrobić, żeby było bezpieczniej, a każde miasto trzeba rozpatrywać indywidualnie. Zresztą to często jest inicjatywa mieszkańców.

Z polskimi kierowcami jest tylko taki problem, że niestety oni wiedzą lepiej i, tak jak kiedyś usłyszałem, mają swoje prywatne radary, które im mówią, z jaką prędkością powinni jechać. To jest kwestia uświadomienia im, jak pewne zachowania wpływają na bezpieczeństwo. To powinna więc poprzedzić szeroka kampania, która uświadomi kierowcom, że owszem, będą jechali dłużej, ale będzie bezpieczniej. A jak chcą szybciej, to niech przesiądą się chociażby do tramwaju, który ma wydzielone torowisko.

Joanna Erbel, aktywistka miejska i socjolożka:

Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie. Teraz zmienia się już trochę myślenie o hierarchii transportowej w mieście - do tej pory bardzo dużo było nacisku na samochody, teraz coraz więcej mówi się o bezpieczeństwie pieszych. Trzeba jednak podkreślać, że tempo 30 to nie jest ograniczenie prędkości do 30 km na godz. na trzypasmowej ulicy przelotowej w środku miasta, tylko ograniczenie jej na mniejszych ulicach, które mają funkcję wewnętrzną i nie powinny pełnić funkcji przelotowych. Tam często znajdują się szkoły, przedszkola, tamtędy chodzą na przykład dzieci.

To jest rozwiązanie, które bardzo dobrze się sprawdza i obniża liczbę wypadków, a także podnosi komfort naszego życia - to są czasami takie proste rzeczy, na przykład dużo rodziców boi się posłać swoje dzieci do szkoły same właśnie dlatego, że samochody szybko jeżdżą i nie ma żadnego sposobu na to, żeby wyegzekwować to obniżenie prędkości.

Dobrze zrobione tempo 30 to bezpieczeństwo podnosi - tak jak w Gdańsku, często likwiduje się wtedy sygnalizację świetlną i robi się skrzyżowania równorzędne. Ja się bardzo cieszę, że polskie miasta powoli odważają się na tego typu rozwiązania.



Jak jeździć bezpieczniej? Przeczytaj w książce Krzysztofa Hołowczyca "Jazda z Hołkiem" >>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Zobacz także
Komentarze (602)
Zaloguj się
  • Piotr Berger

    0

    "Trzeba też zwrócić uwagę, że w wielu miastach w centrum i tak średnia prędkość przejazdu wynosi właśnie 30 km na godz., więc takie ograniczenie de facto nic nie pogorszy, a tylko usankcjonuje prawnie to, co dzieje się tak czy inaczej ze względu na duże natężenie ruchu."

    Chyba jednak jest pewna różnica miedzy sytuacją, gdy kierowca jest zmuszony wlec się "30" ze względu na warunki ruchu, a kiedy będzie musiał jechać z taką samą prędkością na pustej drodze - bo tak stanowi znak.

  • 0

    witam po co sie meczyc zrubcie tak zeby kazdego mieszkanca bylo stac na melexa i problem zalatwiony

  • flickerz

    0

    brakuje mi tu dwoch hasel:
    HALAS i MNIEJ SPALIN
    jakos nikt przy tej dyskusji nie wspomina, ze to sa rownorzedne korzysci z ograniczenia predkosci. szczegolnie halas.

  • ehtarr

    Oceniono 1 raz 1

    Który mamy teraz wiek?

  • Oceniono 1 raz 1

    jeszcze jedna brednia mająca na celu skomplikowania życia kierowcom,nie wnosząca do bezpieczeństwa na drogach niczego pozytywnego,a mająca na celu wyciągnięcie z naszych kieszeni następnych pieniędzy,podnoszenie świadomości ,nie polega na karaniu,a na edukacji i kształceniu samoświadomości!!!

  • q-ku

    0

    a rowerzyści też? To ja popieram - pod warunkiem że rowerzyści będą musieli też max 30, zwłaszcza na ścieżkach i chodnikach

  • sarhenziel

    Oceniono 1 raz 1

    Panowie iść na całość ograniczyć prędkość do 5 km/godz.

  • osyt

    0

    ciekawe dzis miałem okazję jechać za Holowczycem jak wyjechał ze szpitala mswi a na grochowie, gdyby było ograniczenie do 30 na pewno stracił by prawo jazdy w swoim gtr..,

  • kobow

    0

    Dosyć partii która ciemieży naród.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje