Petru: Wkurza mnie to, co się dzieje w Polsce. Bo można więcej i lepiej. Czego? Wolnego rynku, konkurencji

31.05.2015 08:00
Ryszard Petru

Ryszard Petru (mat. Nowoczesna PL)

- Miller, Kaczyński, Piechociński, Kopacz, Tusk. Im się nic nie chce, im jest dobrze. A ja mam wizję, że Polska może być małymi Niemcami Europy - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Ryszard Petru, który ze stowarzyszeniem Nowoczesna.pl jesienią chce wejść do Sejmu. Co najmniej.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Ryszard Petru, były doradca Leszka Balcerowicza, później ekonomista m.in. w Banku Światowym i szef Towarzystwa Ekonomistów Polskich, rusza do polityki. W Warszawie odbędzie się dzisiaj kongres stowarzyszenia Nowoczesna.pl, które Petru ze wsparciem Balcerowicza i Władysława Frasyniuka chce wprowadzić do Sejmu.

Krzysztof Lepczyński: Po co to panu? Ta polityka?

Ryszard Petru: Wkurza mnie to, co się dzieje w Polsce.

Co konkretnie?

- Wkurzają mnie bramki na autostradach, wkurza bezsensowna debata o ochronie zdrowia, bo nic z niej konkretnego nie wynika, nic się po niej nie dzieje, czy promocja systemu taniej siły roboczej w Polsce. My jesteśmy dumni, że jesteśmy tani, a potem ludzie dziwią się, że zarabiają dwa tysiące. Wkurza mnie to, że obecnej klasie politycznej już nic się nie chce. Są zadowoleni, uważają, że reszta sama się będzie toczyła.

A dlaczego Polacy po wyższych uczelniach stają się bezrobotnymi? Albo jest hasło, żeby zlikwidować gimnazja, a minister mówi, że 100 tys. ludzi straci pracę. To gimnazja są dla nauczycieli czy nauczyciele dla uczniów? To takie pierwsze z brzegu przykłady, ale można z tego zbudować większą historię.

Co to będzie za historia? Drugi plan Balcerowicza?

- Po prostu nie widzę grupy osób, która chciałaby zmieniać ten kraj. W bajce o Filemonie był jeszcze Bonifacy, taki powolny kot, któremu nic się nie chciało. To nasza kasa polityczna. Miller, Kaczyński, Piechociński, Kopacz, Tusk. Im się nic nie chce, im jest dobrze.

I proszę, unikajmy etykietek. Czytam dzisiaj, że powstaje partia Balcerowicza i Petru, a to jest przede wszystkim inicjatywa młodych, energicznych ludzi, którym się coś chce. I Petru.

Ale etykiety pomagają. Bo wszyscy chcą zmiany, ale nie wiadomo jakiej.

- Chcę zmiany odważnej, konstruktywnej, nowoczesnej, lepszej.

Pan unika tego słowa: liberalizm. A już nie daj Boże: neoliberalizm.

- Nie jestem liberałem, nie jestem neoliberałem. Staram się szukać...

...trzeciej drogi?

- Nie. W Polsce jest dziś inny podział. Na tych, którzy są nowocześni, i na tych, powiedzmy, staromodnych, którzy utknęli gdzieś w starych koleinach. Mamy dominującą klasę polityczną, która jest pod wrażeniem tego, co się udało przez 25 lat. A jak nie jest pod wrażeniem, to ma pretensje o to, co się wydarzyło przy Okrągłym Stole. Mówią o przeszłości.

Jest także ogromna grupa zaangażowanych ludzi, którzy są poza polityką, którzy się o nią ocierają, i ich głos do nikogo nie dociera. I to jedyna forma, żeby nas usłyszeć. Bo jeśli mówię jako ekspert, do niektórych to w ogóle nie trafia.

Do kogo pan chce trafiać: do zadowolonych czy niezadowolonych?

- Do tych, którzy wiedzą, że można więcej i lepiej.

Czego?

- Więcej wolności gospodarczej, państwa sprawnego, wspierającego, ale niezajmującego się wszystkim.

Wolności? Już nawet Jacek Rostowski mówi, że Keynes ma rację raz na 70 lat i pech chciał, że to właśnie ten moment. Mówi to liberał!

- Rostowski nie jest liberałem, Rostowski jest symbolem socjalistycznego etatysty w PO. Przecież to on zmienił kierunek.

Ale kiedy tacy ludzie zmieniają kierunek...

- To jego problem, nie mój. Rostowski zabił OFE, trzymał Ministerstwo Finansów w rygorze gmatwania prawa i dobijania przedsiębiorców. On jest typowym etatystą. Przecież żaden liberał nie zabrałby ludziom oszczędności z OFE.

I pan je odda?

- To nie takie proste - one zostały wydane. Wolałbym trzeci filar. W emeryturach wszystko jest proste, to matematyka. Trzeba dwa razy więcej odkładać, niż pobierać. Trzeba zebrać, żeby wydać.

No dobrze, czyli ma być...

- Wolnorynkowo, konkurencyjnie, ale oczywiście myślimy też o tych najbiedniejszych. Musimy ukrócić takie wykluczenie najbiedniejszych, przywrócić aktywnie do społeczeństwa, ale damy wędkę, a nie jałmużnę.

Czyli co?

- Dobra edukacja na wsi, pomoc społeczna, która wyciąga z biedy, a nie utrzymuje w niej. Trzeba unikać sytuacji, w której wszystkim dajemy te same kwoty.

Niewiele już dajemy, pomoc jest oparta na ulgach podatkowych.

- To złe rozwiązanie.

Złe, bo najbardziej wspieramy klasę średnią.

- Polityka społeczna powinna być przeznaczona dla 20 proc. najbiedniejszych Polaków. A nie wszystkich. To dobry przykład, jak są marnotrawione pieniądze.

I minister Szczurek dostaje zwrot z PIT.

- Minister Szczurek to nie problem. Większy problem jest z naprawdę bogatymi ludźmi. Nie powinni dostawać ulgi, to bez sensu.

Ale kwotę wolną od podatku pan zwiększy?

- Chciałbym do tego przekonać. Ulga podatkowa dla ludzi tylko do pewnego poziomu dochodów. I z tych pieniędzy podwyższamy kwotę wolną od podatku.

Jeszcze wrócę do programu. Czytam: innowacyjna przedsiębiorczość, nowoczesna gospodarka oparta na wiedzy... Wszyscy o tym mówią.

- Ale mało kto jest wiarygodny. Zabrzmi nieskromnie, ale jestem o wiele bardziej wiarygodny niż stare partie. PO osiem lat nic nie robiła. PSL? To nie ich program. PiS-u tym bardziej nie. To kto?

Czyli pan? I co z tego będzie?

- Mam wizję, że Polska może być gospodarczo takimi małymi Niemcami Europy. O podobnym systemie gospodarczym - z dominującym przemysłem, który wytwarza wartość dodaną i nie jest montownią. Gdzie ludziom się żyje dobrze. Obecna Polska jest krajem, w którym politycy są dumni, że jesteśmy tani. Sprowadzają inwestorów zagranicznych, którzy nie płacą podatków i tworzą dużo tanich miejsc pracy. Ta filozofia kończy się tym, że ludzie zarabiają dwa trzysta i starcza im jedynie na podstawowe potrzeby.

I to się da zmienić? Lata pracy.

- Dwa lata wystarczą.

W dwa lata zmieni pan wektor polskiej gospodarki?

- W Czechach, na Słowacji zrobili to w rok. Na Węgrzech i w Czechach wartość dodana jest większa niż w Polsce. A kadry mamy te same, tylko oni szukali innych inwestorów.

To co, zamknie pan specjalne strefy ekonomiczne?

- Tak, byłbym zwolennikiem zamknięcia SSE. I obniżenia w zamian CIT albo innego podatku.

To dla przedsiębiorców, a pracownicy? Umowy śmieciowe? Ludzie zmuszeni do samozatrudnienia?

- Kodeks pracy jest przeregulowany. Jak pracodawca się boi, proponuje umowy poza kodeksem, bez ochrony. Doświadczenia Hiszpanii pokazują, że jak przeregulujemy, rośnie bezrobocie. Trzeba dać możliwość umów kontraktowych, które nie muszą być odnawiane na czas nieokreślony.

Płacy minimalnej pan nie podwyższy?

- To powoduje wyższe bezrobocie.

Teraz jest podwyższana i nic takiego się nie dzieje.

- Dzieje się to, że przegrała PO. Ludzie są niezadowoleni. Efektem tych wszystkich działań, włącznie z płacą minimalną, nie jest wcale szczęście Polaków.

To co im daje szczęście?

- Ciekawa perspektywa pracy i rodzina. Jeśli chodzi o rodzinę, nie chcę mieć wpływu...

Czyli w sprawy światopoglądowe się pan nie miesza?

- Związki partnerskie tak. In vitro dawno powinno być załatwione.

Dotowane przez państwo?

- Tak. Rozdział Kościoła od państwa - tak. Ale w dialogu z Kościołem, a nie w atmosferze ataku.

JOW-y?

- Jestem zwolennikiem systemu mieszanego. Większy kontakt obywatela z posłem. Trzeba też zredukować liczbę posłów do 200, wprowadzić kadencyjność. Marzę, żeby do polityki szli ludzie z doświadczeniem i dorobkiem, a nie ci, którzy chcą się na niej dorobić.

I co pan zrobi, żeby to wszystko było?

- Trzeba mieć duże poparcie. Wejść do parlamentu.

Niedawno pan mówił, że parlament to za mało. Więc co, przejąć władzę już, teraz?

- A w ciągu ilu miesięcy Duda wygrał wybory? A Kukiz? Wieje wiatr zmian. Ludzie chcą świeżości, wiarygodności.

I na razie ma pan 4,5 proc. w sondażach.

- Gdyby Duda się przejmował sondażami, toby nie startował.

A jak skończy pan na tych 4 proc.? Dorżnie pan PO.

- Platforma sama się...

Dorzyna.

- Pan to powiedział. Najprawdopodobniej PO przegra kolejne wybory. I czerwona kartka dla Komorowskiego to dopiero początek.

Czemu pan się teraz dystansuje wobec Leszka Balcerowicza?

- Nigdy się nie dystansowałem. Ja się cieszę z każdego głosu wsparcia i sympatii. Ale kiedy podkreślam wyraźnie, że NowoczesnaPL to moja inicjatywa, a niektóre media powtarzają jak zaklęte, że to partia Balcerowicza, to już nie wiem, co mam mówić. Balcerowicz nigdy nie chciał tworzyć osobiście partii, nie będzie go także na kongresie. A z dobrych rad mądrych ludzi zawsze chętnie korzystam.

A jego duch się unosi?

- Sam pan to musi powiedzieć.

Miejscami się unosi. I nie przeszkadza panu to stwierdzenie?

- W ogóle.

Na kongres zgłosiło się ponad 9 tys. osób. Kto to?

- Nie znam wszystkich tych osób. Przyznaję, efekt Palikota na listach to główne ryzyko projektu.

Prekariusze to nie są. Przedsiębiorcy?

- Ludzie z doświadczeniem życiowym. Z samorządu, przedsiębiorcy, działacze organizacji pozarządowych. Te trzy grupy wystarczą. Pytanie, czy zdążę wszystko sensownie połączyć.

A jak się nie uda?

- To się nie uda.



Zobacz także
Skomentuj:
Petru: Wkurza mnie to, co się dzieje w Polsce. Bo można więcej i lepiej. Czego? Wolnego rynku, konkurencji
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje