Rosyjski ambasador w Polsce: Rosja nie zagraża militarnie Polsce, nie zagrażała i nie ma zamiaru zagrażać

Rosja nie zagraża militarnie Polsce, Krym jest częścią Rosji, a rosyjskich wojsk w Donbasie oczywiście nie ma. A relacje polsko-rosyjskie są na "obniżonym" poziomie, bo strona polska sądzi, że inaczej się nie da, a Rosja "przyjmuje to do wiadomości". Tak bronił linii politycznej Moskwy w TVN24 BiŚ ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew.
POLUB NAS
"Czy może pan zapewnić, że Rosja nie zagraża militarnie Polsce?" - zapytał dziennikarz TVN24. - Nigdy pan prezydent Putin niczego podobnego nie powiedział - odparł Andriejew.

Choć prowadzący rozmowę w TVN24 Biznes i Świat dziennikarz nie spytał wprost, o które groźby mu chodzi, rosyjski ambasador w Rzeczypospolitej Polskiej od razu skojarzył to ze słowami, jakie według Petra Poroszenki miał wypowiedzieć w rozmowie z nim Władimir Putin: " Gdybym chciał, rosyjskie oddziały mogłyby w ciągu dwóch dni być nie tylko w Kijowie, ale także w Rydze, Wilnie, Tallinie, Warszawie lub Bukareszcie".

"Prezydent Putin nigdy nie mówił, że zajmie jakąś stolicę"

- To nieprawda. [Prezydent Putin] nigdy nie mówił, że zajmie jakąś stolicę, ani nie proponował rozbiorów Ukrainy ( odniesienie do rzekomych słów Putina do Tuska). Nie było nawet takiej rozmowy. To wszystko jest na tyle oderwane od rzeczywistości, że trudno się z tym kłócić w poważnej rozmowie - zapewniał rosyjski ambasador.



- Trzymamy za słowo, że Rosja nie grozi Polsce - stwierdził dziennikarz. - I nie grozi, i nie groziła, i grozić nie ma zamiaru - odpalił Andriejew. Dodał, że gdy czyta analizy "rzekomych specjalistów" na ten temat, to pierwsze jego pytanie brzmi: "Po co Rosja miałaby to robić?". Dopytywany, czy w takim razie senator John McCain, Zbigniew Brzeziński i naczelny dowódca sił NATO w Europie gen. Philip Breedlove się mylą, odparł: "Sami nie wierzą w to, co mówią".

Rosyjskie wojsko na Ukrainie? Ambasador: "Nie wysyłaliśmy"

Pozostała część wywiadu w TVN24 Biznes i Świat zmusza jednak do zapytania, czy sam ambasador Andriejew w całości wierzy w to, co mówił. Na przykład w to, że na Ukrainie nie ma rosyjskiej armii. - Raz jeszcze powtarzam: nie kierowaliśmy ani wojsk, ani broni do tych, którzy walczą o swoje prawa na wschodzie Ukrainy. To nie jest prawda - stwierdził. Zaznaczył, że Rosja "rozpatruje południowo-wschodnie regiony Ukrainy jako część Ukrainy".

Dobre choć tyle, bo rosyjski ambasador wierzy też np. w zgodność z prawem referendum na Krymie. - Aneksji Krymu nie było, było wolne wyrażenie woli tamtejszej ludności - mówił Andriejew i dodawał, że wojska rosyjskie "znajdowały się na Krymie w ramach prawa, zgodnie z umowami ukraińsko-rosyjskimi".

- Ich rola sprowadzała się do tego, że armia ukraińska nie miała możliwości doprowadzenia do prowokacji i zerwania referendum - wyjaśnił z rozbrajającą szczerością. Według niego początkiem nieszczęść Ukrainy był Majdan i "przewrót państwowy" w Kijowie.

Na uwagę, że z legalnością referendum na Krymie nie zgadza się około 100 państw świata, Rosjanin również miał odpowiedź. - To, że USA, UE i część innych państw się nie zgadzają, nie znaczy, że nie mamy racji. My jesteśmy głęboko przekonani, że mamy rację.

Stosunki Polski z Rosją "na poziomie roboczym"

Ambasador pytany był też m.in. o to, kiedy wrak prezydenckiego tupolewa wróci do Polski ze Smoleńska. Zasłonił się powtarzaną od lat przez Rosjan wersją, że dopóki trwa śledztwo rosyjskie, dopóty wrak jest w nim materiałem dowodowym. - Tam, gdzie mówimy o normach prawa, emocje, uczucia, niestety, nie zawsze powinny być brane pod uwagę. Prawo jest prawem - skwitował Rosjanin.

W kwestii pomnika na miejscu katastrofy stwierdził, że to polska strona ostatnio w 2013 r. nie przyjechała do Rosji, strona rosyjska czeka zatem, aż Polacy będą gotowi wznowić rozmowy.

Dopytywany z kolei o pomysł prezydenta Komorowskiego świętowania końca II wojny światowej na Westerplatte w Gdańsku powiedział, że Moskwa "nie uważa tego za gest antyrosyjski", a rosyjska reakcja na te informacje wynikała z "poruszenia" sposobem ukazywania tematu przez polskie media - jako przeciwwagi dla późniejszych o dzień uroczystości rosyjskich.

Ambasador Andriejew tłumaczył też okoliczności odmowy wjazdu Bogdana Borusewicza do Rosji na pogrzeb Borysa Niemcowa. Według niego objęcie marszałka polskiego Senatu zakazem "nie ma związku z pogrzebem" i jest efektem "akcji odwetowej" (istotnie, normalnej w dyplomacji) na europejskie sankcje wobec rosyjskich dygnitarzy państwowych. Pytany o niełatwe obecnie stosunki polsko-rosyjskie odparł, że są one kontynuowane "na poziomie roboczym" i "polska strona uważa, że niemożliwe jest, by wspierać kontakty na poziomie politycznym (czyli szefów MSZ)". - Przyjmujemy to do wiadomości - dodał.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:
Komentarze (407)
Rosyjski ambasador w Polsce: Rosja nie zagraża militarnie Polsce, nie zagrażała i nie ma zamiaru zagrażać
Zaloguj się
  • zyks

    Oceniono 2 razy 2

    A co ma mówić ? :)

  • Pablo Di Ablo

    Oceniono 3 razy 3

    szkoda że nie zapytano ambasadora o przeszłość - wtedy byśmy się dowiedzieli że Rosja zawsze była przyjacielem Polski i nigdy nas nie zaatakowała :)

  • popijajac_piwo

    Oceniono 3 razy 3

    Kłamie jak nasze świenie przy korycie. Jedna krew...

  • igneacferro

    Oceniono 4 razy 0

    To, że na Ukrainie bohaterem będzie kat Powstania Warszawskiego, to dla Gazeciny interesujące nie jest, ciekawe dlaczego ?

    Decyzją ukraińskiego parlamentu na szczeblu państwowym uczczony zostanie Petro Diaczenko, który uczestniczył w tłumieniu Powstania Warszawskiego na Czerniakowie. Zgodnie z decyzją podpisaną 11 lutego bieżącego roku przez przewodniczącego parlamentu Wołodymyra Grojsmana na szczeblu państwowym będzie obchodzona 120. rocznica urodzin Petra Diaczenko. Rocznicę tę władze Ukrainy będą obchodzić oficjalnie, mówi o tym załącznik do dokumentu o sygnaturze 184-VIII.

    Diaczenko podczas drugiej wojny światowej współpracował z frakcjami melnykowców i banderowców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. We wrześniu 1943 zorganizował Legion Wołyński (31. Schutzmannschafts-Bataillon). Diaczenko brał udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego na Czerniakowie ...

  • daras710

    Oceniono 5 razy 3

    Putę nie wie, że ruskie wojsko jest na Ukrainie. On mysli, że tam nato walczy z rolnikami na traktorach. Tak działa nieziemska propaganda. Nawet na kgb-owskie władze dały się nabrać.

  • 0721x

    Oceniono 3 razy 1

    biedne ścierewko

  • pafni

    Oceniono 3 razy 3

    No jak ambasador mówi....i jeszcze rosyjski...to taaa

  • ksks3

    Oceniono 5 razy 3

    Gdyby światu zachodniemu się chciało tak, jak mu się nie chce, to sprawa jest do załatwienia w miesiąc. NATO zajmuje okręg kaliningradzki i daje miesiąc Putinowi na na opuszczenie Krymu i wschodniej Ukrainy. Że co, że wojna jądrowa ? Nic z tego !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX