Węgierscy dłużnicy bezpieczni mimo skoku franka? Ekspert: W mediach rządowa propaganda sukcesu, a banki i tak obciążą klientów

Wiktoria Beczek
17.01.2015 09:00
Wiktor Orban

Wiktor Orban (BERNADETT SZABO / REUTERS / REUTERS)

Rząd Orbana zdecydował w listopadzie - "frankowcy" spłacą kredyty w forintach. Po skoku CHF może się wydawać, że Orban "uratował" 550 tys. dłużników. - Decyzja o przewalutowaniu kredytu może być jednak zła dla wszystkich: systemu bankowego, budżetu państwa i ostatecznie dla wszystkich klientów - komentuje prof. Bogdan Góralczyk.
W listopadzie parlament węgierski przyjął ustawę, zgodnie z którą wszystkie kredyty hipoteczne we frankach, euro i jenach zostały automatycznie zamienione na kredyty w forintach. W niektórych przypadkach można było się ubiegać po pozostawienie kredytu w dewizach, ale zdecydowaną większość pożyczek przewalutowano. Zgodnie z porozumieniem zawartym pomiędzy bankami a ekipą premiera Viktora Orbana kurs konwersji za franka wyniósł 256 forintów i 309 forintów za euro (był to kurs z 7 listopada).

Ekipa Orbana zdecydowała się na taki krok, by ulżyć licznym mieszkańcom, którzy pozaciągali kredyty hipoteczne przed kryzysem 2008 r., a potem znaleźli się w spirali zadłużenia. Wartość tych kredytów wyniosła w sumie równowartość 10 mld euro.

"Cała batalia jeszcze przed nami"

Prof. Bogdan Góralczyk powiedział w rozmowie z Tokfm.pl, że po informacji o nagłym skoku franka szwajcarskiego media pod kontrolą rządu wpadły w triumfalizm.

- Decyzja o przewalutowaniu kredytu może być jednak zła dla wszystkich: systemu bankowego, budżetu państwa i ostatecznie dla wszystkich klientów - uważa politolog.

Prof. Góralczyk podkreśla, że operacja konwersji kredytu zacznie się dopiero od lutego. - Ci Węgrzy, którzy mieli kredyty we frankach, odczuli to z ulgą i propaganda rządowa próbuje to wykorzystać, ale cała batalia jeszcze przed nami. Będzie ogromna presja na forinta, bo jest przed ogromną i kosztowną operacją. Sytuacja jest precedensowa - dodaje.

Co zrobią banki?

Węgierscy kredytobiorcy mają spłacać raty po kursie 256 forintów za franka, a obecnie kurs wynosi aż 316 forintów. - Ktoś koszty przewalutowania musi ponieść. U nas wiadomo, że koszty wzrostu franka poniosą indywidualni pożyczkobiorcy. Na Węgrzech nie ma jasności - mówi prof. Góralczyk i dodaje: Teoretycznie po głosowaniu w parlamencie 7 listopada koszty powinny ponieść banki, ale przecież sektor bankowy przełoży obciążenia na swoich klientów.

"Wygląda to tak, jakby węgierski premier Wiktor Orban postanowił rozwiązać problem kredytów frankowych za wszelką cenę, nawet za cenę wpuszczenia ich posiadaczy w jeszcze większe długi, choć odroczone" - o kredytach frankowych na Węgrzech na blogu Macieja Samcika

Nie ma nic za darmo

Podobnego zdania jak prof. Góralczyk jest Maciej Radkiewicz z Instytutu Sobieskiego. - Rząd węgierski kierował się dobrem społeczeństwa, ale jeśli ktoś zyskuje, to ktoś traci. W ekonomii nie ma nic za darmo - stwierdził.

Wskazuje też tych, którzy stracą najbardziej - banki i ich akcjonariuszy. - Kiedy podejmuje się decyzję o spłatach kredytu po niższym kursie niż kurs realny, muszą zostać stworzone rezerwy, a jednak banki i tak ostatecznie wykazują realne straty, szczególnie jeśli mają duży portfel takich kredytów. Na innym biznesie tego nie odrobią - tłumaczył.

Jak informuje portal finanse.wp.pl, straty banków wyniosły już ok. 1,3 mld dolarów, a koszty rzędu 650 mln dolarów wziął na siebie skarb państwa. To jednak jeszcze nie koniec wdrażania programów łagodzących skutki zmian kursowych na rynek kredytowy. Banki poniosą dalsze straty, które - jak informuje portal - wyniosą około 15 mld zł, pod warunkiem że zabezpieczyły się przez wzrostem kursu franka.

Czy banki się zabezpieczyły? Prawdopodobnie tak, ale na pewno nie na tyle, by wyrównać stratę, która powstała w związku z uwolnieniem franka szwajcarskiego.

Dobry rząd i złe banki

- Z czego może rząd zrekompensować? Z pieniędzy publicznych, czyli pieniędzy podatników - powiedział Radkiewicz i przypomniał, że podatki są na Węgrzech bardzo wysokie, a właśnie ich podniesienie mogłoby być sposobem na wyrównanie strat banków, gdyby rząd postanowiłby je wspomóc w większym stopniu.

Jego zdaniem rząd będzie jednak wskazywał, że to banki są złe i nie należy im pomagać. Zarządzenie nazywane jest nawet "ustawą o uczciwym systemie bankowym".

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (11)
Zaloguj się
  • bully300

    Oceniono 12 razy 6

    Proponuję odnotować te dwa nazwiska: Góralczyk i Radkiewicz (z tych Radkiewiczów?) i poczekać na wynik.

  • plorg

    Oceniono 15 razy 3

    Blok Macieja Samcika - źródło objawionej wiedzy wszelakiej!
    Bogdan Góralczyk – politolog, sinolog, dyplomata, publicysta - omnisnafca każdego tematu.

  • taamaraa

    Oceniono 31 razy 3

    Orban dba o Węgrów, teraz tamtejsi frankiści będą spłacać kredyt po kursie 3.40, nasi po 4.30, a może i po 5 zeta.

  • alfredxy

    0

    troche wiecej o bankach tutaj:

    www.youtube.com/watch?v=0wlYQ5wDM8M

  • kjurek65

    Oceniono 28 razy 0

    Tak błkotliwą mową odznaczać się może jedynie jakiś durny profesorek z zakresu finansów i bankowości. Gada facet kompletne bzdury, a Węgrzy się śmieją z takich debili jak ten profesorek i cieszą się, że mają Orbana

  • proteusz33

    Oceniono 39 razy -1

    Bzdury,na Węgrzech niemożliwa jest propaganda rządowa bo tam media niezależne
    To w Polsce od 11 lat jest propaganda pro-platfusowa

  • plorg

    Oceniono 17 razy -5

    "Węgierscy dłużnicy bezpieczni mimo skoku franka? "

    Ależ skąd! Bezpieczenstwo to tylko w POmrocznej Tuskolandii, gdzie obecnie wadzę sprawuje Kopacz NaMetr Wgłąb. Pani premier wygasi wszystkie smutki narodu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje