Co dalej z "frankowiczami"? Eksperci: Nie zdawali sobie sprawy z ryzyka, ale państwo nie powinno ingerować

16.01.2015 16:26
Prof. Witold Orłowski / prof. Elżbieta Mączyńska

Prof. Witold Orłowski / prof. Elżbieta Mączyńska (Agencja Gazeta)

- Wielu kredytobiorców nie wiedziało, czym jest ryzyko kursowe. Brakuje edukacji ekonomicznej - uważa prof. Elżbieta Mączyńska, a prof. Witold Orłowski uspokaja: Ci, którzy wzięli kredyty we frankach i tak znacznie mniej zapłacili. Dopiero w ostatnich kilku miesiącach płacą większe raty, niż płaciliby w kredycie złotówkowym.
Szwajcarski bank centralny ogłosił nieoczekiwanie, że przestaje bronić swojej waluty i uwalnia kurs franka szwajcarskiego. Dotąd SNB utrzymywał tzw. sztywny kurs - euro nie mogło kosztować mniej niż 1,2 franka.

Wywołało to panikę i zamieszanie na rynku. W Polsce frank kosztował w pewnym momencie nawet 5,19 zł - kurs, jakiego nie notowano jeszcze nigdy w historii. Potem sytuacja się nieco uspokoiła i złoty odrobił trochę strat. Po 17.40 za franka trzeba było zapłacić 4,14 zł. Przed ruchem Szwajcarii frank szwajcarski kosztował 3,57 zł.

Kredyty we frankach zaciągnęło ok. 700 tysięcy Polaków. Czy państwo powinno interweniować w sprawie osób, które zapłacą znacznie wyższe raty? Sytuację komentują prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i prof. Witold Orłowski, członek Rady Gospodarczej przy premierze RP i główny doradca ekonomiczny PWC Polska.

Problemem brak edukacji ekonomicznej

- Kredyt to nie darowizna, tylko konieczność spłacania. "Frankowicze" oczekują działań ze strony państwa, uznając, że zostali oszukani przez banki. To nie jest wykluczone. Wiem, że niektóre banki nie informowały o tym, że są zagrożenia - powiedziała prof. Mączyńska w rozmowie z Tokfm.pl.

Jej zdaniem większość kredytobiorców po prostu nie wiedziała, czym jest ryzyko kursowe, a odpowiedzialność za to ponosi brak odpowiedniej edukacji. - Jestem przekonana, że wiele z tych osób nie miało dostatecznej wiedzy, nie wiedziało, że dobrze brać kredyt w jednostkach walutowych, w których się zarabia - stwierdziła.

Zauważyła również, że polska gospodarka rynkowa jest młoda, a w krajach, w których funkcjonuje od kilkuset lat, wiedzę o zjawiskach rynkowych "wysysa się z mlekiem matki". Podała też przykład Niemiec, gdzie edukacja ekonomiczna jest niemal od przedszkola.

- U nas to zaniedbano. Zbyt rzadko nauczanie odnosi się do praktyki gospodarczej. Jest oparte wyłącznie na teorii i staje się nudne. Nawet niektórzy studenci mają problemy z interpretacją faktów ekonomicznych - powiedziała.

Prof. Mączyńska przypomniała, że gdy do szkół wchodziło nauczanie przedsiębiorczości, "upychano tam przypadkowych nauczycieli". - Często wcześniej przechodzili odpowiedni kurs, ale to nie to samo, co może zaoferować osoba ze znajomością ekonomii. Oczywiście to się poprawia, ale mówię też o osobach, które całą edukację miały w poprzednim systemie.

Bez ingerencji państwa

- Nawet gdyby przyjąć rozwiązanie zbliżone do węgierskiego, że banki będą przewalutowywać kredyty, stosować inne podejście do "frankowiczów", to nie powinno dojść do ingerencji państwa. Banki musiałyby same podjąć taką decyzję, państwo może tylko prowadzić rozmowy - stwierdziła ekonomistka w rozmowie.

Podkreśliła również, że sytuacja działa w obie strony i gdyby kurs franka spadł, to ryzyko przechodziłoby na stronę banku. - Czy wtedy banki żądałyby spłaty kredytu na innych zasadach? Ekonomia to kij, który zawsze ma dwa końce - dodała.

- Interesem banku jest zarobić na kredytach jak najwięcej, dlatego nie zniechęcają do brania kredytów. To też handel, a rzadko się zdarza, żeby handlowiec mówił: "odradzam zakup tych butów, bo rozpadną się na deszczu" - podsumowała.

"Banki dadzą"? Błąd

Z kolei prof. Witold Orłowski, gość Agnieszki Lichnerowicz na antenie Tok FM, wyjaśniał, kto poniósłby koszty rozwiązania, które wysunęła opozycja - aby zadłużeni we franku mogli spłacać kredyt po kursie sprzed nagłego wzmocnienia franka szwajcarskiego. - Pieniądze w bankach są często pożyczone z rynku i trzeba je oddawać. Gdyby kredytobiorcy płacili raty po kursie sprzed 3 dni, to oddaliby 10 proc. mniej, niż ten kredyt wart jest dziś - tłumaczył.

- Taki postulat fajnie brzmi w ustach polityków. Mówią: "banki dadzą" i wyobrażamy sobie, że kredyty to pieniądze, które dają banki i jeśli nie odzyskają, to nic się nie stanie, bo i tak mają dużo pieniędzy. Ale te pieniądze są złożone w formie depozytów - dodał.

"Ludzie byli głusi na ostrzeżenia"

Ekonomista uważa, że zaciąganie kredytów we frankach było "błędem i niezrozumieniem ryzyka". Jednocześnie podkreśla, że nie należy przesadzać i panikować. - Z wyliczeń wynika, że ci, którzy wzięli kredyty we frankach i tak znacznie mniej zapłacili. Dopiero w ostatnich kilku miesiącach płacą większe raty niż płaciliby w kredycie złotówkowym - poinformował.

- "Frankowicze" spodziewali się, że będą płacić znacznie mniej i o to mogą mieć pretensje do niekompetentnych doradców, ale trzeba też pamiętać, że wtedy ludzie byli głusi na ostrzeżenia. W 2007 roku nadzór bankowy zaczął ostrzegać przed tym i wtedy był jeden wielki krzyk oburzenia, że chce się zabrać ludziom tanie kredyty. Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które twierdziły, że nadzór ma rację - przypominał prof. Orłowski.

Ekonomista zauważył również, że ze względu na obniżkę stop procentowych w Szwajcarii raty pozostaną takie, jak do tej pory, ale będzie je trzeba dłużej spłacać. - Taka jest cena za błąd. Rozwiązaniem jest negocjowanie z bankami warunków spłaty - indywidualnie albo z pomocą państwa - dodał.



Zobacz także
  • Niższe podatki, interwencja w sprawie kredytów we frankach - to dało sukces Orbanowi [PUBLICYŚCI]
Komentarze (57)
Co dalej z "frankowiczami"? Eksperci: Nie zdawali sobie sprawy z ryzyka, ale państwo nie powinno ingerować
Zaloguj się
  • jedrzej1963

    Oceniono 1 raz 1

    dzieci nie brały, tylko dorośli ludzie , wiedzieli na co sie decydują , a robią hałas w mediach wyłącznie , politycy stołeczni i szczebla samorządowego, redaktorzy, dziennikarze dużych mediów, bo to jest grupa w większości ktora brała , bo spełniali warunki kredytu, a nie ktoś z 2-3 tyś. zł wtedy. . to niech spłacają a nie wymyślają biznesplan zeby znów zyskac , kosztem ciebie malutki człeku,

  • kry-s6

    Oceniono 5 razy 3

    W 2005 lub 2006 Kaczory na mocy ustawy rozdali mieszkania spółdzielcze - lokatorskie za symboliczną złotówkę. Nikt z nich nie płakał nad ludźmi, którzy wykupili swoje mieszkania wcześniej, niejednokrotnie biorąc na to kredyt i spłacając go przez kilkanaście lat.
    Nikt tym ludziom nie pomagał w ich spłacie. Gdzie wtedy był wielkoduszny prezes?

  • belmondo1956

    Oceniono 2 razy 0

    Węgrzy wiedzieli co zrobić! I nie chodzi tu wcale o dopłacanie. Bankowcy wpuścili tych ludzi w maliny.

  • ahsowa

    Oceniono 2 razy 2

    Dlaczego to społeczeństwo ma ponosić koszty kredytów tych którzy myśleli że przechytrzyli banki kredyty bierze się w takiej walucie w jakiej się zarabia

  • ucago

    Oceniono 2 razy 2

    Nieprawdą jest że ludzie nie wiedzieli że ryzykują, doskonale wiedzieli, teraz pozostaje tylko zacisnąć zęby i czekać aż kurs spadnie.
    Ja też brałem kredyt, najpierw w złotówkach, przewalutowałem na franki, potem na dolary i wyszło na plus. Spłaciłem. Najwyższe raty były w złotówkach.

  • aleksandra_ryki

    Oceniono 1 raz 1

    A czy ja wiem, na co jestem chora, jak łapać bandytów, budować domy czy reperować samochody? To dlaczego wymagacie od lekarza, żeby był znawcą rynków finansowych i ryzyka walutowego? Od ma Wasze dziecko ratować od śmierci, a nie studiować bieżące trendy makroekonomiczne. To wina systemu nie ludzi. Wiele osób brało kredyty w CHF, bo banki odmówiły im kredytów w PLN. Ja widzę, że na tym forum, to wszyscy inni są nieukami, a nie frankowicze. Kredyty powinny być przewalutowane po kursie z dnia zaciągnięcia, a sfinansować to powinny banki z EBC i Szwajcarskim Bankiem Narodowym. Nigdy strefa euro nie wyjdzie z kryzysu, jeżeli pogrąży się setki rodzin w kredytowej pułapce. Odłużać powinno się ludzi, a nie banki, a budować klasę średnią a nie system bankowy.

  • sila_sp0k0ju

    Oceniono 4 razy 4

    Bawią mnie te komentarze ludzi, którzy takowego kredytu nie brali, a są teraz najmądrzejsi. Sam mam kredyt w CHF, brałem go z pełną świadomością, zrobiłem wcześniej kilka kalkulacji (to naprawdę nie jest takie trudne) i nawet teraz rata takiego kredytu jest dla mnie tańsza niż gdyby była w PLN czy EUR. Dodatkowo, gdybym nie mógł sobie na niego pozwolić, zwyczajnie bym go nie brał. Dla tych, którzy chcą "ratować" Frankowiczów, jak również dla tych, którzy z nich szydzą, mam dobrą radę - zastanówcie się chwilę, zanim zaczniecie się kompromitować. Do jednych - socjalizm już się skończył, do drugich - naprawdę aż tak słabo umiecie liczyć i tak słabo znacie czynniki składowe wpływające na wysokości rat kredytów hipotecznych? A do innych narzekaczy - taka jest cena socjal-euro-demokracji - głosujecie na PiSy, PO i innych mądrych, to nie spodziewajcie się innych propozycji niż powyższe. Od chwili, gdy wziąłem kredyt w CHF, jego rata wzrosła mi jakieś 30%? Zarobki kilkukrotnie, ale sam o to zadbałem, nie czekając na "rady" tych idiotów...
    Pozdrawiam wszystkich świadomych kredytobiorców wszelakich walut :)

  • jottsp

    Oceniono 7 razy 7

    niech sprzedadza nieruchomosci z dlugiem i mieszkaja w czyms mniejszym - to chyba najprostsze wyjscie.

  • kor102

    Oceniono 5 razy 1

    "Eksperci" razem z bankami wykiwali kredytobiorców.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje