Annusewicz: Ewie Kopacz brakuje "adwokata diabła", polscy politycy nie mają doradców

W ostatnich dniach na Ewę Kopacz spadła lawina krytyki za powołanie pełnomocniczek w ministerstwach i sesję w "Vivie!". Na antenie Tok FM dr Olgierd Annusewicz tłumaczył, jak można było tego uniknąć. - W Kancelarii Premiera brakuje "adwokata diabła", który będzie konfrontował autorów wszystkich pomysłów i zmuszał ich do tego, by potrafili obronić swoje decyzje - ocenił.
Beata Małecka-Libera i Urszula Augustyn zostały pełnomocniczkami premier rządu w resorcie zdrowia i edukacji, a według zapowiedzi pełnomocnicy Ewy Kopacz pojawią się też innych resortach. Ta decyzja, w połączeniu z szeroko krytykowaną świąteczną sesją zdjęciową w magazynie "Viva!", spowodowała, że na premier spadły gromy.

- Ewa Kopacz chce pokazać Polakom, że robi wszystko, by spełnić obietnice złożone w exposé, pokazać, że jest mobilizacja - stwierdził dr Olgierd Annusewicz z Ośrodka Analiz Politologicznych UW.

Politolog powołał się na wiedzę z zakresu zarządzania ryzykiem. - Należy zastanowić się, jakie negatywne konsekwencje będzie miała konkretna decyzja, co się może wydarzyć. Ewidentnie ktoś tego nie przemyślał. W kancelarii premier brakuje "adwokata diabła", który będzie konfrontował autorów wszystkich pomysłów i zmuszał ich do tego, by potrafili obronić te decyzje - wyjaśniał i dodał: - Pierwszym obowiązkiem ucznia jest myśleć i dokładnie to samo dotyczy polityków.

Stwierdził również, że w polskiej polityce "zarządzanie ryzykiem nie działa".

Węgrzyn, Chlebowski i... Hofman?

Kiedy mamy do czynienia z sytuacją kryzysową w polityce? - Chodzi o sytuację, w której pojawia się bardzo intensywne, negatywne zainteresowanie mediów osobą czy instytucją, które powoduje straty wizerunkowe, a w najgorszym scenariuszu również unicestwienie, odejście z polityki - wyjaśniał politolog.

Jako przykład podał firmę konsultingową Arthur Andersen, największą firmę w tej branży w latach 90., która zniknęła po aferze Enronu. Firma Arthur Andersen miała wówczas ukrywać długi firmy Enron, fałszować jej sprawozdania finansowe i niszczyć dokumenty z audytów.

Przykładami z polskiego podwórka politycznego mogą być m.in. Robert Węgrzyn, którego kariera zakończyła się na niewybrednych żartach na temat lesbijek, i Zbigniew Chlebowski, dawny przewodniczący klubu PO, który zniknął z polityki po opublikowaniu stenogramów jego rozmów z biznesmenami z branży hazardowej.

- Teraz może będzie to dotyczyło Adama Hofmana - zauważył Annusewicz.

Najgorszy wariant

- Najgorsze możliwe zachowanie w sytuacji kryzysowej, to zablokowanie komunikacji. Larry King napisał, że sformułowanie "nie komentuję" jest jak przyznanie się do winy. Zamknięcie komunikacji powoduje, że dziennikarze przyjmują założenie - nie komunikuje się, a więc jest winny, a skoro jest winny to możemy jechać "po bandzie" - mówił politolog.

Jego zdaniem "madryccy posłowie" popełnili właśnie ten błąd. - Zapadli się pod ziemię. Konferencja się odbyła, ale za późno - dodał.

Annusewicz podkreślił, że sytuacja kryzysowa wymaga przemyślenia strategii, dlatego można zastosować jeszcze metodę "holding statement". - Należy powiedzieć opinii publicznej "wiem, że coś jest nie tak, za kilka godzin zwołam konferencję prasową, na której wszystko wyjaśnię". - To nie ucina spekulacji, ale pokazuje, że człowiek jest, nie chowa się, chce się komunikować - wyjaśniał.

Kryzys Sikorskiego

Ekspert przeanalizował też kryzys Radosława Sikorskiego po wywiadzie dla "Politico", w którym opowiedział o rozmowie Donalda Tuska z Władimirem Putinem. - Podręcznikowo udzielił obszernych wyjaśnień w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", natomiast kompletnie niepodręcznikowe było ucięcie tematu i odesłanie do publikacji w innym medium. Każdy dziennikarz chce mieć swój materiał, a w mediach internetowych nie wystarczy zdjęcie tekstu - skwitował.

- Potem nastąpił drugi błąd, który można popełnić w sytuacji kryzysowej, czyli wejście w konflikt z dziennikarzami. W historię włączyła się Ewa Kopacz, która spowodowała, że Sikorski zrobił z siebie durnia - wyszedł na kolejną konferencję i powiedział, że zawiodła go pamięć - stwierdził Annusewicz i ocenił, że Sikorskiego pamięć nie zawiodła, ale dostał ultimatum - "zrobisz z siebie durnia albo przestaniesz być marszałkiem Sejmu". - Wybrał mniejsze zło - dodał.

Polscy politycy bez doradców

- Kto doradza polskim politykom? - spytała prowadząca audycję Karolina Lewicka. - Moim zdaniem nikt - odparł Annusewicz i wyjaśnił, dlaczego eksperci niechętnie podejmują się współpracy z politykami.

- Przy okazji rozliczeń ich nazwiska wypływają do mediów, a poza tym praca z politykami jest trudna. Są narcystyczni i otoczeni grupą asystentów, którzy muszą chwalić szefa - stwierdził i zauważył, że dodatkowo opinia publiczna nie rozumie, że na przestrzeni kilku lat jeden ekspert może doradzać kilku partiom i politykom o zupełnie różnych poglądach.

Więcej o: