W aptekach brakuje 200 rodzajów leków, m.in. insuliny. "Słupy" sprzedają je drożej na Zachodzie?

"Na liście brakujących leków jest około 200 produktów leczniczych w różnych dawkach i postaciach" - alarmuje Naczelna Izba Aptekarska. - Życie aptekarzy polega ostatnio na "zdobywaniu" leków deficytowych. To koszmar - mówi Gazecie.pl prezes Rady Śląskiej Izby Aptekarskiej Piotr Brukiewicz.
W polskich aptekach od kilku miesięcy brakuje niektórych leków objętych refundacją. Jak wskazuje Brukiewicz, mowa m.in. o insulinie, lekach przeciwzakrzepowych czy onkologicznych i pulmonologicznych. Powód? Działająca od trzech lat ustawa refundacyjna sukcesywnie obniża ceny leków deficytowych w Polsce, tymczasem w Europie Zachodniej są one nadal drogie. I także deficytowe. Tę sytuację postanowiły wykorzystać niektóre hurtownie.

- To cały mechanizm, niezgodny z prawem odwrócony łańcuch dystrybucji - mówi prezes Rady Śląskiej Izby Aptekarskiej. Jak wyjaśnia Brukiewicz, leki zamiast do polskich pacjentów, trafiają do zagranicznych hurtowni.

W mechanizmie uczestniczą nie tylko niektóre hurtownie, ale i apteki z nimi współpracujące. Zgodnie z prawem apteka może zwrócić towar tylko hurtowni, od której go kupiła. W przypadku, gdy kupuje od hurtowni X partię leków, a potem zwraca ją hurtowni Y, jest to nielegalne. - A takie zjawiska zaczynają się pojawiać - przekonuje prezes Rady Śląskiej Izby Aptekarskiej.

Brukiewicz: Ta patologia przynosi duże zyski przedsiębiorcom

- Według prawa farmaceutycznego apteka może sprzedawać leki pacjentom lub gabinetom lekarskim. Zadaniem apteki nie jest obsługa hurtu. Apteka sprzedając hurtowni leki, łamie prawo i przedsiębiorca może stracić zezwolenie na jej prowadzenie - mówi Brukiewicz. - Gdy hurtownia Y zdobędzie już daną ilość leków od apteki, potem "sprzedaje je zgodnie z unijnym prawem swobody usług i towarów krajom Europy Zachodniej" - dodaje.

Kto bierze udział w tym procederze? - Mechanizm odwróconej dystrybucji nie zdarza się w dużych hurtowniach, bo wszystko jest tam ściśle kontrolowane. Mniej kontroli jest nad małymi, słabo zaopatrzonymi hurtowniami, które zostały stworzone tylko po to, by reeksportować leki. To samo tyczy się aptek wysyłkowych, "aptek-słupów" - mówi nam były kierownik jednej z hurtowni farmaceutycznych Andrzej Bednarz.

I dodaje: - Jeśli właściciel posiada dziesięć aptek, to zwykle poświęca jedną, która będzie zajmować się nielegalnym zwrotem. Gdy ktoś nakryje takiego właściciela na nielegalnym eksporcie, to grozi mu w najgorszym przypadku zamknięcie tej jednej apteki.

Brukiewicz: Życie aptekarzy polega ostatnio na zdobywaniu leków

Nielegalne zarabianie niektórych aptek i hurtowni na lekach deficytowych doprowadziło do tego, że pozostałych punktach rośnie liczba niezrealizowanych recept. Sprawa wygląda poważnie, a głos zabrała już Naczelna Izba Aptekarska. "Od dawna docierają do niej tysiące informacji od aptekarzy na temat braku leków ratujących zdrowie i życie pacjentów. Na liście brakujących leków jest około 200 produktów leczniczych w różnych dawkach i postaciach" - czytamy w oświadczeniu Izby.

O skali problemu mówi także Brukiewicz. - Dostajemy zgłoszenia i skargi aptekarzy. Ich życie polega ostatnio na "zdobywaniu" leków deficytowych. Różnica cen leków w Polsce i za granicą spowodowała, że leki są traktowane jak towar. To powoduje pewną patologię i przynosi duże zyski przedsiębiorcom biorącym udział w tym procederze - alarmuje.

Stachnik: Rynek jest bezlitosny, rządzi się swoimi prawami

Zapytaliśmy o proceder odwróconej dystrybucji prezesa Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych (ZPHF) Andrzeja Stachnika. - Zrzeszamy duże hurtownie z pełnym asortymentem, które zajmują się zaopatrywaniem aptek i szpitali. Nas ten proceder nie dotyczy - mówi Stachnik portalowi Gazeta.pl. - Ale jest wiele małych hurtowni, które mają bardzo niski asortyment i specjalizują się tylko w imporcie i eksporcie. Chodzi o kilkunastu, jak nie kilkuset sprzedawców - dodaje.

- To jest naganne i trzeba to wyeliminować z rynku - podkreśla Stachnik. Przyznaje jednak, że w kraju jest około 700 hurtowni i ciężko wszystkie kontrolować. - Rynek jest bezlitosny, rządzi się swoimi prawami. Wszędzie jest deficyt leków, i kraje europejskie radzą sobie, jak mogą, także skupując od nas towar - dodaje.

GIF będzie kontrolował sprzedaż za granicę

Naczelna Izba Aptekarska (NIA) zaproponowała zmianę w Ustawie o prawie farmaceutycznym, która ma zapewnić równe traktowanie hurtowni farmaceutycznych i stałe dostawy leków, na które przedsiębiorca posiada zezwolenie. NIA poinformowała o niedoborach Ministerstwo Zdrowia i Głównego Inspektora Farmaceutycznego.

Sejmowa komisja lekarska zaczęła już debatować nad nowelizacją ustawy. Według projektów posłów o sprzedaży lekarstw za granicę ma decydować Główny Inspektorat Farmaceutyczny, który na podjęcie decyzji będzie miał tydzień. Zdaniem Bednarza GIF ma spore szanse na "uszczelnienie" sprzedaży leków poza krajem.

- Ma zostać stworzona też czarna lista hurtowni - powiedział Stachnik. - Oprócz nowelizacji ustawy mają być też wprowadzone elektroniczne recepty, które pomogą śledzić losy leków. Będzie dzięki nim wiadomo, której aptece są sprzedawane i komu - dodał.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:
Komentarze (92)
W aptekach brakuje 200 rodzajów leków, m.in. insuliny. "Słupy" sprzedają je drożej na Zachodzie?
Zaloguj się
  • polonia_znaczy_polska

    0

    po co mydlicie oczy udziałem aptek w tym procederze, to margines, Leki wywożą hurtownie, tu jest pies begraben. Od kilku lat nie można wporwadzić ustawy o zgłaszaniu wywozu do GIF........ cóż korporacje mają lepszy lobbing

  • blski

    0

    Mieszanka kapitalizmu i socjalizmu musi prowadzic do wypaczen.
    Jak temu zapobiec? Nie da rady.
    Kapitalizm zawsze zwyciezy, bo opiera sie na jedynej powszechnej wartosci - pazernosci.

  • ppgazeta

    Oceniono 2 razy 2

    >>> Oprócz nowelizacji ustawy mają być też wprowadzone elektroniczne recepty, które pomogą śledzić losy leków. Będzie dzięki nim wiadomo, której aptece są sprzedawane i komu - dodał.

    To sie miało wydarzyć juz kilkanaście lat temu. Elektroniczne Karty Pacjenta, elektroniczna ewidencja wizyt lekarskich, recept itp. Zaczeło się na Śląsku (dziękujemy panu Sośnierzowi za udaną próbę). System zadziałał - i pokazał takie patologie, złodziejstwo i kombinowanie, ze decydenci nakazali go zamknąć (tzn. opracowac nowy ogólnopolski system oczywiście wybrany w przetargu - zamiast rozszerzyć istniejący przetestowany). Mówienie o tym teraz - to mydlenie oczu.

    Takie systemy powstają w tej chwili np. w USA, gdzie rynek medyczno-farmaceutyczny jest o rzedy wielkości większy. Obawiam sie, że w wymaganiach przetargowych naszego systemu zostanie postawiony wymóg udanego wdrożenia go w innym kraju - a to wyłączy z niego nasze firmy informatyczne. A mamy co najmniej dwie, które potrafiłyby sobie z tym poradzić.

  • gwmacie

    Oceniono 3 razy -1

    Przecież mówimy tu o klasycznym złodziejstwie. Prawo zabrania tego, co robią hurtownie i apteki. To już jest sprawa tylko policji i prokuratury. I cała filozofia. Polityczna demagogia w tym przypadku jest bez sensu.

  • kowalska-kowalska

    Oceniono 1 raz 1

    @Redaktor Karolina Słowik
    Pani Redaktor, proszę, posługując się swoim artykułem, złożyć doniesienie na Arłukowicza do prokuratury i NIK-u. I oczywiście monitorować tę sprawę na portalu “Gazeta”.
    Jeśli z jakichś względów nie może Pani tego zrobić, to proszę w ogóle nie pisać takich artykułów. Chyba nie ma potrzeby dodatkowo dobijać ludzi, w szczególności ludzi chorych, przerażającymi informacji z równoczesnym przekazem, że nic nie można w tej sprawie zrobić.
    Co, trzeba po prostu zaakceptować, że III RP jest wstrętnym
    POPiS-owym tworem i już?

  • iremus

    Oceniono 5 razy 3

    Oprócz tych kilkunastu tajnych służb w tym popierd.olonym kraju trza utworzyć tajną policję farmaceutyczną. Najlepiej w liczbie równej liczbie aptek. III RP brakuje kolejnej policji jak kani dżdżu.

  • realistas

    Oceniono 2 razy 2

    Podmioty w ten sposób handlujące powinny mieć odbierane zezwolenia. Szybko by się to skończyło.

  • parafiraza

    Oceniono 1 raz 1

    Mój pen do insuliny uległ uszkodzeniu . 6 osób przez 8 godzin szukało po wszystkich bliższych i dalszych i najdalszych aptekach odpowiedniego pena - bowiem każdy pen jest przypisany do innej insuliny - w końcu kolanach wyżebrano w poradni insulinowej jedyną sztukę - warunek podarowania mi { tak naprawdę odwdzięczono się pani banknotem 100 złotowym ) - było wpisanie się na listę do poradni - termin za ( UWAGA ) 5 MIESIĘCY !!!!
    Interweniowano wszędzie gdzie tylko można i co ? i prawda jest taka - pen którego poszukiwano na niemieckim ebayu kosztuje 50 euro. No comments.

  • dokowski

    Oceniono 8 razy 8

    Niby wspólny rynek, a ceny regulowane dowolnie przez rządy lokalne. Brak granic jest absurdem, gdy w różnych krajach są różne ceny i zakazuje się eksportu. Bardzo sie cieszę, gdy ludzie obnażają takie absurdy. Jeżeli rząd jest tak głupi, że sprzedaje za złotówkę coś, co za granicą warte jest 100 euro, to niech się nie dziwi, że ludzie to kupują tylko po to, żeby sprzedać za granicą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX