"Z niewolnika nie ma robotnika". Młodzi lekarze chcą utrzymać możliwość zmiany specjalizacji

02.12.2014 14:28
Studenci medycyny

Studenci medycyny (PAWEŁ MALINOWSKI)

Absolwenci medycyny protestują przeciwko propozycjom zmian w Ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Chodzi o zasady dotyczące specjalizacji - nie będzie można jej zmienić. - Nie wylewajmy dziecka z kąpielą - grzmią sami lekarze. I argumentują, że proponowane poprawki mogą doprowadzić do kształcenia na siłę.
Młody lekarz, po 6-letnich studiach medycznych, ma do odbycia obowiązkowy roczny staż podyplomowy. Po stażu przychodzi czas na specjalizację w danej dziedzinie medycyny.

- Jest kilka dróg, a jedną z nich jest rezydentura. Młody lekarz dostaje etat szkoleniowy opłacany przez ministerstwo. Etat pozwala na to, by młody człowiek pracował, wykonywał swoją pracę na oddziale i otrzymywał za to wynagrodzenie - mówi nam dr Filip Dąbrowski, przewodniczący Komisji Młodych Lekarzy w Naczelnej Izbie Lekarskiej, jednocześnie doktorant w Klinice Ginekologii i Położnictwa (nie "załapał się" na rezydenturę).

I właśnie rezydentur dotyczy problem - rząd chce bowiem zakazać zmieniania specjalizacji. - To budzi nasz sprzeciw i niepokój - mówi dr Tomasz Imiela, przedstawiciel Komisji Młodych Lekarzy w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie (specjalizacja z chorób wewnętrznych).

Iksiński marzy o kardiochirurgii, ale nie ma miejsc?

Dziś jest tak, że jeśli Krzysztof Iksiński marzy o kardiochirurgii, a akurat z tej dziedziny nie ma miejsc rezydenckich - wybiera inną rezydenturę, by mieć pracę i stałą pensję (ok. 2,2-2,5 tysiąca złotych na rękę plus dyżury).

Specjalizacja na przeczekanie

Jeśli po jakimś czasie miejsce na kardiochirurgii się pojawi - Krzysztof może wystartować w konkursie o rezydenturę w danej dziedzinie. - Wiele osób marzących o specjalizacji, na której miejsc jest bardzo mało albo nie ma ich wcale, z założenia składa dokumenty na inne specjalizacje głównie po to, by mieć pracę. I rzeczywiście tak bywa, że część osób nie robi specjalizacji w dziedzinie, o której zawsze marzyła - mówi dr Tomasz Imiela.

Są specjalizacje, w których praktycznie nie ma szans na miejsce.

Dla przykładu: na Dolnym Śląsku w tym momencie jest to np. chirurgia klatki piersiowej czy chirurgia stomatologiczna i diabetologia; na Lubelszczyźnie - chirurgia dziecięca, gastroenterologia czy kardiologia dziecięca; z kolei w Kujawsko-Pomorskiem nie przewidziano rezydentur z alergologii, chirurgii naczyniowej, dermatologii czy onkologii i hematologii dziecięcej. Przy rezydenturach na Podkarpaciu jest jeszcze gorzej - liczba zero widnieje na takich specjalizacjach, jak alergologia, chirurgia plastyczna i stomatologiczna, choroby płuc, endokrynologia, epidemiologia, gastroenterologia, genetyka, kardiologia dziecięca czy medycyna ratunkowa.

Iksiński robi specjalizację z chirurgii. Co, jeśli się nie nadaje?

Młodzi lekarze nie chcą, by ktoś im narzucał z góry zakaz zmiany specjalizacji. Rząd proponuje, by było to możliwe tylko z powodów zdrowotnych. - To tworzenie kolejnej fikcji. Bo w grę będą wchodziły jakieś badania, które mogą być tak naprawdę bardzo wątpliwe. I to jest kolejna ścieżka do omijania prawa czy mataczenia - mówi dr Dąbrowski.

Marzenie-rzeczywistość. 0-1

Jednocześnie zwraca uwagę na coś innego. Bywają młodzi lekarze, którzy wybierają specjalizacje zabiegowe, np. chirurgię, i już przy stole operacyjnym przekonują się, że to nie dla nich. - Po pół roku okazuje się, że presja jest zbyt duża, że taka osoba nie radzi sobie manualnie przy określonych zabiegach. I pewnie lepiej by było, gdyby mogła być jednak dermatologiem, a nie chirurgiem - podkreśla Dąbrowski.

Inny przykład: osoba robiąca specjalizację z onkologii nie wytrzymuje codziennego kontaktu ze śmiercią. - Przenosi się na okulistykę i pomaga setkom osób odzyskać wzrok - dodaje Dąbrowski. I cytuje znane chyba wszystkim powiedzenie, że "z niewolnika nie ma pracownika". - A po zmianach, które ministerstwo chce wprowadzić, taki młody lekarz będzie zmuszony daną specjalizację kontynuować, mimo że się w tym zupełnie nie odnajduje.

Wybierasz pracę w Gdańsku? Nie ma mowy o zmianie

W projekcie zmian pojawił się też zapis o tym, że młody lekarz - rezydent nie mógłby zmieniać miejsca pracy i przenosić się z jednego województwa do drugiego. - A to kolejny absurd, bo przecież młody lekarz zakłada rodzinę, może mieć różne sytuacje życiowe, których nie jest w stanie przewidzieć - słyszmy od absolwentów medycyny.

Bywa, że Iksiński, który mieszka na Lubelszczyźnie, wybiera rezydenturę w Gdańsku, bo akurat tam jest miejsce na specjalizacji, którą chciałby ukończyć. Dostaje się na nią, jedzie nad morze, ale - z powodów losowych czy rodzinnych - musi wracać. Zgodnie z nowelizacją to miałoby zostać zakazane. Choć, być może ten akurat zapis nie wejdzie w życie, bo pojawiła się poprawka, zgodnie z którą będzie można się przemieszczać.

Lekarze już na rezydenturze. Prawo wobec nich zadziała wstecz?

Młodych lekarzy bulwersuje coś jeszcze: że zmiany mają objąć także tych, którzy już rozpoczęli specjalizację i być może mieli plan, że za jakiś czas ją zmienią. Zwraca na to uwagę także Naczelna Rada Lekarska (NRL), która również przyjęła stanowisko w tej sprawie.

"Brak przepisów przejściowych regulujących w sposób odpowiedni sytuację tych osób [lekarzy na rezydenturze - przyp. red.] należy uznać za niezgodny z art. 2 Konstytucji RP, wprowadzającym zasadę demokratycznego państwa prawnego, w tym wynikającą z niej zasadą poszanowania praw nabytych" - czytamy w stanowisku Prezydium NRL.

Rada zwraca uwagę na coś jeszcze - jeśli będzie zakaz zmiany specjalizacji, część lekarzy - w obawie przed tym, że np. na chirurgii czy chirurgii naczyniowej sobie nie poradzą - będzie wybierać "łatwiejsze" dziedziny medycyny. "Można się spodziewać, że w przyszłości lekarze, mając świadomość definitywności wyboru, mniej chętnie specjalizować się będą w dziedzinach trudnych, wymagających szczególnej odporności psychicznej i fizycznej albo związanej z brakiem kontaktu z pacjentem. Zauważyć przy tym trzeba, że w wielu takich dziedzinach już obecnie brakuje specjalistów" - napisało Prezydium NRL w swoim stanowisku.

Poprosiliśmy o informacje w tej sprawie Ministerstwo Zdrowia - czekamy na odpowiedź.

Zobacz także
Komentarze (7)
"Z niewolnika nie ma robotnika". Młodzi lekarze chcą utrzymać możliwość zmiany specjalizacji
Zaloguj się
  • marek.zuber

    Oceniono 3 razy 3

    Najbardziej skandaliczną sprawą jest tutaj zabieranie praw nabytych. Lekarz zaplanował sobie przyszłość, a tu nagle bęc - minister zmienia zasady w trakcie gry. To jest niebywały skandal - róbcie tak dalej, Platformo, a wyborcy za rok wam podziękują! Z tego co już się orientowałem spora część wyborców PO, których dotyczy ta sprawa, nie zagłosuje na PO ponownie jeśli w ten sposób ta partia traktuje obywateli. A to nie jest mała grupa, tym bardziej, że jeszcze są rodziny tych osób, być może znajomi. Nie myśl Platformo, że to ujdzie płazem!

  • jottsp

    Oceniono 2 razy 2

    b. ciekawe jest czemu na niektorych specjalizacjach rezydentur nie ma - np.: nie przewidziano rezydentur z alergologii, chirurgii naczyniowej, dermatologii czy onkologii i hematologii dziecięce

  • tuskowyemeryt

    Oceniono 3 razy 3

    Polska niewolnikami stoi.
    Zielona wyspa!

  • blski

    Oceniono 2 razy 0

    Dzieje sie tak dlatego, ze to podatnicy placa z a ich rezydencje czy praktyczne ksztalcenie.
    Po prostu nasz system "opieki lekarskiej" jest nieporadnym zlepkiem prywatno/panstwowym. W wiekszosci studenci chca sie specjalizowac w kierunkach ktore sa atrakcyjne (czesto zagranica) i po zrobieniu 1szego stopnia znikaja albo do prywatnych klinik albo zagranice.
    Moim zdaniem jak tez z rozmow w rodzinie w ktorej praktycznie wszyscy od kilku pokolen sa lekarzami lekarz pownien byc pracownikiem panstwowym, podobnie jak policjant, czy strazak i nalezaloby zlikwidowac wszystkie prywatne kliniki i przychodnie. Jezeli spoleczenstwo uwaza, ze kolejki sa zbyt dlugie itp. to powinno sie poddac to do dyskusji - to jest wylacznie sprawa pieniedzy. Problemem jest ucieczka lekarzy za granice. ten problem mozna rozwiazac wskrzeszajac instytucje felczera (mniej teorii wiecej praktyki) i powierzajac mu jak tez pielegniarkom wiekszosc obowiazkow ktore teraz wykonuje lekarz. Zmniejszyloby to liczbe niezbednych lekarzy i moznaby im niezle placic (jezeli beda uciekali). Z apomoca nowej powszechnie dostepnej technologii lekarz moglby byc on-line konsultantem w przypadku gdy felczer potrzebowalby doradcy.

  • turpin

    Oceniono 4 razy 4

    >>Iksiński robi specjalizację z chirurgii. Co, jeśli się nie nadaje?<<

    Zawsze może zostać jakim ministrem albo posłem do Sejmu.

  • 11111

    Oceniono 4 razy 4

    "Z niewolnika nie ma robotnika". Młodzi lekarze chcą utrzymać możliwość zmiany specjalizacji
    Ale nie w Polsce !!!.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje