Kim jest nowa premierówna? Też ma na imię Kasia. Nie ma bloga, za to jest lekarzem. Pracuje po 24 godziny na dobę. Nam mówi: Tęsknię wtedy za dzieckiem

07.10.2014 16:00
Nowa premierówna - Katarzyna Kopacz podczas expose mamy w Sejmie

Nowa premierówna - Katarzyna Kopacz podczas expose mamy w Sejmie (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Ma 31 lat, jest imienniczką swojej poprzedniczki - Kasi Tusk. Ale raczej nie zobaczymy jej w "Tańcu z gwiazdami". Bo realizuje się gdzie indziej. Jest lekarzem, ze specjalnością ginekolog położnik. Najmłodszym medykiem z doktoratem w swojej klinice. Tylko nam mówi, jak trudna to jest praca. Ostatnio znajomi doradzili, aby jej profil na Facebooku nie był już publiczny. Czy to przez kontrowersyjne wpisy? Oto nowa premierówna - Katarzyna Kopacz.
Zawodowo poszła w ślady mamy Ewy. Oczywiście chodzi o medycynę, bo o zaangażowaniu się w politykę na razie nie wspomina. Studiowała i mieszka na stałe w Gdańsku. Dlatego Ewa Kopacz w czasach, zanim została premierem rządu, w weekendy rzadko była osiągalna dla dziennikarzy. Z podradomskiego Szydłowca, w którym mieszkała, albo ze stolicy - w każdej wolnej chwili wyrywała się bowiem do córki.

Mąż Andriy, synek Julian

Półtora roku temu, pod koniec kwietnia 2013 roku, panie Kopacz musiały wybrać się jednak w nieco dalszą podróż. Córka Katarzyna postanowiła bowiem wyjść za mąż aż za Oceanem. Z Kanady bowiem pochodzi jej mąż - Andriy. Ślub z "Andrzejkiem" (tak bywa określany przez polską rodzinę) odbył się w Ontario, nieopodal słynnego na cały świat wodospadu Niagara. Wcześniej Katarzyna Kopacz przez jakiś czas była związana z trójmiejskim radnym i działaczem Platformy Obywatelskiej - Piotrem. Jednak najwidoczniej to dopiero z Andrzejem połączyła ją prawdziwa miłość i... pasja. Oboje są lekarzami, razem pracują teraz w Gdańsku, mają ponaddwuletniego synka Juliana.

Pisze to, co myśli

Katarzyna Kopacz temperament odziedziczyła zapewne po mamie. Nie boi się mieć i wypowiadać własnego zdania. Nieco kontrowersji mogły wywołać niektóre jej wpisy na Facebooku, sprawiające wrażenie dotyczących pracy w klinice.

fot. Fb

fot. Fb

fot. Fb

fot. Fb

fot. Fb

I pewnie dlatego jej profil przestał być publicznym i ogólnodostępnym od momentu, w którym to stało się jasne, że następczynią premiera Donalda Tuska w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zostanie właśnie Ewa Kopacz. Choć nowa premierówna przekonuje, żeby nie doszukiwać się w jej wpisach sensacji, i zapewnia, że to nie w związku z nowym stanowiskiem mamy zmieniła ustawienia prywatności w serwisie społecznościowym.

- Dobrzy znajomi donieśli mi, że niektórzy szperają w moim profilu, choć ja nie jestem osobą publiczną. Moja praca jest pracą jak każda inna. Idę do pracy, wychodzę z tej pracy, idę do kolejnej pracy i wracam do dziecka i tak wygląda mój dzień, nie jest to aż tak ciekawe medialnie, ale dla mnie to najpiękniejsza praca na świecie - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl Katarzyna Kopacz.

Zapytana przez nas o post, w którym pisała: "jeszcze 4 godziny mojej działki... nie wiem jak dotrwam", tłumaczy: - Chodziło o to, że moje dziecko miało rotawirusa, którym mnie zaraziło. Poczułam się fatalnie dopiero w połowie dyżuru. Ktoś, kto kiedyś doświadczył infekcji rotawirusowej, wie, o czym mówię. Po prostu myślałam, że umrę, i tak napisałam, nie ma w tym żadnej sensacji - mówi nam teraz Katarzyna Kopacz.

"Mam problem tylko z tym, że nie widzę mojego dziecka przez 24 godziny"

Nie unika rozmowy o swoim zawodzie, trudnościach z nim związanych i wyrzeczeniach, jakie niesie. - Jest to przede wszystkim bardzo odpowiedzialny zawód. Ja - pracując na położnictwie - odpowiadam za matkę i za to nienarodzone jeszcze dziecko, jakikolwiek najmniejszy błąd z mojej strony czy jakakolwiek niedyspozycja może mieć fatalne skutki, a na to nie możemy sobie pozwolić. Patrząc przez pryzmat mojej kliniki, powiem tak: mam nadzieję, że nasze pacjentki czują się bezpiecznie, bo widzę niesamowite zaangażowanie wszystkich lekarzy i całego personelu kliniki.

Nie zgadza się z tezą, że część jej komentarzy w internecie mogłaby zostać odebrana jako krytyka systemu służby zdrowia, za który przecież jako minister odpowiadała jej mama. - Interpretowanie moich wpisów w kontekście politycznym jest kompletnie bezzasadne. Podejmując się tej pracy, wiedziałam, że decyduję się na dyżury 24-godzinne, i wiedziałam, jak one wyglądają, bo byłam wcześniej na stażu. Mam problem tylko z tym, że nie widzę mojego dziecka przez 24 godziny i wówczas strasznie za nim tęsknię, ale nigdy, przenigdy nie wyobrażałabym sobie innej pracy - zapewnia.

O problemach ze znalezieniem niani...

Nowa premierówna zmaga się też z innymi problemami.

fot. Fb

- Mieliśmy po prostu problem ze znalezieniem opiekunki do dziecka. Myślę, że przez nasz dom przewinęło się 40 pań, jeśli nie więcej. Mamy teraz fantastyczną nianię, najlepszą, jaką możemy sobie wymarzyć. Nie jesteśmy jedyną rodziną, która musiała się z tym zmierzyć. Moje koleżanki miały podobnie i część dzieci trafiła po prostu do żłobków - komentuje swój wpis Katarzyna Kopacz.

Więcej takich wpisów nie będzie, a przynajmniej nie będą one już publiczne. Premierówna musi bowiem uważać, żeby nie zaszkodzić piastującej jeden z najważniejszych urzędów w państwie mamie. Jakim zaś lekarzem jest Katarzyna Kopacz? Jak sama przekonuje - najlepszym tego świadectwem i odpowiedzią na to pytanie są jej zadowolone pacjentki.

Ze względu na liczbę wulgarnych i godzących w regulamin opinii użytkowników wyłączyliśmy możliwość komentowania artykułu.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Lubisz aplikację Gazeta.pl LIVE? Zagłosuj na nas!

Zobacz także
Najczęściej czytane

Najnowsze informacje