Technik kryminalistyki: Są służby, które potrafią zlikwidować człowieka bez śladu. My nie wiemy wszystkiego

Świetnie wyszkoleni pracownicy służb specjalnych, którzy zabijają tak, by nie pozostawić śladu, błyskawicznie działające trucizny, fingowane samobójstwa - tak wygląda rzeczywistość pokazana w najnowszym filmie Patryka Vegi "Służby specjalne". Czy to tylko fikcja? - Niekoniecznie. Są ludzie, którzy potrafią zabić i nie pozostawić śladu - mówi w rozmowie z Gazeta.pl policyjny technik kryminalistyki, który opowiada o tajnikach swojej pracy.
Nie może podać nazwiska. Nie może też powiedzieć, w której komendzie policji pracował. Na wiele pytań nie odpowiada. "Tajemnica służbowa". W rozmowie z Gazeta.pl mówi o tym, czy istnieje zbrodnia doskonała i czy można wykryć zabójstwo, za którym stoją służby specjalne.

Anna Pawłowska, Gazeta.pl: Czy to możliwe, żeby zamordować znaną osobę i sfingować jej samobójstwo tak, żeby sprawa nigdy nie została wykryta? Da się nie zostawić żadnych śladów i skierować dochodzenie na fałszywy trop?

- Przestępca zawsze pozostawia ślady. Pytanie, czy potrafimy je znaleźć i zabezpieczyć tak, aby eksperci w laboratoriach dopasowali je do sprawcy.

A jeżeli mordercą jest dobrze wyszkolony pracownik służb specjalnych?

- Nie mamy wiedzy o wszystkich technikach i metodach stosowanych przez służby specjalne. Jakiekolwiek służby, nie będę tutaj wymieniał konkretnych nazw. Możliwe, że gdzieś opracowano np. substancję, o której my nie wiemy, nie potrafimy jej wykryć i zidentyfikować. Musimy opierać się na wiedzy, jaką posiadamy. A zakładam, że ta wiedza jest mniejsza niż np. wiedza wywiadu czy kontrwywiadu.

O pracy służb specjalnych przeczytaj w książkach >>



Czyli istnieje zbrodnia doskonała?

- Nie wierzę w zbrodnię doskonałą. Nawet jeśli dziś nie zidentyfikujemy sprawcy, to nie znaczy, że przestępca może czuć się bezpieczny i bezkarny. Nie wie, czy za 10 lat nie będziemy dysponowali środkami, które pozwolą zakończyć śledztwo. Kryminalistyka cały czas się rozwija, dzięki genetyce wykrywamy dziś sprawców przestępstw sprzed 20 czy 25 lat. A nasze narzędzia będą coraz doskonalsze.

Postęp i rozwój technologiczny dotyczą nie tylko policji. Przestępcy też będą coraz skuteczniej zacierać ślady.

- Oczywiście. Już od dawna, np. żeby nie zostawiać śladów na miejscu zdarzenia, zakładają rękawiczki. Skrapiają też miejsce zdarzenia różnego rodzaju substancjami chemicznymi, by zniszczyć ślady osmologiczne. Często po dokonaniu przestępstwa pozbywają się narzędzi, które posłużyły im do dokonania tego czynu. Przestępcy są pół kroczku przed nami, ale my też nie stoimy w miejscu.

Zwykli przestępcy są o pół kroku przed policją. A służby specjalne? Jaki dystans was dzieli?

- Trudno to ocenić. Na pewno istnieją służby, które potrafią zlikwidować człowieka i praktycznie nie zostawić śladów. Przy użyciu metod, o których nie mamy pojęcia. Nauka i technika w tym przypadku poszły bardzo do przodu.

Czyli można pozostawić ślady wskazujące na popełnienie samobójstwa?

- Na przykład. Ale proszę pamiętać, że dla nas każda sprawa, w której mamy do czynienia z ludzkimi zwłokami, traktowana jest tak, jakby brały w tym udział osoby trzecie. To jest punkt wyjścia. I szukamy elementów, które mogłyby to wykluczyć. Ale to sprawa nie tylko śladów, potrzebna jest też praca operacyjna, przepytywanie rodziny, szukanie ewentualnych motywów.

Często decydująca okazuje się dopiero sekcja zwłok. W trakcie jej trwania następuje otwarcie zwłok w celu stwierdzenia obrażeń, wykonywany jest też szereg badań dodatkowych. Ale - tak jak powiedziałem - nie oznacza to, że absolutnie niemożliwe jest błędne wykluczenie udziału osób trzecich, w sytuacji, gdy użyto środków, o jakich nie wiemy.

Zresztą zdarzają się sytuacje odwrotne - na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na zabójstwo, a po zbadaniu okazuje się, że człowiek zabił się sam. Zetknąłem się z przypadkiem, gdy znaleźliśmy zwłoki kobiety. Miała ranę ciętą na szyi, ranę na klatce piersiowej i odciętą łechtaczkę. Trudno uwierzyć, że sama zadała sobie te rany; to właśnie ta ostatnia doprowadziła do wykrwawienia i okazała się śmiertelna.

Zdarzyła się też osoba, która założyła worek foliowy na głowę i jeszcze zdążyła skrępować sobie ręce, żeby pozbawić się szans na zmianę decyzji. To są przypadki ekstremalne, zwykle w taki sposób pozbawiają się życia ludzie pod wpływem alkoholu czy narkotyków albo z zaburzeniami psychicznymi.

To przypadki marginalne?

- Oczywiście. Życie to nie film i sensacyjne przypadki zdarzają się rzadko. Mówiąc najprościej - naprawdę bardziej prawdopodobne jest, że ktoś, kto chce popełnić samobójstwo, po prostu się powiesi lub przedawkuje leki. Tak samo jak zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest, że w przypadku morderstwa mamy do czynienia z napadem, a nie działaniem Mosadu.

A sama praca technika kryminalistycznego wygląda tak jak w filmach? Taśma, wszystko zasypane proszkiem.

- Rzeczywistość jest troszkę inna. Szczerze mówiąc jest za mało ciekawa na książki czy filmy, dlatego na ekranie widzimy wersję urozmaiconą i wzbogaconą. Trzeba dodać trochę atrakcji, żeby widz się nie zanudził.

Zacznijmy od tego, że nie ma żadnego odrysowywania kształtu zwłok kredą na podłodze. Nie odgradza się też wszystkiego taśmą. Częściej po prostu ustawia się policjantów, którzy nie dopuszczają na miejsce zdarzenia osób postronnych. Stosuje się też parawany i namioty, żeby zasłonić miejsce zdarzenia, jeśli jest na zewnątrz. To kwestia naszej spokojnej pracy. Czasem lepiej też nie pokazywać miejsca zdarzenia, bo widok może być zbyt drastyczny.

Da się przyzwyczaić do takiej pracy? Do tych widoków, które lepiej ukryć przed postronnymi?

- Nie każdy nadaje się do tej pracy. Jestem pełen podziwu, że zajmują się tym też kobiety i dają radę. Ja przez te wszystkie lata tak naprawdę nie przyzwyczaiłem się. Mówimy zwłoki, ale to przecież jest ciało ludzkie, któremu należy oddać szacunek. I pojawia się pytanie, dlaczego musiał zginąć - szczególnie jeśli to człowiek młody, który miał przed sobą całe życie.

Najbardziej przejmujące jest, gdy giną dzieci. To się mocno odbija na psychice. Najważniejsze, żeby umieć się odciąć od pracy. Trzeba mieć jeszcze coś poza nią: dom i rodzinę, hobby.

A jak sobie poradzić ze zwykłym uczuciem obrzydzenia, gdy trzeba dotknąć zwłok w stanie rozkładu?

- W swojej karierze tylko raz poczułem naprawdę silne obrzydzenie. To były zwłoki krótko po zdarzeniu. Kiedy je obracaliśmy podczas oględzin, wypłynęła z nich ciepła krew. Wtedy zebrało mi się na wymioty, ale musiałem to przezwyciężyć i po prostu robić swoje. Zdarzają się różne przypadki: np. zwłoki zmumifikowane, które leżały kilka lat i musimy dawać radę. To nie jest tak, że nie robi to na nas żadnego wrażenia.

Jakie ślady najczęściej doprowadzają do sprawcy?

- Ślady, które zabezpieczam, często służą do tego, żeby jednoznacznie udowodnić winę osobie wytypowanej przez grupę dochodzeniowo-śledczą. Takim śladem mogą być odciski palców, ale może być też włos, ślad zapachowy, włókna z ubrania. Badamy też ślady pozostawione przez narzędzia używane przez sprawcę. Każde narzędzie, gdy bliżej je zbadamy, jest jedyne w swoim rodzaju. Można je zidentyfikować.

Pamięta pan sprawę szczególnie ciekawą pod względem pozostawionych śladów?

- W mojej karierze najciekawsze były ślady w maśle. Włamywacz, szukając cennych rzeczy, wyrzucał wszystko na podłogę. Wyrzucił też kostkę masła, w którą wdepnął. Został bardzo wyraźny odcisk buta. Zabezpieczyłem go. Dzięki rozpracowaniu operacyjnemu został zatrzymany już następnego dnia, właściwie po kilku godzinach. Nadal miał na sobie te same buty, co w czasie włamania.

Na czym jeszcze wpadają przestępcy?

- Grupy specjalizujące się w jakimś rodzaju przestępstw bardzo uważają i mają swoje techniki, żeby utrudnić identyfikację. Inaczej, jeśli mamy do czynienia z przestępcą amatorem. Zdarza się, że ktoś np. na miejscu włamania zostawi swój telefon komórkowy. Zdarzyło mi się kilka razy znaleźć dokumenty sprawcy. Ale to są ludzie, którzy idą na żywioł, często nie planują np. włamania, tylko korzystają z okazji, działają impulsywnie i nie myślą o konsekwencjach.

Wtedy sprawa jest już banalnie prosta.

- Niekoniecznie. Proszę pamiętać, że sprawca będzie robił wszystko, żeby się obronić. Będzie twierdził, że dowód zgubił dwa dni wcześniej, że ktoś podrzucił jego dokumenty. Ale na pewno jest to łatwiejsze niż w przypadku wyspecjalizowanych grup przestępczych.

Od zebrania śladów zależy dalsza praca. Czy to znaczy, że przeoczenia i błędy na tym etapie są szczególnie kosztowne?

- Tak. Dobrze zabezpieczone ślady dają później efekty i pozwalają wykryć sprawcę. Jeśli nie zbierze się wszystkich śladów, to utrudnia znalezienie przestępcy. Ale też - jeśli sprawcę znajdzie grupa dochodzeniowo-śledcza - może uniemożliwić stuprocentowe udowodnienie, że to właśnie on.

To duże obciążenie.

- Spoczywa na nas bardzo duża odpowiedzialność. Jesteśmy z tego rozliczani przez ekspertów i przełożonych. Każde miejsce zdarzenia jest później wielokrotnie analizowane. Wiadomo - człowiek jest tylko człowiekiem. Coś może umknąć uwadze, dlatego nieraz prowadzi się oględziny uzupełniające. Mnie się na szczęście w całej karierze nie zdarzyło, żeby ktoś musiał po mnie poprawiać.

Stuprocentowa skuteczność?

- W zabezpieczaniu śladów? Tak.

Jak bliscy reagują na pana pracę? Udaje się jej nie przenosić do domu?

- Nie mówimy każdemu o swoim miejscu pracy. Znajomi wiedzą, gdzie pracuję, ale nie rozmawiamy na ten temat. Obowiązuje mnie tajemnica służbowa. Nie zanoszę też pracy do domu. Mam dwie córki - wiedzą tylko ogólnie, czym się zajmuję.

Dopytują o szczegóły?

- Oczywiście. Ale staram się, żeby ich nie znały. Mamy takie, a nie inne społeczeństwo, nie chcę, żeby to gdzieś wyszło.

Nie chcą iść w pana ślady?

- Nie, mają inne zainteresowania.

A gdyby chciały?

- Wolałbym nie. Gdyby już chciały mieć coś wspólnego z techniką kryminalistyczną, wolałbym, żeby pracowały jako eksperci w laboratorium. To bardzo obciążająca praca. Zresztą to w ogóle nie jest to praca dla ludzi młodych i bez doświadczenia. Mówię tu o doświadczeniu życiowym. Najpierw trzeba coś przeżyć, mieć jakieś życie prywatne, wzmocnić się. Dlatego zaczyna się od pracy policyjnej, a potem można iść w stronę techniki kryminalistycznej.

A pan żałuje wyboru takiej drogi zawodowej

- Nie, ja nie żałuję.

Mimo obciążeń?

- Jakoś sobie z nimi radzę. W moim przypadku jest więcej plusów niż minusów.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Lubisz aplikację Gazeta.pl LIVE? Zagłosuj na nas!

Więcej o:
Komentarze (123)
Technik kryminalistyki: Są służby, które potrafią zlikwidować człowieka bez śladu. My nie wiemy wszystkiego
Zaloguj się
  • Carl Williams

    0

    Nie tylko Leppera podobnie załatwiono. Służby specjalne miedzy innymi rosyjskie działają na zlecenia Kremla jak i samego Putina prezydenta Rosji. Wiem,bo z gnojami miałem do czynienia w raz z polskimi służbami specjalnymi którzy razem współpracują nie tylko z FSB. Prędzej czy póxniej Putin beknie za to że chciano mnie otruć, za pomocą Talu i innych substancji, tak tu w Polsce w Toruniu.

  • hihot.md

    Oceniono 1 raz 1

    Pemaciej mówi serio. Oczywiście, że często coś wygląda na zabójstwo a jest samobójstwem, jak ta pani, która broniła siebie i innych przed wysiedleniem przez czyściciela kamienic.
    Zabiła się a żeby wkopać biednego uczciwego przedsiębiorcę oblała dla niepoznaki zwłoki czymś łatwopalnym i podpaliła!
    Ileż w tym nienawiści!

  • 104i9

    Oceniono 8 razy 6

    Tak Leppera załatwiono..

  • bora5

    Oceniono 3 razy 3

    w każdym systemie takie coś istnieje, w USA wysługują się mafią .

  • tadeusz542

    0

    Obiekt musi umrzeć w zgodzie z medycyną czyli umrzeć na to na co choruje inaczej najgłupszy policjant połapie się ,że to pomoc w zejściu. Rzadko się zdarza ,że ktoś na nic nie choruje więc to trzeba rozpoznać i w zależności od wyników dobiera się procedurę . Ale bywają tacy oponenci którzy muszą zejść nie ważne jak byleby zeszli i kropka więc wtedy stosuje się polony czy cukier libijski .

  • jan.w2

    Oceniono 4 razy 0

    Każda zbrodnia może być doskonała, jeśli do dowodów i śladów zebranych przez tego pseudo eksperta będą mieli dostęp odpowiedni ludzie, a prowadzący śledztwo chorują na ślepotę, głuchotę i lenistwo. Opowiada bajki dla grzecznych dzieci.

  • eisbergh

    Oceniono 3 razy 3

    większość polskich managerow tak potrafi. zadnych sladow...

  • adamschodowy

    Oceniono 1 raz -1

    ech, specsłużby perfekcjoniści....patrz litwinienko, juszczenko

  • kimdongun

    Oceniono 1 raz 1

    Lista na sumieniu brytyjskich służb jest imponująca.
    en.wikipedia.org/wiki/Death_of_Gareth_Williams
    en.wikipedia.org/wiki/David_Kelly_(weapons_expert)
    en.wikipedia.org/wiki/John_Smith_(Labour_Party_leader)
    en.wikipedia.org/wiki/Sean_Hoare
    en.wikipedia.org/wiki/Robin_Cook
    pl.wikipedia.org/wiki/Boris_Bieriezowski
    oops, Unlawful Killing znowu znikną z sieci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX