"Kiedy ginie tysięczny Palestyńczyk, nikogo to nie obchodzi". Ala Qandil o tragedii cywilów w Strefie Gazy

30.07.2014 22:53
Ranny niesiony na noszach do karetki w mieście Gaza

Ranny niesiony na noszach do karetki w mieście Gaza (Fot. ADEL HANA/AP)

- Im więcej osób ginie, tym mniej jest wiary, że powrót do sytuacji sprzed wojny jest jakimkolwiek rozwiązaniem. Nie ma zgody na to, żeby wrócić do życia w więzieniu pod gołym niebem - mówi korespondentka PAP o nastrojach ludności cywilnej w Gazie.
Z Alą Qandil, korespondentką PAP w Izraelu, rozmawialiśmy 29 lipca, w dniu, w którym media donosiły o kolejnych nocnych bombardowaniach Gazy, w których zginęło co najmniej 17 osób. Qandil opowiada nam, jak wygląda teraz codzienność zwykłych Palestyńczyków.

Michał Fal, Gazeta.pl: Natrafiłem na sondaż, z którego wynika, że większość Izraelczyków popiera to, co ich armia robi w Gazie. Czy z kolei Palestyńczycy popierają działania Hamasu? Czy wobec bombardowań i zniszczeń nie mają za złe jego władzom, że odrzuciły niedawno propozycję czasowego humanitarnego rozejmu z Izraelem?

- To jest izraelski punkt widzenia, że Hamas odrzucił propozycję zawieszenia broni. Pamiętajmy, że Hamas przedstawił swoje własne warunki. Warunki, które popiera większość mieszkańców Gazy i które jednocześnie są dość logiczne z punktu widzenia praw człowieka i prawa międzynarodowego. Głównym punktem propozycji 10-letniego rozejmu, na ofertę którego Izrael nawet nie spojrzał, było zdjęcie blokady ze Strefy Gazy - blokady, która dusi to miejsce od 8 lat, która zniszczyła jego gospodarkę i wciąż uniemożliwia normalne życie jego mieszkańcom.

Zastanawiam się tylko, czy w tym momencie, kiedy na Gazę lecą bomby, zamiast zrobić wszystko, by powstrzymać rozlew krwi, trzeba snuć rozważania o perspektywie 10-letniej?

- Tak, ponieważ ludzie zapłacili już naprawdę ogromną cenę i dla nich powrót do sytuacji sprzed wojny, kiedy znowu są więzieni, nie mają dostępu do pełnej opieki medycznej, kiedy młodzież nie może wyjeżdżać na studia za granicę, jest nie do zaakceptowania. Nikt nie wierzy, że powrót do sytuacji sprzed wojny jest jakimkolwiek rozwiązaniem. Nie ma zgody na to, żeby wrócić do życia w więzieniu pod gołym niebem. Im większa jest cena, im więcej osób ginie, tym mniejsza jest akceptacja dla zawieszenia broni bez zmiany stanu poprzedzającego trwające walki.

Czy zwykli Palestyńczycy choć częściowo nie obwiniają Hamasu za to, co teraz cierpią? W mediach pojawiają się informacje, że organizacja ta używa cywilów w roli żywych tarcz.

- Nie widziałam na to ani jednego dowodu. Nigdy nie słyszałam, żeby jakieś zbrojne grupy zmuszały ludzi, by stali obok wyrzutni rakietowej albo wchodzili na dach w celu uchronienia budynku przed zniszczeniem. To jest mit. Ale oczywiście w Strefie Gazy są Palestyńczycy, którzy są krytyczni wobec Hamasu. Choć wiele osób popiera zbrojny ruch oporu, są też ludzie, którzy uważają, że Hamas nie przejmuje się w dostatecznym stopniu losami ludności cywilnej.

Ale przecież wystarczy, że Hamas rozmieszcza rakiety w miejscach położonych w pobliżu obiektów cywilnych, jak szkoły i szpitale. Później może oskarżać Izrael, że jego pociski zabijają cywilów.

- Po pierwsze, jedną z podstawowych zasad prawa humanitarnego jest zasada proporcjonalności. Nawet jeśli Hamas wystrzeliłby rakietę z dachu głównego szpitala w Gazie, nie daje to prawa nikomu do zbombardowania szpitala pełnego ludności cywilnej. To nie jest ani proporcjonalna, ani adekwatna reakcja do skali zagrożenia, jaką stanowi taka rakieta. Mimo to Izrael zbombardował już dwa szpitale i dwie szkoły, w których chronili się uciekinierzy z przygranicznych miejscowości, uzasadniając to właśnie tym. Trzeba pamiętać, że te rakiety, których palestyńscy bojownicy wystrzelili pewnie tysiące na tym etapie, zabiły trzy osoby cywilne. Poza tym w walkach w ramach izraelskiej ofensywy lądowej zginęło 56 izraelskich żołnierzy. W wyniku izraelskich nalotów z powietrza i ostrzału z morza i lądu zginęło już blisko 1300 Palestyńczyków i według szacunków organizacji praw człowieka 80 procent z nich to cywile. Poza tym na doniesienia o takich działaniach Hamasu trzeba brać poprawkę.

Dlaczego?

- Bo w wielu przypadkach jest to po prostu izraelska manipulacja. Podam przykład: szkoła UNRWA w Beit Hanoun, która została kilka dni temu ostrzelana przez izraelski czołg. Zginęło tam ok. 20 osób, a kilkadziesiąt było rannych. To jedna z tych szkół, w których chronili się mieszkańcy przygranicznych terenów Gazy. Izrael najpierw zaprzeczył, żeby to jego wojska ostrzelały budynek. Tej wersji trzymano się długo pomimo zebranych przez UNRWA zeznań wielu świadków - w tym także pracowników ONZ.

Co twierdziła strona izraelska?

- Utrzymywano, że na szkołę spadło przez przypadek kilka rakiet Hamasu, które nie doleciały do Izraela. I rzekomo wszystkie spadły na dziedziniec tej jednej szkoły! Druga wersja była taka, że to jednak czołgi izraelskie, ale dziedziniec był pusty i nikt nie zginął. Tymczasem dziennikarze będący na miejscu udokumentowali wjeżdżające karetki czy ogromne plamy krwi. Trzecia wersja była taka, że Izrael był ostrzeliwany z okolic szkoły i dlatego na budynek spadły pociski. To pokazuje, jak należy podchodzić do izraelskich relacji o tego typu wydarzeniach.

Z powodu bombardowań spała dziś pani zaledwie dwie godziny. Do Polski dotarły informacje o wielu ofiarach śmiertelnych. To musiała być dla mieszkańców Gazy naprawdę trudna noc.

- To była jedna z najcięższych w ostatniej dekadzie nocy w całej Strefie Gazy. Wiele osób mówiło, że nigdy nie przeżyło tak intensywnych bombardowań. Izraelczycy atakowali kilka dzielnic w mieście Gaza, ale też miejscowości Rafah i Khan Yunis na południu Strefy Gazy. Ludzie dostawali od izraelskiej armii masowe nakazy ewakuacji. Ale problem z tymi nakazami polega na tym, że równie dobrze można by powiedzieć połowie miasta Tel Awiw, żeby się ewakuowało. 45 proc. Gazy jest na tym etapie objęte wojskową strefą, co znaczy, że teoretycznie wszyscy ludzie powinni się stamtąd wynieść.

Czy ludzie się stosują do tych nakazów?

- Uciekają, ale pod warunkiem, że mają dokąd. Ja nie znam ani jednego domu w całej strefie Gazy, który nie gościłby już teraz swoich krewnych, znajomych i przyjaciół z przygranicznych miejscowości. Niektórzy śpią na ulicach, w parkach, w okolicach szpitali. Szkoły UNRWA, w których chronią się uciekinierzy, są przepełnione w takim stopniu, że to trudno sobie wyobrazić. To jest kilkadziesiąt osób mieszkających w jednej klasie, setki osób koczujących na dziedzińcach. Proszę pamiętać, że tam nie ma jak się wykąpać, nie ma gdzie ugotować obiadu. Wysyłanie kolejnych osób do szkół UNRWA jest dość okrutne w tych okolicznościach. Ludzie uciekają z domu bez niczego. Jak uda im się założyć buty, to już jest dobrze.

Czy w Gazie są jakieś konkretne miejsca czy rejony, w których jest bezpieczniej?

- Niestety, niewiele jest już takich miejsc. Świadczy o tym co najmniej kilka historii rodzin uciekinierów, które słyszałam. Na przykład palestyńsko-niemieckiej rodziny, która mieszkała w Szedżaji, czyli wschodniej dzielnicy miasta Gaza, która od ponad tygodnia jest pod intensywnym bombardowaniem. Ta rodzina przeniosła się do rzekomo bezpieczniejszego centrum Gazy. Kilka dni później apartamentowiec, w którym się zatrzymali, został zbombardowany. Pod gruzami zginęła cała rodzina: rodzice i trójka dzieci. Słyszałam więcej takich historii: ludzie przenosili się ze wschodnich części Gazy, ale i tak ginęli.

Nigdzie nie jest więc bezpiecznie?

- Jedynym bezpiecznym miejscem są hotele, w których mieszkają zagraniczni dziennikarze. Trzeba pamiętać, że Izraelczycy w inny sposób cenią życie Palestyńczyków i obywateli krajów Zachodu. Gdyby w Strefie Gazy zginął Polak, to byłaby głośna sprawa. Kiedy ginie tysięczny Palestyńczyk, nikogo to nie obchodzi. Dlatego też te hotele są w miarę bezpieczne. My mieszkamy w ich okolicy, i gdy wczoraj w nocy trwały ciężkie bombardowania, na te hotele nie spadły żadne pociski.

Palestyńczycy starają się tam chronić?

- Nie. Tam nie ma już miejsca. Hotele są pełne dziennikarzy. Sytuacja jest już tak dramatyczna, że ludzie zaczęli wchodzić do niewykończonych pustych domów. Widziałam dziś rodzinę, która prawdopodobnie bez niczyjej zgody wprowadziła się do takiego pustostanu i koczuje tam, żeby przetrwać najbliższe dni.

Dziś ONZ opublikowała zdjęcia satelitarne pokazujące skalę zniszczeń w Gazie. Widać, że są one naprawdę poważne.

- Najpoważniejsze zniszczenia, jakie ja widziałam, miały miejsce w dzielnicy Szedżaja, o której już mówiłam. To były całe połacie domów, całe segmenty dzielnicy zrównane z ziemią. Ludzie byli w kompletnym szoku, kiedy wracali i zastawali domy w kompletnej ruinie. A czasem pod gruzami pogrzebani byli ich bliscy.

Kiedy tam pani była?

- Przyjechałam do Szedżaji w sobotę rano. To był pierwszy dzień, kiedy po wymuszonej tygodniowej nieobecności ludzie mogli na chwilę wrócić do domu. Tydzień wcześniej, w niedzielę, uciekali stamtąd pod ostrzałem czołgów. W sobotę trwał dwunastogodzinny rozejm. Ludzie wrócili i nie mieli pojęcia, jak ogromna jest skala zniszczeń. Wielkie leje po bombach, budynki zmiażdżone, nerwowa akcja wydobywania ciał bliskich. Rozmawiałam z kobietą, która straciła ojca i dwóch bratanków. Ojciec miał 85 lat, był schorowany i nie był w stanie się ewakuować się z resztą rodziny, jego dwóch wnuków zostało, żeby się nim zająć. Wszyscy zginęli pod gruzami ich zbombardowanego domu.

Benjamin Netanjahu mówił niedawno, że to może być długa kampania. Jak wygląda życie codzienne w tych okolicznościach?

- Proszę sobie wyobrazić, że pan wybiega z domu tak jak pan stoi, często nawet bez dokumentów. W rękach niesie pan dziecko. I nie ma pan ze sobą nic. W ten sposób ludzie, którzy wyszli z domu, pałętali się godzinami po ulicach, szukając miejsca, w których mogą się zatrzymać.

Podobno w Gazie nie ma prądu.

- Ta część Gazy, która ma prąd, ma go tylko przez trzy godziny dziennie. Ale większa część pozostaje bez dostępu do elektryczności. Brakuje też bieżącej wody. Zresztą nawet przed początkiem tej wojny woda, która płynęła z kranów w Strefie Gazy, była słona, kwaśna, nienadająca się do gotowania, a nawet do umycia twarzy.

Jak ludzie radzą sobie w tych warunkach?

- Często sama się zastanawiam. Na pewno dzięki ogromnej solidarności. Ludzie się tutaj zawsze wspierają w takich okolicznościach. Podam przykład: jeden z kościołów wraz z sąsiadującym meczetem wspólnie przyjął około tysiąca uchodźców. I wszyscy sąsiedzi od pierwszego dnia ich napływu zaczęli przynosić jedzenie, ktoś udostępnił prywatną studnię, piekarze przynoszą tym ludziom chleb itd. Jest bardzo dużo takiej zwykłej, ludzkiej, sąsiedzkiej pomocy. To na pewno pomaga ludziom przetrwać. Wspierają się też rodziny - ogromnie ważne dla Palestyńczyków - niektóre z nich goszczą w domach nawet po kilkudziesięciu krewnych. W pewnym sensie przetrwać pomógł też ramadan - ludzie zrobili zapasy jedzenia, zanim się zaczął. Poza tym, jako że pościli przez cały dzień, jedli mniej.

Czy są jakieś widoki na powstrzymanie dalszych bombardowań i ataków z obu stron?

- Szczerze mówiąc, bardzo ciężko odpowiedzieć mi na to pytanie. Problem z tą operacją ze strony izraelskiej jest taki, że ona od początku miała wymiar bardziej polityczny niż wojskowy. Jej głównym celem było zerwanie palestyńskiego rządu jedności narodowej oraz osłabienie, ale nie zniszczenie, Hamasu. Z drugiej strony Hamas i Palestyńczycy mają poczucie, że nie ma już nic do stracenia. Pół Gazy jest odcięte, duża jej część została niemal zrównana z ziemią. Wiele osób zginęło, są tysiące rannych. Ciężko mi powiedzieć, co musiałoby się zdarzyć, żeby sytuacja się zmieniła - to zależy przede wszystkim od polityków. Z perspektywy Strefy Gazy mogę jednak na pewno powiedzieć, że nie ma widoków na rozwiązanie kryzysu bez zdjęcia blokady - albo izraelskiej, albo egipskiej. Tu nie ma zgody, żeby sytuacja dalej tak wyglądała.

O konfliktach zbrojnych w Palestynie i Izraelu przeczytaj w reportażach Pawła Smoleńskiego >>

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS 

Tagi:

Komentarze (248)
Zaloguj się
  • pokrecony_oliver

    Oceniono 139 razy 59

    "Warunki, które popiera większość mieszkańców Gazy" - w Gazie nie sposób zebrać takich informacji, plucie na Hamas kończy się linczem. Za męczenników i poplecznictwo Hamas dobrze płaci.
    "było zdjęcie blokady ze Strefy Gazy" - i umożliwienie dozbrojenia Iranowi. Gaza zestala zamknięta po tym jak Hamas wygrał wybory, zlinczował konkurencje i rozpoczął ostrzał Izraela.
    "która zniszczyła jego gospodarkę" - która polegała na tym ze polowa Gazy pracowała w Izraelu.

  • bez.przesady

    Oceniono 246 razy 50

    "nikogo to nie obchodzi"?

    Prawda jest taka, że gdy coś się dzieje innym muzułmanom, to faktycznie nikogo nie obchodzi. Ale jeśli Palestyńczycy, to... maximum outrage.

    Wojnę przedstawia się jako reakcję na ostatnią salwę qassamów z Gazy, a tymczasem rakiety leciały z Gazy dzień w dzień, w czasie rzekomego "pokoju" - tylko nikt tu o tym nie pisał, zrobiła się z tego "normalka".

    Wyborcza blokuje jakikolwiek izraelski punkt widzenia i milczy o zbrodniach Hamasu. Ostatnio pod szpitalem Szifa (w podziemiu którego jest główna kwatera tych islamistów) Palestyńczycy demonstrowali przeciw wykorzystywaniu budynku szpitala do celów militarnych. Jaki był efekt? Hamas ich zamordował. Ktoś o tym poinformował czytelników Wyborczej?!

    Staliście się tubą Hamasu, niestety...

  • erwinsmith

    Oceniono 163 razy 39

    Za ofiary cywilne w Gazie odpowiada Hamas - radykalna muzułmańska organizacja terrorystyczna

    A czym jest radykalny islam? Dwa linki z dzisiaj:

    Nigeria. Znaleziono 10-letnią dziewczynkę opasaną ładunkami wybuchowymi
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,16404547,Nigeria__Znaleziono_10_letnia_dziewczynke_opasana.html
    Ekstremiści zastrzelili w Somalii kobietę za odmowę założenia muzułmańskiego okrycia
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,16403978,Ekstremisci_zastrzelili_w_Somalii_kobiete_za_odmowe.html
    Cierpienia cywili dla nich się nie liczą.

  • pokrecony_oliver

    Oceniono 96 razy 38

    "Nigdy nie słyszałam, żeby jakieś zbrojne grupy zmuszały ludzi, by stali obok wyrzutni rakietowej albo wchodzili na dach w celu uchronienia budynku przed zniszczeniem." to bardzo proste, najpierw trzeba by było tych ludzi złapać, ostawić rakietę i odpalić pilnując by nie zwiali. Hamas działa szybko, jest plac zabaw, bawią się dzieci, niedaleko ustawia się szybko rakietę i odpala a później zwiewa, bo IDF natychmiast strzela w punkt skąd jest odpalona rakieta. Hamas wykorzystuje szybka reakcje IDF który stara się trafić bojowników. Co do budynków sa oficjalne doniesienia o Hamasie nawołującym do nie opuszczania wyznaczonych celów.
    Inny przykład, jakiś czas temu kilka dzieci zginęło od ostrzału na dachu. Środek wojny, ostrzały ostrzegawcze w dach, lecą wszędzie odłamki, a dzieci się spokojnie bawią na dachu, co na to rodzice?

  • neokles

    Oceniono 197 razy 29

    Arabowie wywołali kilka wojen przeciwko Izraelowi, a teraz płaczą, że stracili swoje ziemie... nocóż taka jest cena za agresję.

  • konichiwabitches

    Oceniono 134 razy 28

    - Po pierwsze, jedną z podstawowych zasad prawa humanitarnego jest zasada proporcjonalności. Nawet jeśli Hamas wystrzelił by rakietę z dachu głównego szpitala w Gazie, nie daje to prawa nikomu do zbombardowania szpitala pełnego ludności cywilnej. 

    ?!?!?!?!?!?!? - bardzo ciekawy punkt widzenia, bardzo..... ciekawe z kad ta paniusia sie urwala? Powina jeszcze napisac, ze Izrael powinien czekac z odwetm do chwili w ktorej tym prymitywnym, zacofanym cywilizacyjnie islamskim koziojebca uda sie zabic adekwatna liczbe obywateli Izraela - wtedy walka bedzie fair...
    Prosze nie zapominac, ze palestynczycy sa dokladnie takimi samymi islamskimi zbrodniarzami jak islamscy koziojebcy z Somakii czy Nigerii ktorych to typowe islamskie zachowanie zostalo opisane w ponizszych tekstach.
    Zycze Izraelo aby jak najszybciej pozbyl sie tego islamskiego tyfusu.

    P.S.
    Jestem ciekawy jakie jest zdanie alii qandil na informacje z Somalii i Nigerii?

  • juliusz14

    Oceniono 81 razy 27

    Egzekucje publiczne na ulicach Gazy, Pani Ala Qandil ?
    40 tuneli w stronę Izraela, Pani Ala Qandil ?
    10-letni rozejmu(nie pokoju) a co po, Pani Alu Qandil ?
    Ta pani żartuje z ludzkiej inteligencji albo gra w strusia "głowa w piach a d...a w górę".

  • sake-origami

    Oceniono 55 razy 25

    Islamscy fundamentaliści (terroryści) nie mają szacunku dla życia: tak swojego jak i innych. Dla nich pozbawić kogoś życia to jak splunąć. Fajnie komentuje się z daleka, gdy sytuacja nas nie dotyczy, ale Izrael jest o wiele bliżej i zna ich na wylot i uznał, że jedynym rozwiązaniem jest użycie siły, bo dogadać się z nimi nie da rady.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje