Sławomir Opala nie żyje. Były policjant, pierwowzór postaci Dorocińskiego z "Pitbulla", popełnił samobójstwo

- Ostatnie lata i przeżycia były dla Niego straszne, oskarżenie o rzeczy, których nie zrobił, wyrok skazujący i pobyt w więzieniu, próby powrotu do normalnego życia.....brak mi, k***a, słów - napisał po samobójczej śmierci Opali jego przyjaciel Maciej Morawiec.
- Wczoraj w nocy Sławek popełnił samobójstwo. Jest to dla nas cios, po którym się nie podniesiemy - napisała wczoraj na Facebooku rzeczniczka Sławomira Opali Katarzyna Dąbrowska.

Informację potwierdziła też w rozmowie z Gazeta.pl. Zdradziła, że do tragedii doszło w podwarszawskim domu rodziców byłego policjanta. Nie chciała jednak podawać żadnych więcej szczegółów. "Postawcie się na miejscu najbliższych Sławka. Roztrząsanie w mediach tej sprawy to ostatnia rzecz, której im teraz trzeba" - tłumaczyła w opublikowanej na Facebooku wiadomości.

"Prawdziwy pies"

Opala był funkcjonariuszem wydziału zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Wystąpił w dokumentalnym serialu "Prawdziwe psy" Patryka Vegi. Jego postać stała się też dla reżysera inspiracją dla znanego serialu "Pitbull" - jego główny bohater, policjant "Despero" (grany przez Marcina Dorocińskiego), był wzorowany właśnie na Sławomirze Opali.

Opala w 2011 r. został zatrzymany przez CBA i aresztowany. Oskarżono go o udział w grupie przestępczej o charakterze zbrojnym - była to sprawa związana z działalnością gangu pruszkowskiego. Zarzucano mu także przyjmowanie korzyści majątkowych, przekroczenie uprawnień oraz nielegalne posiadanie broni.

- Przekazywał grupie pruszkowskiej informacje z policji, za co otrzymywał korzyści majątkowe. Niekoniecznie były to pieniądze, ale także narkotyki - mówił po zatrzymaniu na łamach " Newsweeka" śledczy Leszek Goławski z katowickiej prokuratury. Proceder ten miał trwać latami - aż do końca pracy Opali w policji.

Zeznania, które przyczyniły się do wyroku skazującego dla Opali, złożył gangster o pseudonimie "Broda" - świadek koronny w jednym z procesów przeciwko mafii.

"Pracuję, wróciłem do normalnego życia"

Opala twierdził, że jest niewinny. - Nie znam akt sprawy, ale sytuacja jest zupełnie niewiarygodna, a zarzuty absurdalne. Sławek od 1998 roku nie śmierdział groszem. Jeśli miałby jakiekolwiek korzyści majątkowe, to nie chodziłby w starej kurtce przez kilka lat. I raz na jakiś czas postawiłby wódkę, a nawet na to nie było go stać - mówił w 2011 roku "Newsweekowi" Patryk Vega. Jednak po kilku miesiącach śledztwa Opala dobrowolnie poddał się karze - ale nigdy nie przyznał się do winy.

Kilka miesięcy temu, już na wolności, w rozmowie z Onetem Opala mówił, że nie chciał "iść na wojnę z prokuraturą i nawet przez 10 lat chodzić po sądach". Wolał "wziąć na klatę to, co jest, i wyskoczyć na połowę kary". Ostatecznie jednak odsiedział cały wyrok - w więzieniu spędził dwa i pół roku.



- Mam 47 lat, z wykształcenia jestem psem, do branży nie mogę wrócić. A ze swoim CV nie pójdę przecież ani do pośredniaka, ani nie roześlę go po firmach - stwierdził w tej samej rozmowie z Onetem. Zapewnił jednak, że "pracuje, wrócił do normalnego życia, o więzieniu już zapomniał". Planował napisać książkę.

Przyjaciel Opali - Maciej Morawiec - w opublikowanej na Facebooku wiadomości napisał dziś:

"Ostatnie lata i przeżycia były dla Niego straszne, oskarżenie o rzeczy, których nie zrobił, wyrok skazujący i pobyt w więzieniu, próby powrotu do normalnego życia.....brak mi, k***a, słów (...) Zawsze uważałem: 'Sławek to twardziel, prawdziwy pies, da radę', wyjdzie z każdego g**na. Życie i kilku s*****synów, z jakimi się zetknął, jednak go złamało".

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: