Poruszył sieć, robiąc zakupy dla bezdomnego. Pan Tomek: Znajomi śmieją się, że jestem ateistą, a ciągle "jezusuję"

20.07.2014 17:12
Paragon za zakupy w jednym z hipermarketów

Paragon za zakupy w jednym z hipermarketów (Fot. za Facebook)

Opowieść o tym, jak informatyk Tomek Motyliński zrobił zakupy dla bezdomnego mężczyzny, zrobiła absolutną furorę w mediach społecznościowych. W ciągu dwóch dni zdobyła na Facebooku ponad 140 tys. polubień i blisko 40 tys. udostępnień. - Ten odzew mnie zdumiewa. Pomagam potrzebującym od lat, ale do tej pory nie mówiłem o tym publicznie. Teraz wiem, że warto - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Motyliński.
Tomek Motyliński zapłacił za zakupy człowieka, który zbierał pieniądze "na chleb" przy jednym z hipermarketów i podzielił się historią na Facebooku. W weekend jego opowieść ze zdjęciem paragonu na niespełna 50 zł poruszyła dziesiątki tysięcy internautów.



Post użytkownika Tomek Motyliński.


Joanna Berendt: Zdziwiła pana ta masowa reakcja ludzi na pana wpis?

Tomek Motyliński: To był dla mnie kompletny szok. Opublikowałem ten wpis z nadzieją, że może parę osób to przeczyta i się nad tym zastanowi - ale parę osób, a nie tysiące. I wyjechałem. W ogóle nie brałem telefonu do ręki. Aż tu nagle zaczęli do mnie dzwonić znajomi, że wpis ma już 20 tysięcy lajków.

Myślałem, że to pomyłka. Kiedy jednak zajrzałem na Facebooka, post miał już ponad 30 tysięcy. Teraz jest ponad 140 tysięcy. Bardzo miłe zaskoczenie, to daje dużo siły. Powiem więcej: to sprawiło, że teraz uważam, że należy takie rzeczy upubliczniać. Jeśli tylko jeden procent ludzi, do których one dotrą, choć raz zrobi coś podobnego, to już będzie lepiej.

Skąd według pana taka intensywna reakcja na ten wpis?

- Nie umiem tego wytłumaczyć. Od lat zajmuję się sprawą nielegalnych radarów stawianych przez policję i moje posty w tej sprawie miały maksymalnie po 4 tysiące polubień. I to mimo tego, że sprawa była nagłaśniana w mediach i robiliśmy kampanię internetową.

Odzew, jaki jest teraz, zdumiewa mnie.

Zacytuję niektóre komentarze z Facebooka: "Jesteś wyjątkowy", "Tomku, anioł z ciebie", "Jesteś wielki, szacun!"...

- Cieszy mnie, że jest odzew, że ludzie to dostrzegli. Liczę, że kilka osób pomyśli. Ale nie odbija mi palma. Nie wiem, dlaczego ludzie tak zareagowali, ale cieszę się z tego. Chciałbym po prostu, żebyśmy zaczęli zwracać uwagę na ludzi w potrzebie. Czasami chodzi o naprawdę niewiele - szklankę wody czy bochenek chleba. Czasem wystarczy wezwać karetkę pogotowia. Dobrze, że mój wpis wywołał dyskusję o tym w internecie. A przecież nie jestem nikim wyjątkowym.

A nie nachodzi pana taka refleksja, że to smutne, że kupienie bezdomnemu bochenka chleba traktowane jest przez ludzi jak akt heroizmu?

- Jak często widzi pani na ulicy ludzi, którzy nie uzyskują pomocy? Ile razy pani widziała, że leżał człowiek na ulicy i nikt się nim nie zainteresował? Wielokrotnie podchodziłem do takich ludzi, sprawdzałem, czy oddychają, czy mają tętno. Moi znajomi śmieją się, że jestem ateistą, a ciągle "jezusuję", chcę zbawiać świat i naprawiać rzeczy, nad którymi inni się nie zastanawiają.

Popularność pana wpisu wzięła się więc z poczucia winy tych, którzy na co dzień nie zdobywają się na takie gesty?

- Może tak... Ale ludzi należy zrozumieć. Ludzie się po prostu boją. Czasem człowiek robiący zakupy nie ma wcale dużo więcej od tego, kto prosi o pomoc. Trudno kogokolwiek oceniać. Nigdy nie wiemy, czy taki człowiek nie wydaje właśnie ostatnich złotówek ze swojej pensji. Każdy ma własne sumienie i sam najlepiej wie, na ile go stać. Ja wierzę, że ludzie są dobrzy, tylko trzeba dać im szansę, żeby byli dobrzy. Uważam, że każdy powinien się rozejrzeć wokół, a być może znajdzie takiego małego chłopaka jak ja sprzed lat i ocali mu życie.

Mówi pan o wierze w ludzi, ale w swoim wpisie odmalował pan bardzo negatywny obraz tych, którzy razem z panem robili zakupy w tym sklepie...

- Bo to mnie przeraziło! Przy kasie zapytałem tego pana, czy nie potrzebuje drugiej reklamówki na zakupy, i zaproponowałem, że go odwiozę do miejsca, gdzie nocuje, żeby mu nikt po pysku nie dał, kiedy będzie szedł z tym wszystkim. To wtedy ludzie stojący w kolejce zorientowali się, co się dzieje. Tylko kasjerka zareagowała normalnie - uśmiechnęła się i powiedziała: "Fajny z pana gość".

Tymczasem ludzie stojący za mną mieli takie miny, jakbym te pieniądze wyjmował z ich własnych portfeli. Poczułem się palony wzrokiem, to jest niesamowicie przykre uczucie. Tego się nie da porównać nawet do sytuacji, w której w restauracji, do której zaprosiłem potrzebującego pana na posiłek, kelner powiedział, że nas nie obsłuży, bo pan był nieświeży. Ale to była reakcja jednostki, a tutaj całej zbiorowości. To przelało czarę goryczy. Przez chyba 20 minut nie byłem w stanie się emocjonalnie pozbierać.

Może tym ludziom nie należy się dziwić. Według powszechnej opinii jednorazowa pomoc nic nie daje, tylko chwilowo zapełnia dziurę w systemie.

- Znam ten socjologiczny i psychologiczny bełkot. Że nie wolno dawać ryby, tylko trzeba dawać wędkę. A ja powiem wprost: co komu po wędce, jeśli nie ma gdzie łowić albo nie ma siły łowić?

Oczywiście zdarzały się wpadki. Kupiłem komuś jedzenie, a ten ktoś wyrzucił je do śmieci, mówiąc: "Na ch... mi to jedzenie", bo chciał pieniądze. Ale przez te wszystkie lata nauczyłem się odróżniać ludzi zbierających na wino od tych, którzy naprawdę są głodni.

Czuje się pan lepszy, bo pomaga?

- Za pierwszym, za drugim razem taki gest daje dużo radości, satysfakcji i człowiek nawet przez chwilę czuje się lepszy. Z czasem tej radości jest coraz mniej, zastępuje ją żal, że nie można pomóc wszystkim.

Skąd się w panu wzięła chęć niesienia pomocy?

- Wszystko zaczęło się wiele lat temu w Wigilię. Wieczorem poszedłem wyrzucić śmieci. Przy śmietniku spotkałem zmarzniętego, wygłodzonego człowieka. Proszę sobie wyobrazić minę mojej matki, kiedy przyprowadziłem do domu tego bezdomnego. To było jeszcze w szkole średniej. I wtedy się zaczęło.

Robię to od lat, ale zwykle przybiera to inną formę. Z racji pracy, jaką wykonuję, dużo jeżdżę po Polsce i często jadam w restauracjach. A że nienawidzę jeść sam, to jak idę na obiad i widzę jakąś osobę wyglądającą na niezbyt zamożną, to ją po prostu na ten obiad zapraszam. Nie jestem bogatym człowiekiem, ale życie mnie nauczyło, żeby dzielić się tym, co mam. Sam przeżyłem w życiu taką biedę, jakiej nikomu nie życzę. Ktoś kiedyś bardzo pomógł mojej rodzinie i czuję, że sam dziś mam dług do spłacenia.

To co pan powie na te negatywne komentarze, które pojawiły się w związku z opisaną przez pana historią - że chciał się pan wylansować, że prawdziwie bezinteresowna jest pomoc, którą się nie chwalimy...

- Przez wiele lat nie chwaliłem się pomaganiem innym. Te komentarze w ogóle na mnie nie działają. Nie interesuje mnie to, co ludzie na mój temat myślą. I powiem więcej: teraz wiem, że robienie po cichu nic nie daje. Nie wstydźmy się pomagać ludziom, nie wstydźmy się, że to robimy. W ten sposób znajdziemy wielu naśladowców.

Najlepszym przykładem na to, że należy pomagać z hałasem, jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Ile by zyskali, gdyby każdego roku nie pokazywali, jak wiele robią? Jurek Owsiak pokazał drogę. Nawet jak znajdzie się jeden naśladowca, to będzie wielki sukces. Teraz nie zamierzam ukrywać tego, co robię. Powiem więcej - zamierzam tym ludziom, którym pomagam, robić zdjęcia. Chcę publikować ich portrety. Chcę pokazać, że też są ludźmi. Przecież ich żołądki nie różnią się od mojego.

Tagi:

Komentarze (328)
Zaloguj się
  • buhaj_z_rogiem

    Oceniono 458 razy 214

    Z miesiąc temu stojący przede mną przy kasie w Netto facet dał 50 zł babuleńce, która miała w garści trochę drobniaków i ze skromnych zakupów musiała odkładać po kolei jedną rzecz po drugiej, aż został jej najtańszy chleb, jedno jabłko i chudy twaróg, bo na więcej nie starczyło. Chyba się tym facet nie chwalił na fejsie, bo jakoś zbiorowego orgazmu nie widziałem.

  • kks26

    Oceniono 247 razy 211

    Ja też tak zrobiłem i nie widzę w tym nic wielce niezwykłego, ale dobrze że takie rzeczy są nagłaśniane, niech mają młodzi jakieś wzorce!

  • koma_5

    Oceniono 335 razy 207

    "Poruszył sieć, bo zrobił zakupy dla bezdomnego. " Nie poruszył sieci dlatego, ze zrobił zakupy. poruszył dlatego, ze opisuje wszystko na FB i to w taki sposób (miesza do tego religię, patriotyzm, prezentuje paragon, opisuje to jak wydarzenie narodowe). ''Znajomi śmieją się. Jestem ateistą, a jezusuję'' masz głupich znajomych. Ateizm nie ma nic wspólnego z brakiem humanizmu, niewrażliwością na potrzeby człowieka.

  • aleabc

    Oceniono 220 razy 188

    Jadłem spaghetti w Picolo. Poszedł młody chłopiec i prosił o parę groszy na coś do jedzenia. Zapytałem czy jest głodny, gdy pokiwał głową, że tak powiedziałem, żeby podszedł i zamówił sobie porcję spaghetti. Zapłaciłem, a on zjadł jakby faktycznie tydzień nie jadł.
    Moja znajoma miała podobną sytuację w McDonaldzie i też takiemu chłopcu zamówiła jakiś Mczestaw. Jest wielu ludzi, którzy pomagają i tylko żal, że wciąż u nas są ludzie, którzy są głodni - u nas, gdzie 99% ludzi to katolicy miłujący bliźniego swego jak siebie samego !!!

  • empepe21

    Oceniono 246 razy 140

    Zupełnie nie rozumiem tych złośliwych komentarzy. Umieszczenie tego na fejsie nie miało na celu "chwalenia się" - jak to niektórzy interpretują, ale pokazanie skromnej postawy tego obdarowanego człowieka. Drodzy hejterzy, zamiast krytykować, sami zróbcie coś dla innych. Bo tak sobie myślę, że gdybyście robili, to by jad z Was nie tryskał tak intensywnie po przeczytaniu tego artykułu.

  • jep23

    Oceniono 133 razy 93

    Pewnego razu facetowi,który "poprosił" mnie przed sklepem
    o złotówkę zaproponowałem,że kupię mu coś do jedzenia,
    usłyszałem: "Idź w pi...."
    Nie miałem okazji pochwalić się swoją "wielkodusznością".

  • Filip Rymuszko

    Oceniono 77 razy 77

    Konkluzja jest jedna - POMAGAJMY. Reszta schodzi na drugi plan. Nie twórzmy kolejnych teorii spisku. Nie potrzeba żadnej wielkiej motywacji, religijności, społecznictwa. Po co tworzyć kolejne teorie spisku i analizować pobudki "dającego" czy powody dla, których ktoś popadł w nędze i wyciąga ręce po pomoc. Nasza decyzja jakimi chcemy być ludźmi i kogo warto naśladować. Chodzi o odruchy serca. A formy pomocy nie muszą być ani wyszukane, ani czasochłonne, ani spektakularne. Mówić można nam o wszystkim. Zarzut "chwalenia się" jest dziecinny. To nie ten temat. Facet nie wrzucił biletów z koncertu U2 czy swojego zdjęcia z wakacji na Majorce lub jak siedzi za kierownicą Bugatti - wtedy by się chwalił. Tutaj natomiast poruszył ważną kwestie, przedstawił sytuację i swoje odczucia, zamiar obwieszczenia światu? może dać do myślenia, może ulżyć sobie wyrzucając na blat. Okazanie paragonu jedynie potwierdza jak proste mogą być czyjeś potrzeby.

  • miroslawa133

    Oceniono 72 razy 60

    Nie wiem, czy robienie zdjęć biednym, to taki dobry pomysł. Czemu to ma służyć? Ludzie na ogół wstydzą się biedy, czują się gorsi, pokrzywdzeni. Pomagać z hałasem- owszem, może się znajdzie kilku naśladowców. A tak naprawdę wolałabym, żeby każdy z nas rozejrzał się wokół, siebie, wśród znajomych, sąsiadów, dzieci z osiedla. Każdy znajdzie kogoś, kto potrzebuje naszej pomocy. Bo nie wystarczy współczuć i rozgrzeszać się słowami "u tych Kowalskich to bieda aż piszczy". Słowa są ważne ale ważniejsze jest to co robimy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje