Papieskie derby w Watykanie? Tak papieże podchodzą do piłki nożnej: intelektualna nadbudowa kontra dziewicza radość

Czy w ten wieczór papież Benedykt zjawi się z butelką dobrego reńskiego wina w skromnym mieszkanku papieża Franciszka w Domu Św. Marty? Czy też raczej urzędujący pontifeks zapuka do apartamentu niemieckiego współbrata? Z piłką w jednej i argentyńską koszulką w drugiej ręce?
Po Twitterze krąży zdjęcie z tytułem "Vaticanao", które prezentuje urzędującą i emerytowaną głowę Kościoła w sutannach o kolorach ich krajów pochodzenia. Bębenek w Italii podbijają media, domagające się oprócz derbów Ratzinger-Bergoglio, także niemiecko-argentyńskiego public viewing na placu św. Piotra. W końcu po raz pierwszy w dziejach papiestwa dojdzie do finałowego meczu na MŚ, rozgrywanego między narodowymi reprezentacjami obydwu żyjących papieży.

Piłkarze? Lepiej kompozytorzy...

Wygląda jednak na to, że do spektakularnych derbów watykańskich nie dojdzie. Obydwaj papieże, choć dzieli ich w Watykanie odległość 500 metrów, nie zasiądą razem do oglądania finałowego meczu. Ani przed TV, ani w watykańskim kinie. Nawet jeśli takie spekulacje podsyca sam watykański dziennik "Osservatore Romano".

87-letni papież z Niemiec, który jeszcze nigdy w życiu nie obejrzał w całości meczu piłkarskiego, możliwe, że zasiadłby do mundialowego finału, gdyby zamiast Podolskiego, Klose & Co. na murawę wybiegli Mozart, Beethoven i Schubert, a niemieckiej bramki bronił Johann Brahms. Serce wybitnego teologa i intelektualisty bije gorąco dla klasycznej muzyki, którą do XIX wieku w swoich rękach zmonopolizowali Niemcy znad Renu i Dunaju. Dlatego też w chwilach relaksu zasiada do fortepianu lub organów.

Spekulacje o papieskich derbach w Watykanie rozwiał też rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej, ojciec Lombardi. "Emerytowany papież każdego dnia o godzinie 22 chodzi do łóżka, a mecz zaczyna się godzinę wcześniej" - wyjaśnił. Nie wykluczył jednak, że przed telewizorem zasiądzie papież z Argentyny. Tym bardziej że miał on już wcześniej odmówić swoim szwajcarskim gwardzistom wspólnego oglądania meczu, gdy w 1/8 finału Argentyna trafiła na alpejski kraj. Ale tylko dlatego, by w Watykanie "uniknąć wojny domowej!".

Teologia piłki

Jak w posłudze papieskiej, tak wobec futbolu istnieje ocean przepaści dzielący obydwu papieży. Benedykt XVI jako profesor teologii do kopania piłki podchodzi intelektualnie - ex katedra. Jeszcze na kanwie MŚ'78 w Argentynie sklasyfikował futbol jako zjawisko, "które przy absolutnej wolności absorbuje wszystkie siły człowieka", przypomina "powrót do raju" oraz które ze względu na swoją ontologiczną "niekonieczność jest piękne".

Piłka nożna narzuca ludziom "wielką samodyscyplinę, tak, że poprzez trening uzyskują oni kontrolę nad samymi sobą, w efekcie dysponują "autonomią poczynań, poprzez nią uzyskując finalnie wolność". A tę wprzęga się potem w grę zespołową, czyli jak to ujął papież Benedykt, w "zdyscyplinowany proces współdziałania na boisku, któremu przyświeca wspólny cel". W nieco prostszy sposób tę samą myśl wyraził jego jowialny rodak i trener reprezentacji Niemiec, który 1954 doprowadził ją do pierwszego w dziejach tytułu mistrza świata - Sepp Herberger: "Na boisku musi grać 11 przyjaciół".

Zupełnie inaczej podchodzi do ontologii okrągłej piłki wbijanej do kanciastej bramki papież Franciszek. Bez intelektualnej nadbudowy, za to z dziewiczą radością. Co dyktuje mu jego biografia, w której afekt do piłki wyprzedził zamiłowanie do teologii. Już jako młody chłopak gonił za piłką na podwórku rodzinnego domu w Buenos Aires przy Membrillar 531, potem w każde popołudnie na najbliższym boisku, które dziś z dumą pokazuje się turystom z całego świata. "Literatura i piłka, to były jego dwie namiętności, w tej właśnie kolejności", zapewnia kolega ze szkolnej ławki, muzyk Mario Valdez, który w 1948 roku razem z młodym Bergoglio uczęszczał do V klasy podstawówki.

A Nestor Carabajo, kolega papieża z technikum chemicznego, dodaje, że ten nigdy dobrze się nie kiwał, za to na każdy mecz ustawiał skład podwórkowej drużyny i jej taktykę. Od 10. roku życia argentyński papież jest związany z klubem "San Lorenzo" i jako członek Nr 88235 po dziś dzień opłaca z Watykanu klubową składkę.

Prefekt? Wiadomo

Niewykluczone jednak, że każdy z nich po cichu na godzinę przed meczem westchnie do Boga i odmówi zdrowaśkę za pomyślność własnej reprezentacji. Wiadomo natomiast, że najwyższy rangą łącznik obydwu papieży, osobisty sekretarz niemieckiego emeryta a zarazem prefekt Domu Papieskiego urzędującego argentyńskiego, abp Gänswein, rozpalony zasiądzie do meczu.

Preferencje prefekta, okrzykniętego przez "Vanity Fair" niemieckim Clooneyem, są oczywiste. Zapalony tenisista i wierny fan Bayernu Monachium, będzie zaciskał kciuki za reprezentację Niemiec. Podobnie jak kanclerz Angela Merkel i prezydent Joachim Gauck, którzy jako polityczny tandem lecą na finał do Rio. Jak kiedyś prezydent Kaczyński i premier Tusk na szczyty do Brukseli.

Więcej o:
Komentarze (3)
Papieskie derby w Watykanie? Tak papieże podchodzą do piłki nożnej: intelektualna nadbudowa kontra dziewicza radość
Zaloguj się
  • kibic_rudego

    Oceniono 3 razy -1

    od kiedy to papieże sa dziewicami ?
    Wojtala bzykał Wandę pijaczkę,
    a Frankowi tez nie brakowało wielbicieli

  • kov02

    Oceniono 2 razy 0

    Dziewicza radość? to oni nie byli w seminarium.

  • compagno

    Oceniono 1 raz 1

    Czy tylko mi ten artykuł skojarzył się z jednym z odcinków serialu "Pope Town" ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX